14.07.2011

Upodobania się zmieniają

Często szczeniaki z hodowli, w których dba się o ich rozwój względnie ładnie aportują nawet w wieku 2 miesięcy. Z Gin, która pochodzi z "wpadki" było już gorzej, bo skupiano się tam po prostu na tym, żeby szczeniaki miały czysto oraz miały co jeść, kwestie typu rozwijanie różnych popędów były niemal jak jakaś "czarna magia".
W związku z tym, kiedy Młoda już do mnie trafiła starałam się jakoś to nadrobić, jednak mając jedynie ogólnikową wiedzę i zero doświadczenia z zabawkowym psem robiłam różne błędy. Największą frajdą dla Gin było gonienie różnych zabawek, a chyba dopiero potem szarpanie się - wspólna zabawa ze mną. Dopiero po seminarium z Darkiem Radomskim zdałam sobie sprawę, jak bardzo jest to istotne.
W tym czasie Gin przechodziła różne "fazy". Początkowo decydowała się na szarpanie jedynie pluszakami, jakimiś szmatkami, czy polarowymi szarpakami. Każda inna zabawka była fajna jedynie w momencie, kiedy uciekała, w chwili, kiedy została upolowana nie była już tak interesująca. Później udało mi się namówić Gin na szarpanie dyskami, jej pierwsze "dekle" nie były szmaciane, czy gumowe, jakie na ogół poleca się początkującym psom, tylko bardziej "dorosłe" plastikowe, przez co byłam jeszcze bardziej zaskoczona reakcją szczeniaka. Jakiś czas po seminarium frajda z szarpania plastikowymi dyskami minęła, a o aportowaniu ich nie było mowy. Potem jej wielką miłością stały się lateksowe, piszczące piłeczki, szalała i nadal szaleje na ich punkcie, były tak fantastyczne, że... nie było sensu mi ich przynosić ;).
Niedawno stwierdziłam, że w aporcie Gin już nic nie jestem w stanie zepsuć, miałyśmy już chyba wszelkie możliwe problemy. Uciekanie z zabawkami, zostawanie z zabawką, wracanie bez zabawki etc. etc. Niektóre osoby zaproponowały mi, żeby "olać" aport, przestać tak się tym przejmować, na początku wydawało mi się to nieco bez sensu, ale w końcu się do tego zastosowałam. Jednak nowa metoda, którą wprowadziłam w życie nie do końca polega na takim całkowitym lekceważeniu. Chodzi o to, żeby wyrobić w niej przekonanie, że nikt nie zamierza zabierać jej zabawki tylko jedynie się pobawić oraz że to ja decyduję o tym, kiedy się bawimy, a nie ona. Nie wiem czy po tak niedługim czasie mogę mówić już o efektach, nadal nie są one jakieś rewelacyjne, ale widzę poprawę.
Ponad to Gin znów szarpie się dyskami, nawet Dog Chow'ami, których wcześniej nie wyobrażała sobie trzymać w pysku. Zaczęła nawet łapać floatery, więc powoli żegnamy się z łapaniem "z ręki" i przygotowujemy do wybiegania po dysk. Wszystko na spokojnie i bez spinania :).




6 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam... Raz lepiej, raz gorzej...
    Życzę powodzenia, mam nadzieję, że ta metoda w końcu doprowadzi was do sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze będzie ładnie aportować, zobaczysz :)
    Trochę cierpliwości i na pewno się uda. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze to wytrwałość :D Ale trzeba być odpornym na wszystko faktycznie, bo daleko by się nie zaszło nigdzie (ciągle sobie to powtarzam :D).
    No i kurczę tak zajebiście wyszła na tym pierwszym portretowym zdjęciu że jaCIEkręce!

    OdpowiedzUsuń
  4. Na obozie aport w którym miałam przyjemność uczestniczyć był west który nie chciał również aportować. Udało się go zachecić! :) sposób był taki - trzymać aporty w jego suchej karmie by chętniej nosił :)
    W zooplusie są też aporty w które można wkładać jedzenie
    http://www.zooplus.pl/shop/psy/zabawki_szkolenie_psa/dummy_jumper/dummy/32755

    http://www.zooplus.pl/shop/psy/zabawki_szkolenie_psa/dummy_jumper/dummy/62463

    http://www.zooplus.pl/shop/psy/zabawki_szkolenie_psa/dummy_jumper/dummy/147034

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu