28.04.2013

Przed zawodami

Cały tydzień stresowałam się dzisiejszymi zawodami w Powsinie. Daleko mi do optymizmu i często przewiduję same czarne scenariusze, by potem mocno się nie zawieść lub miło zaskoczyć. Martwiłam się o brzydką pogodę, że zaśpię na autobus, że zapomnę zabrać coś bardzo potrzebnego, że zapomnę kolejności przeszkód, martwiłam się o całą masę podobnych głupot, ale mimo to bardzo chciałam pojechać. Nawet kilka dni wcześniej spakowałam część rzeczy, żeby potem nie robić tego na ostatnią chwilę. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. 
Był wieczór, tata zaproponował wcześniej, że może nas podwiezie, ale jeszcze nie był pewien, czekałam na decyzję. Mimo, że przed zawodami, to był to jednak wieczór jak każdy inny. Było już po kolacji, każdy  zajęty swoimi sprawami. Tata wyszedł po coś do ogrodu. Około 21:30 wbiegł do domu krzycząc, że się palimy  i żeby szybko dzwonić na straż pożarną. Wyglądało to wszystko jak jakiś głupi żart. Palimy się? Niemożliwe, przecież takie rzeczy dzieją się tylko w filmach i u ludzi, których pokazują w wiadomościach. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że tymi ludźmi z wiadomości możemy być kiedyś my. Wszystko wyglądało strasznie, jak w najgorszym śnie, cały dach się dymił, a potem zobaczyłam, jak się pali. Przyjechały trzy wozy straży pożarnej. Nie wiem dokładnie o której godzinie ugasili pożar, bo dzięki uprzejmości sąsiadów mogłam przeczekać to w spokojnym miejscu, wraz z młodszym bratem i psami. Najbardziej denerwowała się Tosia, ciągle wydawała z siebie jakieś dźwięki, jak nigdy dotąd, Gina była mniej zdenerwowana, ale nie dało się nie zauważyć, że sytuacja nie jest jej obojętna. Krzyczący i biegający ludzie, dziwne i głośne sprzęty... 
Gdyby tata nie wyszedł wtedy do ogrodu, to straty byłyby pewnie ogromne. Teraz brakuje nam "tylko" kawałka dachu, cieknie woda, którą strażacy gasili ogień, no i cuchnie spalenizną. Mogło być o wiele gorzej. Ten wieczór to jakaś lekcja na przyszłość. Jaki jest sens w przejmowaniu się bzdetami, kiedy mogą nas spotkać dużo poważniejsze rzeczy? Z każdej sytuacji trzeba wyciągać jakieś plusy, trzeba cieszyć się chwilą, tym co się ma, bo to wszystko jest bardzo ulotne i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy możemy to stracić. Nie pojechałam na zawody i jest mi przykro z tego powodu, ale to nic. To tylko zawody, będą jeszcze kolejne...


18 komentarzy:

  1. To prawda... Martwimy się głupotami które wydają nam się najważniejszymi rzeczami na świecie, ale nigdy nie wiemy na prawdę czy nie spotka nas coś jeszcze gorszego. A zawodów będzie jeszcze wiele... Ważne jest to, że nikomu nic się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe szczęście że tylko kawałek dachu straciliście, i że nikomu nic się nie stało. Zawody są cały czas i można w każdej chwili się zgłosić :)
    Mieliście wielkie szczęście

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w takich sytuacjach mówie sobie, że po prostu tak miało być. Przypadek? Niee... Dla mnie wszystko to przeznaczenie.
    Nie tym razem to innym.
    Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  4. To jak jakiś scenariusz do filmu... dobrze, że nikt nie ucierpiał

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że nikt nie ucierpiał.
    Ja też tak mam, przejmuję się głupotami (nie mówię, że zawody są głupie!), a wokół mnie dzieją się o wiele poważniejsze rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde, dobrze, że nic nikomu się nie stało i nie ponieśliście aż tak dużych strat. Wszystko się skończyło w sumie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kawałek jak z horroru, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło, oprócz zawodów. Będą i następne. Często martwimy się głupotami a tak naprawdę nie wiemy co nas w życiu spotka. Dużo zdrowia życzymy i załatanego dachu.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, jaka tragedia, całe szczęście, że nikomu nic się nie stało. Biedna Tośka :(
    Współczuję, że nie pojechałyście na zawody, z chęcią poąglądałabym zdjęcia z nich ♥
    U mnie niedawno coś podobnego się zdarzyło, ale nie mi tylko, jakimś ludzią, a może ...
    Czy Wy przypadkiem nie jesteście z miejscowości pod Poznaniem na P..?
    Pozdrawiam Martyna i Funny

    OdpowiedzUsuń
  9. O jeny, Natalia, bardzo mi przykro! Nie wiem co napisać... Dobrze że wyszliście z tego cało, to najważniejsze! Mam nadzieję że szybko uda Wam się naprawić straty.
    Trzymajcie się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze, że twój tato w porę to zauważył i nikomu nic się nie stało!
    Wiadomo czym był spowodowany pożar?

    OdpowiedzUsuń
  11. Rany! Tyle się słucha w telewizji, czyta w gazetach, w internecie takie rzeczy, ale to wydaje się być czymś odległym, coś, co przydarza się innym ludziom. Trudno sobie wyobrazić, że może dotknąć to pewnego dnia i nas.
    Bogu dzięki, że tylko tak to się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Całe szczęście, że wyszłyście z tego całe! Rzeczywiście, nietypowy wypadek, ale widocznie tak miało być.
    Powodzenia na kolejnych zawodach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze, że nic gorszego się nie stało, ale scenariusz rzeczywiście jak z filmu...

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę, dobrze, że nikt nie ucierpiał...

    OdpowiedzUsuń
  15. Nieprawdopodobne. Muszę przyznać, że Twój tata miał wyczucie.
    Dobrze, że wszystko skończyło się jak należy, a nie tragicznie.
    Zawsze mówię, że mogło być gorzej. Często bywa, że martwimy się o błahostki, zapominając o rzeczach stokroć gorszych.

    OdpowiedzUsuń
  16. bardzo mi przykro,dobrze że Wam nic się nie stało...
    mieliśmy podobną historię,nigdy nie myślałam że u mnie w domu będzie pożar,no ale cóż.była noc,zapalił nam się komin,cały strych płonął,z komina wybuchał wielki ogień,wszystko powoli zapalało się w środku.gdyby nie sąsiedzi którzy nocowali w namiocie,strażacy powiedzieli że było by po nas...

    zapraszamy do nas --> http://baddy-wspanialy-labrador.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Masakra, ale jak to tego doszło? ;/
    Całe szczęście Twój tata znalazł się w odpowiednim czasie w dobrym miejscu.
    Masz racje, jaka sytuacja by to niebyła, zawsze trzeba wyciągać z tego wnioski i plusy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pewnie, że będą kolejne! I to na pewno bardzo udane :)
    Masz rację, nie wolno się tak bardzo martwić, bo są też rzeczy o wiele gorsze, które nam się mogą zawsze zdarzyć...
    jak to dobrze, że Twój tata poszedł wtedy do ogrodu... Dobrze, ze ,,tylko" tak to się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu