10.06.2013

Uroki mieszkania na wsi

Wołasz psa, zapinasz smycz i wychodzisz na spacer. Rozglądasz się nerwowo dookoła - uff... czysto! Można iść dalej. Jesteś na miejscu, ale nadal czujesz się niezbyt pewnie, dopiero zabawa z psem pozwala ci się nieco rozluźnić. Czas mija szybko, pora już wracać, cieszysz się, bo spacer był wyjątkowo przyjemny. Do czasu. Zza rogu wychodzi rudy pies, na pierwszy rzut oka miks amstaffa*, nie ma zamiaru reagować na próby odstraszenia, idzie za tobą, przyspieszasz krok, na szczęście mieszkasz niedaleko i zaraz znajdujesz się za bezpieczną barierą, za płotem swojej posesji. 
Tak wygląda większość naszych spacerów, były też takie z mniej miłymi zakończeniami, a do niektórych w ogóle nie dochodzi, bo jak któraś z suk sąsiadki ma cieczkę, to przyłazi więcej psów i strach w ogóle wychodzić z domu. W moim sąsiedztwie mogłabym wymienić co najmniej trzy osoby, które swoje burki (i tym samym innych ludzi) mają po prostu w dupie. Psy biegające tutaj samopas stwarzają zagrożenie dla innych ludzi, dla innych psów i siebie. Wczoraj jeden z nich został potrącony i umarł na miejscu. Leżał cały dzień na naszej ulicy, w kałuży krwi, a jego właścicielka w ogóle się nim nie zainteresowała.
W końcu postanowiłam coś z tym zrobić. Pierwsze co przyszło mi do głowy to telefon do gminy, bo podobno gmina ma OBOWIĄZEK zająć się bezdomnymi psami. W gminie dowiedziałam się, że skoro znam właścicieli tych psów (choć oni sami w czasie interwencji twierdzą, że to nie są ich zwierzęta, tylko je dokarmiają), to nie są one bezdomne i powinnam zgłosić to na policję (straż miejska tutaj nie dociera). Poza tym przecież nie będą zabierać psa właścicielowi - co z tego, że pies potrafi cały dzień biegać samopas, bez obroży i pewnie bez podstawowego szczepienia na wściekliznę - dla mnie taki pies jest BEZDOMNY. Pani powiedziała też, że gmina (warto dodać - ponoć jedna z najbogatszych w Polsce) nie będzie wydawać 2500zł na każdego, odłowionego psa... i powiedziała, że potem ludzie mają pretensje, że wydaje się pieniądze na takie rzeczy, a nie coś innego (no tak, bo ja wolę kolejną, głupią imprezę, niż czuć się bezpiecznie w swojej okolicy ;)). No, ale żeby nie było, że mi nie pomogli, to dowiedziałam się, że powinnam to od razu zgłaszać na policję. Jak widzę takiego psa, to mam ze sobą świadka, wykonuję telefon na policję, ale muszę być pewna, że właściciel tego psa jest w domu, żeby policja miała do kogo zapukać. Jak policja w domu nikogo nie zastanie to po prostu sobie odjedzie, a pies nadal będzie biegać po ulicy. Jak na spacerze jakiś pies rzuci się na mojego, to też telefon na policję (hehe, bo na pewno zdążą zanim z mojego psa nie zostanie mokra plama :)). Tak działa z bezdomnością zwierząt nasza gmina.

Jak chcesz mieszkać na wsi, to kup sobie olbrzymią działkę z łąką, kawałkiem lasu, jakimś jeziorkiem, zamontuj sobie wokół tego szczelne ogrodzenie i możesz spacerować do woli, bez obaw, że jakiś obcy pies zeżre twojego psa albo ciebie. Ewentualnie zamieszkaj na kompletnym wygwizdowie, gdzie będziesz mógł mieszkać sam, bez towarzystwa sąsiadów debili.



24 komentarze:

  1. Szczere :D "bez towarzystwa sąsiadów debili" - rozwaliło mnie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio bym przez mieszańca malinki straciła Fada -,-
    Po prostu nieszczelna BRAMA! Pies przeszedł pod bramą, nawed nie musiał się schylać by nie zachaczyć łebkiem -,- A pies wielkości malinki*!
    Mieszkam na wsi, choć nie raz bym wolała zamieszkać w mieście.

    Malinka- określenie owczarka belgijskiego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem tak: wychowałam się na wsi z ludźmi-debilami, którzy mają w dupie swoje agresywne psy, które latają samopas, nie mam bóg wie jakiego ogródka, wiec MUSZĘ z psami iść na spacer na wieś- gmina NIC nie robi z tymi psami, mają je gdzieś. Ale i tak nie zamieniłabym tego miejsca za najlepsze tereny w mieście ;) Z właścicielami tych psów się kłócę co prawda, prowadzę zażartą wojnę z nimi, ale nawet oni się boją by ich pies ugryzł jakiegokolwiek mojego, jak trzymam je na smyczy, bo wiedzą jak to się skończy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jakby któryś z opisywanych przeze mnie psów ugryzł którąś z moich suczy, to prawdopodobnie nic by już po nich nie zostało ;).

      Usuń
    2. Ja nie tyle psa bym ukatrupiła co właściciela, a znam wszystkie psy w mojej okolicy i wiem który gdzie mieszka ;)

      Usuń
    3. Bardziej miałam na myśli swoje psy, ja nie jestem na tyle silna, żeby zaszkodzić w jakiś sposób dużemu psu (i tym sposobem pomóc sobie i moim zwierzakom).

      Usuń
  4. Hehe, powaliło to mnie ;D Genialne opowiadanko ;)
    Całe szczęście, ze z Gi nie została mokra plamka, szkoda mi tylko tego psiaka co został rozjechany ;/
    Pozdrawiam Martyna i Funny

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jest nie tylko na wsi i w mniejszych miastach też... szkoda psa, a o właścicielce to lepeij się nie wypowiem;/

    http://blog-na-czterech-lapach.blogspot.com/
    http://oczamichomika.blogspot.com/

    POZDRAWIAM H&O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie to zależy od miejsca. Mieszkałam przez ok. tydzień w niedużym mieście i mogłam na lajcie wychodzić z Tosią na spacery. Jak jestem w Warszawie to też czuję się bezpiecznie. Będąc na bardziej zaludnionej wsi już nie, wszędzie łażą samopas psy.

      Usuń
  6. U nas jest prawie to samo. Mówię prawie, bo ja na spacer wychodzę zazwyczaj z pięcioma psami. Więc jakiekolwiek ataki ograniczają się do podejścia na 10 metrów i szczekania. Wystarczy odwrócenie się przodem do delikwenta i... nagle znika z podkulonym ogonem :P To samo dzieje się ze sforami jakimiś :P

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie w mieście jest podobnie... ludzie czasem nie powinni mieć psów

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. No sąsiadów czasem dobrze mieć, a czasem nie. A nie daj boże jesteś wlaścicielem amstaffa... Wtedy sąsiadów lepiej nie mieć ;/ Bo choćby nie wiem, jak byl spokojny, to to przecież pies zabójca!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogę dokładnie napisać to samo o psach w mieście, w którym mieszkam. O tyle dobrze, że mam psa, który jest dominantem i nie znosi innych rzucających się na niego burków, które po starciu z nim odchodzą jak niepyszne. Ale z kolei z małą suką już nie wyjdę, nie bojąc się o jej zdrowie. Kiedyś napadł na nią owczarek niemiecki z urwanym łańcuchem. Gdybym nie dała mu z buta, to mogłoby się skończyć nieciekawie, a tak się wystraszył i odszedł. Zaszłam do właścicieli, okazało się, że nikogo w domu nie ma, brama otwarta, a pies biega po ulicy.
    Jeśli chodzi o działania straży miejskiej, to zwyczajnie umywają oni ręce, bo cóż mogą zrobić, skoro odławianie psów aż tyle kosztuje. Lepiej nie robić nic. Zdarzało się, że w lutym na mojej ulicy i pod moją bramą dzień w dzień siedziało stado złożone z kilku wielkich psów. Dwa z nich kilka razy w nocy przeskakiwały przez bramę i biegały sobie koło mojego domu. Wtedy już na spacery nie wychodziłam w ogóle.
    Dziś jeden burek szedł przede mną i mało się na mnie nie rzucił z zębami, chwilę później widziałam że biega kulejąc, więc pewnie doświadczył bolesnego zetknięcia z autem. Razem z nim biegał szczeniak owczarka niemieckiego, którego najprawdopodobniej ktoś wywiózł.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojejciu, mam babcię na takowej wsi, nie wyobrażam sobie wyjścia tam z "cywilizowanym" psem, chyba że by się zapuścic głęboko w las lub pola.. Jest identycznie. Żaden pies nie jest oznakowany, rzadko który ma obrożę, wszystkie latają po ulicy i nikt się tym nie przejmuje. Zgroza.

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam problem z autopsji ale muszę przyznać, że o ile na mojej wsi psy biegają samopas to jednak zawsze udawało mi się gdzieś uciec/ uniknąć konfrontacji. Teraz kiedy przeprowadziłam się do miasta- gdzie psy nie chadzają bez właścicieli- mój pies miał już dwa starcia z innym psem, których nie udało mi się uniknąć... Bilans zysków i strat przemawia na korzyść wsi choć myślę, że to moja wina. Świadomość, że z psem który podchodzi do mojego psa jest właściciel usypia moją czujność, niepotrzebnie liczę na to, że właściciel wie co robi, że pozwala psu podejść do mojego, że zareaguje sprawnie jak coś będzie nie tak. Niestety tak nie jest. Staram się unikać za wszelką cenę kontaktów z psami z właścicielem ale bez smyczy- niestety nie zawsze się udaje:/
    Choć muszę przyznać, że spacery na wsi gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy są równie męczące:/ choć u mnie, po wielu kłótniach z właścicielami i wielu telefonach na policję widać efekty- tym się pocieszam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Skąd ja to nam? :/
    Mieszkam na wsi i takie sytuacje ( także z gminą) nie są mi obce. W poprzednie wakacje spacerując z psem rodziny zostałam zaatakowana przez bernardyna, mimo obecności właścicieli na podwórku wydawało się, że nikt niczego nie widział. W mojej miejscowości też psy biegają luzem i podbiegają do nas, co czasami nie podoba się to moim psom - 3 zdenerwowane psy? sytuacja naprawdę niebezpieczna. Czepianie się do mnie, że moje psy nie chodzą w kagańcu (mimo, że są na smyczy a panie idą z psami, które biegają po całej ulicy i na nas szczekają) też mnie nie ominęła.

    OdpowiedzUsuń
  13. No to trafiłaś w sedno, bo u nas jest podobnie. Będę bezpośrednia:
    Ludzi ewidentnie nie obchodzi co dzieje się z ich psami, gdzie łażą, co robią, za kim chodzą, jaką sukę zapłodnią, albo nawet na kogo podwórko wejdą (przy zamkniętej bramie) ogólnie im to wisi. Nie raz miewałam sytuacje, idąc sobie spokojnie na spacer z psem, że cały czas jakiś burek szedł za nami krok w krok. Zaczepiał April, biegał i za żadne skarby nie chciał od nas odejść. Co nikogo nie interesuje już, że może ja nie życzę sobie, aby jakiś pies za nami łaził? Kurde... Gdybym chociaż znała właściciela konkretnego psa, nie próbowałabym się powstrzymać, po prostu bym takiemu wygarnęła.
    Gmina... Ta gmina... Oni nawet nie udają, że coś z tym próbują zrobić. Z psami na łańcuchach jest tak samo. I co że w 2012 weszła nowa ustawa o ochronie zwierząt. Czasami mam wrażenie, że tylko mi na tym zależy, że tylko mi te "bezpańskie" psy przeszkadzają i chyba z prawdą się nie mijam.

    A tak z czystej ciekawości : W jakiej gminie mieszkasz?

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, mieszkam w warszawie. Ale cale wakacje spedzam na dzialce na wsi. Szczerze-wole chodzic na spacery po lesie kolo dzialeczki. W warszawie podstawowym problemem jest dla mnie duza ilosc psow, rowerow, ludzi. Niestety zla socjalizacja... z drugiej strony to w miescie sa kluby agility, seminaria, zawody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zła socjalizacja ogólnie, czy mówisz o swoim psie? Ja uważam, że miasto to idealne miejsce na fajny socjal dla psa ;). Mieszkając na wsi albo nie pokażesz nic szczególnego, albo że psów trzeba się bać, bo nie wiadomo co zrobią będąc bez nadzoru swojego człowieka.

      Usuń
  15. Masz rację, czasem to jest okropne, też to znam... Tym bardziej gdy idę z zakupami, smycz w drugiej ręce a nadbiega pies i stoi obok, a mój ciągnie do niego. Siły brak by pociągnąć swojego a tamten jeszcze szczekać zaczyna... Mamy szczęście, że nasze ,,bezdomne" psy nie atakują tylko sobie łażą... Ale to i tak wkurza.
    Masakra z tym potrąconym psem! Jak można być takim właścicielem, ja bym chyba umarła, jakbym zobaczyła coś takiego, znaczy swoje zwierze...:( A tamta właścicielka zero reakcji?! Szok...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, jak ja kocham wieś... ;/
    Wszyscy mi mówią "Ale masz fajnie! Pewnie masz masę miejsc do spacerowania, pies może biegać bez smyczy, jest cicho i spokojnie. Zazdroszczę!". Niestety wcale tak fajnie nie jest. Kiedy idę na spacer z psem, zawsze biorę dwie smycze. Jedną dla psa, a drugą żeby się bronić, w razie gdyby zaatakował nas inny pies.
    Kiedyś idę sobie z psem, a tu nagle wyskakuje przez szparę w płocie jakiś pies i rzuca się na Majkelinę. Biorę szybko psa na ręce i w tym momencie burek zaczyna mnie atakować. Próbuję odstraszyć go smyczą. Zatrzymuje się jakiś samochód z chęcią pomocy, ale na szczęście jakoś dajemy sobie radę. O skończyło się na pogryzionym palcu. Do krwi.
    Wieś jest straszna. Kiedy suka ma cieczkę niemożliwością jest wyjście poza bramę - krok w krok za suką idzie cała grupa psów (chyba z całej wsi!). Właściciele mają wszystko gdzieś. Nic ich nie obchodzi. Ani w jakich warunkach ich psy żyją, ani czy są zaszczepione, ani czy w ogóle żyją. Jak coś psa przejedzie albo się zgubi to co tam. Weźmie się drugiego pieska. A jak tego też coś przejedzie to weźmie się kolejnego. Kto by się tam przejmował jakimś tam psem. Ech...
    Ostatnio idę do szkoły. Kilka minut przed ósmą. Słychać przeraźliwe skomlenie psa. Przechodzę przez ulicę i nagle zauważam jakiegoś starszego pana, który kijem (?) próbuje zabić psa. Razem z dwiema innymi osobami natychmiast podbiegamy i krzyczymy żeby przestał. Dziadek nawet się nie odwrócił tylko tłukł dalej pół żywego już psa, a potem zaczął go zakopywać! Zadzwoniłam poinformować straż miejską, ale znając życie nic z tym nie zrobili.
    Klika lat temu w innej sprawie dzwoniłam do TOZu, OTOZu itp. - za każdym razem wszyscy mnie odsyłali z innymi numerem. Ostatecznie nikt nic nie zrobił.

    OdpowiedzUsuń
  17. U nas jest niestety podobnie... Właściciele niektórych psów są po prostu nie poważni i nie powinni mieć psa...

    Pozdrawiamy
    J&T

    OdpowiedzUsuń
  18. Wprawdzie nie mieszkam na wsi jednak w mieście mamy całkiem podobno.
    Gdy Lola lub suka sąsiadów ma cieczkę od razu przed naszym ogródkiem zbierają się 'kundle'.Już parę razy zwracałam uwagę na to właścicielom psów którzy kompletnie wszystko mają w d.... co robi i gdzie znajduje się ich zwierzę.

    OdpowiedzUsuń
  19. U mnie niestety to samo... psów jest pełno, na szczęście w przeważającej ilości nie są duże, więc jakoś idzie je odpędzić. Teraz przeprowadzam się do miasta i właściwie sytuacja jest podoba tylko psy chodzą z właścicielami... Dużym plusem jest to, że Texas jest absolutnie niekonfliktowy, bo Brooka czasem trzeba ratować.

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu