Piłeczkowy zawrót głowy

niedziela, 20 października 2013

Na początku Gi nie pałała miłością do piłek, potem kiedy miałam piłkę w ręku cały świat przestawał istnieć, najważniejsza była piłeczka, wszystko było robione kilka razy szybciej byle tylko pobiec za piłeczką, a niektóre czynności wręcz przeciwnie - z efektem slow motion, ze wzrokiem wlepionym w piłkę, jak w jakieś bóstwo. No i tutaj tkwił problem... 
Szybko nie zawsze idzie w parze z dobrze, dokładnie, a efekt slow motion można było obserwować, kiedy Gina robiła obikowe zmiany pozycji lub tricki, które nie wymagały biegania, można się domyślać, że nie było to zbyt efektowne. Niby ogarniała co i jak, ale myślami była gdzieś indziej (zapewne na jakiejś łące, z piłką w pysku). Zaczęłam robić z nią ćwiczenia na samokontrolę, mogła pobiec po piłkę dopiero, kiedy nawiązała ze mną wyraźny kontakt wzrokowy i po komendzie zwalniającej. Potem utrudniałam jej to nieco wprowadzając dodatkowe komendy - zabawka leżała w wyznaczonym miejscu, a Gi musiała wykonać np. jakąś sztuczkę, z czasem serię sztuczek. Któregoś dnia w celu odświeżenia sztuczki polegającej na sprzątaniu zabawek do koszyka dołączyłam piłkę. Nastąpiło to, czego się spodziewałam, czyli zaćmienie umysłu - Gi podrzucała piłkę, memłała w pysku, ale w końcu włożyła do koszyka. Potem powtórzyła to jeszcze kilka razy. Pomyślałam, że może wykorzystam to i nauczę Ginę przynosić piłkę do ręki.
Większość zabawek, którą mamy nadaje się do przeciągania, więc kiedy Ginka je aportowała od razu przynosiła do ręki. Z piłkami zawsze było inaczej, ale nigdy bardzo mi nie przeszkadzało, że lądują one pod moimi nogami. Kiedy suczi przybiegła z piłeczką potraktowałam rękę jak koszyk. Najpierw memłanie, ale w końcu mamy trafienie do ręki! I tak przez pierwsze sesje. Żeby Gina przestała memłać wydawałam jej komendę na siadanie, jak troszkę się ogarnęła znów mogła podjąć próbę podania mi zabawki. Żeby całkowicie wyeliminować ociąganie się z oddawaniem zabawki do ręki wykorzystałam drugą zabawkę i robiłyśmy aport na wymianę przez jakieś dwie sesje. W tym samym czasie stopniowo z siedzenia na trawie przechodziłam do klęczenia na niej, aż w końcu wstałam, rzuciłam psu piłkę, a on przyniósł mi ją do ręki, zamiast wyrzucać pod nogi :).
O trzymaniu piłki w pyszczku (poza aportowaniem) nie było mowy. Pies dostawał piłkę do trzymania jak każdy inny przedmiot, ale w związku z tym, że była ona wyjątkowym przedmiotem była też inaczej traktowana - wypluwana i memłana. Z tym też sobie poradziłyśmy i tak powstało zdjęcie na końcu posta. Zajęło nam to jedną sesje, więc jest wyraźny postęp nad odnajdowaniem ginowego móżdżka w obecności piłki.
Gina uwielbia wszystkie zabawki, ale na punkcie piłek ma świra i raczej się to nie zmieni. Nie chcę gasić jej zapału do aportowania, zależy mi jedynie na tym, żeby w tym wszystkim pamiętała o tym, że jestem jeszcze ja. Tymczasem czekamy na nową piłeczkę... ;)  


14 komentarzy:

  1. Mój pies z kolei ma ambiwalentny stosunek do piłek, są fajnie, nie ma drugie fajnie. Piłki to nie to co patyki, owszem na spacerze pobiegnie i przyniesie ale dupy nie zarywa i chyba taka jego uroda, piłki czasami, frisbee nigdy, ale daj patyka a będę cie kochal zawsze :)
    Ginka z piłką ... bez komentarza, wystarczy spojrzeć ♥
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Mika aporty mi zawsze przynosi prosto do ręki jak wie, że dostanie smaka, Jak smaka nie mam, to przyłazi z zabawką, paraduje przede mną chwaląc się, że ma, a jak wyciągnę rękę po aport, to robi uniki, memła i nie chce oddać. Czasami nawet mnie tymi zabawkami dziubie w plecy, żeby tylko zaprezentować, że ma i nie odda. Jakiś czas temu już straciłam nadzieję na to, że będzie aportować, bo nie wychodziło to wcale, w przeciwieństwie do innych sztuczek, które łapała w mig.
    Po ostrzyżeniu jest bardzo podobna do Twojej Giny, tylko chyba ciut mniejsza. Ale jak oglądam Twoje filmiki kiedy Gi sztuczkuje, to jakbym swoją małą widziała.

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne zdjęcie :)
    pozostaje ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, ciekawe sztuczki można wymyśleć. Mój niko też kocha piłki ale najbardziej owce... gumową owieczke ktora beczy jak sie scisnie ;D brzmi to bardziej jak kaczka z wscieklizna ale co zrobic ;)


    wpadnij do nas jak znajdziesz chwilkę: http://swiatniko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. U mojego psa za czasów bycia szczeniakiem, piłeczki były obojętne. Teraz jest o wiele lepiej, także na tym mi zależało, sama nie wiem skąd to się wzięło! :)

    Jeżeli chcesz - wpadnij; requestdog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki masz aparat ? Robisz świetne zdjęcia :) Mój Lucky nienawidzi piłek ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaaaa i zapraszamy do nas xD : http://lucky-ms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Urocza ^^ Gratulacje aportu, my właśnie chcemy się za niego zabrać, jak na razie Funny przypadkowo nauczyła się na komendę "daj" puszczać momentalnie nawet w biegu piłeczkę, chcę to jakoś wykorzystać i nauczyć ją aportowania wpierw piłeczki, a potem zabierzemy aport itd. może kiedyś udamy się na jakieś zawody obi ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczna ! Moja Kora bardzo lubi piłki, ale jednak najbardziej lubi gumowe serduszko. Niestety nie chce przynosić z powrotem zabawek i robi wszystko, żeby jej nie oddać, a jak się przy tym chwali !

    OdpowiedzUsuń
  9. My wolimy żarcie, choć mamy też swój ukochany szarpak (co tam, że wielkości Zuli!)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym żeby Fado wróciła akcja na "za zabawkę zrobię wszystko".
    Ostatnio wszystko zaczął olewać. Jak miał kiedyś manię na piłeczki które się odbijają tak teraz je olewa. To samo jest z szarpaniem. Poszarpiemy się tylko z 30 sekund i koniec.
    Zdjęcie jak zwykle- ŚWIETNE! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulujemy postępów! :) U nas nie ma mowy o trzymaniu czegoś w pysku - wszystko co kupuję dla psa, zostaje brane od razu za aport. Nie ważne, że to kong do napełniania jedzeniem, szarpak czy pluszak - to i tak jest APORT. Musimy nad tym popracować, bo gdy mam zabawkę w ręku, to psa nie obchodzi, że w drugiej ręce mam przepyszne żarcie, o którym marzy większość psów, i tak ważniejszy jest aport. ;)
    Pozdrawiamy i życzymy szczęścia przy szkoleniu :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Ah, gdyby tylko mój potwór obdarzał takimi uczuciami piłeczke. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super :3
    Mam pytanie ... jakim aparatem robisz zdjęcia ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. my ciągle pracujemy nad przedłużeniem trzymania czegoś w pysku..idzie opornie...ale cierpliwości trzeba :)
    Fajnie to wypracowałaś. :) Małymi kroczkami i do przodu :)

    OdpowiedzUsuń