Piłka czy szarpak - oto jest pytanie

sobota, 9 sierpnia 2014

Kiedy wspominam o naszym problemie z aportem pojawiają się pytania, jak sobie z nim poradziłyśmy. Było to jakiś czas temu, pamięć mam ulotną, ale od czego jest blog! Od czasu do czasu pisałam o tym, że nie radzimy sobie z aportowaniem i omawiałam pokrótce co z tym robimy. Powoli tworzy się post, w którym staram się wszystko zebrać w całość.

Z tym aportem i zabawą wciąż nie jest jednak idealnie. To co uważam za nasz aktualny problem w tej kwestii, wcześniej w ogóle mi nie przeszkadzało, więc od niedawna nad tym pracujemy. Najważniejsze było to, że aport w ogóle jakoś nam wyszedł. Ale o co właściwie chodzi? Ginny przynosi wszystko, bawi się wszystkim, ALE... dopóki nie jest to w towarzystwie czegoś fajniejszego. Dzieje się tak tylko wtedy, kiedy gorsza i lepsza zabawka są na widoku lub sucz wie, że mam obie w saszetce. Jeśli będziemy bawić się w domu piłką, a potem schowam ją do pudełka z zabawkami i wyjmę z niego szarpak, to normalnie będziemy bawić się szarpakiem (nie zawsze tak było ;)). Kiedy bawimy się na zewnątrz i najpierw wyjmę piłkę, to sucz od razu koduje sobie, że tą piłkę gdzieś mam i w końcu ją wyjmę.
Piłka jest fajniejsza niż szarpak do takiego stopnia, że kiedy mam piłkę, a rzucę szarpak to Gi potrafi po nim przebiec, udać, że go nie widzi (lub daje tak do zrozumienia, że nie widzi piłki, którą to właśnie powinnam rzucić zamiast jakiejś szmatki) i wraca bez niego. Szarpak przynosi dopiero na komendę i nie chce się nim bawić. Na początku nie chciała, potem chwytała na moment tak, jakby chciała, a nie mogła, ale była za to sowicie nagradzana, a jak przez chwilkę udało się bawić w przeciąganie to już w ogóle radości co nie miara! Aktualnie jesteśmy właśnie na etapie chwilowego przeciągania się, jak się uda to kończę zanim pies zdecyduje, że teraz woli piłkę. 
Mam wrażenie, że idzie nam coraz lepiej. Przeplatam nagradzanie jedzeniem i zabawą szarpakiem/piłką, ale piłkę zostawiam na razie na koniec. Najpierw jedzenie/szarpak, potem jedzenie/piłka i na koniec mieszam jedzenie/piłka/szarpak (w różnej kolejności). Jeśli Gi nie chce wrócić do zabawy szarpakiem to z nim uciekam i pokazuję jej, że nie ma nic lepszego niż szarpak. Daję go jej dogonić, jak złapie to puszczam i wtedy sama z nim wraca, żeby się poszarpać. 
Pewnie mogłabym używać do treningów, w których chcę wykorzystać i piłkę, i zabawę w przeciąganie piłkę na sznurku, ale po co ułatwiać sobie życie ;). Cel to rozrzucone zabawki na trawie i zabawa czymkolwiek, co znajdzie się w mojej ręce :D.


13 komentarzy:

  1. Powodzenia! Wiem jakie to ciężkie gdyż sama przez to przechodziłam, ale jak my dacie sobie radę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia :) u nas problem z aportem wrócił całkiem niespodziewanie, a największy ból, że w tym tylko moja wina

    OdpowiedzUsuń
  3. My problemy z aportem nie mamy, od szczeniaka biszkopt był uczony przynoszenia czegokolwiek (oczywiście psie zabawki), ale gdy trafi paszczą w jakąś cudzą rzecz to nie ma mowy o przyniesieniu, więc czeka nas praca nad "puść". Powodzenia! :)

    Pozdrawiamy Wiktoria&Fado
    Zapraszamy do nas: http://fado-labrador-retriever-biszkoptowy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia w dalszej pracy ;) u nas Piano-niestety zależnie od humoru przynosi aport. U nas identyczny problem, tylko że Piano woli szarpak niż piłkę. A szkoda, bo piłki są praktyczniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Robię podobnie z Kermitem teraz. Widziałam takie ćwiczenie u Magdy Łęczyckiej: poukładane na trawie różne zabawki i pies chce się bawić tym co przewodnik bierze do ręki wypluwając od razu poprzednią zabawkę "cel - pies wybiera aktywność a nie przedmiot". Próbowałam tego z Kerym - najpierw podniosłam sarpak, szarpiemy się, puszczam, podnoszę piłkę ażurową, mniej chętnie ale szarpiemy się, puszczam, podnoszę piłkę na sznurku, to samo, podnoszę wubbę, szarpiemy się, puszczam, chcę wrócić do szarpaka - Kermit ucieka z wubbą i ją memła :P. Aport wypracowałam już u niego całkiem niezły, wymienia się zabawkami ślicznie dopóki są takie same (dwa dyski, dwa szarpaki itp.), nie ma problemu z przechodzeniem pomiędzy jedzeniem, a zabawą, ale wymiana zabawek fajniejszych na mniej fajne już nam nie wychodzi. U Soni za to mamy problem z przechodzeniem między jedzeniem, a zabawą, bo jak psica zobaczy żarcie to już nei chce się bawić, ale teraz obrałam sobie inną metodę: super zabawka + takie sobie smaki (np. pluszowa kość na sznurku + sucha karma). Powodzenia wam życzę! Przechodzenie pomiędzy różnymi formami nagrody często sprawia problemy, jak pies sobie wybierze jedną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam to na jej blogu (uwielbiam :D). U nas to ćwiczenie wychodzi, jeśli mam ten sam rodzaj zabawek (nawet nie muszą być identyczne, a na samym początku musiały, ale o tym niedługo :)), jak zaczynam mieszać (jak w/w piłki i szarpaki) to już nie bardzo.
      Jedzenia w tym ćwiczeniu używam bardziej po to, żeby jeszcze bardziej nakreślić jej, że nagrody są różne. Gi jest bardzo żarta i suchą karmę je tak samo chętnie jak np. surowe mięso, więc rodzaj jedzenia na szczęście nie ma dla niej dużego znaczenia. Wcześniej próbowałam robić to ćwiczenie tylko z szarpakiem i piłką, ale efekty były takie sobie, jak dorzuciłam jedzenie to wydaje mi się, że pies szybciej zaczął ogarniać o co chodzi i że jak jest nagroda to trzeba ją brać, jaka by nie była ;).

      Usuń
  6. Tak, nasz cel jest dokładnie taki sam :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakiś czas temu wpadłam właśnie na ćwiczenie z rozrzuconymi zabawkami i zabawą tym co wskażę właściciel, jednak nadal tego nie spróbowałam, chyba nie chce się przekonać, że mój pies jednak nie wymienia tak pięknie zabawek, gdy ma zbyt duży wybór. Zakładam, że u nas również szarpak przegrałby z piłką, chyba czas się o tym przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjęcia jak zawsze rozbrajające :P
    Na pytanie postawione w komentarzu, odpowiadamy- piłka!

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas to samo, jeżeli pies wie, że mam piłkę nie będzie się bawiła niczym innym ;) Dlatego od nowa nakręcamy się na szarpanki, ale małymi kroczkami - zaczęłam jednak od piłek na sznurku.
    A pomysł z rozrzuconymi zabawkami i zabawa wybraną jest mega, kiedyś muszę to wypróbować, może na początku tylko z piłkami ;)

    Pyszczek jeszcze u Was śmiga? Mamy taki sam, ale już nie piszczy tak fajnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas niedawno okazało się, że piłka na sznurku ma taką samą wartość, jak piłka bez niego, więc i tutaj wymiana niezbyt chciała zachodzić. Choć akurat fakt, że piłki na sznurku/taśmie stały się tak fajne, jak te bez nawet mnie ucieszył.

      Pyszczki mamy 3, wszystkie sprawnie działają, a mamy je już prawie 3 lata :D.

      Usuń
  10. Moja suczka kocha piłki, szarpaki i patyki. Jeśli chodzi o wyławianie i przynoszenie z wody to zdecydowanie ubustwie zwykłe patyki. Jeśli chodzi o aport na lądzie to piłka w tym momęcie jest jej najlepszym przyjacielem. Szarpak jest tylko podczas zabawy w preciąganie.

    Mam pytanie skąd Gi ma tą obrożę? Strasznie mi się podoba, a podobnej teraz szukam.

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń