Pies za płotem

wtorek, 18 listopada 2014


Moi dziadkowie w ogóle nie tolerują psa w mieszkaniu i uważają, że jego miejsce jest przy budzie na podwórku. Według mnie wynika to z tego, że nigdy nie byli fanami zwierząt i nie czują jakiejś potrzeby kontaktu z nimi. Jednak wiele osób, które lubią czworonogi sądzi, że ogród jest dla nich o wiele lepszym miejscem niż ciasne mieszkanie. A jak jest w praktyce?

Pies może się wybiegać
Najpopularniejszy argument. Ludzie często myślą, że dom z ogródkiem to idealne miejsce dla psa, bo się wybiega. Jasne. Wiele psów nie korzysta z "dobroci" ogrodu, leżą znudzone na wycieraczce przed drzwiami. Takie niewdzięczne. Ty pewnie też nie kipiałbyś z radości, każdego dnia przeglądając ten sam numer Wyborczej.
Przed przystankiem autobusowym, gdzie ciągle ktoś się kręci mieszka sobie owczarek niemiecki. Taka pracująca rasa, co biega z żołnierzami na wojnie, a na lotnisku znajduje narkotyki. Za każdym razem, kiedy widzi obcą osobę szczeka i biega przy ogrodzeniu w te i z powrotem, jakby miał nerwicę natręctw. Czasem ma się wrażenie, że widać, jak mózg mu paruje z tej całej frustracji. Biega, to powinien się cieszyć, ale chyba chodzi o inny rodzaj radości.

Są rasy, które wolą przebywać na zewnątrz, ale większości psom całodobowy dostęp do przestrzeni na świeżym powietrzu nie jest konieczny do szczęścia. Mając dom z ogródkiem i tak powinieneś wychodzić z psem na spacery. Dzięki temu Twój czworonóg będzie mógł doznawać nowych bodźców i nie umrze z nudów, bo wiesz, pies się sam nie wybiega (ani nie wyszkoli). Poza tym Twój trawnik nie stanie się wtedy polem minowym i jest szansa na to, że będzie soczyście zielony oraz miękki niczym perski dywan.  

Pamiętaj też, że pies jest żywą istotą, ma swoje potrzeby i uczucia. Jak szukasz czegoś, co będzie pasować do nowych tynków i tej rabaty pod oknem, to może zastanów się, czy zamiast kremowego husky nie rozsądniej będzie kupić krasnala ogrodowego albo inną tego typu figurkę.


Jest ogrodzenie, jest bezpiecznie
Szczególnie wtedy, kiedy pies biega po podwórku, a ktoś akurat na nie wjeżdża, furtki ktoś nie domknie,   pies znajdzie dziurę, ewentualnie przeciśnie się obok/pod bramą. A już w ogóle jak poczuje cieczkę w okolicy. Co się wtedy może stać? Kilka opcji, wszystkie znane z autopsji:
1. pies zobaczył, że otwierają się złote wrota wolności i daje dyla
 a) w efekcie czego zostaje przejechany przez sąsiada
 b) automatyczna brama zgniata go podobnie jak wyciskacz cytrynę
 c) na podwórko wkracza obcy pies, który postanawia unicestwić naszego
 d) trzeba opowiadać, co grozi psu, który uciekł i się zapodział?
2. Siatka wysoka na 165cm nie jest w stanie powstrzymać 40cm psa przed dostaniem się do swojej ukochanej, jak nie dołem, to górą*.
3. Dzieci chętnie będą dokarmiać Twojego psa starymi kanapkami i nie zastanowią się, czy aby ten miły piesek nie ma alergii na kurczaka.

*To robi wrażenie, prawda? A nie wiecie nawet w jakim szoku byłam, jak widziałam całe zajście. Mały kundelek, niewiele większy od moich zwyczajnie wspiął się po siatce, do suki sąsiada, która akurat miała cieczkę. Cały czas chcę podkreślić rozmiar tego psa, skoro mały kundel poradził sobie z takim ogrodzeniem, to co dopiero większy pies.
Ludzie nie myślą, zwyczajnie nie myślą. W mojej okolicy są ogródki działkowe, zdecydowana większość jest ogrodzona siatką, która sięga mi do pasa, a za nią biegają różne psy, z różnymi zamiarami. Nie wspomnę o tym, że często zwierzęta są za dziurawymi ogrodzeniami, przez które bez najmniejszego problemu są w stanie przejść. Nie tylko im może stać się krzywda, ale i ludziom, którzy się na nie natkną.

W związku z tym, jeśli koniecznie chcesz trzymać psa na zewnątrz pamiętaj chociaż o porządnym zabezpieczeniu swojego terenu tak, żeby zwierzę nie stanowiło zagrożenia dla innych i dla siebie.


Inne zwierzęta
Twój ogródek mogą odwiedzać różne zwierzaki, u nas stałymi bywalcami są krety i koty (dorosłe i malutkie), choć te pierwsze raczej ograniczają się do podziemi. Gościliśmy też jeża (1km od lasu, wow) i jakiegoś zbłąkanego królika. Nie jestem za wypuszczaniem kotów, żeby sobie chodziły gdzie im się podoba z kilku powodów, między innymi dlatego, że mogą trafić na ogródek z psem, który za nimi nie przepada. A my chyba niekoniecznie chcemy głowić się nad tym, co zrobić ze zwłokami, które leżą na naszym tarasie.  


Pies jako ochrona przed włamywaczami 
Serio? W tych czasach? Fakt, duży pies może odstraszyć potencjalnego włamywacza samym wyglądem, ale tak naprawdę nie jest już żadną przeszkodą. Nie dość, że możesz stracić ukochanego pupila, to również swój dobytek.

Psy nierzadko też stają się celem kradzieży.
Wiele przypadków skradzionych psów dotyczy właśnie tych przebywających w ogrodzie bez nadzoru właściciela. Jeśli nasz zwierzak wygląda na rasowego, to bardzo możliwe, że ktoś go wyczai i postanowi sobie wziąć. Ewentualnie za jakiś czas znajdziesz ogłoszenie na alledrogo. I wcale nie dotyczy to tylko małych piesków, mastifami złodzieje też nie gardzą.


Ale są chyba jakieś plusy?
Posiadanie ogródka jest niewątpliwie ogromnym komfortem. Możesz sobie robić co chcesz i nikt Ci nie powie, że "na co przytargałeś tu jakieś rupiecie, a w ogóle to pies sra i zaraz każdy w to wdepnie". Mamy kawałek miejsca na przeszkody (możemy je ustawiać jak chcemy i po treningu chować gdzie chcemy), własny, ogrodzony teren to też fajne miejsce na początki nauki przywołania.
Nie musisz zrywać się wcześnie rano z łóżka i zakładać setki warstw ubrań (nie mieszkamy w zbyt ciepłym kraju w końcu), jeśli Twój pies ma pilną potrzebę fizjologiczną, wystarczy wystawić go za drzwi i niech robi swoje. To samo jak wyjątkowo się spieszysz, jesteś chory albo naprawdę Ci się nie chce (no co? czasem się zdarza).
Więcej plusów posiadania ogródka nie dostrzegam, a z tych wymienionych wyżej raczej nie wynika, że jest on niezbędny. Pies najbardziej potrzebuje Twojej uwagi, a nie kawałka trawnika ogrodzonego siatką.


21 komentarzy:

  1. My przez pierwsze 2 lata posiadania psa mieszaliśmy w bloku, gdzie każde wychodzenie z psem to był spacer. Nie wchodziło w gre kopnięcie psa za drzwi z hasłem "idz zrób siku".

    Jak przeprowadziłam się spowrotem na wieś, już tym razem z psem początki były okropne. Pies od 7 rano do 22 w pełnej aktywności, zero spania w dzień, nie wspomne, że jakiekolwiek ćwiczenie było po prostu bezcelowe bo pies byl zmęczony. Po jakimś miesiącu wreszcie Nu zaczęła spać w dzień, odpoczywać, spać na dworze czy w domu. Teraz podwórko jest jej, burka na przechodzące psy, robi 5minutowe obchody i wraca do domu. A dni, gdzie nic nie robimy, wywalenie psa na dwór skutkuje dołkami w ogródku i noszeniem wszelkiego rodzaju patyków. I spanie na wspomnianej wycieraczce. Podwórko pomaga, ale nie jest rozwiązaniem na psa.

    Karolina od Niucha

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym do "włamywaczy" dodała jeszcze jedno - ostatnio głośno było o przerzucanych przez ogrodzenia kawałkach mięsa naszpikowanych gwoździami, żyletkami i innymi niejadalnymi przedmiotami. Pojawiło się podejrzenie, że ktoś zasadza się na kradzież w domu, gdzie padały duże psy, "do obrony". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie miałam na myśli pisząc, że pies nie jest żadną przeszkodą, a "przy okazji" można go też stracić, ale dzięki za uzupełnienie!

      Usuń
  3. Moja Diana mieszka na podwórku, ale nie jest psem, który ma chronić przed włamywaczem.
    Ona co najwyżej pomogłaby złodziejowi wybić szybę,aby mógł dostać się do środka;)
    Zawsze chciałam, by Diana mieszkała w domu, no ale nie jestem tu sama, główny problem stanowią tu rodzice.
    Myślę, że lepszym pomysłem było wzięcie psa z ulicy i usadowienie go w budzie, na podwórku, niż zostawienie ciężarnej już wtedy i wygłodzonej suczki.
    Diana ma regularne spacery, treningi, zabawy i spotkania z innymi psami.
    Może i wolałaby zamieszkać ze mną w domu i spać w moim łóżku niż w budzie, ale ja tu nie decyduję. Nadal zostaję przy zdaniu, że w budzie i na podwórku jest szczęśliwsza niż na ulicy.
    Chociaż czasami przemyci się ją w zimny i deszczowy dzień do pokoju :)


    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry post! Mój pan od geografii z liceum miał nad biurkiem zawieszoną kartkę z napisem ,,nie dla psów w blokach". W moim odczuciu psy w blokach, które wychodzą na spacery (bo jakby innego wyjścia nie ma) czyli mają zapewnioną uwagę właściciela, są o wiele szczęśliwsze od tych pozostawionych samym sobie na ogrodzie. Ja mam ogród, ale korzystamy z niego rzadko, raczej w sytuacjach kiedy jestem np. chora (chociaż jeśli trwa to dłużej to i z gorączką wyjdę). Widzę dużą różnicę w zachowaniu psa kiedy wychodzimy normalnie na spacery, a kiedy kilka dni pod rząd jest zmuszony wychodzić tylko na ogród. I tak jest spokojny i nie ma z tym problemu, ale dla mnie tak jakby traci wtedy jakąś część radości :).
    Ja jestem na pierwszym roku studiów i znajduję na to wszystko czas, dlatego nie bardzo rozumiem narzekanie innych, młodszych osób na brak czasu i spacery tylko w weekendy..a jeszcze zwykle są to osoby,które oczekują od psa czegoś więcej niż bycia podwórkowym burkiem, sądząc po postach.

    OdpowiedzUsuń
  5. nic dodać nic ująć, cholery dostaje, jak ktoś słyszy, że planuję drugiego psa w bloku "ale jak to tak bez podwórka? przecież on się będzie męczył w bloku, za duży!"
    no ale po co mi to podwórko? obok mieszkania mam ogrodzone boisko na które wszyscy z psami chodzą, jedyny minus, że muszę burka dobrze pilnować, ale to super socjal i super ćwiczenie. niby rzeczywiście nie można kopnąć psa za drzwi na siku, ale mi wcale nie przeszkadza założenie butów, kurtki i 3 minutowe stanięcie pod klatką i puszczenie pieska na klatkowy trawniczek (oh, jak wtedy przydaje się flexi). poza tym nie widzę nic złego w trzymaniu nawet dużych psów w bloku jeśli tylko odpowiednio się do tego podejdzie, sto razy to lepsze niż 24h na podwórku i zero zainteresowania ze strony człowieka

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się w 100%. Nawet Kiba mając 50cm wzrostu przeskoczyła 170cm płot (sztachety drewniane), gdy wyszłam z Chersi na spacer, a ją zostawiłam. Tak samo jamnik (30cm?) przeskakiwał przez nasz płot w poszukiwaniu jedzenia, tyle że on najpierw wspinał się na górkę z kostki, ale przeszedł? Przeszedł.
    Kiba zdecydowanie woli siedzieć w domu, ale Chersi jednak wybiera podwórko. Lecz myślę, że to z przyzwyczajenia raczej. Gdyby od początku mieszkała w domu pewnie wolałaby tam mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  7. My mieszkamy w domu z ogrodem, i w sumie ogród przydał mi się tylko do nauczenia szczeniaka czystości. Jak już trochę odrósł od ziemi, to chodzi na regularne spacery, 2 razy dziennie w pola i jedne na szybki sik przed snem i nie ma że leń :)

    Mam mega schiza, że ktoś mi psa ukradnie, że wypuści, że otruje do tego stopnia, że praktycznie pies nie biegał samopas po ogrodzie bez superwizji naszej. Teraz nieco się zmieniło, bo przygarnęliśmy drugiego psiaka, więc skumulowana młoda energia poranna musi znaleźć ujście przez drzwi :P

    Ale mieszkam w wiejskiej części miasta, i smutna prawda jest taka, że z psami mało kto wychodzi. Z naszych sąsiadów - tylko my, a wokół jest i husky i pies w typie białego owczarka szwajcarskiego (który notabene wykazuje się taką agresją, że skóra mi cierpnie co to będzie jak któregoś dnia po prostu wydostanie się za bramę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, bałam się, że tylko ja jestem "przewrażliwiona" i nie wypuszczam psów bez nadzoru. U nas psy "wolny" dostęp do ogrodu miały najczęściej w wakacje, kiedy było gorąco i drzwi tarasowe były cały czas otwarte. Któregoś dnia Tosia wyszła z domu i poszła zwiedzać okolicę. Okazało się, że przeszła przez szparę przy bramie, brama już zabezpieczona, ale psów i tak samych nie wypuszczam.

      W naszej okolicy ludzi wychodzących z psami na spacer można policzyć na palcach jednej ręki, chociaż i tutaj co do niektórych mam wątpliwości, bo czy rundka po osiedlu, żeby pies się załatwił to spacer? Choć chyba lepsze to, niż siedzenie non stop za ogrodzeniem.
      U nas też sfrustrowanych agresorów nie brakuje, są takie miejsca, gdzie psy niby są odizolowane od ulicy, ale tak naprawdę niewiele im trzeba, żeby się wydostać. I potem sami zostajemy z "problemem", bo właściciel niczego nieświadomy siedzi sobie w domu albo wcale go nie ma. Myślę, że strach przed przechodzeniem obok nich jest jak najbardziej uzasadniony, od czasu do czasu widuję biegające po okolicy psy, które skądś kojarzę. Skoro nie wychodzą na spacery (gdzie zdarza się, że spuszczony pies z jakiejś przyczyny ucieknie), to nietrudno domyślić się skąd się wzięły.

      Usuń
  8. Ja również mam ogród, pies się wybiega itd. ale przecież to przyjemność spacerować z psem.:) O tych włamywaczach też czytałam, czy to mięso z gwoździami... Niestety większość ludzi mająca taki teren woli albo psy zamknąć w klatce, puścić na wieś/miasto lub co najgorsze - przywiązać do budy.:/

    Pozdrawiam, zdaniemlackiego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Na prawdę fajnie napisane , powinno uświadomić kilku osobom parę rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. chciałabym mieć swój kawałek trawy, Giro zostawałby na nim zamiast w klatce kiedy wychodzę no i można byłoby zorganizować psi plac zabaw czy tor do agility. Marzy mi się ogródeczek, może kiedyś… *.*
    Nie rozumiem natomiast ludzi z wiosek, najczęściej mają spory, ogrodzony ogród, a psa i tak wypuszczają za bramkę żeby biegał za samochodami i sukami całe dnie. Skrajna głupota i nieodpowiedzialność. Mam znajomych, którzy tak traktują swojego yorko- kundelka i nic nie daje moje gadanie, że w końcu ktoś nim dla zabawy strzeli o ścianę albo rozjedzie go samochód, bo wiecznie je goni na drodze..

    OdpowiedzUsuń
  11. Interesujący post i poruszający bardzo ważną kwestię. Szkoda tylko, że większości osób bardzo trudno do tego przekonać, tak samo jak mówi się małym dzieciom, że nie mamy ogródka więc nie możemy mieć psa. Ja mieszkam w bloku więc nie mam żadnego wyboru, ale na wakacjach na wsi pies ma cały czas dostęp zarówno do domu, jak i ogrodu. Co prawda nie mamy ogrodzenia, ale będzie robione w przyszłym roku, a póki co Daisy jest na lince + cały czas pilnowana.

    Pozdrawiamy
    Evily i Daisy

    OdpowiedzUsuń
  12. Idealnie opisane, zawsze mnie dziwi to podejście "bo pies na placu się wybiega"...To taka sama rozrywka, jak spacer wokół bloku ;)
    Chociaż są psy, którym to do szczęścia wystarczy, Poczwar pewnie czułby się wtedy jak w raju :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam fajne porównanie, bo zula mieszka w bloku albo np. Podczas wakacji na działce gdzie ma do dyspozycji ogród. Na szczęście nigdy ją nie ciągnęło do dalekich wędrówek i nawet przejście przez płot bez pani jest zbyt straszne :D Ale naprawdę widzę jak jest szczęśliwa kiedy może cały dzień siedzieć na dworze, na spacer i tak ma zawsze ochotę :) Ale jeśli jest u nas w warszawie w moim szeregowcu gdzie mam mały ogródek, nie jest strasznie nieszczęśliwa ze nie może z niego korzystać. Z resztą ja jej tam samej nie lubię wypuszczać bo kretynieje i szczeka na wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nigdy nie zrozumiem, po co ludzie wypuszczają psy na dwór. Czasami nawet widzę, jak jest wystawione legowisko psa, a on sam w nim śpi na dworze. Śmiałam się kiedyś, że ludzie chyba chcą, aby ich pupile się dotleniły, bo innej celowości tego przedsięwzięcia nie widzę, no ale cóż, może ja się nie znam.

    Pozdrawiamy,
    Ola i Habs
    habsterski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Niedawno był artykuł dot. adopcji psów, gdzie poruszono właśnie argument "mieszkam w małym mieszkaniu, nie mogę sobie pozwolić na psa", czy "pracuję 8 h dziennie, pies w mieszkaniu źle będzie się czuł". No super, na pewno będzie mu lepiej w schronie... Ja ma 18 m3, nie uważam, żeby było to za mało dla nas 2 i psa i też chodzimy na 8 h do pracy ;-) Fakt, że nie zawsze chce nam się iść na długi spacer, ale szybko żałujemy naszego lenistwa, bo niewyspacerowana Bona jest bardzo upierdliwa ;-)
    Kilka lat temu chciałam adoptować dorosłego bordera, ale kiedy telefonicznie poinformowałam właściciela, że mieszkam w bloku, podziękował tłumacząc, że wolałby kogoś z ogródkiem... i nie pomogły żadne argumenty :-/

    OdpowiedzUsuń
  16. My mamy i podwórko, na którym psy są wypuszczane popołudniami czy zostają na noc i robią co chcą. Bawią się, biegają, kopią dziury, śpią czy leżakują. Mają dobrze ogrodzony teren i im to pasuje. Ale też mamy ogród, gdzie chodzą tylko ze mną i coś tam robimy, bawimy, uczymy się, kąpią się czy dostają zabawkę i mają nie zawracać głowy. Ale oczywiście spacery też mają, czy to w pola czy po osiedlu.

    Dla jednego psa podwórko nie robi szału, ale przy 2-3 już jest raj, bo mogą sobie brykać i zająć się sami sobą. Druga sprawa, że moje 2 psy mieszkają w kojcu i nie wyobrażam sobie ich nie wypuszczać.

    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja również nigdy nie zostawiam psa bez nadzoru, bo jestem na wszystko wyczulona, zwłaszcza, że białas trzy razy już zwiał. Poza tym u nas już dwa razy się zdarzyło, że psy zostały porawne przez jastrzębia, tak więc nie zamierzam ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja prawodopodobnie będę przez większość z was skrytykowana, ale co tam.
    Ja sama mieszkam w centrum małego miasta, a o dziwno mama domek i podwrórko, stop, parking z drzewem. Smerfetka całe życie siedziała na podwórku u dziadka, kompletny brak socjalu itd. I tak przez siedem lat, więc przeprowadzka do miasta na pewno była dużą zmianą. Z racji lekcji, mojego lenistwa (przyznaję się!) a także woli rodziców, pies praktycznie cały dzień siedzi w domu, na klatce schodowej bądż na owym betonowym podwrórku, jednynie w godzinach 8-16 i prócz niedziel siedzi w kojcu, który ma może 3x3 metry. A na klatce dlatego, iż rodzice z przyczyn futrowo-moralnych, że tak powiem, nie wpuszczają psicy na pokoje. Na spacery natomiast, chodzimy na skwer obok, ewentualnie, raz na kilka miesięcy do parku nieopodal. Dlaczego? Bo pies agresywny i rodzice nie okazują pozwolenia. ;-) A chociaż mieszkam w wyjątkowo zielonym, i mam nadzieję bezpiecznym dla psów centrum, gdzid spokojnie znajdzie się conajmniej dwa-trzy tereny nadające się do spuszczenie psa ze smyczy. I chociaż Smerfetowe zawsze się odwołuje, ewentualnie z niechęcią, to nie mogę jej spuścić ze smyczy; kolejny problem, agresja wobec psów. Tak więc, jakby liczyć średnią spacerów, to wychodzi jeden na dwa tygodnie. Czy żałuję? A jakże, bo spacer taki to noesamowita przyjemność! Mnie samej nie ma nie raz po 8-12 godzin dziennie, nawet w sobotę i niedzielę, a wszystko to nie z mojej własnej woli i nie podlega mi, ale myślę, że czas spędzony z psem nie jest marnowany. A to wyczeszę, a to potrenuję, a to się pobawię, a to po prostu pomiziam. Tym trudniej jest już teraz, kiedy nawet na angielski po drugiej stronie ulicy muszę chodzić z mamą, bo ciemno. A co dopiero wyjście chociażby na podwrórko? MOWY NIE MA! Ależ, co robić? Jako iż w rzeczywistości w szkole spędzam' praktycznie wszystkie 'jasne' godziny w ciągu dnia, na ten moment pozostaje mi spacer poranny, na który również nie mam pozwolenia, cóż, podwórko jest wybawieniem. Jest to w zasadzie jedyne miesjce, gdzie pies może bezpiecznie pobiegać, chociaż lata po żwirze, betonie i własnych qupach, których nikt nie chce sprzątnąć, ja jednak chcę, ale mam też kategoryczny zakaz. Co do ogrodzenia i bramy, Smerfeta nauczona została przez mojego dziadka, a wcześniejszego właściciela za razem, nieprzekraczania granicy bramy, kiedy ta jest otwarta. Wiedzieć nie chcę, jak to osiągnął, tym bardziej że preferuje metodę przymusu i obroży elektrycznych. Z jednej strony podwórka mamy nową, alegancką siatkę, zaś z drugiej starą, zadrzewiałą, dziurawą, taką ponad 20-letnią, z wieloma miescami gdzie wystarczy zwykłe 'hop' i jest się na terenie kawiarni. Nie raz prosiłam, aby ogrodzenie zmienić, ciągle tylko słyszę 'kiedy indziej, lepiej idź się ucz'. Prawda taka, że moja rodzina jest jeszcze mocno komunistyczna i solidarna, nie pojmuje idei odpowiedzialności względem psa, czy nawet wypuszczania po pokoju na przechadzkę świnki morskiej. Sama dziękuję losowi, że Smerfetki nie korci do ucieczek, bo tak naprawdę już dawno byłoby po niej. Tak naprawdę, co ja mam w swojej rodzinie do powiedzenia? Tyle co pies właśnie, nic.

    OdpowiedzUsuń