15.11.2014

Różni są weterynarze

Byłyśmy dzisiaj na szczepieniu przeciw wściekliźnie i byłam miło zaskoczona. Coś czuję, że jak to napiszę, to nikt nie będzie zdziwiony i okaże się, że to ja wcześniej trafiałam na jakichś niedorobionych wetów, ale zobaczymy. 
Mam obie suki jakiś czas, ale nie przypominam sobie, żeby przed szczepieniem były badane. Może zdarzało się, że wet je osłuchiwał, ale na ogół pytał tylko czy pies na coś ostatnio chorował, czy się dobrze czuje, a potem wbijał igłę w okolice łopatek i po sprawie. Dzisiaj byłyśmy w innej niż zazwyczaj lecznicy, obie suki osłuchane, temperatura zbadana, chipy sprawdzone, oba burki zważone (byłam ciekawa czy będą ważyć tyle co na naszej wadze - ważą tyle samo), a dopiero potem zastrzyk w tyłek. Wow! Do tego wypytałam o parę innych, nurtujących mnie spraw, wet w związku z tym dodatkowo wymacał oba psy i zapłaciłam za samo szczepienie. To też swego rodzaju zaskoczenie, w "naszej" lecznicy zapewne trzeba byłoby doliczyć koszt "konsultacji". Pierwszy raz dostałyśmy też lisetki (tak to się nazywa?) z informacją o szczepieniu i numerem lecznicy, ale raczej nie będziemy z nich korzystać, bo burki mają swoje identyfikatory i jeszcze znaczki z informacją o chipie, więc z dodatkową przywieszką wyglądałyby jak choinki i pewnie strasznie dzwoniłyby tym na spacerze. Poza tym jestem dumna z Tosi, na naszego pierwszego weta reaguje straszną paniką, w lecznicy do której zwykle jeździmy też nie czuje się zbyt komfortowo, a tutaj całą wizytę zniosła całkiem nieźle. W momencie wbijania igły spojrzała na weta morderczym wzrokiem, ale obeszło się bez warczenia i kłapania zębami. Zobaczymy ile jeszcze ta sielanka potrwa, bo za dwa tygodnie kolejna wizyta.

22 komentarze:

  1. Boziu, jak ja bym chciała takiego weta! Moja mi ostatnio chciała zaproponować kontakt z właścicielem młodego cockera, bo ładne szczenięta by z tego wyszły... Po za tym straszne sumy wychodzą za szczepienie+konsultacja (czyli obmacanie psa przed szczepieniem) ech dobrych wetów jak na lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. W lecznicy do której chodzę nigdy nie liczą dodatkowo za wizytę i konsultacje, a ceny są dość przystępne. Do każdego zwierzaka podchodzą bardzo indywidualnie, przeważnie pamiętają imiona oraz to, kto jest właścicielem. Ale niestety jeśli działoby się coś poważniejszego, to niestety nie posiadają sprzętu do RTG, USG i trzeba wtedy jechać gdzie indziej. I właśnie raz w takiej sytuacji wybrałam się do innej miejscowości, a tam prześwietleń nie zrobili, bo czasu nie mieli (ważniejsza była sarna w lesie od pacjenta, który jechał specjalnie do nich, bo z opisu znajomych ponoć są najlepsi w okolicy), skasowali dwa razy tyle co w mojej lecznicy za dokładnie takie same badania i leki i kazali przyjechać następnego dnia. Zrozumiałabym jeszcze, gdybym wcześniej nie dzwoniła, żeby się upewnić, że wet będzie miał dla nas czas. Szkoda słów, zraziłam się do nich totalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli sarna była w stanie zagrożenia życia to jednak nie dziwi mnie fakt, że została obsłużona wcześniej. W gabinecie, do którego chodzę, wszystkie zwierzęta z podejrzeniem zagrożenia życia/po wypadku/po pogryzieniach są przyjmowane poza kolejką. Nawet jeśli ktoś miał umówioną wizytę. ;)

      Usuń
  3. My jak byłyśmy na konsultacji po sterylizacji w lecznicy to również nic nie musieliśmy zapłacić. Weterynarze są róźni, niestety dla więkości liczy się tylko kasa ughh...

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nigdy nie spotkałam się, żeby wet przed szczepieniem nawet pytał, zawsze tylko igła i po sprawie. Ceny w naszej jedynej klinice mocno zawyżone- samo odrobaczania 15kg psa kosztowało 70zł... Ostatnio trafiłyśmy na jednego fajnego, który jest bardzo miły dla psa i ceny bardzo przyjemne, ale też nie ma sprzętu konkretniejszego.

    OdpowiedzUsuń
  5. My mamy w Zamościu super klinikę weterynaryjną i zawsze badania kontrolne mamy za darmo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas poza ważeniem chyba nie zdarzyło się, żeby wet o coś się wypytywał. Ale nigdy nie płacimy za wszelkie konsultacje, dopiero kiedy w grę wchodzą leki/ zastrzyki czy jakieś zabiegi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak. W poprzedni weekend się o tym przekonałam.
    Mały plaan wydarzeń:
    1) Piątek - wizyta u naszego "zwykłego" veta - zrobili badania krwi (wyniki doskonałe) dali antybiotyk na zapalenie spojówek i krople, kazali przyjść w poniedziałek na kontrolę i wtedy ewentualnie skierować nas na USG.
    2) Sobota rano - pies jak nowy.
    3) Sobota o 13 - głębokie spojrzenie w oczy, zwrot śniadanka, leży, drży, zaciska zęby z bólu i pomrukuje. Zadzwoniłam do veta - kazali przyjechać. Weszliśmy jednocześnie z kotem, który ma rzadszą sierść niż zwykle. Kazali zaczekać. Potem (po kolejnym zwrocie, tym razem nicości) poprosili, żeby przenieść na stół (jakby nie można było się schylić?). Pomacała i powiedziała, żebyśmy jechali do polikliniki, że to skręt żołądka. Nie kazali płacić za "diagnozę".
    4) W poliklinice od razu stwierdzili, że to pęknięte ropomacicze. Tylko zrobili jeszcze ekspresowe USG i podali morfinę. Zbadali, czy nadaje się do operacji i na stół. Wzięli 1,5 tyś za całe leczenie (operacja+3 dni pobytu w klinice, oddali 1 dzień wcześniej, bo zaczęła wyć+antybiotyki i wizyty kontrolne), to najlepiej zainwestowane pieniądze.
    5) Dzisiaj - tydzień po operacji Lava już całkiem zapomniała, że nie może biegać :)
    To będzie nasza lecznica - znają już ją z imienia i wiedzą, że pisane przez "v" :) Witają się i podziwiają - że przeżyła i jest taka, jaka jest. Mogę z całego serca polecić - Lubelska Poliklinika Weterynaryjna, są profesjonalni (nawet przeprosili, że tak dużo wyszło do zapłacenia) i mili. Nie jesteśmy klientem, jesteśmy pacjentami.
    Odpowiadając na ewentualne pytanie - Nie wysterylizowaliśmy wcześniej, bo bardzo źle znosi narkozę.
    W poprzedniej lecznicy byli mili, ale dla zdrowego zwierzaka, jak zaczynają się schodki, to "pies może poczekać, proszę przytrzymać, bo wyjmujemy kota". Ogólnie sytuacja taka jak u Ciebie, zero badań przed szczepieniem.
    Się rozpisałam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że trafiliście na takiego weta, bo o weterynarzach, to ja sama mogłabym napisać oddzielną notkę. Przyznaję bez bicia, że ja chodzę do różnych wetów. Dlaczego? Ano dlatego, że nie u wszystkich mogę zrobić takie, czy inne badania, no i ceny są też różne. Na szczepienie przeciwko wściekliźnie byłam u jednej wetki, która tak, jak u Was zbadała psa, popytała, co i jak i udzieliła odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i zapłaciłam tylko za samą szczepionkę (nie doliczyła za konsultację, ważenie i badanie ogólne). Kiedy mieliśmy problemy alergiczne, chodziliśmy do innego weta, który jest super specjalistą i czekaliśmy w kolejce po 3h, bo i niego to standard. Nie wyobrażam sobie stać tyle w kolejce po szczepienie, ale jeśli chodzi o leczenie, to wiem, że warto, bo ma dużą wiedzę i praktykę i ratował wiele beznadziejnych przypadków :)

    Pozdrawiamy,
    Ola i Habs
    habsterski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Nasz weterynarz zawsze bada Fuksa przed zastrzykiem - mierzy temperaturę i wagę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio tez bylam na szczepieniu z Sally i weterynarz zrobil to samo. Zawieszke z informacja o szczepieniu tez juz mamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. W moim mieście taki wet to nierealne bajanie...... Macie szczęście!
    Pozdrówka. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. My mamy to szczęście, że nasza wetka to całkiem świetna osoba! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Są weterynarze i Weterynarze ;).
    Ja z poprzednim psem spędziłam sześć lat chodząc po różnych gabinetach weterynaryjnych... Efekt był taki, że gdy tylko wysiadała z samochodu przed jakąkolwiek lecznicą, to dostawała 'szału' - rzucała się na smyczy w każdą stronę i non-stop ujadała.
    Nie wspominając o jednym weterynarzu z okolicy (jednym z dwóch w Poznaniu, który ma całodobową lecznicę), który był tak zajęty zakładaniem dwóch szwów(!), jakiemuś psu, że uznał, że nie może zająć się psem, u którego nastąpiło zatrzymanie oddechu :/.

    W każdym razie w końcu trafiłam do weterynarza, który wcześniej pracował jako weterynarz w schronisku. Facet ma wiedzę, ma podejście do psów (a to się zdarza okropnie rzadko) i ma świetnie wyposażony gabinet. Od 10 lat do niego chodzimy i jeszcze nigdy się nie zawiodłam (a Tayra wprost go uwielbia) ;).

    OdpowiedzUsuń
  15. Spike jak ostatnio był na szczepieniu przeciwko m.in wściekliźnie, to tylko go zważył, i od razu zastrzyk. Też dostaliśmy te "adresówki" czy jak to nazwać ;). Choć bardzo go lubię, ratował mojego pseudobernardyna, który dostał od jakiegoś dresa metalowym prętem w głowę.. Guz, masa padaczek, podczas ostatniej Dino (tak miał na imię) miał taki atak, że po prostu umarł. Choć weterynarz starał się mu pomóc jak mógł.. Ale to nie wystarczało. Naprawdę wspaniały pies, ja miałam wtedy zaledwie 3/4 lata, pamiętam tylko wiadomość od mamy "Dino nie żyję.."

    OdpowiedzUsuń
  16. U nas też zawsze to wyglądało na jedno kopyto.
    Ostatnio też zmieniłam gabinet i jakie było moje zaskoczenie. Pan weterynarz przeprowadził ze mną wywiad odnośnie zdrowia i samopoczucia psa oraz czy zdarzyło mu się kogoś zadrapnąć lub ugryźć. była mierzona również temperatura i omacywanie węzłów chłonnych. I to wszystko w cenie szczepienia. Także byłam również miło zaskoczona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo przeprowadzenie podstawowego badania klinicznego jest czymś co należy bezwzględnie przeprowadzić przed zaszczepieniem psa, ba przed przystąpieniem do czegokolwiek (no chyba, że ktoś przychodzi wyczyścić gruczoły okołoodbytowe, a pies jest szalony ;)).

      Usuń
  17. My nie mamy jednego stałego weta, a szkoda. Aktualnie spotkałam dwóch, który są na prawdę godni zaufania i nie pieniądze im w głowie, a dobro zwierzaków.

    OdpowiedzUsuń
  18. Muszę przyznać, że notka i komentarze mnie zdziwiła.
    Chyba i ja spróbuję podejść do tego tematu, ale może bardziej oczami tej drugiej strony :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz koniecznie! :) Jestem ciekawa, jakie masz spostrzeżenia na ten temat.

      Usuń
  19. Wiem, że dawno napisałaś tego posta, ale właśnie czytam cały Twój blog i go znalazłam ;)
    Ja zawsze chodzę do lecznicy która jako jedyna z trzech znajdujących się w odległości spacerku ode mnie jest całodobowa. Dobrze nas tam znają, bo moja poprzednia psina, stara i schorowana, bywała tam co tydzień - dwa. Konsultacje są tam za darmo, można przyjść i zapytać się o cokolwiek, bez żadnych kosztów. Słyszałam, że w razie czego, gdy ktoś nie ma pieniędzy, wizytę może odpracować, np. sprzątając lecznicę.
    Opinie wśród znajomych właścicieli są podzielone, jedni za nic by tam nie poszli, inni są dozgonnie wdzięczni za uratowanie pupila. Moją sukę operowano na ropomacicze w Sylwestra, kiedy przyszłyśmy pokazać wyniki wykonanego gdzieś indziej USG i okazało się, że trzeba natychmiast...

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu