Czy będzie trzeci pies i dlaczego nie terier

niedziela, 21 grudnia 2014

Byłam naprawdę zaskoczona, że tyle osób pomyślało, że Fibi zostanie u nas na stałe. Psie sporty, które uwielbiam i chyba jasno daję o tym do zrozumienia pisząc tego bloga, nie są raczej kojarzone z westami. Fakt, że napisałam, że skład się powiększył, ale niewiele osób (byli to głównie moi znajomi :D) pomyślało, że tylko na czas ograniczony, bo przecież w życiu nie wzięłabym teriera!



Dlaczego nie terier? 
Ogólny obraz teriera w mojej głowie maluje się tak - pies beton. Dla mnie jest to bardziej wadą niż zaletą. Po terierze wszystko spływa jak po kaczce. Presja nakładana w czasie szkolenia nie robi na nim wrażenia, to niby jest zaletą, ale szkolenie to nie tylko nauka nowych sztuczek (gdzie chcąc osiągnąć dany efekt zawsze nakładamy na psa jakąś presję), ale też oduczanie niepożądanych zachowań - trzeba wiedzieć jak pokazać uparciuchowi, że coś się opłaca lub nie. Potrzeba na to dużo czasu i cierpliwości - bardzo dużo cierpliwości, nie można też zapomnieć o konsekwencji.
Nie powinno się mówić "uparty jak osioł" tylko "uparty jak terier". Upór towarzyszy mu niemal we wszystkim co robi. Również w szczekaniu! O tak, szczekanie to coś, co terier uwielbia i robi to niezależnie od okoliczności, bo każdy powód jest dobry, żeby szczekać. Szczekanie w domu, w nocy, bo akurat inne psy szczekają na zewnątrz - jakiś problem? 
Zapachy to cały świat teriera i niełatwo z nimi wygrać.  Zaniuchanego trudno wytrącić z tego swego rodzaju transu. Można próbować walczyć innymi zapachami, na przykład pysznych smaczków, ale i one nie dają gwarancji sukcesu. Rodzi się przez to problem z przywołaniem.
Dużo z Was zachwycało się westowym wyglądem, to na pewno jeden z głównych powodów, dla których tyle ludzi kupuje psy tej rasy. Miły wygląd to jednak tylko pozory, w tym słodkim ciałku kryje się mały potworek. 

Mówiąc ogólnie - to totalnie nie mój typ psa. Może i satysfakcja z efektów pracy z terierem jest większa, ale mi życie z takim zwierzakiem i szkolenie go nie sprawiałoby przyjemności. Zdecydowanie bardziej wolę psy "z góry" nastawione na pracę z człowiekiem, których nie trzeba namawiać do tego, żeby zwróciły na nas uwagę. Lubię, jak pies patrzy na mnie z błyskiem w oku i pytaniem "co teraz robimy?", a niekoniecznie kiedy najpierw trzeba się nabiegać i naprosić, żeby na chwilę przysiadł i się na nas skupił. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że wiele to kwestia wychowania, ale geny również odgrywają dużą rolę, w końcu rasa to nie tylko wygląd. 
A jeśli o wygląd chodzi - nie mogłabym mieć na co dzień psa z dłuższym futrem, niskim podwoziem i brodą. Krępa budowa też jest wysoce niewskazana. To już tak odnośnie westa "u siebie". Jest natomiast kilka terierów, które wizualnie naprawdę mi się podobają, ale ze względu na charakter nie chciałabym ich mieć. 


Czy będzie trzeci pies?
Dzięki kilkudniowemu pobytowi Fibi wiem, że moje małe stadko nie miałoby większych problemów z akceptacją nowego domownika. Nie wyobrażam sobie, żeby brać kolejnego psa, kiedy pozostałe są jeszcze nieogarnięte i mają jakieś poważniejsze problemy ze sobą. Po pierwszym miesiącu posiadania Gi, napisałam o Tosi tak: 
Doceniam ją coraz bardziej z każdym dniem posiadania szczeniaka, ale nie tylko z tego powodu.
Ginny jako szczeniak była dość absorbująca i nie wiem, jak radziłabym sobie z jej wychowaniem, jeśli Tosia też by tego wymagała. W dodatku gdyby starsza suczka miała wiele niewłaściwych nawyków, szczeniak mógłby je podłapać i byłby podwójny kłopot. Dzisiaj jestem ogromnie szczęśliwa, że to samo mogę mówić o Gi, może nie jest idealna, ale żyje się z nią super i wiem, że można na niej polegać.
Jeden pies to bardzo duża odpowiedzialność, dwa - jeszcze większa, a trzy? Dotyczy to wszystkich aspektów życia z taką gromadką, zaczynając od tego, że trzeba mieć jeszcze bardziej oczy dookoła głowy na zwykłym spacerze, po niezaplanowane wydatki (na przykład na leczenie), kończąc na ilości czasu, jaką trzeba poświęcić każdemu futrzakowi.
Pod pierwszym postem o trzech psach Kasia napisała:
Podobno jak ma się dwa psy w domu to trzeci nie robi większej różnicy
Na pewno coś w tym jest. Dużo zależy od charakteru każdego ze zwierząt oraz tego, na ile są już wychowane. Jeśli psy szybko i bez problemu zgrają się pod każdym względem, różnica pewnie nie będzie aż tak odczuwalna. Co innego, jeśli każdy z psów jest inny. Wystarczy, że jeden pilnuje się i przychodzi na zawołanie, drugi się nie pilnuje, ale jak usłyszy wołanie to przyjdzie, a trzeci... będzie robił co mu się podoba. I już robi się z tego niemałe zamieszanie, a człowiek jest tylko jeden i musi to wszystko ogarnąć. Przez pierwsze trzy dni pobytu Fibi miałam wrażenie, że wszystko wywróciło się o 180°. Myślę, że trochę za bardzo przeżywałam, że będzie trzeci pies i jejku, co tu zrobić, jak to będzie? ;) Przez takie nastawienie pewnie trochę nad wyrost traktowałam jej obecność, jako wielką zmianę. Kiedy zdążyłam poznać wszystkie jej nawyki, o których opowiadała mi Magda i wkręcić ją w nasz tryb życia okazało się, że wcale nie jest tak strasznie.
Mimo to na chwilę obecną nie chciałabym mieć trzech psów. Od czasu do czasu nachodzi mnie co prawda taka myśl, ale to bardziej gdybanie niż rzeczywiste plany. Nie czuję takiej potrzeby posiadania trzeciego psa, jak wtedy, kiedy bardzo chciałam drugiego. Teraz mam i towarzystwo dla Tosi, i upragnionego psa lubiącego pracę ze mną, jeszcze tyle przed nami, nie widzę wyraźnego powodu, żeby to zmieniać. W życiu jednak bywa różnie i całkiem możliwe, że jeszcze zmienię zdanie (nigdy nie wiadomo kiedy pojawi się TEN miot/pies). Jestem świadoma z czym wiąże się posiadanie większego stada, więc na pewno nie byłaby to pochopna decyzja.


41 komentarzy:

  1. Sama prawda o terrierach. :D Wprawdzie mam sznaucera, ale je również się zalicza do terrierowatych. :P Są strasznie uparte, dlatego już jako szczeniaka trzeba się za niego wziąć ... No i uwielbiają szczekać ... na wszystko i na nic.
    Nie rozumiem również dlaczego w książkach z opisami ras pisze, że pies nadaje się na pierwszego ... znam kilka terrierów i sądzę, że zdecydowanie nie nadają się na pierwszego psa ... bo terrier nie ułożony to pies, który wszystko potrafi zniszczyć na swojej drodze. :P Może troszkę przegięłam, ale jest to sporo pracy przy takim milusińskim. :D
    Mnie również momentami nachodzi myśl na kolejnego psa, ale rodzice i ja sobie uświadamiam, że jeszcze nie na to czas. Po pierwsze; Figa jeszcze nie jest wystarczająco ogarnięta, aby móc mieć drugiego psa. Mamy nadal problem z zazdrością, więc to jest główny powód, dlaczego nie wezmę kolejnego psa. Po drugie; biorąc kolejnego psa myślę, że również kierowałabym się troszkę nastawieniem do pracy z człowiekiem, bo chcę się rozwijać w kierunku psich sportów. Figi miłością są agilitki i koniec, czasem lubi sobie pochodzić przy nodze, sztuczki kocha, uwielbia szarpanie, ale nigdy w życiu nie weźmie ohydnego plastikowego dysku ...
    Zresztą na razie, nawet przez szkołę, nie mogę pozwolić sobie na kolejnego psa. Najpierw muszę ułożyć jakoś pierwszego psa, a następnie już wybrać swojego wymarzonego psa. :D
    Pozdrawiamy! :)
    Nina & Figa

    figusiowyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie miałam okazji 'pracować' z terierem, ale widziałam jak ćwiczą. Nie mogę dużo wypowiedzieć się na ten temat, więc zostawiam to innym. Ja też zastanawiałam się nad drugim psem, ale niestety rodzice jednak wolą pozostać przy jednym psie.:P Lacky jest strasznie zazdrosny i zadziorny, nie dałby spokoju drugiemu psu. Dlatego ćwiczymy nad opanowaniem i może za jakiś czas, gdy osiągnę coś więcej z moim psem będę zastanawiać się nad wymarzonym psem.:) Będę miała osiem kudłatych łap!:D
    Pozdrawiamy, zdaniemlackiego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Terier to terier - coś o tym wiem :P
    jeśli terier mówi nie to znaczy nie! - jasna logika!
    Uparty jak terier nic nie poradzisz! Uparciuch na AMEN!
    Oooo Piłka! Już lecę!!!!
    Teriery są psami bardzo zżytymi ze swoim właścicielem wiec dlatego jak nie ma Cię w domu przez 10 minut... O raju! Jak wrócisz to się cieszy i chce cię zalizać na śmierć!

    Pozdrawiamy
    L&S

    OdpowiedzUsuń
  4. Terriery to takie uparte stworzonka są. ;)
    Mi nie raz przewija się myśl o drugim psie, tollerze. I chociaż sądzę, że jakoś nie było by strasznie, to jednak wciąż odkładam te plany do dorosłości. Nawet nie szkoła, rodzice, ale to pies i moja ograniczona wiedza stanowią główny powód, dla którego muszę zakup szczeniaka odkładać. Smerfetka, chociaż szczeniory toleruje, to jednak wiem, że wymaga pracy. I co? Trudno, trzeba pracować. A ja natomiast wiem, że nie byłabym w stanie zapewnić szczenakowi to, co zapewnić bym chciała, bo jestem w końcu jeszcze dzieckiem i wiele muszę się nauczyć.
    Zdrówka, S&S
    http://kynolub-bezkonwencji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć ja mam tylko (lub aż) yorka, to jednak potwierdzam Twój opis odnośnie terierów, tym bardziej, że miałam do czynienia także z innymi, m.in. jagdterierami - jeśli ktoś uważa, że wyolbrzymiasz, niech zapozna się z tymi diabłami. Dobrze, że są małe, choć i tak niewiele to daje, bo wierzcie lub nie, ale siłę i ścisk szczęk mają większy od niejednego dużego czworonoga. Chyba najbardziej wybuchowe psy jakie poznałam. I to jest idealny przykład tego, że wielkość nie ma znaczenia, bo znajomi myśliwi przerzucili się na gończe i posokowce, ponieważ z jagdterierem sobie nie radzili. Taki pies w zwyczajnej zabawie to tornado, a co dopiero w łowieckim amoku ;) Mimo wszystko kocham takie psy.
    Na co dzień sama walczę ze szczekliwym terierkiem, a już na pewno wiem czym jest ogłuchnięcie i ile takiego psa trzeba przywoływać, gdy zacznie coś sobie wąchać. Najgorzej jest wtedy, gdy znajdzie trop. Stanie w miejscu i błaganie o przyjście, a mknięcie za terierem niczym kx 85 wrzeszcząc z niepohamowaną ochotą zrobienia krzywdy sobie lub psu to jednak jest różnica :P Dlatego uważam, że teriery to pupile dla prawdziwych miłośników takich zachowań. Ja na przykład nie mogłabym pracować z owczarkiem, bo nudzą mnie psy zapatrzone w człowieka od momentu, gdy tylko otworzą oczy.
    "Podobno jak ma się dwa psy w domu, to trzeci nie robi różnicy" - oj, jak ja bym chciała, żeby mi drugi nie robił różnicy :P Obecnie mam jednego psa, marzę o drugim, rodzice się zgodzili, jednak wtedy ja zrezygnowałam, bo przerosła mnie wizja posiadania kolejnego czworonoga, tym bardziej, że będzie on bardzo duży. Boję się spełnić swoje największe marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Teriery to bardzo fajne psy!
    Ja mam 2 bullowate teriery i nie zamieniłabym ich do pracy na żadnego innego psa :D
    Sukcesy z takim psem bardzo cieszą. W ich szkoleniu ważne są "ekscytujące" nagrody (głośne krzyki i pieszczoszki), a jak nagana to tylko stanowcze "Nie wolno!".
    Jednak każdy ma swoje zdanie, ale dobrze zmotywowany terier to super terier!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że nie są fajne, po prostu ja wolę inne :).
      Bullowate to trochę inny typ teriera, niż maluchy typu west, foksterrier itp., chyba nie wrzucałabym ich do jednego worka.

      Usuń
  7. Terriera wprawdzie nigdy nie miałam (no i raczej bym mieć nie chciała). Są to fajne psy, ale zresztą jak każdy pies mają swoje wady.
    Troche dziwne że inni czytelnicy pomyśleli, że to Twój nowy pies (ja nawet ni byłam w stanie tego stwierdzić po przeczytaniu owego posta)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm,charakter swój mają, ale nie wiem czy zależy to od wychowania czy sposobu trenowania, ale mam już drugiego terrierowatego psa i jakoś specjalnie nie muszę go namawiać i zmuszać do treningów czy robić nie wiadomo co, żeby pies się na mnie spojrzał :) Moje psy to kochają i nie muszę się wgl wysilać. Szczerze po pracy z yorkami nie mam żadnego zniechęcenia do terrierów. Spotykałam się z przypadkami,gdzie ludziom ciężko było ogarnąć terriera, ale może to też kwestia tego, że pies nie był przyzwyczajony do pracy. Z Kropi zaczęłam trenować trochę później. Widok jak cieszą się z powodu treningu jest bezcenny :). Mówię oczywiście na przykładzie swoich psów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie sądzisz, że yorki to teraz bardziej ozdóbki niż teriery? Nie chcę niczego im ujmować (znam kilka yorków i większość bardzo lubię), ale yorkowi chyba daleko charakterem do border terriera, foksa i innych tego typu.
      Tak, jak napisałam, rasa to nie wszystko i wychowanie też jest bardzo ważne możliwe, że od samego początku układając psa w określonym celu nie zaznamy problemów typowych dla rasy. Jednak nie na wszystko mamy wpływ.

      Usuń
    2. Skoro nie na wszystko mamy wpływ to i nie mamy wpływu na wyeliminowanie z yorka całkowicie terriera. W sumie to jak się psa wychowa taki będzie i nie oceniam rasy na tej podstawie, że ludzie traktują je jak ozdóbki do torebki, bo leżenia i pachnięcia nie dziedziczą :D. Nie wyobrażam sobie swoich psów siedzących w torebkach, dniami na kanapie i nie mogących się pobrudzić, bo to dla nich podchodziłoby pod znęcanie się nad zwierzętami. Piszesz na podstawia przebywania z westem, westa sama bym nie chciała. Ale raczej terriery kojarzyły mi się z psami potrzebującymi pracy i energicznymi, zostały stworzone do pracy. Zawsze podobały mi się JRT, czy też parsony, ze względu na energiczność. Wiadomo, że każdy ma swój typ psa i jednym się terriery podobają, a drugim nie, ale raczej na podstawie JRT, czy nawet i yorków nie powiedziałabym, że trzeba je zmuszać do pracy :D Ale to wiadomo, każdy ma swoje zdanie.

      Usuń
    3. Źle mnie zrozumiałaś. Pisząc o ozdóbkach miałam na myśli grupę psów ozdobnych i do towarzystwa, do których należą na przykład pudle i nie są chyba przez to jakieś gorsze ;). "Ozdóbki" (może lepiej to będzie wyglądać, kiedy ujmę to w ten sposób) na ogół chętnie podejmują współpracę z człowiekiem, bo do przebywania z człowiekiem, do towarzystwa zostały stworzone. Cavaliery, pudle, grzywacze - całkiem ich sporo na ringach agility i chyba nie bez powodu.
      To, jak widzę teriery nie opiera się jedynie na tych kilku dniach spędzonych z westem, pliizz :D. Westy, JRT miałam okazję wielokrotnie obserwować na treningach, widzę też, jak te psy zachowują się na spacerach itd. Owszem, teriery zostały stworzone do pracy, ale ta praca wyglądała inaczej niż u owczarków, terier musiał być w jakimś stopniu niezależny i to dzisiaj często wychodzi. A yorki chyba od dawna nie są hodowane do łapania szczurów, a jako psy do towarzystwa, to jak będą towarzyszyć to już kwestia właściciela.

      Usuń
    4. Ah, zapomniało mi się dodać. Dążę do tego, że może niekoniecznie musiałaś się wysilać w pokazaniu swoim psom, że robota jest fajna, bo raz, że chyba świadomie od młodego wieku prowadzisz je w określonym celu, więc wiesz czego unikać, co podkręcać itd. Dwa - obecnie york to bardziej pies do towarzystwa, bo ku temu dąży hodowla rasy, niż terier-myśliwy. Co nie oznacza, że wszystkie terierze cechy zostały w nim wyplewione, nie są natomiast tak silne, jak na przykład u jagdterierów (których na przykład w ogóle nie widuję na agility).
      Tak, jak pisałam większość yorków, które znam biega agility i robi to naprawdę fajnie. Mają swój charakterek, ale nie wydają mi się aż tak trudne, jak inne teriery.

      Usuń
    5. Myślę, że hodowla tak na prawdę większości rasy dawniej używanych do pracy teraz idzie w kierunku psów na kanapę. Yorki są tego bardzo dobrym przykładem, ale nie zgodzę się też, że ta rasa już w ogóle nie ma nic wspólnego z terierami, chyba że kilka lat temu trafiłam na ostatni egzemplarz... Chociaż kiedyś jak jeszcze brałam pod uwagę yorka jako następnego psa to podstawowym pytaniem było skąd wziąć yorka-teriera, a nie yorka-na kanapę, biorąc pod uwagę zarówno cechy psychiczne i fizyczne (np. nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek sportu z kilogramowym psem).

      Usuń
  9. Jedna notka, a tyle rzeczowych faktów.... Też właśnie jak przeczytałam o tym,, powiększaniu gromadki,, itp to aż mi się nie chciało wierzyć, że mógłby to być weścik :D
    U mnie tytuł notki by brzmiał ,, czy będzie drugi pies i czemu tym razem napewno nie wyżeł,, mniej więcej z podobnych powodów ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. z tym nie zwracaniem uwagi to nie jest prawdą, przynajmniej jesli " mówimy" o moim yorku. Jest naprawdę świetnie nastawiony na pracę ze mną, kocha się uczyć i widać że sprawia mu to przyjemność. Zawsze zachęca mnie do zabawy, a gdy ja nie zwracam na niego uwagi wskakuje mi na kolana i patrzy na mnie brązowymi ślepiami ♥ nie jest uparty( " jak terrier ") w przeciwieństwie do innych Yorkshire Terrier'ów z mojego osiedla , nie lubi szczekać chyba że go o to poproszę ( "daj głos" ) . Jest energiczny, kocha biegać, ale potrafi się opanować i "nic nie robić" przez cały dzień. Za tą "inność" go kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy moi znajomi usłyszeli, czego oczekuję od psa a następnie dowiedzieli się, że wybrałam parsona... popukali się w głowę i powiedzieli, żebym rozejrzała się za pracującym owczarem! ;)

    Małe terrierki to zdecydowanie mój świat. Totalnie nie zgadzam się z przedstawieniem terriera jako rozdartego wymuszcza, niezdolnego do utrzymania skupienia bez smaków/piłki. Terriery BARDZO przywiązują się do swoich włascicieli. Jeżeli mają z nimi dobre relacje i są przy tym konsekwentnie prowadzone potrafią pracować just4fun, a nie podążając za smakiem. Jeżeli ktoś próbuje ''pracować'' z terrierem własnie na zasadzie przekupstw to nie osiągnie z nim zbyt wiele. W końcu co tam suszony kurczak skoro tego kota TRZEBA przepędzić ;)

    Uważam, ze obraz terrierów jest taki a nie inny, bo ludzie nie potrafią zmienić swojego podejścia do psa. Przy terrierze próbują używać uniwersalnych metod, takich jakie sprawdzają się u retrieverów czy borderów, co jest sporą pomyłką. Wbrew pozorom terriery potrafią wykształcić w sobie ''mój człowiek jest najlepszy na świecie, kocham mojego człowieka!''. Po prostu właściciel terriera musi byc tak samo żywiołowy, ciekawski i uparty jak terrier! :D

    Jaki według mnie jest terrier? Bardzo kontaktowy, żywiołowy, impulsywny, niezależny. Ma w sobie dużo energii. Kocha człowieka, który wyprowadza go na spacer- w końcu człowiek jest taki fajny! Całe dobro pochodzi od człowieka. Jeżeli człowiek mówi, ze nie można czegoś zrobić to nie i koniec. Terrier kocha bieganie, pływanie, piesze wycieczki, agillity, wypady nad jezioro i wszelkie formy aktywności. Właściciel terriera nie może być zawodowym operatorem pilota od TV ;)
    Terrier lubi poznawać nowe tereny, jest psem kompaktowym- wszędzie się zmieści, zajmuje mało miejsca i jest mu absolutnie obojętne, gdzie mieszka- ważne, że jego człowiek jest przy nim. Terrier w życiu nie będzie spokojny, a sam z siebie nie będzie też zrównoważony czy zakochany w człowieku. Nie będzie taki głównie dlatego, że jest małym, impulsywnym terrierkiem, któremu najpierw trzeba pokazać, że całe dobro pochodzi od człowieka i fajnie jest z nim być, bo z nim dzieją się wszystkie fajne rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny opis! Lepiej bym tego nie ujęła, a całkowicie się z Tobą zgadzam ;)

      Usuń
    2. Nie są to psy dla każdego i niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Są małe i urocze, ale i bardzo charakterne, o tym właśnie piszę. Tobie udało się sprawić, żeby terier był w Ciebie wpatrzony? Super! Ale chyba jest coś w tym, o czym piszę, skoro pojawia się coraz więcej ludzi z pierwszym westem i drugim psem - border collie i te osoby często twierdzą, że już nigdy nie wezmą teriera.

      Byłam w życiu na dwóch wystawach, w różnym odstępie czasu, największe bójki przy ringach widywałam wśród terierów. Na większości zawodów agility, na których byłam pies uciekający z toru był właśnie terierem. Znam też kilka terierów, które są naprawdę dobrze wychowane, ogarnięte w życiu codziennym, a na torze wymiatają. Domyślam się jednak, że przewodnika kosztowało to sporo pracy. Sama piszesz, że terier jest niezależny i najpierw trzeba pokazać mu, że dobro pochodzi od człowieka, a JA :D wolę po prostu inny typ psa.

      Usuń
    3. Małe terriery są często niestety psami z przypadku. Bo małe, bo ładne. Bo na pewno zajmą mało miejsca, bo mały pies to mały kłopot. Ludzie biorą je na swoje pierwsze psy, zrażają się do nich i nie chcą już więcej słyszeć o terrierze, bo to uparte zło konieczne. Potem odradzają je innym, bo ''się nie sprawdziły''. Oczywiście to spore uogólnienie, na pewno znajdzie się Kowalski, KTÓRY... .

      Mały terrier nie postrzega siebie w roli zabawki, półpsa czy jego łatwiejszej wersji. Tak samo jak jego więksi krewni potrzebuje ruchu, stymulacji umysłowej, socjalizacji. Niestety, jego właściciele często o tym zapominają ;)

      Po 3 latach spędzonych z terrierem mówię- było warto! Co więcej: kolejny pies też będzie terrierem. :D Osobiście nie wydoliłabym z psem, który ma wgrane od szczeniaka zapatrzenie w człowieka. Cały fun z wspólnej pracy szczeniak miałby już w pakiecie :P

      Usuń
  12. No cóż...west nie wszystkim przypadnie do gustu. Zgadzam się z tobą w 99%! Pierwsze słowo jakie mi się z nim kojarzy to: uparciuch. Jak przypominam sobie moje początki z Chapsem...było ciężko (najciężej z przywołaniem-zapachami i skoncentrowaniu jego uwagi na mnie), ale po pewnym czasie zrozumiałam jak wspaniałe są te psy! Czytając twój wpis trochę było mi smutno, że tak je oceniasz, ale w pełni rozumiem dlaczego tak napisałaś. Chociaż mój west nie szczeka (tak jak większość ludzi pisze o swoich pociechach) i nie dlatego, że ma problem z gardłem czy coś :P Po prostu jest nauczony i wie, że nie powinien tego robić. Pracowałam z nim bardzo dużo i wiem, że jak jemu po prostu się nie chce, to nic go nie zmusi do pracy i trzeba z niej zrezygnować. Ale jak już ma ochotę na zabawę, pracę, sztuczki to oddaje się w 100% i aż nie mogę się na niego wtedy napatrzeć (że taki jest oddany temu co robi). Teraz doszliśmy do takiej perfekcji, że nie ważne jakie zapachy, jak go przywołam to przyjdzie i jak krzyknę stój, gdy ma zamiar pogonić kotka czy ptaszka, to w 99% się zatrzyma :) Tak ten 1% procent jest niewiadomy bo przecież to terrier, pies myśliwski, do polowań na różne gryzonie i jak coś ucieka to trzeba to gonić :P Wiem, że dla ciebie to norma, że krzykniesz i pies przybiega, albo się zatrzymuje i czytając to nie jest dla ciebie nowość, ale ja do tego musiałam sama dojść (w męczarniach :P) ale efekt jest w 100% zadowalający :D
    Przepraszam, że tak się rozpisałam i w simie mogłabym jeszcze wieęcej pisać, ale przecież to twój blog :P
    Chciałam jeszcze tylko dodać, że rozumiem twój wybór i też to, że westy nie przypadły ci do "gustu", ale chciałam po prostu napisać coś od siebie, bo w końcu mam tego białego, upartego potworka, którego kocham nad życie i muszę też trochę postawić się w jego obronie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikogo nie musisz bronić, bo nikogo nie oskarżam. Po prostu nie wszyscy musimy lubić to samo i to jest super! :)

      Rozpisuj się ile chcesz, możliwość komentowania jest dla czytelników, a ja czytam każdy komentarz niezależnie od jego długości :D.

      Usuń
  13. Bo terriery trzeba po prostu pokochać, żeby umieć z nimi żyć! :D Wiem, że z Westem nie dałabym sobie rady, jednak Border Terrier to jest grzeczniejszy i jakby "normalniejszy" rodzaj terriera :D Ale no terrier nie jest dla każdego, czasem po ponad 5 latach wspólnego życia płaczę z bezsilności. Bo terrier jest po prostu szaleńcem!

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytając opis teriera pomyślałm, że idealnie opisuje mojego Funego, a zwłaszcza z tym szczekaniem: słychać coś za oknem - szczekać, nie slychać nic za oknem to i tak szczekać, a co tam. Prawie przeze mnie ogłuchłaś?? To może ja jeszcze poszczekam :-). Oj uparty to on jest, jak sobie coś postanowi to ciężko go od tego odwieść, cały mój terierek. Co prawda zapachy nie są jego całym światem, ale szczury, świnki morskie, króliki, chomiki itp., przy nich budzi się jego pierwotny instynkt, a jest BAARDZO silny wtedy w jego główce jest tylko jedna myśl "Gryzoń! Zagryźć! Zagryźć!", taki mój "grzeczny" psiak. Jeśli miałabym wybrać sobie sama drugigo psa to byłby to doberman, ale terierów nie wykluczam.
    Pozdrowienia i wesołych świąt *-*.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ahh... jakby czytała opis mojej białej suczy ;)
    Z terrierami przede wszystkim trzeba nauczyć się żyć. Nie są takie jak psy pasterskie czy pracujące owczarki. Same z siebie nie będą wgapione w człowieka, co nie oznacza, że nie mogą takie być. Kochają człowieka, ale zachowują przy tym swoją niezależność ;) Przede wszystkim to żywiołowe burze energii, które wszędzie wcisną swój zadziorny nochal. Praca z takim psem... no... do łatwych nie należy, to fakt. A szczególnie dla osób o słabych nerwach, które będą na skraju wytrzymałości, gdy terrier powie "Nie chcę tego robić i koniec! Idę sobie... tam są fajniejsze zapaszki!". Jak terrier czegoś nie chcę, to tego nie zrobi i tutaj nie ma co dyskutować. Jednak tak czy tak, o tyle dobrze się z nimi pracuje, bo właśnie mają w sobie ten ogrom energii, którą można w dobry sposób wykorzystać! Trzeba też pamiętać o tym, że są to psy bardzo nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo co takiemu przyjdzie do głowy. A o szczekaniu już nawet nie ma się co rozpisywać. Każdy człowiek jest dobry, żeby go obszczekać! Nie ważne czy ktoś z rodziny czy obcy. Terrier musi wszcząć alarm! Takie już są ich uroki ;)
    A niby kupuje się taką małą, białą, słodką kuleczkę, a z tego wyrasta mały potwór :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój pieseł to kundel, a po raz kolejny uświadamiam sobie, ile on ma zachowań z terriera. I zdecydowanie, uwielbiam to, że mój wysiłek nie poszedł na marne, że z zawąchanego psa na każdym spacerze, mam wpatrzonego we mnie psa na każdym spacerze, że jednak dałam radę, i mam wielką satysfakcję, to jako następnego psa chcę mieć w końcu prościej... Na pewno będzie to pies chociaż odrobinę nastawiony na pracę. A trzeciego? Trzeciego bym chciała chyba znowu takiego jak Barko, czyli całe życie pod górkę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam mieć teriera, dokładnie westa/yorka jakieś 2? lata temu, wyszło inaczej i w sumie się z tego po części cieszę, nie wiem jakby teraz wyglądało moje życie z 2 letnim teraz yorkiem/westem :P.
    Słowa, które zacytowałaś w swoim poście i "odpowiedź" do nich są jak najbardziej prawdziwe, zgadzam się w 100% :).

    http://czterolapy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Sama nie chciałabym mieć trzeciego psa. Przynajmniej dopóki jestem niepełnoletnia, moja przyszłość (nowa szkoła, studia, praca...) jest niepewna, mam problemy wychowawcze z Kermitem, a w ogóle to świetnie pracuje mi się z moimi psami i nie potrzebuję kolejnego. Może kiedyś, ale na pewno nie w ciągu najbliższych lat. Zastanawiałam się kiedyś nad rasowym "sportowym" szczeniakiem, ale jeśli już to dopiero jak będę dorosła. A może zamiast rasowego sportowego, będzie kolejny adoptowany sportowy ;). Czas pokaże, na razie się nad tym nie zastanawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moim zdaniem kwestia brania psa jako nastawionego na pracę z człowiekiem jest niczym innym jak pójściem na łatwiznę. Bo jaka to sztuka doprowadzenie do nawet wysokiego poziomu w sporcie psa, który w genach ma zakodowaną pracę z człowiekiem? Praca z terrierowatymi na pewno wymaga pracy, ale taki człowiek będzie miał większą wiedzę jeśli chodzi o wychowanie psów. Dlatego tak często zdarzają się przypadki, kiedy ktoś wziął np. bordera jako pierwszego psa/lub mając psa łatwiejszego do prowadzenia i zwyczajnie sobie z nim nie radził, kiedy już pojawił się jakiś problem. Bo wiadomo, że i takie rasy miewają problemy. Kwestia tego, czy posiada się jakąś wiedzę czy nie. Jeśli wiedza ma się opierać tylko na książach, to też niewiele da w porównaniu z samodzielnym wychowaniem psa trudnej rasy.
    Nie jestem przeciwnikiem brania psów rasowych np. psów ras pasterskich. Jest moda, te psy fajnie wyglądają na zawodach czy na zdjęciach, dodatkowo wiele osób nie ma czasu żeby tak wiele czasu spędzać na podstawach, woląc zaczynać ze szczeniakiem pracę już pod sport. Sama nie wiem, czy takiego psa nie będę mieć. Na pewno nie będzie to przypadkowy border z przypadkowej hodowli. Moim priorytetem jest raczej zdrowy pies z predyspozycjami. Za jakieś dwa lata planuję wzięcie drugiego psa (pewnie wiesz jak to jest z tą chęcią mając jednego) i jeszcze nie wiem czy będzie to rasowiec czy kolejny kundel. Boję się, że znów trafię na chorowitego psa jakim jest Emet. I tutaj przewaga DOBRYCH hodowli, z wieloma pokoleniami zdrowych psów. Z drugiej strony lubię mieć pod górkę i mieć satysfakcję z tego, co osiągnęłam z psem. Wiem, że będę dalej brnąć w obi więc predyspozycje fizyczne nie są dla mnie ważne. Co do psychiki, wiadomo że u rasowego psa możemy w większym stopniu przewidzieć jego charakter, chociaż odstępstwa też są. Ale moim zdaniem tak czy tak biorąc jakiegokolwiek szczeniaka, można go do obi doprowadzić mając duże chęci i będąc na maksa zaangażowanym. Każdy sport pewnie różni się od siebie. Ja wiem, że jeśli uda mi się doprowadzić mojego tak trudnego psa do zawodów obi chociażby w zerówce, to będę skłonna raczej wziąć kolejnego kundelka, bo trudniej już raczej nie będzie. Każdy rasowiec nastawiony na człowieka będzie tylko dla mnie ułatwieniem, które być może przy dwóch psach będzie mi potrzebne. Myślę jednak, że wszystko przede mną i wszystko może się zmienić :).
    A tak dodając jeśli już chodziłoby o rasę, to celowałabym w owczarka węgierskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam, że wybór psa z góry nastawionego na współpracę z człowiekiem to pójście na łatwiznę, bo pracuję z psem dla siebie i własnej przyjemności, a nie po to, żeby komuś coś udowadniać. Tak, jak wspomniałam praca z terierem nie cieszyłaby mnie raczej, ale jak najbardziej rozumiem i szanuję to, że ktoś będzie mieć z tego mega fun! Poza tym piszesz, że ktoś bierze na pierwszego psa BC i sobie z nim nie radzi. Ej, czyli te psy też mogą sprawiać problemy! ;) Każdy pies może sprawiać jakieś problemy, ale decydując się na psa konkretnej rasy wiemy, jakich konkretniej można się po nim spodziewać. Myślę, że jeśli ktoś ma problem z psem, który w teorii miał być "bezproblemowy", to z trudniejszą rasą tym bardziej by sobie nie radził.

      Usuń
  20. Również na początku pomyślałam, że wzięłaś na stałe sportowego westa :P Teriery są na pewno bardzo specyficzne, zresztą jak każda grupa psów muszą mieć również swoich specyficznych wielbicieli, którzy akceptują ich temperament. Sama nie jestem ich wielbicielką, mam sentyment tylko do jednej rasy ze wszystkich zaliczanych do terierów ;)
    Nigdy nie miałam więcej niż dwa psy na raz, więc jednak trójka robi na mnie wrażenie. Pomimo cytatu, iż nie ma to większej różnicy to jednak trzeba sobie wygospodarować dużo czasu jak i pieniędzy na kolejnego przyjaciela.
    Osobiście bardzo długo czekałam na 'wymarzonego' psa i stan w którym widzę ile jestem w stanie zrobić i ile po prostu powinnam zrobić, zarówno sportowo oraz życiowo, z psem którego mam jest dla mnie zadowalający i na razie w ogóle nie biorę pod uwagę następnego.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mam spaniela i jest podobnie tylko nie jest uparty :D

    ...............................................................................................................

    http://spanielowomi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja jestem zdania, że świadomy psiarz ma swoją "grupę", w której się zakocha i tam znajdzie coś dla siebie :) Dla jednych są to molosy, dla innych retrievery. Osobiście oddałam swoje serce grupie I - owczarkom ( aussiki rzecz jasna, bc, belgi, kelpie...). Choć akurat darcie gumiora - szczególnie w sekcji ozików jest wpisane w genotyp, co doprowadza mnie do szewskiej pasji :P

    Terriery to również rasa nie dla mnie. Nie moja bajka, nie mój typ inteligencji, nie ten tryb pracy, nie te popędy - dziękuję postoję. A moda (jak to najczęściej bywa) zrobiła dużo złego wszystkim popularnym rasom - i yorkom, i westom, i ONkom, labkom, goldenom - i niedługo zrobi - bc.

    Trzeci pies - na tą chwilę zgroza. Dla mnie optimum to dwa psy - zresztą dopiero teraz uczę się uczyć dwójkę psów ( niby detale - ale sesje treningowe, szarpanie, nagrody, wszystko trzeba przepracować). Zgadzam się, że podstawą jest ogarnięty pierwszy pies - nie wiedziałam jak bardzo Balu jest grzeczny. Teraz dopiero doceniłam jego dojrzałość i chęć współpracy i drive'a - jak mnie pokarało drugim potworem :) Ważne jest mieć wsparcie w jednym z psów i mu ufać - dzięki temu wprowadzanie nowego psa nie będzie koszmarem, a wyzwaniem :) Przynajmniej ja teraz tak to odbieram, a jestem stosunkowo na świeżo :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja jako właścicielka trzech psów napiszę... wszystko z spokojem, w swoim czasie, przemyślane, nie ma co się spieszyć. A jeśli jest/ będzie gdzieś TEN pies dla Ciebie to na pewno o tym się dowiesz i wszystko się pozytywnie poukłada.

    Prawda jest taka, że trzy psy fajnie się prezentują, są stadem, można pracować osobno i razem, patrzeć na wspólne zabawy i osiągnięcia. Spędzać miło czas. Ale to wszystko jest na końcu, bo na początku trzeba wszystko przeorganizować, zaplanować grafik. Zwłaszcza jeśli to stada dołącza szczeniak i wszystko staje na głowie. Młody potrzebuje zajęcia, szkolenia i wychowania, a dorosłe mają małego gnojka serdecznie dość. I koszta! Hahaha nie zapomnę tego całego kupowania wyprawki i tego zdziwienia, że miało być łatwiej.

    Cóż każdy ma swój typ psa, ja wielbię ONki i tym podobne. I nie chodzi tylko o sporty ale też o normalne życie z psem. Z innymi rasami, niepokrewnymi męczyłabym się ;) Choć mój ideał pieseła to mój Ciaposław, najzwyklejszy kundelek ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Sama nie wiem czy bardziej jestem przerażona czy rozbawiona czytając komentarze ;) .

    Jak można o całej grupie różnych psów wnioskować na podstawie dwóch ras - na dodatek tych, które w bardzo wyraźny sposób zostały skrzywdzone przez modę i hodowlane trendy. Jeśli iść dalej tym tropem to o grupie I należałoby powiedzieć, że są to histeryczne i/lub nerwowe, strachliwe dziamoty, ze słabymi popędami i na dodatek z powykręcanymi nogami.

    Pewnie niewiele osób wie, że terrier terrierem, ale one są różne - jako rasy. Porównywanie jack russell terriera z airedale terrierem jest tak samo nietrafione jak szukanie podobieństw u kelpie i owczarka podhalańskiego. Te psy miały robić coś innego (do innych rzeczy stworzono te rasy) i stąd wynikają różnice między nimi. W obecnej chwili zupełnie nietrafione wydaje mi się też porównywanie np. terriera szkockiego do foksterriera, bo o ile zamysł tworzenia tych ras był podobny, o tyle tok ich rozwoju zupełnie inny - szkoty z nory wyciągnięto i zaprowadzono na aksamitne poduszki, a foksa... No cóż on siedzi w tej norze do dziś i to z powodzeniem. Jeśli psy nie są użytkowane to w końcu, wcześniej czy później, cechy, które pierwotnie były z daną rasą nieodzownie związane, gdzieś giną przytłoczone walką o lepsze ucho, krótszą nogę czy bardziej prosty ogon. Nie wiem czy ktoś w dziesiejszych czasach porwałby się na polowanie z westem, który dodatkowo jest ładny "wystawowo", że o "użytkowych" westach nie wspomnę. W parsonach za to nie jest to żadna nowość i interchampion piękności wyrywa kłaki dzikowi tak samo jak eksterierowy brzydal. W związku z tym wydaje mi się, że chyba jednak ciężko znaleźć wspólny mianownik do którego spokojnie można sprowadzić każdego terriera (i tym samym powiedzieć, że terriery są takie lub inne, bo WHT, BT albo AT). Tym bardziej ciężko znaleźć wspólny mianownik dla owczarków i terrierów - tu nie ma co porównywać, te psy są i mają być zupełnie inne - psychiczne, fizycznie i użytkowo.

    Większość cech, które opisuje się jako "wady" terrierów - upartość, szczekliwość, betonowatość to cechy wynikające z użytkowości tych psów. Tyle, że wcale nie są one typowe tylko dla tej grupy, bo podejrzewam, że opis maliniaka (albo sznaucera) różniłby się tylko tym, że za upartość wstawiono by zawziętość albo spryt (nic by nie zmieniano u sznupa ;) ). Co w gruncie rzeczy sprowadziłoby się i tak do próby postawienia na swoim w określonej sytuacji.
    Podobnie z wielką zaletą owczarków - nastawieniem na pracę z człowiekiem - fakt powinny to mieć, ale czy rzeczywiście wszystkie mają? A czy z kolei retrivery są tego pozbawione, bo to jednak typowe dla owczarków? Czy może jednak rzecz leży w odpowiedniej motywacji, nauce pewnych zachowań i całej gamie rzeczy, które psu wpajamy bez względu na jego charakter i predyspozycje, gdy chcemy uzyskać konkretny efekt oraz od tego co psu oferujemy, w jakich warunkach żyje, mieszka, z czym ma styczność, a co jest mu obce. Kolejna sprawa - tak jak terriery są różne, tak samo różne są owczarki i funkcje, które im przydzielano. Spłaszczenie tego wszystkiego do stwierdzenia - owczarek do pracy zawsze super, terrier zawsze be - to dopiero jest pójście na łatwiznę.

    Ja akurat mam terriera i chyba nie wyobrażam sobie rezygnacji z nich kiedykolwiek, co z drugiej strony nie przeszkadza mi w całkiem realnym myśleniu o posiadaniu owczarka. Jedno i drugie widzę w sporcie.
    Patrząc jednak na szeroki przekrój psów, różnych - nie tylko tych, które stratują na zawodach, daleka byłabym od rozpływania się nad popędami i chęciami do pracy owczarków i szerokiego krytykowania pod tym względem innych ras czy grup. Mam też (chyba) zgoła inne, niż większość tutaj, przemyślenia dotyczące terrierów, pracy z nimi oraz podejścia do tych psów. Chociaż zgadzam się z jednym - takie psy trzeba po prostu lubić, żeby widzieć w nich to coś i wcale nie chodzi mi o chodzenie na łatwiznę lub zadawanie sobie trudu.

    OdpowiedzUsuń
  26. Według mnie teriery to specyficzne psy. Tak jak inne rasy psów zostały stworzone, aby pomagać człowiekowi, ale nie… każdemu :) Uważam, że ten wpis jest bardzo ważny i przede wszystkim posiada dużo racji. Każdy z nas ma typ psa, z którym dogaduje się lepiej. Niektórzy zostali stworzeni dla terierów, a niektórzy nie. Właściwie "teriery" to zbyt ogólne pojęcie. Przecież jest tyle wspaniałych i różniących się od siebie ras, które zalicza się do tej grupy. Ogólnie rzecz biorąc ogromne znaczenie ma także charakter. To, co jest napisane w książkach to tylko uogólnienie na podstawie wieloletnich obserwacji, przeznaczenia i użytkowania. Musimy o tym pamiętać. Jeżeli chodzi o Westy to szczerze mówiąc zawsze żal mi ich właścicieli. To chyba naprawdę bardzo "twarde" psy, ale z pewnością nie nie do opanowania :)
    Pozdrawiam
    Lena&aussie Diego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjmuję wyrazy współczucia, jakoś żyję z tą małą marudą :D Pociesza mnie tylko fakt, że ona ze mną też łatwo nie ma. :D

      Usuń
  27. Szczerze mówiąc marzy mi się piąty pies ( a drugi własny, reszta tylko mieszka ze mną, są sióstr), zakochałam się już w dwóch kundelkach do adopcji, ale uznałam, że jeszcze nie, że to za wcześnie, moje szczurzysko przecież nawet nie ma dwóch lat! I jeszcze trochę podstawowych rzeczy do ogarnięcia zostało... :P Do tego dochodzi jeszcze zazdrość- Jessie nie okazuje jej gryzieniem czy szczekaniem, tylko obrażaniem się na mnie, jednak myślę, że by się przyzwyczaiła po jakimś czasie, bo kompanów do zabaw jej brakuje, a z kotem strach mi jej puszczać, zawsze jej sie oberwie :P Może za parę lat... może kundelek, może rasowy, sama nie wiem :P

    OdpowiedzUsuń
  28. wszystko co napisałaś o westach to stereotypy na temat rasy...Ale kazdego można zmienić i wychować.Miałam westa i był to najcudowniejszy pies na ziemi, nigdy nie chodziłam z nim ze smyczą bo był tak zapatrzony,że trzymał się na kontakcie,w domu jakby psa nie było,nigdy nie szczekał,a gdy się go wołało przy nodze był w trimiga... Wiem że wiekszośc westow to uparciuchy ale troche cierpliwosci i miłosci i zamieniają sie w domowego pieszczocha i spacerowego spotrowca-wariata ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam tylko o westach, tylko o moich wrażeniach z obserwacji różnych terrierów. Zaznaczyłam też, że wiele to kwestia wychowania.

      Usuń