23.01.2015

Uwaga - złe psy

Ostatnio głośno było o sprawie pani Katarzyny, która w obronie swojego dziecka została dotkliwie pogryziona przez psy. Bardzo mną to wstrząsnęło. Ataki psów to nic nowego, ale niezbyt często mówi się o takim wydarzeniu z udziałem całej sfory. Cierpi matka trójki dzieci, jej rodzina, a psy pewnie zostaną uśpione. Tylko , że to nic nie zmieni, co najwyżej sprawi, że te konkretne psy już nigdy nie rzucą się na człowieka. A co z innymi?
Zwierzęta musiałyby wymordować całą wioskę, żeby władze doszły do wniosku, że coś tu jest nie tak. Znów narzekam, jak to u nas jest źle, ale ten przypadek nie był odosobniony. To nie jest tak, że kobieta znalazła się w złym miejscu, tak jest wszędzie. Gdzie się nie ruszysz, tam możesz spotkać wałęsającego się psa albo ich grupę i nigdy nie wiesz, jakie będą mieć zamiary. U nas niestety nie jest inaczej. Doskonale potrafię wyobrazić sobie, co czuła ta kobieta, kiedy została osaczona przez czworonogi. W gruncie rzeczy miała dużo szczęścia. Pod miastem i na wsiach ludzie czują się bardzo swobodnie i są przy tym niesamowicie nieodpowiedzialni, pisałam już jakie mogą być skutki trzymania psa w ogrodzie, bez żadnej kontroli. Gdyby właściciel zwierząt zabezpieczył ogrodzenie możliwe, że do niczego by nie doszło. Ale po co? Jeszcze by się zmęczył. Ofierze swoich pupili też nie pomógł, łaskawie zadzwonił po karetkę. Dobre i to. W naszej okolicy jest sporo pól i lasów. Ważąc niecałe 50kg, znajdując się na środku takiego pola pod lasem, z dala od domów i ludzi ma się marne szanse w starciu z agresorem. Nikt wtedy nie udzieli żadnej pomocy. No to może jakoś zapobiegać? 
Tylko jak? Skoro nieoznakowany w żaden sposób pies, możliwe nawet, że bez obowiązkowego szczepienia przeciw wściekliźnie, ale dokarmiany i przebywający od czasu do czasu na terenie prywatnym nie jest bezdomny i gmina twierdzi, że takiego psa nie może "złowić"? Nie mamy problemu z bezdomnością psów, tylko ze złymi przepisami. Może zabrzmi to brutalnie, ale uważam, że psy, które nie nadają się do adopcji powinno się usypiać. Schronisko to nie jest odpowiednie miejsce dla psów, jeśli już tam jakiś trafi, to na jak najkrócej. Chipowanie powinno być obowiązkowe, a nie dobrowolne. Wałęsającego się psa można byłoby zgarnąć, odczytać czyj jest, odprowadzić do pańcia i oczywiście sowicie go nagrodzić, odpowiednio wysoką karą. To nie są jakieś odkrywcze pomysły, są na tym świecie miejsca, gdzie tak to funkcjonuje i szanse na to, że jakiś pies upierdzieli nam nogę na spacerze są raczej małe. Myślę, że aby lokalne działania miały sens, w tym wypadku trzeba zacząć działać z góry. Tylko czy to w ogóle możliwe?

26 komentarzy:

  1. Kiedyś byłam zdecydowanie przeciwna usypianiu agresywnych psów w schroniskach, ale doszłam w końcu do wniosku, że w takim czasie, jaki trzeba by poświęcić resocjalizacji "niebezpiecznego" psa, można by uratować/pomóc wielu innym, które będą miały większe szanse na znalezienie domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, na schorowane i agresywne psy zbiera się ogromne pieniądze, za które można by pomóc dużo większej ilości zwierząt. A poświęcony czas to już swoją drogą.

      Usuń
    2. W gorzowskim schronisku dużo osób interesuje się bardzo czynnie behawiorystyką. I z doświadczenia wiem, że było wiele psów oddanych, bo kogoś pogryzły, bo się rzucają, bo są ,,ogólnie" agresywne. Oczywiście, ale czy to znaczy, że przez to, że ktoś, że tak powiem ,,schrzanił psa" to my powinniśmy go uśpić? My nie poddajemy się tak łatwo na szczęście. I mogę dzisiaj z ręką na sercu powiedzieć, że kilka psiaków, które się rzucały, przegryzły nogę na wylot, były zupełnie niereformowalne itp zostało wyprowadzone ,,na prostą". Dzisiaj w schronisku patrząc na ich zdjęcie, gdzie przytulają się do właściciela, leżą na kanapie z domownikami i spędzają spokojne życie po prostu śmiejemy się z niedowierzaniem i jesteśmy wdzięczni, że jednak łudziliśmy się, że coś z nimi da się zrobić i próbowaliśmy. Oczywiście, może mi ktoś zarzucić, że nie wiadomo czy w którymś momencie nie przyjdzie im coś do głowy i nie odgryzą włascicielowi połowę nosa, ale z drugiej strony..... skąd wiadomo, że nie będą po prostu lojalnymi towarzyszami, którym ktoś dał drugą szansę?
      Notka oczywiście bardzo ciekawa i z większością (oprócz tego jednego stwierdzenia) całkowicie się zgadzam ;)

      Usuń
  2. Średnio. Jednak bardziej boję się o mojego małego psa, ponieważ w moim mieście jest trochę takich bezpańskich psów, nie wiem czy są agresywne czy nie a słyszałam nawet o zagryzieniach psów, które były u kogoś na rękach...
    Moi sąsiedzi wychodzą z agresywnym do Syriusza labem bez smyczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jednak z tak małym psem jak Syriusz (czy Tosia :D) łatwiej jest uniknąć konfliktu. Podobno nie powinno się brać psa na ręce, ale u nas kilkukrotnie takie coś uratowało psi tyłek. Raz bardzo spanikowałam i "książkowo" puściłam smycz tak, żeby pies miał ewentualną szansę na ucieczkę, w efekcie dużo większy napastnik zaczął go terroryzować i pewnie stałby tak nad Tochą, dopóki właściciel łaskawie by się nie zjawił.

      A co do Twoich sąsiadów, może warto ich postraszyć zakazem wyprowadzania psów bez smyczy/kagańca? W większości miast w miejscach publicznych pies ma być na smyczy i/lub w kagańcu.

      Usuń
  3. Nie tylko to się dzieje na wsiach się, że pies dostanie wodę i jedzenie, a tak to chodzi gdzie chce...podobnie jest w blokach (na jakiś osiedlach), ale tam psy są więcej w domu.
    Usypianie psów nie nadających się do adopocji..mam mieszane uczucia. Z jednej strony traci życie pies, który mógłby mieć normalny dom, ale trzeba by było z nim pracować...jednak to byłoby bez sensu, bo są dziesiątki takich psów i nikt nie miałby czasu, a nawet chęci.
    Przyznam, że ja boję się bezpańskich psów, tym bardziej widzę, że dziwnie się zachowują.
    Aczkolwiek cieszę się, że na mojej wsi (właściwie wsi, która przeradza się w osiedle) nie ma takich psów...z wyjątkiem kilku domów...
    Miejmy nadzieję, że właściciele, którzy puszczają psy luzem pójdą po rozum do głowy; nie dość, że psy mogą sobie zrobić krzywdę, to sprawiają zagrożenie, bo nigdy nic nie wiadomo.
    I żal mi bardzo bezpańskich psów...

    Pozdrawiamy,
    Monika i Roxi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, zdaję sobie sprawę, że w miastach też tak jest, ale wydaje mi się, że tam łatwiej sobie z tym poradzić i problem ma mniejszą skalę. Jest gdzieś blisko policja, straż miejska. Pod miastem i na wsiach zanim policja dojedzie, to będzie już dawno po fakcie i od nikogo nikt nie wyciągnie konsekwencji. Bywając w mieście z psem i będąc przez kilka dni na wakacjach (mieszkając w mieście) ani razu nie spotkałam się z bezpańskim psem czy takim, co się sam wyprowadza i może stwarzać zagrożenie. Może miałam farta.

      Myślenie o uśpieniu żywej istoty też nie przychodzi mi łatwo, ale z drugiej strony te zwierzęta często całe życie spędzają za kratami i nie jestem pewna, czy to dla nich lepsze niż śmierć.

      Usuń
    2. Policja i straż miejska.. dobre sobie! :D U mnie wolą zaczepić starszego psa, że biega luzem totalnie wyłączony od środowiska zewnętrznego niż upomnieć właściciela ze spuszczonym agresorem :/
      Co do uśpienia, biorąc pod uwagę stan wielu schronisk to też uważam, że uśpienie trudnych przypadków byłoby dla nich lepsze niż życie do końca życia za kratami w stresie i bez stabilizacji psychicznej.

      Usuń
    3. A u nas w ogóle nie upominają i co? Samemu trzeba dzwonić i zgłaszać, najlepiej jeszcze w momencie, kiedy pies biega luzem i kiedy właściciel jest w domu, żeby było do kogo zapukać - tak życzą sobie policjanci. Lepsze jednak to niż nic. Podejrzewam jednak, że wiele osób woli nie zgłaszać albo brać sprawy w swoje ręce, stąd pewnie liczne wiadomości o trutkach (lub przekłutym gwoździami mięsie) w parkach. Szkoda tylko, że cierpią zwierzęta.

      Usuń
    4. Przynajmniej przyjeżdżają na jakiś "warunkach" u nas nawet nie przyjadą licząc że problem sam się rozwiąże ;) Niestety, za głupotę właścicieli cierpią zwierzęta.

      Usuń
  4. W zupełności się z Tobą zgadzam. Ale fundacje i prywatne osoby myślą że jeśli uratują jednego chorego albo agresywnego psa to zbawią świat. Tak jest w przypadku psów, kotów a nawet koni. Bo jeśli 20 letni schorowany pies z nikłymi szansami na dom blokuje miejsce w schronisku dla zdrowego bezdomnego, coś tu jest nie w porządku. I nie namawiam absolutnie do znieczulicy, a do przemyślanego ratowania życia. Każde ma swoją cenę. Tylko jedno ma szansy więcej inne mniej.
    Inną sprawą są psy nieupilnowane przez właściciela. Gdy pies pogryzie człowieka, zostaje tylko liczyć na bezbolesną eutanazję. Przy wskazaniu palcem psa i odpowiedniej dokumentacji lekarskiej zwierze nie ma szansy.
    Mój kundel ma rozszarpane ucho, które mimo szybkiej pomocy weterynarza nie dało się go zszyć. W lesie, miejscu bezpiecznym, patrolowanym przez pożal sie Boże myśliwych, gdzie ludzie i zwierzęta powinny czuć sie bezpiecznie, to wlaśnie wyżeł i dwa jamniki zaatakowały mnie i mojego psa. I uprzedzam,Czarek był na smyczy, a w czasie gdy weszliśmy do lasu nie miało prawa odbyć się żadne polowanie czy patrol z psami bez smyczy! Szliśmy ścieżką, kamienistą drogą, miałam jasną, różową kurtkę, widać mnie było z kilkunastu metrów. A jednak, ja skończyłam z podartymi spodniami, Czarek z rozpłatanym uchem, a wyżeł z zakrwawioną łapą. Panowie pseudo myśliwi oczywiście nie przyznali się do zwierząt, ale odebrano im prawo do latania po lasach z bronią i dobrze. Tylko oni przypłacili głupim mandatem, ja szwami na nodze, a mój pies problemami behawioralno emocjonalnymi, z którymi zmagamy się do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochać trzeba mądrze tym bardziej, że pies raczej nie zdaje sobie sprawy z upływającego czasu i nie tyle długość życia ma dla niego znaczenie, co jego jakość.

      A sytuacja z psami w lesie bardzo przykra, współczuję :(.

      Usuń
  5. Mam takie samo zdanie jak twoje :) kiedyś byłam temu przeciwna.
    U nas się nie da wyjść bo agresywny onek siedzi wciąż przy drodze mówiąc jeszcze ich działka, ale z psem za żadne skarby nie da się wyjść bo zaraz ucierpi pies i człowiek :/
    Kiedyś przeskoczył przez płot jak mieliśmy niższy i zagryzł naszego jamnika :(, pewna para się wprowadziła do na na wieś wyszła 1 raz z ich labradorem i został dotkliwie pogryziony
    Pies jest już stary ma około 13 lat, ale i tak jest agresywny ostatnio jak mieliśmy zmieniany płot to rozgryzł taką "zastawke" i wszedł do nas na podwórko ... dobrze że psy w kojcach były dobrze że ich nie puściłam bo ... każdy wie jak by się to skończyło :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Też niedawno myślałam o tej sprawie. Zaatakowana kobieta twierdziła, ze niczym nie sprowokowała tych psów, choć mogła to zrobić nawet nie będąc tego świadom. Mogła np. Popatrzeć się im prosto w oczy. Oczywiście nie zwalam winy na tą kobietę, to było by głupotą, ona przecież tylko chciała spokojnie wyjść na spacer z dzieckiem. Jakby w szkołach uczyli o bezpiecznym obchodzeniu się z psami, witaniu się z nimi (podstawowy błąd, pierwszy raz spotykamy się z psem, i każdy kto np. Głaska mojego psa to oczywiście że po głowie. Spike'owi nie za bardzo się to podoba, dlatego wole na pytanie "gryzie?" odpowiedzieć tak, zeby psu oszczędzić stresu, choć dobrze wiem, ze tak nie jest. Uczą nas za to np o pierwiastkach chemicznych. EDB mamy raz w tygodniu, a chemie dwa. Co mi się bardziej przyda, wiedza jak prawidłowo udzielić pierwszej pomocy czy symbole pierwiastków? W polskich szkołach uczą bardzo mało rzeczy,które się w życiu naprawdę przydadzą. Natomiast gmina zawaliła, i to bardzo. Pies agresywny, bezpański ? Sprawa oczywista, zagraża życiu ludziom i innym zwierzętą trzeba tego psa niestety, ale uśpić. Media powinny mówić więcej o rzeczach koniecznych, niż to która gwiazdka więcej wydala na zakupy. Taka jest moja opinia i denerwuję mnie zwłaszcza w szkołach rzeczy, które nas uczą. Mi na ocenach nie zależy, uczę się dla siebie, a dla siebie uczę się tylko tych przedmiotów, które mi sie w życiu przydadzą. Mam wybierać, czego się dziś trochę pouczę. Chemia czy angielski. Dla mnie sprawa sprawa jest oczywista, a oceny w przedmiotach, które są według mnie totalnie niepotrzebne, idę na zasadę "co będzie to będzie".

    OdpowiedzUsuń
  7. Biorąc pod uwagę ilość bezdomnych psów w naszym kraju to zdecydowanie popieram usypianie tych nieadopcyjnych, ze względu na pieniądze, miejsce...
    Niestety taka nasza rzeczywistość, trudno jest wyegzekwować cokolwiek w sprawie biegających luzem psów dopóki nie rzucą się na człowieka i niestety kończy się to na nagonce na konkretne zwierze, a problem nadal istnieje ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety czipowanie w naszym kraju to jedna wielka bujda na resorach. Podejrzewam, że przynajmniej z połowa, jeśli nie więcej, psów które mają czipy nie figuruje w żadnej bazie. Ponieważ, naturalnie, w naszym kraju baz jest kilka, WSZYSTKIE są płatne, a ta, którą z urzędu powinien wypełnić wet po zaczipowaniu psa wcale nie jest kompletna, bo nie każdy weterynarz to robi. Ciekawostką są zwłaszcza psy ze schronisk, które czasem bywają tam czipowane... O czym właściciel nie jest informowany i nr czipa często wisi w bazie i na tym pozytywy sytuacji się kończą, a zaczynają problemy - bo czyj tak właściwie jest pies, jeśli jego nr jest w bazie, ale nie ma o nim żadnych danych?
    Kolejny absurd czipa - łatwość znalezienia właściciela - bujda na resorach. Znalazłam kiedyś psa i naiwnie chciałam mu pomóc. Nigdy więcej. Pies siedział u mnie tydzień, czip miał, i przez 5 dni ani mi, ani weterynarzowi nie udało się zdobyć numeru telefonu do właścicieli psa. Dopiero kiedy moja wetka się wpieniła i urządziła telefoniczną awanturę numer dostała - oczywiście nielegalnie, bo oni nie mają prawa podawać takich informacji. Nie wiem jak jest teraz - to było kilka lat temu, ale nie sądzę, żeby wszystko szło gładko i kolorowo.

    Generalnie uważam, że w Polsce kuleje praktycznie całe zarządzanie problemem zwierząt - bezdomnych, krzywdzonych i normalnie traktowanych, że zajmują się tym ludzie, którzy nie mają bladego pojęcia o tym jak powinno się takie instytucje prowadzić, że na stanowiskach kierowników schronisk osadza się często oszołomów, którzy zajmują się gromadzeniem piesków i kotków, zamiast wydawaniem ich do nowych domów, a fundacje nie są przez nikogo kontrolowane i są (nie zawsze) jeszcze większym złem niż źle prowadzone schronisko. Myślę też, że ten problem jest bardzo złożony, ma bardzo wiele stron i stąd jest ciężki do rozwiązania. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, agresywność wynika tylko z tego, że pies jest źle wychowany... U nas biega sporo bezpańskich dużych psów, jak puszczam mojego psa to zawsze na początku baczcie śledzę miejsce, ale to dużo nie daje, bo zawsze jakiś pies może wybiec. A najgorsze jest to, że nawet jak idziesz z psem na smyczy jakiś pies zaczyna atakować twojego psa...:/

    Pozdrawiamy, http://kundlowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, i ten telefon, przepraszam za kilka błędów.:P

      Usuń
  10. Denerwuję mnie taki tok myślenia agresywny to znaczy uśpić ...To nie jest wina psa to jest wina właściciela,że go nie wychował.Niestety na wsiach przeważnie psy są na łańcuchach wygłodniałe a potem spuszczane i atakują cokolwiek by po prostu się najeść.W telewizji mówili,że psy które pogryzły kobietę były głodzone i rozszarpywały jej mięso..zjadały ją żywcem.Czemu zwierze ma płacić za błędy człowieka?Jak można tak myśleć "agresywne i stare trzeba usypiać by schronisko miały pieniądze na te lepsze psy" A te starsze to co gorsze? Bo chore bo ślepe czy głuche? To jest chore! Skoro w tą stronę idziemy to starych ludzi,którzy mają mała emeryturę niech zabijają w domach opieki by ci lepszy bogatsi mieli miejsce..Wiem,że zaraz pojawi się sto tysięcy hejtów o tym,że porównuje psa do człowieka ale taka jest prawda.Tym zwierzętom trzeba pomóc! a nie się poddawać ni jeden pies agresywny wyszedł z tego dzięki dobrym szkoleniu.Oczywiście psom,które są szkolone do walk nie da się już pomóc..Trzeba chęci i dobrego serca by pomóc tym biednym skrzywdzonym przez ludzką głupotę psom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chore to jest to, że te stare i schorowane psy leżą we własnych kupach w schroniskowym boksie i muszą walczyć o jedzenie ze swoimi współlokatorami. Chora jest babcia, która trzyma na swojej posesji ponad 100 psów, które nie mają tam nawet miski z wodą i mnożą się jak króliki, bo chciała im pomóc. Czy to jest pomoc?
      Wielu ludzi uważa tak jak Ty i pomaga bezwzględnie wszystkim psom, co z tego wynika? Jakaś ich część znajduje domy, cała reszta gnije w schroniskach, do których ciągle przybywa nowych psów.
      Sama zauważyłaś, że jest też problem ze starszymi ludźmi, więc nie sądzisz chyba, że nagle w Polsce władze zaczną wspierać bezdomne psy, skoro ludzie są traktowani w ten sposób ;). Właściwie Twój przykład zabijania w domach opieki już się przekłada na naszą rzeczywistość, zanim taki staruszek doczeka się badań refundowanych przez NFZ to już zdąży umrzeć, a leczenie prywatne swoje kosztuje. Niestety światem rządzi pieniądz, nie zmieni się to raczej, więc pozostaje chyba jakoś się dostosować. Skoro za drogie leczenie jednego psa można uratować kilka innych, to kalkulacja wydaje się oczywista. No, ale rozumiem, że może nie być to takie proste dla kogoś, kto by się tym bezpośrednio zajmował. Samej na pewno byłoby mi trudno. I w sumie nie wiem nawet czy byłoby to opłacalne dla niektórych zainteresowanych, niektóre pseudo domy tymczasowe i fundacje trzepią na tym niezłą kasę... ;)

      Spoko, na tym blogasku nie ma hejtów, szanujemy odrębne zdanie :D.

      Usuń
  11. dlatego NIEZBĘDNA jest edukacja dzieci i dorosłych-zwłaszcza rodziców-w kwestii tego, jak się zachować w przypadku kontaktu z psem obcym. Bo nasze zachowanie tak naprawdę wyznacza to, jak owe spotkanie się skończy...a ten przykład był dla nas czarą, w której przelała się gorycz-w lutym organizujemy warsztaty dla rodzin we Wrocławiu. Skoro państwo i system edukacji ma to gdzieś, trzeba samemu się za to wziąć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne rady . Ja bardzo wspołczuję tej pani :(( Sama nie chciałąbym być pogryziona , moją sieostrę owczarek pogryzł . Wyglądało to katastroficznie !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybacz, ale ja się nie zgadzam.
    To, że pies jest bezdomny i porzucony, czyja to wina? TYLKO człowieka. Każdy zasługuje na drugą szansę, zarówno człowiek jak i pies, a może ten drugi nawet bardziej.
    Większość bezpańskich psów bierze się stąd, że jakiś nieodpowiedzialny bachor przygarnął sobie pieska, super, przyszły wakacje/ferie. Co zrobić z psem? Nie, nie można wykombinować niczego, trzeba psa wywalić, co z tego, że skazujemy go na pewną śmierć?
    Albo jak się taki cudowny kundelek oszczeni, i okaże suczką? Co wtedy zrobić z szczeniakami? Powiesić w worku na drzewie, utopić czy lepiej wypuścić w dzicz, żeby dopuścić do przedstawionej sytuacji?
    Są miliony takich argumentów, a jeżeli pies ucieknie, musiał czuć się koszmarnie, okropnie. Jakbyś ty była psem, porzuconym jako szczenię, skazana na męki w lesie, sama, zupełnie sama? Jakby na każdym kroku jakieś bachory rzucały w ciebie kamieniami lub kopały? Ufałabyś ludziom?
    Większość ludzi nie wychowuje odpowiednio psów, kupują dzieciakom pieska na urodzinki, a jak wyrośnie na wielkiego, trudnego psa pozbywają się go i mają w dupie to co może się stać.
    Są interesowni jak cholera. Jeżeli pies się tego dopuści, musi się bać, tak, to wielkie zagrożenie i teraz też się boję, ale psy niczego nie zapominają, widocznie ludzie skrzywdzili to zwierzę na tyle, by miało ku temu wyraźne powody. A taki się wczuj np. w rolę psa, którego kopano, bito a na koniec chcieli utopić, cudem uciekłaś i uszłaś z życiem. Widzisz człowieka po wielu latach, jedynym ratunkiem jest atak, bo i on nie zachowuje się w stosunku do ciebie dobrze. Stajesz w swoich oczach w własnej obronie, a zabijają cię za to.
    Współczuję tej kobiecie, ale żadnego psa nie powinno się skreślać, nie znając jego życia, historii i przeszłości.
    Mogłabym tak pisać i pisać, ale po co, powiedziałam już co najważniejsze, a i tak nie mam pewności, czy przeczytasz i odpowiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam :).

      Nie mam nic do bezdomnych psów ani innych. Problem wałęsających się czworonogów dotyczy głównie tych, które mają swoich właścicieli, ale niezbyt odpowiedzialnych. Mówisz, żebym postawiła się na miejscu bezdomnego psa z okaleczoną psychiką. Dobrze, a Ty potrafisz wyobrazić sobie całe życie za kratami za to, że ktoś Cię nie chciał? Kiedy dostajesz jeść musisz najpierw zawalczyć o to ze współlokatorami, a zimą chłód doskwiera w stare stawy. Schronisku daleko do 5 gwiazdkowego hotelu, a większość "nieadopcyjnych" psów spędza tam całe swoje życie. Nie uśpiłabyś psa, ale pozwoliła na przebywanie w takim miejscu? A to nie jest jeden pies, ich jest więcej, zbyt wiele.

      Usuń
    2. Dodam jeszcze, że rozumiem, że ktoś się może ze mną nie zgadzać. To jest bardzo delikatny temat. Mam jednak wrażenie, że te osoby, które pomogłyby wszystkim psom nie zdają sobie sprawy ze skali problemu. Psów ze schronisk nie ubywa, gminy co roku przygotowują coraz większe sumy na odławianie zwierząt z ulic, a ci, którzy bezpośrednio się tym zajmują często dokładają prywatne pieniądze. Tak naprawdę niewiele osób nadaje się na właściciela psa (o tym świadczą m.in. te bezdomne), a co dopiero psa po przejściach, więc kto ma adoptować te zwierzęta? Gdyby nabywanie psów nie było takie proste, problemu by nie było, niestety jest i to nie taki mały. Dlatego uważam, że lepiej byłoby skupić się na pomocy psom, które mają dużą szansę na adopcję niż często kosztem dużego cierpienia przedłużać życie. Z resztą w Polsce niektórzy już doszli do podobnych wniosków i choć psów się nie usypia, to powstają grupy, w których szuka się futer z potencjałem sportowym i szlifuje ich umiejętności. To jest konkretna inicjatywa. Psów w schroniskach jest tak wiele, że strach pomyśleć ile jest wśród nich tych perełek. Chyba się nie dowiemy, bo kto znajdzie czas i pieniądze na zajęcie się nimi, skoro tyle ich jest? A nie jest to takie proste raczej, skoro bywa, że adoptowany pies wraca do kojca, bo jednak nie jest taki, jak opisywał wolontariusz.

      Usuń
    3. Kiedy tak to przedstawiasz dochodzę do wniosku, że w pewnym stopniu masz dużo racji. Najczęściej ludzie biorą te śliczne, urocze szczeniaki, nie spoglądając nawet na bliskiego śmierci, sponiewieranego przez życie psiego emeryta. Skoro pies miał ciężkie życie, dobrze byłoby gdyby chociaż odeszły w ciepłym domu pełnym miłości. Psy najczęściej brane są bez większego pomyślunku, co doprowadza do takich sytuacji. O tych sportowych inicjatywach słyszałam i jestem "za". Usypianie psów to straszna sprawa, ale w niektórych przypadkach pomaga..
      Ale nie zawsze. To bynajmniej moje zdanie, i uważam, że obie strony mają równie przekonujące argumenty, dlatego nie będę się tu już produkować, chciałabym tylko żeby ludzie zaczęli używać mózgu, jeśli o zwierzęta chodzi. Dziękuję za odpowiedź, a zarazem za poruszenie tego tematu, który rzeczywiście jest dosyć kontrowersyjny, o czym obie miałyśmy się już okazję przekonać.;)

      Usuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu