27.05.2015

Jak zacząć agility?

O niezbyt mądrym trenowaniu pisałam już tutaj, polecam zajrzeć, jeśli wydaje Ci się, że trenujesz agility, możliwe, że faktycznie tylko Ci się wydaje. 

Czy chcę startować w zawodach? 


To jedno z wielu pytań, które zadajemy sobie przed rozpoczęciem treningów. Nawet, jeśli myślisz, że nie chcesz, to bardzo możliwe, że za jakiś czas zmienisz zdanie. Wielu moich znajomych trenowało "tylko dla siebie", "tylko dla zabawy" by potem wystartować w zawodach... ;)

Gdzie zacząć trenować agility? 


Na własnym podwórku
Większość z nas zaczyna od przeszkód samoróbek i już na tym etapie robi mnóstwo błędów, które potem może być trudno odkręcić. Nawet jeśli teraz bawisz się w to tylko rekreacyjnie, to lepiej jest uczyć z głową, żeby potem nie musieć naprawiać niedociągnięć. Uwierz, że agility serio nie polega jedynie na tym, że pies sobie biega i skacze, to o wiele bardziej skomplikowane niż może się wydawać.
Minusem biegania na własną rękę jest również fakt, że trzeba mieć przeszkody (a to wiąże się z wydatkami na materiały i kogoś, kto to wszystko poskłada) i miejsce na ich ustawienie. Tak, jak wspominałam w podlinkowanym na początku poście, stosik cegieł i kijków to nie jest stacjonata. Dodatkowo jeśli decydujemy się na elementy w regulaminowych rozmiarach, to przydałyby się też dodatkowe ręce do przenoszenia ich ;). Aaa... i fajnie by było, jakby w wypadku nagłego ataku lenia ktoś kopnął nas w tyłek i zaciągnął za fraki na torek. No co? Każdemu czasami się nie chce.

Jeśli mimo wszystko i tak chcesz biegać u siebie, to koniecznie zapoznaj się z regulaminem
Wskazówki jak uczyć, przykładowe torki znajdziesz na stronach tego typu, możesz też wpisywać poszczególne hasła na YouTube, znajdziesz wtedy filmiki z cyklu "jak nauczyć" jak i udokumentowane cudze treningi, haczyk polega na tym, żeby odróżnić, gdzie pies robi dobrze, a gdzie niekoniecznie. Nie mając jakiejś wiedzy na ten temat możemy tego nie wyłapać. 
Możemy też zaopatrzyć się w materiały video, jak np. te Silvii Trkman lub zapisać się na treningi online (dodatkowo trzeba posiadać sprzęt nagrywający, żeby móc pokazać swoje poczynania trenerowi).

fot. M.Grobla
W klubie
Nie wiem dlaczego, ale sporo osób boi się iść do klubu, bo jeszcze niczego nie umieją. Podobnie jest z seminariami - "nie pójdę na to seminarium, bo się zbłaźnię". Heloł, treningi w klubie czy seminaria służą do nauki, a ona często idzie w parze z popełnianiem błędów, trener jest od tego, żeby nam je wytknąć i pomóc je naprawić. Jeśli nasz pies jest totalnie nieogarnięty, nie potrafi przyjść na zawołanie ani wykonać podstawowych komend, to wtedy powinniśmy udać się na kurs posłuszeństwa, a dopiero potem agility. Jeśli jednak nie mamy z tym problemu, to kurs agility jest doskonałym rozwiązaniem dla początkujących!
Klub zapewnia nam przede wszystkim trenera, czujne oko, które wyłapie każdy nasz błąd, ale przede wszystkim dobrze nas poprowadzi i będzie nas ciągle motywował do dalszej pracy. Pokaże co i jak, a potem będzie wsparciem na zawodach. Mamy też z głowy problem profesjonalnych przeszkód i terenu do ich rozstawienia. 
Co jeśli już coś potrafimy? Wtedy można pokazać trenerowi nasze możliwości, żeby mógł ocenić, czy nadajemy się do biegania z bardziej zaawansowaną grupą czy jednak powinniśmy zacząć od kursu. Większość klubów po wcześniejszym uzgodnieniu nie robi z tym problemu.
Minus to dojazdy i terminy treningów, które niekoniecznie będą nam odpowiadać. W Warszawie jest naprawdę spory wybór klubów agility, ale niektóre miasta mają tylko jeden i wtedy pozostaje nam tylko dostosować się do niego. 

Listę większości klubów agility w Polsce znajdziesz tutaj.

Na seminariach 
Na seminaria możemy jeździć zarówno biegając tylko na własną rękę, jak i w klubie. Możemy poznać na nich techniki różnych trenerów i wybrać te, które najbardziej nam się podobają. Uważam jednak, że z tego typu zajęć więcej wyniesiemy mając już jakąś wiedzę i umiejętności. Będąc całkiem zielonym, możemy jedynie liznąć temat. 


Nasze początki w skrócie 

Zaczynałam, jak większość, choć uważam, że moje przeszkody, jak na prowizorki nie były najgorsze. Znalazłam nawet stare fotki, zobaczcie! :D Obecne hopki z PCV nie różnią się bardzo od starszych.


Szybko jednak doszłam do wniosku, że nasze skakanie nie ma za bardzo sensu. Przeszkód jest za mało, a ja nie wiem, jak układać sekwencje i jak się ruszać, żeby wszystko miało ręce i nogi. To było jakieś 6 lat temu, wtedy postanowiłam zapisać się w końcu do klubu. 
Tosia umiała przechodzić przez tunel i skakać przez hopki, więc udało nam się wkręcić do aktualnie biegającej grupy, która przygotowywała się powoli do pierwszego startu w zerówkach. Nie radziłyśmy sobie jednak jakoś spektakularnie i ciągle miałam wrażenie, że zabieramy czas przyszłym debiutantom, więc postanowiłam przyjść na jesienny kurs. Byłyśmy może na dwóch pierwszych zajęciach i czułam, że to też nie jest to. Tosia umiała większość z tamtych rzeczy i tym razem to ja miałam poczucie straconego czasu. Niedługo potem powstał w Warszawie nowy klub, był dość kameralny i zachęcał naprawdę indywidualnym podejściem do każdego, więc postanowiłam spróbować tam. To był strzał w 10! Udawało nam się nawet w miarę regularnie jeździć, bo przy okazji był to klub położony najbliżej nas (jechałyśmy wtedy tylko 30min, niestety potem czekałam na zajęcia przez 1h ;)). 

fot. P.Kuźmińska

Mając już większą wiedzę, parę przeszkód więcej i Ginkę, sama uczyłam ją podstaw. Braki uzupełniałam na kursie dla początkujących, ale nie były one jakieś rażące i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że Gi się tym nudzi. Nie była zbyt zmotywowana, bo ciągle musiała robić to samo i nie wiedziała po co. Wróciłyśmy do zajęć, kiedy kurs się skończył, biegałyśmy wtedy proste sekwencje i powoli zaczynałyśmy strefy. Trwało to do kwietnia 2012 roku, niestety klub zmienił lokalizację i dojazdy były bardziej męczące niż same treningi. Wtedy też pierwszy raz wystartowałam z nią w zawodach. Od tamtego czasu trenowałam tylko w swoim ogrodzie, czasami wpadając na jakieś seminarium. Bywało, że odczuwałam brak trenera, ale zerówki biegało się generalnie całkiem przyjemnie i to stając nawet na pudle, więc żyłam w przekonaniu, że daję radę. Niestety wszystko obróciło się o 180º, kiedy pierwszy raz wystartowałam w kategorii open. Co prawda nauczyłam Gi pokonywać wszystkie openowe przeszkody, ale w ogóle nie ogarniałam samej siebie. Na drugich, openowych zawodach miałam podobne odczucia. Stwierdziłam, że dalsze starty w tej kategorii nie mają sensu, dopóki nie zacznę w końcu prowadzić psa na torze tak, jak przystało, a do tego potrzebny jest mi powrót do regularnych treningów. Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi :).


21 komentarzy:

  1. Zawsze miałam poczucie, że agility to nie moja bajka, ale po paulowym "Psie w formie" doszłam do wniosku, że ten sport to zdecydowanie więcej niż mi się dotychczas wydawało i może być naprawdę bardzo ciekawy. Nie, żebym zamierzała się nim zajmować - po prostu udało mi się zrozumieć, co ci wszyscy agilitowcy w nim widzą. ;)
    Swoją drogą, znasz kogoś albo może sama korzystałaś z kursów online Silvii? Bardzo jestem ciekawa jakichś opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam niestety. Wiem, że w Polsce są osoby, które dysponują jej płytkami (czasami na forum agilitowym pojawiają się na sprzedaż takie materiały), ale nie spotkałam się z opiniami na ich temat.
      W Polsce były chyba dwie osoby oferujące treningi online, ale nie pamiętam za bardzo które i czy to wciąż aktualne, hmm...

      Usuń
    2. Ja znam ;) . Opinia jest taka, że są, ładnie mówiąc, super. Płyty też.

      Usuń
  2. Bardzo przydatny post :) Niedługo też planujemy zacząc swoją przygodę z tym sportem, ale nadal moja wiedza nie jest kompletna, i uzupełniam ją czytając różne artykuły w internecie.
    Jak na początek bardziej polecasz stacjonaty z rurek PCV czy drewna?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że stacjonaty z rurek PCV są odporniejsze na warunki atmosferyczne. Jeśli miałabym je robić drugi raz i miałabym więcej miejsca w ogrodzie, to zrobiłabym hopki ze skrzydłami, o takie przykładowo, jak tutaj tylko z jakimś wypełnieniem, żeby pies nie wchodził w skrzydła ;). Za jakiś czas mam zamiar przerobić kilka moich hopek właśnie na takie.

      Usuń
  3. Gdzie chodziliście na kursy?
    Od dawna chcę nas zapisać, ale wszystkie kluby są na drugim końcu Warszawy, więc nie mam wyboru i nadal muszę ćwiczyć na ogródku :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw biegałyśmy w Cavano, a potem w Siriusie.

      Usuń
  4. U nas agility jest przed blokiem :) wiec profesjonalne i blisko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgodze sie z Toba, zapisywanie sie na internetowe treningi nic nie da. Ta osoba, ktora ma Ci doradzac nie powie niczego sensownego, bo nie zna psa i nie bedzie wiedzial jak sie zachowa w danej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mamy na myśli coś innego :D. Treningi online polegają na tym, że mówisz trenerowi nad czym chcesz popracować, trener wysyła Ci wtedy materiały, jak na przykład rozrysowany schemat sekwencji, jaką masz przebiec, może zaznaczyć tam jakie manewry masz zrobić w danym miejscu. Po otrzymaniu materiałów rozstawiasz sobie sekwencję, nagrywasz swój trening, wysyłasz trenerowi, po czym on wyjaśnia co w danym miejscu wyszło dobrze, a co źle. Wiadomo, że "na żywo" taki trening jest efektywniejszy, ale jeśli ktoś się uprze lub nie ma takiej możliwości (bo np. klub jest bardzo daleko), to uważam, że to ciekawa alternatywa.
      Mnóstwo osób nagrywa swoje treningi właśnie po to, żeby je potem przeanalizować, zobaczyć wszystko "z boku" i potem można wyciągnąć z tego bardzo dużo wniosków.

      Usuń
  6. dojazdy do klubu to to co "kocham"! my dojeżdżamy od półtorej do dwóch godzin, ale nie widzę najmniejszego sensu robić agi na własną rękę ze szczeniaczkiem, kiedy jestem kompletnie zielona w temacie. wolę rzadziej a pod okiem i później te same ćwiczenia powtarzać u siebie. mówiąc szczerze po kilku zajęciach i jak na razie jednym seminarium widzę ogromną różnicę, ale mimo wszystko wiem że jeszcze długa droga, dużo pracy nad ogarnięciem siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post! Wlasnie zaczynam z młodym trenować z młodym agi, mam juz kilka przeszkód, po przeczytaniu twojego postu zaczęłam sie zastanawiać nad zapisaniem sie do klubu, jeszcze nie jestem pewna, ale bardzo przydatny post, szczególnie jeśli tak jak my ktos dopiero zaczyna przygodę z tym sportem :)
    MY BLOG

    OdpowiedzUsuń
  8. No, ja też chciałbym zacząć trenować agility, ale z przyszłym psem:) Chodzi u mnie właśnie o to że dla niego motywacją są jedynie smaczki. Zero zabawek, właściwie każda gdzie nie otrzyma smakołyków i część gdzie się trudno dostać, nie ma dla niego sensu. Zastanawiam się czy bieganie za surowym mięsem (ulubiona motywacja) przebiegłby ten tor. No nic, nie znam podstaw, na kurs z wielu względów zapisać się nie mogę, kluby są daleko ode mnie, a mój pies jest leniwy i stary. A nawet gdyby, czy miałoby sens, takie pseudoagility, gdzie pies ma nos 2 cm od smaczka, zero jakiejkolwiek techniki, zero nawet front, czy blind crossu. Dodatkowo boję się niszczenia stawów, może jak będę u weta na szczepieniu, to się zapytam. Moim zdaniem najtrudniej jest znaleźć złoty środek w motywacji. Nie można ani głodzić psa jeden dzień a potem biec z surowym mięsem, lub też trening godzinę po porcji jedzenia. Ciężko to wyważyć...

    A z ciekawości, bieganie z surowym mięsem po torze jest dozwolone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na treningach można stosować różne nagrody, od piłeczek po nawet mega śmierdzące żwacze :D. Tosia biegała tylko na jedzenie, bo niestety nie interesuje się zabawkami, a Gi biega głównie na zabawkę. Na zawodach w klasie zero po uzgodnieniu z sędzią można biec z zabawką, z jedzeniem, nawet najlepiej zabezpieczonym nie ma takiej możliwości. W klasie open w ogóle nie można mieć ze sobą nagrody.

      Usuń
    2. No, mój pies też ma gdzieś zabawki. Jedyna jaką się bawi to Tekturowe pudełka po meblach z ikei, gdzie są otwory na smakołyki. Takie tekturowy kong, który można rozbudować o kolejne segmenty.

      Dzięki że odpowiedziałaś.

      Usuń
  9. Ja chcę zacząć z Nelą trenować agility, ale na razie ćwiczymy jeszcze nad motywacją. :D Mamy taki problem, że Nela w żółwim tempie przeskakuje hopki, rozprasza się itd... Jak będzie chociaż ociupinkę lepiej to pomyślimy o treningu w Annówce, mamy całe 15 min drogi. ;) Zbieram się też żeby kupić rurki pcv i zmontować stacjonaty, bo na razie mamy tylko kółko. Chciałabym też zrobić huśtawkę i palisadę, ale to tylko marzenia... :')

    cztery-lapy-jeden-nos.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny post. Z zamiarem aby coś porobić z agility noszę się od dawna. Moja Cleo uwielbia wręcz skakać, przeskakiwać i wchodzić na różne rzeczy. Ot tak, sama z siebie. Dlatego wydaje mi się, że akurat ta dyscyplina mogłaby się jej najbardziej podobać z tego co już robiłyśmy. Czas się ogarnąć i zabrać wreszcie za robotę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. I tak miałaś niezłe początki, ja ostatnio widziałam jak pies skakał przez szczotkę ustawioną na wiadrach :) Co samo w sobie nie jest złe, o ile nikt nie mówi o tym agility ;)
    My na razie nie próbujemy, z racji tego, że raczej staramy się Cookiego wyciszać, a nie pobudzać, ale może w przyszłym życiu... :) Zapamiętam, by od razu iść na kurs, a nie próbować na własną rękę, masz rację- gdy nauczymy psa źle, trudno jest to później odkręcać.

    OdpowiedzUsuń
  12. My zapisujemy się prawdopodobnie do klubu, już nie mogę doczekać się kursu :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Agility za bardzo mnie nie kręci (pewnie dlatego, że nie chcę próbować tego z moim psem ze względu na jego wielkość), ale zawsze podziwiam agilitowców na zawodach. Dla mnie to nawet dość trudne tak patrząc z boku i nie wiem, czy bym podołała. Na pewno trzeba się trochę nauczyć zaczynając agi :D.

    OdpowiedzUsuń
  14. Według mnie świetny post. Z checią sama zapisałabym się do klubu gdyby tylko taki u nas istniał. Nie ma to jak ukochane miasto...

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu