Rower z Gi

sobota, 2 maja 2015


1 maja najpierw miałyśmy spędzić na zawodach. W dodatku planowałam tego dnia startować pierwszy raz, oficjalnie w openach, ale plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać i z dość konkretnych powodów zrezygnowałam. Poza tym jestem pewna, że skończyłoby się disami i start nie miałby za bardzo sensu, więc ostatecznie decyzji nie żałuję :).

Stwierdziłam natomiast, że to idealny dzień, żeby spróbować roweru z psem. Pierwszy dzień miesiąca, idealna pora na wprowadzenie czegoś nowego. Pomysł ten chodził mi po głowie od dawna, a kiedyś nawet go zrealizowałam. Wtedy moją towarzyszką podróży była Tosia, nie pamiętam dokładnie czy fajnie nam się jechało, ale po tamtym wypadzie doszłam do wniosku, że Toś jest do tego za mała. Potem to samo myślałam o Gi. Za mała, nie będzie nadążać albo to ja będę musiała bardzo wolno jechać, żeby piesa nie pogubiła łap i nikomu nie będzie sprawiać to frajdy. Ginny jest jednak ciut większa od Tosi, w dodatku zobaczyłam w sieci ten filmik i pomyślałam sobie "WOW, ta mała nieźle wymiata!". Skoro ona tak sobie radzi, to Gi też powinna dać radę, jak nie spróbuję, to się nie dowiem.

Na początku spacerowałam z rowerem i Gi. Potem podpięłam ją do jednośladu i jechałam w miarę swobodnie, jednocześnie obserwując czy pies nadąża, w jakiej fazie biegu jest, czy nic się nigdzie nie plącze itd. Jak na pierwszy raz, to było całkiem nieźle. Najważniejsze, że suk w ogóle nie bał się pojazdu, za to nie od razu pojęła zależność smycz + rower. "Skoro Natka nie ma smyczy w ręku to luz! Eee... jednak nie?". Kiedy poprosiłam brata o zrobienie kilku fotek, żeby sprawdzić, jak to wygląda z boku, Gi jako pies z ewidentnym parciem na szkło nie mogła oprzeć się aby stanąć na chwilkę i zapozować. Kończyło się szarpnięciem. No tak, nie mamy jeszcze amortyzatora.


Generalnie wyglądało to ekstra! Szelki trochę się przekręcały, ale to dlatego, że Gi nie widziała chyba zbyt dużego sensu w bieganiu w kółko  i jeszcze ten dźwięk aparatu, no nie mogła się powstrzymać! Strasznie korciło mnie, żeby sprawdzić jak to będzie na prostej. Postanowiłam przejechać się kawałek i tak wylądowałyśmy w lesie. Było bajecznie! Gi biegła bardzo swobodnie, kłusem, w ogóle nie okazywała oznak zmęczenia. Nawet szelki zaczęły lepiej się układać i stwierdziłam, że chyba będą niezłe na rower, bo po tej jednej przejażdżce od razu miałam ochotę na więcej, ale nie chciałam, żeby piesa się przeforsowała. Zrobiłyśmy w ten sposób niecałe 2,5km. Pod koniec zeszłam z roweru, żeby Gi mogła iść i sobie odsapnąć, choć nadal nie wyglądała na zmęczoną, ale przecież nie o zajeżdżanie psa chodzi ;).

2 maja zrobiłyśmy drugą próbę. Wybrałyśmy się trochę dalej, wzięłyśmy inne szele, żeby sprawdzić, które będą lepsze do tej aktywności. Jedne i drugie spisują się bardzo fajne, choć Ruffwear ze względu na szerszy pasek piersiowy na pewno były wygodniejsze, kiedy suk postanowił pociągnąć. 
Zaliczyłyśmy też incydent z psem, który wyskoczył z posesji z otwartą bramą. Na szczęście była to tylko chihuahua. Poza tym było jeszcze lepiej niż wczoraj, ale na kolejną wycieczkę rowerową tylko z amortyzatorem ;).

Swoją drogą wzięłam ze sobą aport do wody, bo celem było jezioro w lesie, które odkryłam niedawno na mapie. Niestety do jeziora nie trafiłyśmy, ale za to znalazłyśmy inną, fajną miejscówkę :D.


27 komentarzy:

  1. Ja też zawsze chciałam jeździć z psem przy rowerze jednak Funy jest tak czy inaczej za mały (york) i nie wyciągnąłby żadnej fajnej prędkości więc ani ja nie miałabym z tego przyjemności ani Funy. Nie lubię jeździć rowerem wolno, że wsensie bardzo wolno. Lubię poczuć wiatr we włosach. Natomiast próbowałam kiedyś z psem koleżanki (jamnik XL) to było fajnie dlatego jak będe mieć kiedyś większego psa to napewno będzie biegać przy rowerze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam York'a i jakoś biegnie za rowerem. W tamtą niedziele i środę biegła przy rowerze 4 km. Na początku robię z nią krótką rozgrzewkę. Potem biegniemy trochę szybciej i to nawet fajna prędkość.

      Usuń
    2. Wiecie, wydaje mi się, że nawet przy rozgrzewce (którą robimy niezależnie od tego jak szybko biec ma pies), to dla małego psa tak średnio całą trasę biec galopem ;). Dlatego nieważne jest to, czy pies w ogóle JAKOŚ sobie radzi, tylko czy serio jest w stanie biec swobodnie kłusem.

      Usuń
    3. Funy jakoś tam może by sobie poradził,ale wyglądało by to tak że ja jadę ledwo co utrzymując rower w pionie (tak wolno), a pies bylby co chwilę ciągnięty bo on MUSI sobie powąchać krzaczek. Ale po dłuższym czasie może doszlibyśmy do konsensusu... nie wiem na pewno spróbuje więc zobaczymy, ale wiem jak to z rolkami co chwile o mało się nie zabijałam/przewracałam żeby psa nie pociągnąć.

      Usuń
    4. Psa trzeba nauczyć, że jak biegnie przy rowerze to nie może wąchać ;).
      Ja jakbym miała tak małego pieska, to woziłabym go w koszyku :P.

      Usuń
    5. To też jest dobre wyjście, ale gdybym miała jeździć tak jak jeżdżę z psem w koszyku mogłoto by się skończyć poobijaniem (psa). Bo jednak pies biegnący obok stopuje, a o wiezionym w koszyku boję się że mogłabym zapomnieć.

      Usuń
    6. Ee tam, kwestia przyzwyczajenia, że mamy jeszcze pasażera ze sobą ;). Koszyk zawsze można wyłożyć czymś mięciutkim. Ja ostatnio zaczęłam zastanawiać się właśnie nad czymś takim, wtedy mogłabym zabierać sucz na dłuższe przejażdżki bez obaw, że będzie problem z powrotem do domu, bo pies się zmęczy (jak się zmęczy, to można przewieźć kawałek w takim koszu :)). A w ogóle najlepszym rozwiązaniem byłaby przyczepka, wtedy mogłabym zabierać ze sobą obie suczki.

      Usuń
    7. Oj.. przyczepka to już rzecz nie na moją kieszeń... Pewnie bym się z czasem przyzwycziła do pasażera. A o koszyku bez kocyka to nawet bym nie pomyślała, sama nie chciałabym na czymś jechać i skakać (krawężniki) bez miękkiego poddupka. ;)

      Usuń
  2. My jeździmy już od dawna, pędzimy jak strzała i Wam też tego życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. https://www.facebook.com/media/set/?set=a.206938786027069.57698.202913456429602&type=3
    Ja z Psikutem na rowerze pomykam z tym amortyzatorem ! Polecam bardzo fajny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za długie to dla nas :C.

      Usuń
    2. W takim razie może dobrym rozwiązaniem będzie amortyzator krótki tkzw. do flexi?
      My go używamy do biegania wtedy podpinam go do naszej smyczy, działa bez zarzutów :)

      Usuń
    3. Ten z kolei byłby chyba zbyt krótki i nie wiem za bardzo jak miałabym połączyć plastikowe mocowanie do flexi z rowerem ;).
      Najprawdopodobniej uśmiechnę się w sprawie amortyzatora do DogStyle, mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać.

      Usuń
    4. Ej, a może taki mocowany do ramy roweru wysięgnik? Swego czasu widziałam gdzieś takie cudo marki Trixie. Myślę, że idea jest dobra, bo wysięgnik sprawia, że smycz jest w bezpiecznej odległości od kół roweru, a przy tym nie ma ryzyka, że zaplącze się w Twoje nogi (oglądając filmik miałam wrażenie, że smycz jest niebezpiecznie blisko Twojej poruszającej się nogi i bardziej grozi jej zaplątanie się o Twój but niż o szprychy).

      Usuń
    5. To tak tylko wygląda, jak wcześniej wspomniałam, nic mi się tam nie plącze :D. Piesa jak dotąd biegała bardziej z tyłu (jak na drugim zdjęciu), widać tam, że smycz jest w bezpiecznej odległości od nogi. Mimo, że na filmie momentami ociera się o but, to nie ma opcji, żeby się zaplątała.
      Nad wysięgnikiem zastanawiam się, ale jak już podejmę decyzję, to raczej zrobimy sami, nie wydaje się to mocno skomplikowane, a dać ponad 100zł za kawałek metalowej rurki hmm... :D

      Usuń
  4. Rower z psem to generalnie super sprawa, zawsze mi się to podobało i szczerze mówiąc chciałabym z Fado spróbować, ale mam pewne wątpliwości i obawy. Mamy dość ciekawy teren w lesie na którym bez zarzutów i psu by się dobrze biegała a ja nie musiałabym wjeżdżać na żadne wystające korzenie czy dziury. Ale ciężko by mi było zapanować nad psem w czasie gdy ktoś będzie nadjeżdżał z na przeciwka też z psem, albo po prostu będziemy mijać spacerowiczów. Jak na razie wytrwale biegamy. Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam trochę wrażenie, że ta smycz jest nieco za krótka :P
    Ale z drugiej strony Gi pewnie czuje się bezpieczniej gdy jest bliżej roweru, niż gdyby miała trochę więcej swobody :)
    Ja też zamierzam za jakiś czas spróbować z Terrorem roweru, ale najpierw muszę oduczyć go witania ze wszystkimi, bo jakoś nie wyobrażam sobie jazdy z nim co rusz ciągnącym do "człowieków" :)
    pozdrowienia! K&T
    jackterror.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim smycz powinna być zastąpiona amortyzatorem ;). Dłuższa mogłaby się wkręcić w jakiś element roweru i mogłoby się to nieciekawie skończyć.

      Usuń
    2. Potwierdzam - dłuższa smycz może się wkręcić, nam się wkręciła dwa razy. Nieciekawie nie było, tylko wkurzająco-zniechęcająco, ale mój pies waży trzydzieści kilo, ciężko byłoby go wciągnąć w szprychy :P

      Usuń
  6. Ja mam odwrotne odczucia, bo boję się przypiąć większego psa do roweru (boję się o siebie ;)) Wcześniej i tak wolałam aby pies biegł luzem obok, ale mogliśmy swobodnie po ulicy dojechać do pola. Texas jeszcze z rowerem nie miał do czynienia i aktualnie nawet go nie mam u siebie, ale może to zmienimy, tylko dokupię ochraniacze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym się bała jeździć rowerem z większym psem, ale to pewnie kwestia wyszkolenia i zaufania do pupila :).

      Usuń
    2. Na pewno wszystkiego trzeba nauczyć, ale z zaufaniem już gorzej :P

      Usuń
  7. Bardzo mnie korci taka aktywność, bo do biegania z moim psem jestem zdecydowanie za cienka kondycyjnie - P. zabiera ją na 10-kilometrowe trasy, a ona potem jeszcze ma siłę szaleć. Niestety, obawiam się, że ciekawy krzaczek lub przelatujący nisko ptak skutecznie pozbawiłyby mnie zębów. :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale super! Widać, że Ginny bardzo się podobała wycieczka, w swoją drogą, piękne rejony :)
    My też powoli zaczynamy się przekonywać do roweru, powooooliii :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z Habsterskim tez zaczynamy przygodę z rowerem. Na chwilę obecną muszę popracować nad emocjami, bo jak zaczynam jechać, to Rudzielec ekscytuje się jak szalony.

    OdpowiedzUsuń
  10. Super że razem z Gi jezdzicie na rowerze. My też musimy kiedyś tego spróbować.
    Pozdrawiam,
    wesolepupile,blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielkie dzięki za post, już wiem co mogę potrenować z Johnnym! Swoją drogą, zastanawiam się od jakiego wieku mogę z nim tak na poważnie jeździć, bo teraz to raczej nie wchodzi w grę.

    OdpowiedzUsuń