31.07.2015

Jak wyobrażałam sobie posiadanie dwóch psów?

Moje dwie suczki miały być największymi kumpelami. Miały być nierozłączone. Miały jeść z jednej michy i ganiać razem, jak dzikie gazele po lesie.

O, tak to sobie wyobrażałam:



Na początku, kiedy Gi była malutka prawie tak było. Tosia jej nie lubiła, ale kiedy w końcu się to zmieniło, rzeczywiście wyrosła między nimi taka specyficzna więź. Toś zdawała się czasem jej matkować, lizała futerko, zachęcała do zabawy, a kiedy szczeniak przeginał, to dostawał odpowiedni komunikat.


Z czasem Gi zaczęła dorastać i z wiekiem ich relacje się zmieniły. Ginny nabrała pewności siebie i nie mogła już jeść w jednym pomieszczeniu ze swoją towarzyszką. Wystarczyło na chwilę spuścić ją z oka i już pałaszowała nie swój posiłek, a Tosia z pokorą odchodziła. W końcu po co bronić miski z suchą karmą? Normalnie może nawet bym się cieszyła, że nie powstaje między nimi konflikt, tylko jest jakaś hmm... równowaga? Problem polegał na tym, że Tosia nie chciała już wracać do swojego jedzenia. Dziś nadal jedzą w innym miejscu, ale kiedy Ginny przejdzie obok jedzącej Tosi, ta nadal zajmuje się konsumpcją, więc poczyniłyśmy w tej kwestii duży postęp. Dziewczyny potrafią też pić z jednej miski i nie biją się, jak mam żarcie w ręku, a wiedzcie, że Gi obcemu psu potrafi kłapnąć zębami przed paszczą, kiedy ten dobiera się do jej smaczków.


Swego czasu ich dobre relacje wisiały na bardzo cienkim włosku. Wszystko zaczęło się od tego, że kiedyś musiałam zamknąć je w jednym kennelu. Już wcześniej robiłam to kilka razy i wszystko było w porządku. Tamtego razu usłyszałam pisk Tosi i więcej ich razem nie zamknęłam. Kilka razy zdarzyło się też, że Gi zamknięta w klatce rzucała się w niej na przechodzącą obok Tosię. Był to dla nas czas wielu zmian, więc podejrzewam, że mogła reagować tak na stres. Pisków już nie słychać chyba, że któraś za mocno dziabnie w zabawie.

To starsza pani częściej zaczepia Gi do zabawy, ale tylko w domu. Zarejestrowanie ich nawalanek w ogrodzie albo na spacerze to nie lada wyczyn. Obie na spacerach mają ciekawsze zajęcia. Toś woli sama eksplorować teren, a Gi biega, biega, niucha, znowu biega, aż w końcu przychodzi z nadzieją, że coś razem porobimy.
Na początku spacerowanie z Gi i Tosią było dość zakręcone. Gina nieogarnięty, mały szczeniak, który wszędzie się zmieści, więc trzeba mieć oczy szeroko otwarte. No i Toś, żyjąca w swoim świecie, niewielka różnica. Dziś jest już lepiej, Gina zawsze trzyma się blisko mnie, więc bardziej skupiam swoją uwagę na Tosi.


Mimo, że Gi nie ma oporów by bawić się z Tosią w MMA to normalnie zachowuje się wobec niej tak, jakby czarna była trędowata. Kiedy ustawiam je razem do zdjęcia, Gi często ma taką minę, jakby robiła to za karę. Podobnie jest, kiedy oglądam film, Tosia przyjdzie po swoją dzienną dawkę drapania po pleckach, wtedy Gi jak poparzona zeskakuje z kanapy i z obrażoną miną idzie sobie do kogoś innego.


Kiedy była sama Tosia, w domu nie było psa. Jego obecność można było zobaczyć na dywanie w postaci licznych kłaków albo w momencie otwierania lodówki, wtedy stawiał się na miejscu we własnej osobie. Od czasu do czasu przychodziła też na mizianie, ale zdecydowanie najbardziej podobało jej się leniuchowanie pod kanapą. Ginny bardziej ją zaktywizowała wdrażając w tośkowy plan dnia bójki i wyścigi między meblami.
Sama Gi jest wszędzie. Choć to zależy jeszcze, jak jej się podoba. Czasami chodzi za mną jak cień (kiedyś robiła to cały czas, czasami bywała przez to męcząca), a innym razem odpoczywa sobie w klatce i nie interesuje się aż tak tym, co robię, ale jak uzna, że dzieje się coś ciekawego, to jest pierwsza.
Już kiedyś wspominałam o tym, jak wygląda praca z Tosią. Nie należy do najłatwiejszych i to nie ja wybieram moment, kiedy przyjdzie nam coś razem porobić. To skutecznie zniszczyło moje marzenie o tym, że na zmianę będę pracować sobie z dwoma psami. W tej kwestii czuję się tak, jakbym miała jednego burka, ale chyba nie mogę narzekać, bo Gi ma energii i chęci do pracy co najmniej za trzy psy. 

Biorąc Gi liczyłam też na to, że jej beztroska wpłynie jakoś na zachowanie Tosi i pomoże w jakimś stopniu uporać się z jej lękami. Niestety niewiele się w tej kwestii zmieniło. Zestresowana burzą lub Sylwestrem Tosia i tak nie chce jeść, czasami uda jej się przez chwilę pobawić z Giną, ale widać, że w głowie nadal toczy się walka między nią, a jej strachami. 
Zastanawiałam się też, czy może nie wpłynie to negatywnie na Ginny. Jeśli szczeniak zobaczy, że starszy pies reaguje schizą na taką sytuację, to przecież może zacząć zachowywać się podobnie. Słyszy się przecież o nabieraniu złych nawyków przez szczenięta. Na chwilę obecną Gi nadal nie reaguje lękiem na burzę i strzały.

Gi i Tosia są od siebie totalnie różne i choć ich relacje nie są najgorsze, to nie odczuwam w szczególny sposób posiadania dwóch psów. Czasami żałuję, że moje marzenia minęły się nieco z rzeczywistością, ale z drugiej strony nie mam potrzeby zmieniania tego stanu rzeczy i akceptuję to, jakie mam zwierzaki.

45 komentarzy:

  1. To całkiem inaczej jak u mnie, Kiba z Czesią mają swoje poranne rytuały, wylizywanie uszek, podgryzanie się jakby któraś miała pchełki :). Ganiają się jak poparzone, ale razem nie śpią, każda ma inne ulubione miejsca, jedynie od czasu do czasu gdy Czesia leży to Kiba sobie siada bardzo blisko niej. Fajnie jest obserwować takie zachowania, ale czasami mam dość jak ganiają po ogrodzie po wszystkich krzakach :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na szczęście lub nieszczęście mam jednego psa. Może za jakiś czas do naszego domu trafi Owczarek Niemiecki, ale to jeszcze nie jest pewna informacja. Bonus nie przepada za mniejszymi psami lub lekko większymi, potrafi się zaprzyjaźnić tylko z olbrzymami. Mówiąc szczerze też wyobrażam sobie jak to może być i mam nadzieję, że chociaż Owczarek będzie bardziej ogarniętym psem, bo to w końcu będzie Owczarek Niemiecki Użytkowy.
    Pozdrawiamy
    http://bialykrukk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie brać kolejnego psa, jeśli z pierwszym miałabym jakieś utrudniające życie problemy wychowawcze. Tosiek poza swoimi lękami jest grzecznym psem, ogarnianie nieokiełznanego oszołoma i wychowywanie szczeniaka rodzi w mojej głowie same czarne scenariusze ;).

      Usuń
  3. Też inaczej wyobrażałam sobie relacje Cheri i Shanti. Z samego początku mops był dla malca jak matka. Teraz ich relacje są dobre lub nawet bardzo, ale nie czuć między nimi wielkiej więzi. Cheri ulega Shanti jednakże nie w przypadkach kiedy chodzi o jedzenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również inaczej wyobrażałam sobie relacje Nera i Mikiego, w sumie mogłam się tego spodziewać. Miki jest delikatnym, zadziornym mikro szczeniakiem a Nero to prawie roczny owczarek niemiecki, który zawsze zaczepia do zabawy co źle się kończy, chodzi za nim oraz liże go wszędzie co jest "odrobinę" irytujące. Wiedziałam, że Neruch to pies zazdrosny, więc może w przyszłości zwalczymy zazdrość? :))
    Genialne fotografie, cudny bokeh!

    Pozdrawiamy, neronon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hah, moje psy to też dwa światy a razem umieją zachowywać się tylko jak przeciętne dwa samce na jednym podwórku dlatego są raczej oddzielone :P Praca z Pikusiem to tez ciężka rzecz ale myślę tak samo - nie zmieniłabym tego ;D W końcu bez przeszkód, życie bylo by zbyt latwe i nudne dlatego przydaje się czasem trochę takiej rozrywki ;D
    A i jeszcze jedno - co do nawyków. Kiedyś mieliśmy psa ze schroniska (aktualnie Baca odszedł [*] ) i ten pies miał ciężkie życie zanim go przygarneliśmy, kilkukrotnie trafiał do schroniska, prawsopodobnie był kiedyś przywiązany do jakiegoś drzewa w lesie czy coś, bo gdy kupiliśmy mu obrożę przeciwpchelną tak się jej bał, że chował się do budy i skamlał. I miał też w zwyczaju od (z początku codziennie a później od czasu do czasu) wyć w nocy. Siadał sobie na kupce żwiru i niczym wilk wył "do księżyca". Pikuś zdążył poznać Bacę, kiedyś nie wył w ogóle ale nauczyl się od niego i czasami wyje po nocach i to tak przeraźliwym głosem, że nie rzadko chodzimy sprawdzać czy nic mu nie jest. Może wyje do swojego byłego towarzysza, który może jest gdzieś tam, w górze...
    Pozdrawiamy!
    http://zalogamp.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się bałam, że naszemu starszemu psu, Łoterowi, towarzystwo szczeniaka będzie przeszkadzało. Albo że młoda zacznie małpować jego zachowanie i będzie olewać totalnie ludzi. :p Niestety... teraz znów mam jednego psa, Joy.

    W zasadzie posiadanie 2 "zwykłych" psów nie różni się jakoś szczególnie od posiadania jednego - i tak chodzi się na spacery, karmi itp - po prostu trzeba tego robić więcej. Ale posiadania dwóch typowo sportowych bym się chyba nie podjęła. :)

    Super pomysł na post. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam szczerze, że zadziwił mnie ten post! Byłam przekonana, że Twoje dziewczyny się lubią, a jeżeli już to Tosia ma raczej olewawczy stosunek do Ginki ;) Najważniejsze, że dziewczyny ze sobą nie walczą i nie ma między nimi spięć. My długo walczyliśmy o taki stan rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich relacje są bardzo pokręcone, ale fakt to, że nie chcą się zjadać jest naprawdę super i cieszę się z tego. Co ciekawe Gi dużo lepiej znosi obecność obcych psów w naszym domu, Tosi się to niezbyt podoba i wcale tego nie ukrywa, a sądząc właśnie po ich relacjach i kontaktach Gi z innymi psami sądziłam, że będzie odwrotnie.

      Usuń
  8. Super post :) Na coś takiego czekałam ;)
    Czaki po ostatnim pobycie w Gdańsku, gdzie miał okazję mieszkać z trzema innymi psami pod dachem jakoś nie pała miłością do dzielenia się z innym burkiem pańcią, a tym bardziej domem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja w przyszłości zamierzam mieć drugiego psa, i wyobrażenia co do niego mam konkretne. Ale nie w kwestii jego stosunków z Cezarem, niech piesy regulują to między sobą. Ja wymagam tylko by współpracowali w zaprzęgu. I na tym powinny kończyć się ich podobieństwa. Bo w końcu Owczarek to inny typ charakteru :)
    Miałam przyjemność mieszkać z dwoma suczkami dużych ras (doberman i dog) i wiem jakie potrafią być między paniami awantury. Przyjęło się że łatwiej dogadać ze sobą zgraję psów, niż dwie suczki.
    I wielkie gratulacje że ci się to udało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... też zdarza mi się słyszeć, że suki trudniej ze sobą pogodzić, na spacerach ludzie też unikają kontaktów suka + suka, ale ja raczej traktuję to jak mit i uważam, że to kwestia wychowania. Mnóstwo moich znajomych trzyma ze sobą suki w liczbie mnogiej i nie mają żadnych problemów. U nas dodatkowo obie są po sterylce, więc teoretycznie powinny być bardziej bojowo nastawione, a jest ok.

      Usuń
    2. Po co psy maja ustalać miedzy sobą hierarchię?
      To właściciel jest od "dyktatury", zanim chce się wprowadzić drugiego psa trzeba najpierw umieć kontrolować tego pierwszego.

      Usuń
    3. Czyli przewracać na ziemię i pokazywać kto jest "alfą"?

      Usuń
    4. Nie miałam na myśli że pozwolę psom się żreć by ustalać które to "alfa" , tylko że będą mogły się kochać lub nienawidzić, póki nie ma awantur i potrafią współpracować, nic mi do tego.
      Natalia, sprawa do ciebie, czym jest to wpisane przez ciebie w "rasie" Ginny cosmic poodle? Bo na zapytaj ludzie zaczęli dociekać, a ja nic wymyśleć nie mogłam ^^ Wpisałaś dla "jajek", to jakiś specjalny typ, czy rodzaj umaszczenia/przycięcia? :)

      Usuń
    5. Ginny to na co dzień mieszaniec pudla, kundel lub pudlocoś, dla internetów to cosmicpoodle (btw analogicznie do cocktail doga, którym jest Tosia ;)).

      Usuń
    6. Ktoś jeszcze korzysta z metody "przewalania psa na bok"?
      Jeśli tak to współczuję relacji z psem.
      Żeby kontrolować psa wystarczy wpoić mu odpowiednie zakazy i nakazy. Dla psa przewodnik powinien być najważniejszą wartością i to od człowieka pies powinien być zależny (jedzenie, zabawa, trening, relaks). Powinien bezwarunkowo odwoływać się od zabawy z innym psem. Jeśli to jest wypracowane, to od sprzeczki z drugim psem też się odwoła. Zabawa i atak bazują na podobnym poziomie ekscytacji.
      Idąc tym tropem pies zależny od człowieka nie potrzebuje ustalać hierarchii miedzy drugim psem, bo to przewodnik mówi mu "jak żyć" :)

      Usuń
  10. Oh jak bym chciała mieć dwa psy... ale to dalekie marzenia. Poczekam, aż Te nieco zmądrzeje :)
    Mogę zapytać ile Tosia ma lat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staruszka :-) Ale ma przepiękną mordkę! :)

      Usuń
  11. A planujesz wziąć pod swój dach kolejnego? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, jakoś nie mam takiej potrzeby na razie, ale za jakiś czas, kto wie :).

      Usuń
  12. Tak piękne i szczere słowa aż miło się czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ginny jaka obrażalska z tym schodzeniem z kanapy :P
    Szczerze mówiąc, zrobiło mi się trochę przykro, miałam nadzieję, że żyją w przyjaźni. Mimo tego, najważniejsze, że nie dochodzi między nimi do większych sporów, są przecież psiaki, które żyją w tym samym domu, a walczą ze sobą o wszystko :/

    Ciekawi mnie Twój stosunek do obu dziewczyn, czy przez to, że mimo wszystko więcej pracujesz z Gi i jak mówisz "trzyma się blisko Ciebie" czujesz, że łączy Was silniejsza więź, czy też w Twoim sercu zajmują bezsprzecznie te same, pierwsze miejsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo! I często, kiedy już znajdzie miejscówę u innej osoby, to patrzy na mnie cały czas wyczekując, aż ją do siebie zawołam (przeproszę i będę błagać o wybaczenie ;)).
      Też myślę, że lepiej tak, niż gdyby miało być gorzej. Przykładu nie muszę daleko szukać, bo za ogrodzeniem mamy dwie suki, które swego czasu dość konkretnie ze sobą walczyły (do takiego stopnia, że kończyło się często u weta), ale na szczęście ich relacje się poprawiły i od dawna nie słychać skowytu.

      Z Gi zdecydowanie łączy mnie szczególna więź i jest to jednak inaczej niż z Tosią. Na pewno ma też znaczenie fakt, że mam ją od szczeniaka (trzymałam ją na jednej dłoni, jak miała zaledwie 3 dni). Czuję, że znam ją na wylot i sama Gi wydaje mi się bardzo wyjątkowa, zupełnie nie jak pies, tylko jakby się miało do czynienia z drugą osobą. Tosia to cały czas wielka zagadka, w dodatku z tymi swoimi schizami czasami sprawia wrażenie autystycznej, dużo trudniej tu o nawiązanie silnych relacji, równie wyjątkowych co z Gi. Z Giną mam też taką nić porozumienia dzięki pracy, tak jak mówisz. Na samym początku nic takiego nie czułam, Ginka jako szczeniak przypominała bardziej małego robota niż psie dziecko, dopiero jak się bardziej poznałyśmy, to nawet ją polubiłam ;). A w przypadku Tosi to właśnie próba zrobienia z niej sportowca (bo przecież "każdy pies nadaje się do sportu") sprawiła, że dużo się posypało i trudno to odkręcić. Tosia niestety nie wybacza zbyt wielu błędów.

      Usuń
  14. To jest wesoło, ciągle coś się dzieje:) Piękne zdjęcia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Posiadanie dwóch psów to dwa razy większe obowiązki, ale też dwa razy większa radość. Jak na razie ja nie wyobrażam sobie dwóch psów pod dachem, Roxi nie jest jeszcze w 100% "nasza" dlatego chcę skupić się na jej szkoleniu, zamiast niańczyć szczeniaka. Jednak kto wie, za rok, może dwa... Wszystko jest możliwe :D Cudowne to twoje mini stado :)
    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas!
    http://www.roxithedog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Przez rok mieszkał z nami labrador,więc na ten czas miałam dwa psy. Strasznie za tym tęsknię. Nie było między nimi zazdrości,żadnych spin. Doskonale się dogadywali , po prostu duet idealny. Czasami miałam wrażenie,że razem spiskują coś przeciwko mnie :P Odkąd rozstaliśmy się z Gri u Cziki zaczęły się nawet problemy, z którymi walczę do teraz . Drugi pies pojawi się u mnie z pewnością,ale dopiero wtedy kiedy będę miała pewność,że wszystkie Czikowe problemy są już załatwione . :)

    Pozdrawiam
    http://beaglowate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Całkiem dwie różne psinki w jednym domu. Miło patrzeć jak wzajemnie się tolerują :)
    Ciekawe jakby wyglądały zapasy Cody'ego z Ginny na spacerze :D

    OdpowiedzUsuń
  18. No a ja planuję adopcję/kupno drugiego psa. Jeśli z hodowli to belg, lub holender, jeśli z adopcji, to mam upatrzonego psa przypominającego BOSa. Wszystko mnie ciągnie do tych owczarowatych, bo potrzebuję psa skupionego na przewodniku. Taj, ma Tośowaty charakter, widać tu duże podobieństwo. Chyba nie jestem jedynym psiarzem, który chce mieć/ma "jednego do kochania, miziania i naprawiania, drugiego do sztuczkowania, agilitownia i biegania"


    Btw. Myślisz że roczny pies (jak pisze, wielkością goldena) ma jeszcze ten szczenięcy zapach dający "przywilej ulgowy" w zachowaniu, który dają dorosłe psy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystko zależy od tego, jakie te psy po prostu są i wiek nie ma za wiele do rzeczy. Ginny nie lubi szczeniaków i nie daje im żadnej "ulgi", kiedy ją zaczepiają ;). Pewnie nie byłaby zachwycona, gdybym sprowadziła szczylka do domu, ale już z akceptacją dorosłych psów nie ma problemu.

      Usuń
  19. Dziewczyny się tak jakby uzupełniają. Tosi nie ma, a Gi jest wszędzie, jednak inaczej wyobrażałam sobie ich wspólne relacje, zawsze wydawało mi się, że są raczej z psich papużek nie rozłączek, a tu proszę.

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja także wyobrażałam sobie inaczej relacje moich psów. O ile Homer i Michael dobrze się ze sobą dogadują, to z Leo jest ciut gorzej. Na początku traktował Homera jak ojca, a teraz ciągle zdominować go próbuje...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja prawie zawsze miałam dwa psy i nigdy się nie kochały. Głównie dlatego, że Sonia nie jest w stosunku do innych psów towarzyska, nie lubi ich, normalnie je ignoruje, ale nie bawi się z psami (no czasami się zdarza) nie lubi leżeć blisko innego psa i nie lubi jak inny pies dobiera się do jej jedzenia / klatki / itp. Kermit za to Sonię kocha, bardzo by chciał się z nią pobawić czasem ale So się na to nie zgadza nigdy :P. Paradoksalnie, to Kermit jest agresywny w stosunku do obcych psów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie mogę powiedzieć, że moje psy się źle dogadują, bo tak nie jest, jednakże nie tak sobie to wyobrażałam. Lacky nie ma problemu z dogadywaniem się z psami i zwykle pobawi się trochę i woli robić coś samemu. Natomiast Ares nie odstąpi na krok Lackiego, albo innego psa.. No a wiadomo, po czasie zaczyna to denerwować Lackiego. W ogóle nie tak miało wyglądać życie z dwoma psami.:P Na spacerze jeden ciągnie, a drugi na mnie patrzy z miną 'Mami no zrób coś, chcę iść tu!'. Na szczęście Ares mieszka z kuzynem i nie jest z nami we wspólnym domu, dlatego widzą się tylko w dzień.:P

    OdpowiedzUsuń
  23. Cześć :) Czytam Waszego bloga od dawna. Kilka dni temu założyłam swoje konto na bloggerze i mogę w końcu komentować :) Tosia i Ginny są ślicznymi psami, uwielbiam czytać o ich przygodach i oglądać zdjęcia, które są naprawdę piękne.

    Nawiązując do wpisu:
    Moja Benia boi się obcych psów i dużo czasu zajmuje jej przyzwyczajenie się do nich, lecz jest to możliwe :P Gdy przyjeżdżają do nas psy znajomych jest zazdrosna o wszystko. Szczeka gdy pies obok niej przechodzi, zbliża się do jej kocyka, gdy głaszcze jego, a nie ją, a nawet gdy bawi się jej zabawkami, którymi ona i tak się nie bawi. Co prawda szczeka ale nic psu nie zrobi. Staram się stwarzać sytuacje w których będzie spotykała się z innymi psami i uczyła z nimi koegzystować. Mam nadzieję, że gdy w naszym domu pojawi się drugi pies, będzie w stanie go zaakceptować.

    OdpowiedzUsuń
  24. Relacje między psami, szczególnie mieszkającymi pod jednym dachem, to bardzo ciekawy temat. Szczerze mówiąc, kierując się "znajomością" obu dziewczyn z opisów na blogu, nie spodziewałam się, że ich relacja opiera się na bezwarunkowej miłości (zdaję sobie sprawę, że o taką trudno), a raczej przypomina więź pomiędzy moją dwójką - po tym poście zostałam w tym przekonaniu utwierdzona. Chociaż mam psa i suczkę (które przecież zawsze się dogadają ;), to zachowują się pod pewnymi względami podobnie. Jimmy jednak jest do Bony niesamowicie przywiązany. Choć ta od początku traktowała go "z góry", nie przejawiając większej sympatii, a niejednokrotnie pokazując mu, gdzie jego miejsce, to on pozwala jej na wszystko, jest uległy i nie ośmieliłby się nawet warknąć. Niestety, również mają za sobą epizod, kiedy jedno ucierpiało i z perspektywy czasu żałuję, że starałam się jak najmniej ingerować w ich relacje. Natomiast kwestia spacerów wygląda tak, że Bona nie zwraca na J. uwagi, chyba, że ma ochotę się pobawić, za to on musi mieć ją na oku, kontrolować gdzie jest. Podobnie jak Ginny, trzyma się raczej blisko mnie, więc kiedy B. oddala się na większą odległość, a ja wołam, on biega najczęściej od jednej do drugiej, jakby nie rozumiejąc, jak można się tak ociągać ;)
    Ciężko mi powiedzieć, czy - znając Bonę - wyobrażałam sobie tę więź inaczej. Wiedziałam, że nie jest ona typem psa, który bez problemu i natychmiastowo przywiąże się do drugiego, bo większość czworonogów prędzej czy później ignoruje i nie poświęca im uwagi. Zdarzyło mi się jednak słyszeć, że pieski wyglądają na szczególnie zaprzyjaźnione, bo Jim nawet w większej grupie (a on z kolei ma swoich kumpli, których faktycznie bardzo lubi) trzyma się blisko niej, a kiedy się witają, to widać, że są ze sobą zżyte.
    Dobrze, że poradziłyście sobie z problemami. Najważniejsze, że jest zgoda i suczki potrafią razem żyć, a nawet czerpać pewne korzyści ze swojej obecności.

    OdpowiedzUsuń
  25. Również jestem właścicielką dwóch psów, lecz nie mieszkają one razem. Szkoda, bardzo tego żałuje :/. Psy się dogadują, mimo totalnie odmiennych cech. Nie raz już Tobi (mniejszy piesu) nauczył się czegoś, bo podpatrzył coś u Amiego (większego piesa).
    Cóż, moje pupile nigdy nie zamieszkają razem, tak więc zazdro dwóch psów w jednym domu ;).
    Btw, super zdjęcia *u*

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie w domu relacje między psie zawsze polegały raczej na tolerowaniu się, nigdy nie zauważyłam jakiejś braterskiej więzi. Nie przeszkadzało mi to, raczej walczyłam aby psy chciały kontaktu ze mną.
    Wydaje mi się, że najsilniejsza relacja łączyła mojego pierwszego psa z kotem, wspólne spanie, jedna miska ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. za to u nas jest miłość jednostronna, zupełnie nieodwzajemniana przez bado, niestety nuvi trochę przegina w stosunkach do bado i nie zawsze dobrze odczytuje jego "odczep się"

    OdpowiedzUsuń
  28. Zgiń przepadnij! Ja tu mam chandrę po materiale w faktach o frisbee bo zobaczyłam tam dziewczę sporo młodsze ode mnie i mające 4 bordery! Ty mi tu o dwóch psach a ja z jednym sie bujam i boję się drugiego bo za dużo obowiązków. Bo praca i tak pochłania mi sporo czasu. I znów mam drugiego psa przed oczami. Muszę najpierw wyprowadzić Cleo na fajne psy a nie tam się nakręcać ;)

    PS to kiedy trzeci piesek? ;>

    OdpowiedzUsuń
  29. W moim przypadku Funia jes mamą Toudiego i co racja to racja wylizywanie uszek i przymilanie się jest obecne, ale spacery wygladaja bardziej jak walki MMA XD

    OdpowiedzUsuń
  30. Trochę mnie wystraszyłaś nie powiem planuję 2 psa za jakieś 1.5/2 lata psa o mocnej psychice i często chęci dominacji ale myślałam że jak będzie od szczeniaka wszystko się ułoży jednak jak widać nie musi pójść po mojej myśli... Co do jedzenia w tym samym pomieszczeniu kiedy przychodzi moja siostra i daje sie 3 osobne miski Kaja je ze swojej normalnie a jak jest 1 zawsze je ostatnia zawsze sie podzieli i woli żeby "kuzyni" się najedli ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja ostatnio miałam "fazę" na nowego psa. Ale wszystko na spokojnie przemyślałam. Doszłam do wniosku, że póki Trixi jest sprawna nie chce miec drugiego psa. Wychowam ją tak jak mi się marzy, zamiast właściwie pójśc na łatwiznę i wziąśc nowego psa, bo właśnie najbardziej skłaniało mnie to, aby wreszcie mieć miec swój ideał. I teraz z moim 3 letnim bydlakiem przeprowadzam operację "Nowy pies" czyli traktuję jak zupełnie nowego psa, szceniaka. Uczymy sie podstaw i odkrywamy na nowo. Zaczełam ja wychowywać tak, jak chciałabym mojego drugiego psa. Jeden pie smi starczy :)

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu