21.11.2015

Po co ludziom psy?

Do popełnienia tego posta skłoniły mnie komentarze, które pojawiły się pod ostatnimi wpisami z września. Przypomnę, że wspomniałam tam jedynie, że border collie to jedna z ras, którą biorę pod uwagę w wyborze kolejnego psa i nie widzę sensu, żeby ten temat dalej ciągnąć. Post ten nie miał nawet na celu obwieścić Wam tę informację, bo przecież już kiedyś o tym pisałam, a jedynie zwrócić uwagę na konkretny problem dotyczący tej rasy, ale mogący dotyczyć również innych. W kolejnym poście wyjaśniłam, dlaczego większość Waszych komentarzy nie miała sensu, bo nie miała nawet związku z przedstawionym tematem, a poza tym doradzaliście mi totalnie inne psy, nie mając zielonego pojęcia o tym, czego ja od psa oczekuję i po co mi on właściwie jest potrzebny.



Wasza główna argumentacja dotyczyła tego, że z innymi rasami też można przecież pracować i osiągać sukcesy, według Was nadadzą się do tego (to wymienione przez Was rasy):

pudel, kelpie, australian cattle dog, owczarek belgijski malinois, aussie

Inni natomiast sugerowali rasy, które uważa się za mało predysponowane, ale gdybym wzięła takiego psa, to mogłabym udowodnić innym, że też się da. To Wasze propozycje:

borzoj i inne charty, terriery, "ozdóbki", psy północy

A teraz mam do Was pytanie - czy wspominałam gdzieś o tym, że moim życiowym celem jest wygrywanie zawodów lub udowadnianie czegoś innym ludziom?
Nie przypominam sobie ;).

W takim razie po co mi ten pies? Chcę, żeby był, tak po prostu, dziwne? Większość z nas - psiarzy, nie wyobraża sobie życia bez kundli, więc to chyba normalne, że czasami w czyjejś głowie zakiełkuje pomysł na ich większą ilość. Różnica między mną, a przeciętną osobą, której zamarzy się "po prostu pies" polega na tym, że ja mam konkretne oczekiwania co do tego, jaki ten pies ma być. Nie mogę uwierzyć w to, że ludzie w wyborze psa kierują się tylko popularnością i kwestią tego czy lubi (lub nie) podejmować współpracę z człowiekiem.Wszystkie wymienione wyżej rasy to zupełnie inne charaktery, zupełnie inny styl pracy, inne reakcje, wszystko inne! Jak można nie zwrócić na to uwagi? 


Mam już psa, z którym dogaduję się niemal bez słów. Uwielbiam to, jak się z nim pracuje! Czegoś podobnego szukam w kolejnym psie. Chcę, żeby był wlepiony we mnie jak w obrazek, żeby był zawsze chętny do podejmowania nowych wyzwań, żebym nie musiała bać się spuścić go na nieogrodzonym terenie. Marzę o tym, żeby wciskał mi zabawkę do ręki, żeby był wrażliwy w ten konkretny sposób na moje emocje. Praca z takim właśnie psem sprawia mi olbrzymią radość. Gdybym wzięła psa, który nie byłby taki od początku, byłby zbyt miękki lub zbyt twardy, kochałby się zawąchiwać i w trakcie sesji szkoleniowej cały czas byłby myślami gdzie indziej, to zwariowałabym! 

Ważny, choć nie najważniejszy jest dla mnie również wygląd. Uważam, że jeżeli przeznaczam sumę kilku tysięcy na psa, to mogę chcieć mieć wybór co do konkretniejszego wyglądu, ale nie kolor odgrywa dla mnie najważniejszą rolę, a lekka, proporcjonalna budowa i nieduże gabaryty. Wiem też, że nie chcę spędzać kolejnych dwóch godzin na strzyżeniu lub na szukaniu w gęstwinie kłaków kleszczy i innego dziadostwa. Nie wyobrażam sobie siebie, drobnej osóbki, z wielkim owczarkiem niemieckim u boku. I nie, nie dlatego, że tak mi wizualnie nie pasuje. Nie byłabym w stanie utrzymać takiego psa na smyczy, co w potencjalnej sytuacji zagrożenia mogłoby się dla kogoś źle skończyć ;). Poza tym lubię małe i średnie psy, tak zwyczajnie w świecie. Wiem, że taka wielkość w żaden sposób mnie nie przytłoczy (czy to fizycznie jak w przykładzie ze smyczą, czy choćby finansowo, bo tak się składa, że większy pies musi więcej jeść). Lubię też jak pies wygląda, jak pies i choć wiele, małych ras wygląda uroczo u kogoś, tak ja nie mogłabym takiego burka mieć.


No, a co z tym wygrywaniem, skoro nie mam ambicji mierzących mistrzostw świata, to po co mi w ogóle rasowy pies? Chcę mieć psa o konkretnych cechach charakteru i wyglądu. Myślę, że mam do tego pełne prawo ;). Przecież biorąc rasowego psa, z najlepszej hodowli, z myślą o zawodach, nie mamy gwarancji na to, że nie wydarzy się coś, co sprawi, że z tych zawodów będziemy musieli zrezygnować. I co wtedy? Żal mi osób, dla których sport jest priorytetem, szczególnie w sytuacji, kiedy coś pójdzie nie po ich myśli. To przecież odbiera całą zabawę!
Najważniejsze jest dla mnie zdrowie psa i to, żeby fajnie się z nim żyło i pracowało. Niezależnie od tego, czy kiedyś z nim wystartuję czy nie, pracować będę zawsze, bo to moja pasja. Nie zajmuję się psem tylko po to, żeby po ukończeniu przez niego 18 miesięcy wystartować. Robię to z czystej przyjemności, a startuję wtedy, kiedy uznam, że fajnie byłoby sprawdzić na jakim jesteśmy poziomie, nad czym jeszcze możemy popracować itd. Tak więc wygrywanie nie jest moim celem ;).

Żeby praca i życie z psem sprawiała mi i psu przyjemność musi między nami grać, musimy pasować do siebie charakterami. Wybór innej rasy tylko po to, żeby obcym ludziom udowadniać, że z nią też da się pracować lub tylko dlatego, że jest mniej popularna to idiotyzm lub masochizm. Co kto lubi. A Wy, co lubicie?


45 komentarzy:

  1. Zgadzam się z tobą w 100%, niestety znam takie osoby które wymagają od swoich psów tylko tego aby one były lepsze od innych i żeby wygrywały każdą konkurencje. Smutno na to patrzeć, ale tak czasem jest. Jest ważne (tak jak wspomniałaś ) że bez podobieństw charakterów nie pójdzie praca z psem, po prostu się nie dogadamy z pupile. Ja mam psa, bo takiego włochacza chciałam posiadać odkąd skończyłam 6 lat, kawał czasu co? Jest moim pupilem, a to że ćwiczymy różne duperele nie znaczy, że musimy coś komuś udowadniać, ważne że udowodnimy to samym sobie i to jest ważne. Pokazanie sobie, że coś się udało i że coś się osiągnęło z pracy z psem :)
    Pozdrawiamy!
    Oliwia&Cody

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że napisałaś ten post - może da niektórym trochę kopa w tyłek za wściubianie nosa w nie swoje życie i szablonowe myślenie względem innych.
    Jednocześnie uważam, że sytuacja, w którym podejmujesz decyzję, żeby TŁUMACZYĆ SIĘ publicznie z własnych wyborów jest co najmniej nie na miejscu, chora i nigdy nie powinna zajść. Wstyd trochę za ludzi, którzy ją sprowokowali.

    A co do końcowego pytania - patrząc na chrapiącego na łóżku białego pokemona - chyba masochizm lubię :) Chociaż po zmianie podejścia, trochę zmianie życia - jest to chyba własnie taki pies, z którym życie mi gra - jest i najarana na pracę, i kuma bez słów czego od niej chcę i wyciszyć się potrafi, i pogłaskać dać się lubi. Całkiem spoko futro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... niby racja, ale z drugiej strony wydaje mi się, że to dobra okazja do tego, żeby pokazać niektórym, że w dzisiejszych czasach nadal są ludzie, którzy biorą psa, bo zwyczajnie w świecie kochają te stworzonka :D. A nie biorą je tylko do tego, żeby zaspokajać swoje sportowe ambicje. W jakiś sposób zwracam też uwagę na to, że wybór konkretnej rasy wcale nie wiąże się z tym, co będziemy z nią robić. Wybór owczarka belgijskiego nie wymusza na nas startów w IPO, a cziłała przecież nie musi siedzieć w torebce ;).

      A no widzisz :D. Kwestia podejścia też jest ważna. Swego czasu źle żyło mi się z Tosią, ale kiedy postanowiłam bardziej ją zrozumieć i zobaczyłam, że nie mogę mieć takich samych oczekiwań wobec niej, jakie miałabym przy normalnym psie, to wszystko się zmieniło. Co nie zmienia faktu, że modlę się, żeby w przyszłości znowu nie trafił mi się taki pies jak ona.

      Usuń
    2. To u mnie tak jest trochę z Ptysiem. Paulina potrafi do niego dotrzeć i z nim pracować - ja natomiast nie. Boję się, że kiedyś mogłabym trafić na takiego albo nawet i bardziej niezależnego psa - bo jednak młody ostatnimi laty zaczyna się przekonywać i do pracy i do kontaktów z ludźmi.

      Usuń
  3. A ja lubię ten post! Serio, serio - fajnie by było, jakby duużo osób bierze psa z zamiarem uprawiania z nim sportu, ale tak na prawdę... myślą tylko o tym! Ja już mam wybraną rasę, rodziców, miot. Ale pisząc z hodowcami i zbierając informacje o rasie zastanawiałam się przede wszystkim nad tym, jak mi się będzie żyło z danym psem.
    Jeśli chodzi o konkretne cechy, to ja kocham przytulaśne psy. Nie wytrzymałabym, jakby mój zwierz nie chciał być miziany. Podczas treningu - ok, wiele psów dotyk rozprasza. Ale ja lubię głaskać i miziać ;) Poza tym interesuje mnie piesek ogarniający własne emocje, nie jarający się wszystkim bez powodu i potrafiący zwyczajnie zasnąć, kiedy nie ma nic do roboty. Osobiście nie przeszkadza mi dłuższy czas rozkręcania psa, bo przywykłam do takiego systemu działania. Ważne jednak, żeby pies CHCIAŁ się rozkręcić i żeby praca sprawiała mi przyjemność. W sumie - szukam psa takiego, jak mój obecny :) Zmieniłabym jedynie motywację (zabawki, zabawki!). A, no i jeszcze coś - żeby "ten drugi" potrafił pokazać ząbki jak mu się coś nie spodoba. Moro wszystko przyjmuje biernie, trąbiąc SC'ami naokoło, ewentualnie stara się unikać kontaktu, między innymi z obcymi ludźmi czy wieeelkimi psami.

    Dzięki za post, udostępniam, niech idzie w świat! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulaśność o tak! :D Pamiętam, jak Gi kiedyś praktycznie nie dało się normalnie pogłaskać, wszędzie było jej pełno i nie miała czasu na jakieś tam kizi mizi, smutne to było. Dopiero z wiekiem przyszła jej chęć na tulaski, ale podczas pracy nadal nie lubi być dotykana (przez to miałyśmy duży problem z nauką dog catcha haha).

      Dzięki za udostępnianie! <3

      Usuń
  4. Często nawet wybór psa jest trudniejszy jak sie chce by po prostu był, ja też w przyszłości planuję takiego włąśnie miłego i łatwego w obsłudze w porównaniu do obecnego poschroniskowca burka. Chciałabym żeby chciał cos ze mną robić, ale żeby też powylegiwał się na kanapie raz na jakiś czas, żeby byt zwinny i szybki, lubił rucj tak jak ja a przy okazji był po prostu bezproblemowy w codziennym życiu na tyle żebym mogła go wszędzie zabrać. Długo miotałam się między różnymi rasami bo tak naprawdę sądzę, że większość psów o stabilnej psychice odpowiedniej pracy i socjalizacji by się nadała.

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, jeśli nie uprawiasz z psem sportu i nie startujesz w zawodach, no to tak naprawdę w naszym małym, psim światku "nie istniejesz" ;)
    Śmieszy mnie takie myślenie. Nie każdy musi od razu zostawać mistrzem świata! Pies nie jest maszyną, która możemy "zaprogramować" na wygrywanie. Zawody mają być przede wszystkim odskocznią od codzienności i okazja na zacieśnienie więzi między przewodnikiem, a psem. A ciągłe udowadnianie komuś, że nasz pupil jest lepszy od wszystkich może nie wyjść na dobre całemu team'owi.
    Osoby myślące w ten sposób powinny sie wstydzić za to, że zaczęły tak beznadziejną dyskusję, która nigdy nie znajdzie rozstrzygnięcia. Ale cieszę się, że o tym napisałaś, może dotrze do nich w końcu, że psa mamy nie tylko dla własnej przyjemności, ale dla tego, że są one naszymi najlepszymi przyjaciółmi.
    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że zawody to zawody, czyli forma rywalizacji. Gdyby to nie o rywalizację chodziło po co byłyby te mistrzostwa polski, mistrzostwa świata, puchary, elity, kwalifikacje. To, jak kto do tego podchodzi i ile ciśnienia ma odnośnie swoich wyników to inna sprawa. Ale faktem jest, że zawody to nic innego jak zawody, a sport z psem jest nadal sportem ze wszystkimi jego urokami i wadami, nie ma co do tego dorabiać słodziutkiej, różowej, a przede wszystkim nierealnej otoczki.

      Usuń
    2. Co tu jest słodziutką i nierealną otoczką?

      Usuń
    3. Że zawody nie są po to, żeby na nich rywalizować, ale jeno po to, żeby zacieśniać więź z psem.
      Jedno nie przeczy drugiemu - tzn. można jeździć na zawody żeby świetnie się pobawić i "zacieśniać więź" (nie znoszę określenia), ale nie wydaje mi się, żeby sens miało piętnowanie czy pokazywanie jako czegoś złego albo umniejszanie elementu konkurencji.
      Nie ma się co oszukiwać, że na zawodach nikt nigdy nie myśli o tym, żeby się pościgać i żeby porywalizować. Ja nie widzę w tym nic złego, o ile oczywiście odbywa się to w granicach normy, zdrowej rywalizacji - po to to jest. A jeśli nie po to, to po co w ogóle jakieś miejsca, nagrody, punkty czy mierzenie czasu?

      Usuń
    4. No tak, sama lubię zawody, dlatego na nie jeżdżę, ale wydaje mi się, że Imagine chodzi właśnie o tę ich złą stronę. Sądzę, że inaczej wygląda sytuacja, kiedy jedziesz na zawody po to, żeby poprawić swoje wyniki i przy okazji sprawić, że konkurencja zostanie w tyle, a inaczej, kiedy jedziesz z myślą, żeby dokopać innym, a potem chwalisz się jaki twój pies jest mega, a reszta do bani. A jak nie uda się, to schodzisz z ringu z posępną miną, patrzysz złowrogo na psa lub w nerwach sypiesz na niego łaciną, parę razy miałam okazję coś takiego obserwować :D. Poza tym nie trzeba też startować czy trenować, żeby zobaczyć, jakie podejście mają niektórzy ludzie do psich sportów. Stoi przy ringu taka loża szyderców i jedzie z tekstami w stylu "co oni tu robią, ale beznadzieja" ;).

      Usuń
    5. Mnie się wydaje, że to nadal nie jest "zła strona" zawodów, ale "zła strona" ludzi, którzy mają problem z odpowiednim ułożeniem sobie priorytetów. To są sporty "drużynowe" jednak... Chociaż z drugiej strony jeśli ktoś jeździ, żeby innym coś udowadniać, a nie odbija się to na psie (nie wiem, jest emocjonalną górą lodową? ;) ) to czy to takie złe? Sama nie wiem, to tylko gdybanie.

      Loża szyderców znajdzie się wszędzie, nie trzeba niczego trenować, ani na dobrą sprawę - nic robić (no dobra, mieć fb). Specjaliści, którzy zawsze wiedzą lepiej czego potrzebujesz oraz ci, którzy potrafią lepiej niż Ty są wszędzie i mają najwięcej do powiedzenia (dziwnym trafem również niewiele do zrobienia) - zresztą na pewno wiesz i szukasz już zgodnie z ich radą hodowli borzojów i maliniaków, żeby mieć stamtąd nowego psa ;) . A tak zupełnie poważnie już mówiąc to ja byłam któregoś razu na zawodach bardzo mocno rozczarowana tym, kto w takiej loży może zasiadać - od pewnych osób, w pewnym wieku spodziewałbym się po prostu wyższego poziomu.

      Usuń
    6. Właśnie zależy jak na to wszystko patrzeć. Całą atmosferę zawodów i to, jak są postrzegane przez innych tworzą ludzie. Uwielbiam spędzać czas na zawodach, kiedy widzę, jak wszyscy się cieszą, dopingują innych, są zadowoleni ze swoich wyników itd., a jak siedzę przy takich ekspertach to po prostu uszy więdną. Rywalizacja rywalizacją, ale smutne jest trochę to, że traktujemy tak siebie nawzajem.

      Usuń
  6. I bardzo dobrze! Rób tak jak uważasz i nie patrz się na innych :) W końcu to ty będziesz żyła z tym psem, więc twoje wymagania są najważniejsze.
    Ja co do kolejnego psa też mam swoje wymagania i przy jego wyborze będę się nimi kierować, ale to pewnie za jakieś 10 lat ;) Na razie zadowalam się tym co mam i staram się jak najlepiej "wychować" Majla, żeby i jemu i mi żyło się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam Twój post i przez kilka minut zastanawiałam się co by tu napisać...
    Dokładnie, psa wybieramy tylko dla siebie, tak aby pasował do nas, naszego trybu życia i do naszych upodobań. Praktycznie od zawsze chciałam mieć "labladorka" Teraz gdy mam Labradora przez duże "r" wiem że ta rasa nie jest do końca odpowiednia dla mnie... Mój pies został adoptowany, była to w pełni przemyślana decyzja, znałam dużo labradorów, wiedziałam jaki mają charakter, styl bycia itp. I nie, nie chciałam mieć go tylko dlatego że to jedna z najpopularniejszych ras na świecie.. Podobał (i podoba) mi się charakter i wygląd tych psów.
    Nero jest ze mną już kilka lat i wiem prawie napewno że gdybym miała adoptować/kupić psa następnym razem to wybrała bym inną rasę...
    Nasz przypadek jest tym, który mówi że nie każdy rasowy, lub prawie rasowy pies będzie dokładnie taki sam jak wzorzec rasy. Nero jest trochę problematycznym psem, dużo razem przeszliśmy i przechodzić będziemy... Kocham go bardzo mocno, nigdy nie zamienię go na żadnego innego psa, lecz jego syl bycia i zachowanie nie do końca mi odpowiadają.. Zależy mi na psie, który będzie chętnie współpracował, chciał kontaktu ze mną (podobnie jak mój drugi pies, Niko) Uważam że dopasowanie charakteru psa do nas jest bardzo ważne... bez tego możemy mieć problemy z porozumieniem się z naszym pupilem. :)
    http://psiolubni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie można kierować się tylko wzorcem i opisami z wikipedii. Kiedy mamy okazję poznać wielu przedstawicieli naszej wymarzonej rasy "na żywo", porozmawiać z wieloma ich właścicielami i hodowcami, to możemy jako tako przygotować się na to, co może nas spotkać. Dodatkowo świadomy wybór rodziców szczeniaka w jakimś stopniu minimalizuje ryzyko, że się przejedziemy.

      Usuń
    2. Ja rasę poznałam i z wielu publikacji o Labradorach i miałam doczynienia z wieloma przedstawicielami tej rasy. Możliwe że Nero jest jaki jest, dlatego że jeko przeszłość była raczej szara niż kolorowa... Dużo już razem wypracowaliśmy, ale jeszcze wiele pracy przed nami.

      Usuń
  8. Z jednej strony na pewno Cię rozumiem, bo też mam jakąś tam wizję tego, z jakim psem mi by się żyło najfajniej, i jakich wrodzonych predyspozycji bym chciała, a z drugiej... przypominam sobie, że przecież kiedy szukałam psa te kilka lat temu, też miałam wizję i oczekiwania, które może nie do końca się spełniły... i nie żałuję tego ani trochę. :D Chciałam mieć psa do miziania i wylegiwania się na kanapie, mam wulkan energii, który zmusił mnie do ruszenia tyłka z łóżka. I chociaż teraz kiedy myślę o drugim psie, to chciałabym, żeby miał sporo cech, które ma moja biała diablica (chociaż nie pogardziłabym, gdyby nie miał jej wad ;P ), to mimo wszystko to pierwsze doświadczenie napawa mnie optymizmem, że nawet, jeśli nie wszystko się ułoży tak jak bym chciała, i tak będę tego drugiego burka kochać i uważać za swój osobisty nieperfekcyjny ideał. Żeby nie było, nie mówię, że to źle mieć wymagania wobec cech psa, zwłaszcza, jeśli się chce dać za niego kupę kasy. (U mnie też jedną z ras które rozważam jest, o zgozo, border ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nie zakładam, że skoro mam już konkretne wymagania, to mój kolejny pies, nawet jeżeli będzie rasowy, to spełni je w 100%. Może będę mieć duże szczęście i faktycznie tak będzie, a może znowu będę musiała zapracować sobie na to, żeby ten pies był taki, jak sobie wymarzyłam. Tak właśnie było z Gi, predyspozycje predyspozycjami, ale myślę, że w bardzo dużym stopniu to ja ją jakoś ukształtowałam. Tylko tak, jak wspomniałam w komentarzu wyżej, świadomy wybór minimalizuje ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

      Usuń
  9. Twoje oczekiwania są moimi oczekiwaniami. Znaczy muszą różnić się w którymś punkcie, bo ja celuję w inna rasę niż bc - być może to punkt wyglądowo-wagowy :) Ale też marzy mi się pies głównie do tego, żeby chciał ze mną pracować, ze mną być i żeby na każda zaproponowaną aktywność mówił "imprezaaa!, a zawody... może tak, może nie, lata mi to w gruncie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na przykład mimo, że chcę psa do agility i bikejoringu (ale nie tylko! ;)) to nigdy nawet nie pomyślałam o borderze czy husky. Nie mam aż takich ambicji, żeby brać psa danej rasy po to tylko by wygrywać. Znaczy jasne, fajnie jest zdobyć pierwsze miejsce na danych zawodach, ale nie zamykajmy się w kółeczku zawodów i seminarii zapominając, że pies to przecież dalej pies, a nie maszynka do ciągłego spełniania zachcianek właściciela. No i gdybym miała psa, który jest kompletnie bezproblemowy, to bym się zanudziła haha :D Może zbyt mocno się przyzwyczaiłam do tego co mam z obecną suczą ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja przez dłuższy czas byłam nastawiona na posiadanie kundelków, wolontariat w schronisku sprawił że myśląc o kolejnym psie nie mogę nie brać pod uwagę adopcji. Ale z drugiej strony coraz poważniej myślę o rasowym szczeniaku, takim idealnym, wycackanym, od początku wychowywanym tak jak bym chciała, dopasowanym do mnie pod względem charakteru... i w sumie, chcę pomagać bezdomniakom, ale chcę też mieć chociaż jednego takiego mojego ideała. I tak mam jeszcze sporo czasu na decyzję, bo na razie nie ma mowy o tym żebym wzięła trzeciego psa ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam charty angielskie i jestem z tego zadowolona. Jest to rasa średnia. Zgadzam się z Tobą chociaż co chwilę jeździmy na jakieś wystawy, ponieważ mamy hodowlę i lepiej mieć jakieś tytuły... na szczęście jest jeszcze inna pasja jest to : BIEGANIE! Chilli i Vega u w i e l b i a j ą biegać. Jeździmy co jakiś czas na tak zwane COURSINGI. Chilli już raz wygrała 1 miejsce, a Vega 2. Kiedy któraś przegra nikt ich nie bije. Przecież to ma być zabawa, prawda? No tak, a oprócz tych wystaw itp jest też zwykle życie tych "księżniczek". Przytulanie, zabawy, dłuuuugie spacery i wgl... Łatwo nam się je szkoli, a przy okazji teraz uczę Vege komendy "Łapy" czyli stanie na 2 łapach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z ka ja to znam ;-; Moja znajoma stwierdziła, że jak ja kocham bordery, to ona zaraz będzie go miała. Ciągle tłumacze jej, że nie są to łatwe psy. Najpierw musi mieć jakieś doświadczenie z innym. Kiedyś podobały mi się husky, ale i tak nie chciałabym go mieć, bo nie byłoby mu dobrze w bloku (to oczywiste). Ona stwierdziła, że będzie z nim codziennie biegała. Wątpieę w to, że nagle zmieniła by swój styl życia. Z siedzenia przed komputerem w bieganie? Nie sądze że by to zrobiła. :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak sobie myślę, że ten post nigdy nie powinien powstać. Ale mam dziwne przeczucie, że w moje życie też niedługo będą się wszyscy wtrącać.

    Rozkminiam nad wyborem psa, uwielbiam w szczególności te twardsze rasy jak kelpie (czego nie ukrywam- są idealne!) i gdyby sytuacja moja życiowa byłaby inna już dawno tego kelpa bym miała. Nawet miałam już wybraną hodowlę, prześledziłam dokładnie rodowody suk i psów z tej hodowli. Pytałam o plany hodowlane. No i nagle jak obuchem w łeb, oświeciło mnie, że nie wzięłam jednej rzeczy pod uwagę... Moja praca jest bardzo wyjazdowa i o ile ze spokojem mogę zabrać z sobą psa i dam sobie świetnie z nim radę w terenie to raz na jakiś czas zdarza się sytuacja taka, że psa zabrać z sobą nie mogę. Wtedy z Dziabolem zostaje mój narzeczony. Czy mój narzeczony da sobie radę z takim diabłem tasmańskim jak kelpie? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! Nie mogę kupić psa, którego nie ogarnie mój życiowy wybranek. I znów stanęłam w punkcie wyjściowym. Jestem w stanie poświęcić twardość na rzecz łatwiejszej obsługi.

    W chwili obecnej mam dwie rasy na oku, jedną hodowczynię znam osobiście, drugą niedługo poznam i wtedy dokonam wyboru. Nie, nie border ale jednak jest to rasa łatwiejsza w obsłudze i lekka w codziennym życiu. Do tego ładna i z predyspozycjami do wielu sportów. Myslę, że mogłabym miec bc właśnie dlatego, że pracowałoby mi się z takim psem dobrze, mogłabym go zostawić z moją rodziną i Cleo nie dostałaby szału w jego towarzystwie. A to też ciekawa sprawa bo ona świetnie dogaduje się z borderami. W grę wchodzi każde spojrzenie a ta współpraca pomiędzy nią a niektórymi borderami jest wręcz niesamowita. Swoją drogą muszę to kiedyś nagrać :) To wszystko nie zmienia faktu, że bc nie mają dla mnie tego "czegoś" ;)

    Niektórzy znajomi mnie zjedzą jak się dowiedzą (po fakcie), że KUPIŁAM psa. Bo dla wielu z nich to oznaka snobizmu, egoizm, robienie krzywdy psom w schronach blablabla. To nic, że mam bardzo sprecyzowane oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Psiarze to tacy pomocni ludzie...
    Zawsze doradzą, rozwiążą każdy twój problem, sprowadzą z powrotem na dobrą drogę, powiedzą jakie powinnaś mieć wymagania co do psa...
    No po prostu do rany przyłóż :p


    OdpowiedzUsuń
  16. Ech, uwielbiam te doradzanie :-D W szczególności przez ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, o czym piszą, zazdroszczą, bądź sami wzięli psa kierując się wyglądem, z innymi predyspozycjami, niż oczekują i w dodatku z pseudo. I w tedy tylko czyhają na jakiś post (gdziekolwiek), aż ktoś napisze "kupuję ..... (rasa psa, ale oczywiście bc wzbudza największe emocje)" i zaczyna się :D Przecież każdy wie najlepiej, z kim masz żyć przez 15 lat, z kim i jak masz pracować i najlepiej byłoby, aby mogli wybrać, jaką karmę ma jeść TWÓJ PIES :D

    Powodzenia w wyborze! PS. musisz ich zaskoczyć, musisz wziąć.... yorka!! :-) ;-)

    thickdog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Duży wpływ na taki stan rzeczy ma obecnie internet. Przecież na blogu, fanpejdżu czy jutubie nie zrobisz "kariery", jeśli Twój pies nie osiąga super sukcesów, prawda? A niektórzy myślą tylko o tym, żeby ich pies był lepszy, żeby można było się nim lansować. Wiele osób, które biorą psa po to, żeby tylko go mieć po wejściu w psią sferę internetu zmienia podejście i zaczyna robić z psa małego robocika, który ma reagować na mrugnięcie okiem.
    Bardzo szkoda, że wiele osób przestało patrzeć na posiadanie psa jak na przyjaźń, wzajemną cudowną relację, a pies ma stać się maszynką do zdobywania medali albo lansu.

    Oczywiście nie twierdzę, że każdy sportowiec ma takie podejście, co to to nie! Raczej mam na myśli ludzi, którzy proponowali charty, żeby startowanie z nimi w zawodach miało większy wygar ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj!
    Moje pytanie jest z zupełnie innej beczki, luźno związane z tematem blogowego wpisu. A mianowicie: czemu odrzuciłaś Cattle doga? Pytam nie dlatego, by namawiać Cię do tej rasy i wpływać na twoje decyzje, a z czystej ciekawości. Wiec, proszę nie złość się na mnie. ;) Planuję w niedługiej przyszłości szczeniaka i brałam pod uwagę miedzy innymi cattle doga i interesuje mnie zdanie innych na temat tej rasy (rozważam również bordera oraz lagotto). Interesuje mnie twoja opinia, bo mój "cel" posiadania psa jest bardzo zbliżony do twojego podejścia do tematu, jaki przedstawiłaś w tym wpisie. Z tego co czytałam i rozmawiałam z właścicielami styl bycia, wpatrzenie w opiekuna i sposób pracy cattle dogów jest zbliżony do borderów z tą różnicą, że nie są aż tak emocjonalnie "uzależnione" od pracy i łatwiej im się wyciszyć. Dlatego zdziwiło mnie trochę twoje stanowcze odrzucenie tych psów, skoro myślisz o borderze.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie CD i BC różnią się dość istotnymi cechami.
      - Budowa - większość widzianych przeze mnie cattlów jest ciężka i krępa
      - sposób pracy - pies do owiec i pies do bydła, więc jest różnica chociażby w "twardości". CD nie robi przyczajek, ma agresywniejszy styl pracy itd. Z korzeni wychodzą cechy rasy.
      - Wygląd - mi np CD nie oczarował wizualnie.


      Nie chcę tu odwodzić nikogo od pomysłu posiadania którejkolwiek z tych ras (ja nie będę miała żadnej z nich :p), ale nie mogę się zgodzić z tym, że te rasy są podbne. Bo chęć do pracy i wpatrzenie w człowieka wykazuje większość grupy I FCI.

      Usuń
    2. Pozwolę się wtrącić nieco bo ostatnio miałam okazję widzieć cattle doga na agility. Przychodzi mi na myśl jedno słowo. TARAN :)

      Usuń
    3. Nie podobają mi się ACD :). Jest dosłownie parę osobników, na których widok świecą mi się oczy, ale większość nie jest dla mnie na tyle ładna, żeby się nimi bliżej zainteresować.

      Usuń
    4. Z wyglądu bardziej pasuje mi border, bo CD wygląda kundlowato i gdybym kierowała się wyglądem BC wygrałby, ale mój styl życia i praca, w której pies ma mi towarzyszyć muszę się skupić przede wszystkim na charakterze. Musi to być pies o charakterze owczarka - skupiony na opiekunie i pracy, który nie będzie łatwo się rozpraszać, ale chociaż minimalnymi zdolnościami do tropienia (jestem biologiem pracującym w terenie). Wytrzymały i zdolny do pracy czasami przez kilkanaście godzin dziennie (czasami tak się zdarza) i przejcia czasami dystansów rzędu 50 km, ale też zdolnego do tego, by przez kilka dni zająć się sobą w skrajnych przypadkach do 8 godz. oczywiście opisuję skrajne sytuacje. Poważnie myślałam o borderze, ale jakoś nie widzę go leżącego spokojnie, gdy ja muszę siedzieć z nosem przy ekranie komputera przez wiele godzin. Poza tym nie wiem, czy poradziłby sobie ze skrajnie nieregularnym stylem życia (wyjazdy, ciągłe zmiany rytmu dnia i intensywności pracy). Dlatego CD wydawał mi się odpowiedniejszy do takiego stylu życia. Tyle że tu dochodzi kolejny aspekt - musi być to pies, który w miarę chętnie będzie pracować z nastoletnimi dzieciakami i tu obawiam się charakterystycznej dla CD niechęci do obcych, choć jeśli będzie dorastać w takim środowisku i zapewnię mu w szczenięctwie dobry social, to może nie będzie źle? Wiem, że muszę bardzo dokładnie przemyśleć wybór rasy, hodowcy i konkretnego miotu i że ta decyzja nie będzie łatwa, bo źle dopasowany pies w moim wypadku jest równy katastrofie. W tej chwili mam w domu ideał, który trafił do mnie przez przypadek (miks parsona) - znajda. No może jest "troszeczkę" jak dla mnie zbyt uparta (jak to terier), ale pomału dziewczyna musi przejść na emeryturę ze względu na zdrowie i wiek (ma przynajmniej 14 lat).
      O mamo, ale się rozpisałam... Przepraszam, za przydługi wywód, ale im wiecej opinii poznam, tym mniejsza szansa na popełnienie błędu. :)
      PS. Dla mnie sport ma być zabawą, która ma poprawić wzajemne rozumienie i sposobem na rozładowanie energii oraz spędzenie wolnego czasu, gdy jestem w mieście. Więc gracja i szybkość na torze nie są dla mnie priorytetem. ;)

      Usuń
    5. Hmm... ja bardzo lubię kundlowaty wygląd u psów, np. takie pyrki, które też mnie interesują totalnie nie wyglądają, jakby były rasowe :P. Po prostu ACD kojarzy mi się raczej z takim klockiem, niż z lekkim, filigranowym pieskiem, jakie lubię najbardziej i sama z resztą posiadam. Gdyby ACD miały inną budowę, to pewnie bym je rozważyła (te psy, na które lubię popatrzeć są właśnie takie zgrabne, oczywiście w mojej ocenie ;)), ale wydaje mi się, że dla mnie taki pies byłby zbyt twardy, przynajmniej tak wnioskuję po opisach właścicieli.

      Usuń
    6. Może CD nigdy nie będzie w budowie tak lekkie jak BC, ale są linie, które nie są takie klockowate i maja znacznie więcej gracji w ruchu. Co ciekawe, są zdrowsze od tych "klocków" (rzadsza jest dysplazja i problemy stawowe) - to udało mi się ustalić. :) No i wyglądem, też bardziej mi odpowiadają. :)

      Usuń
    7. Choć muszę przyznać, że co raz bardziej niż w kierunku BC i CD skłaniam się ku lagotto romagnolo. :)
      Nic... muszę porozmawiać z opiekunami i hodowcami wszystkich tych trzech ras. Mam w sumie jeszcze czas, bo siak nie trafi do mnie szybciej niż za 1-2 lata. :)

      Usuń
    8. Mam bordera i dość dobrze znam parę ACD. Myślę, że wiele zależy od wychowania i socjalizacji, cattle są na pewno twardsze, z nieufnością do ludzi jest różnie- znam sukę bardzo socjalną, przyjacielską oraz taką, która żyje w stadninie koni, często i gęsto odwiedzanej przez sporo ludzi, oczywiście głównie lubiących zwierzęta i potrafi zajść człowieka od tyłu, po czym uszczypnąć w kostkę ;) robi to na szczęście na tyle delikatnie, że krzywdy nikomu nie zrobiła, ale to tym bardziej dziwne, że raczej socjalizacji jej nie brakowało. Więc od linii też wiele zależy. Co do budowy to widziałam również ACD z talią osy, także nie wszystkie to klocki :) chociaż oczywiście tych drugich jest więcej. Jeśli chodzi o bordery to tu też jest dużo różnych typów. Jednak znam sporo psów tej rasy, które po 8 godzin potrafią spokojnie wytrzymać same w domu. Przede wszystkim trzeba chyba zwrócić uwagę na charakter rodziców, jeśli jest taka możliwość porozmawiać z właścicielami psów z upatrzonej hodowli, a najlepiej wybrać się na spacer z przedstawicielami obu tych ras i poznać je na żywo :) No i wychowywać, od początku uczyć, że zostanie w pustym pokoju to nie koniec świata, wyciszać się można wszędzie, a oby ludzie są super! :D

      Usuń
    9. Dziękuję za twoją odpowiedź. :)

      Usuń
  19. Bardzo lubię twojego bloga, czytam od dawna i wydaje mi się, że dzięki temu troszkę Cię znam. Szczególnie we wpisach gdzie porównujesz Tosię z Ginny widać, że poznałaś od podszewki dwa zupełnie inne psie charaktery oraz motywacje. Serio, jestem pewna że wiesz czego chcesz i dobrze celujesz w rasę. Dlatego szokiem były dla mnie te wszystkie komentarze namawiające Cię na zupełnie innego psa. Po tekście spodziewałam się, że ludzie pod spodem podpowiedzą na co uważać przy wyborze hodowli albo opiszą własne doświadczenia a tu taka jazda bez trzymanki! Szok.
    A tak ogólnie to zazdroszczę Ci, że trafiłaś na takiego psa jak Ginny. Chociaż pewnie dzięki Tosi jeszcze bardziej ją doceniasz :-P. Moja sucz ma w sobie sporo niezależności i silny instynkt myśliwski, marzę o psie którego mogłabym bez stresu spuścić ze smyczy. Jest naprawdę świetna, ale jest niestety to "ALE..." które psuje resztę obrazu.
    No i wymagania - nie wyobrażam sobie kupować(i to za solidną kasę) psa, który nie spełnia wymagań ważnych dla człowieka w 100%. Wręcz wydaje mi się, że ludzie często za mało określają swoje wymagania i preferencje. Nie udało mi się znaleźć jeszcze rasy, która pasowałaby w 100% do moich, więc na razie zostanę przy kundlach. Tobie natomiast gratuluję, że jest rasa która ma szansę spełnić twoje.

    Pozdrawiam serdecznie, Aśka

    PS: Skończ ten temat proszę, bo "gównoburz" jest wystarczająco dużo w całym internecie, a w tym psim to już w ogóle... Do tej pory ten blog wydawał mi się ostoją fajnej psiarskości, bez zbędnych napinek. Czekam na kolejne wpisy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa, ale pozwól, że na moim blogu będę poruszać takie tematy, jakie w danym momencie mnie zainteresują.
      Poza tym bez przesady, nikt tu nikogo nie hejtuje, każdy w dość grzeczny sposób wyraża swoje zdanie, nie nazywajmy każdej dyskusji gównoburzą.

      Usuń
  20. Ja myślę, że sporo osób napisało, że powinnaś wziąć psa do "udowadniania czegoś innym ludziom", bo już wielu ludziom udowodniłaś, że nie trzeba psa rasowca do osiągania mega sukcesów i kundelki bure też mają pracujące móżdżki. A teraz niestety różne opinie chodzą po internecie, np. że wzięcie bc to pójście na łatwiznę...
    Masz talent do pracy z psem i myślę, że niektórzy lubią się wtrącać w nieswoje sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Również nie rozumiem ludzi, którzy jak tylko usłyszą, że ktoś chce BC czy jakąkolwiek inną rasę od razu proponują coś innego. Jaki jest sens proponowania np. pudla gdy ty chcesz bordera? Przecież to dwie zupełnie inne rasy... Ale niektórzy ludzie jak widać nie mają nic innego do roboty jak wtrącanie się w nie swoje sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Smutne jest to, że musisz pisać takie posty. Że ludzie sami z siebie nie potrafią zrozumieć, że wybór rasy jest tylko i wyłącznie Twoją decyzją, a im nic do tego. Wciskanie na siłę różnych ras jest dla mnie co najmniej śmieszne..

    OdpowiedzUsuń
  23. post dla mnie na czasie, bo ostatnio bardzo, bardzo dużo osób pragnie, żebym im wytłumaczyła po co mi malinois, dlaczego nie drugi border i przecież nie poradzę sobie z nią bo mam bordera i bla bla bla....
    Ludzie lubią wciskać nosy tam, gdzie ich nie potrzeba. Zwłaszcza, jak mogą swoim zachowaniem i ogromną wiedzą udowodnić sami sobie, że są lepsi i koniec. Że przecież i tak sobie nie poradzisz, chociaż pies no zajebisty, po zajebistych rodzicach, no gdyby on go miał to byłoby coś, ale ze mną nie ma szans, szkoda.
    Ja patrzyłam też pod kątem psa którego już mam- delikatny, kruchy charakterek, sporo shiz załączających się w stanie mocnego pobudzenia, ale jednocześnie mocna dominacja do psów- malinois sobie poradzi z dominacją, a w innych kwestiach będzie służył mega mocnym charakterem. Natomiast dla właściciela, który chce pieska tylko do frisbee i rozważa bordera i aussie dziwnym pomysłem jest polecanie malinois- wiele osób nie chce, a wręcz boi się pracować z często ogromną agresją socjalną tych psów i problemy zaczynają przesłaniać niby "sportowe" predyspozycje psa. A charty, psy ozdobne? To trzeba mieć cierpliwość i lubić, na na przykład bym toto zapewne utłukła, mam typowo "owczarkowy" charakter ;))

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu