23.11.2015

Trening czyni mistrza!

Choć często powtarzam, że Gi jest dla mnie idealna, nie oznacza to, że nie ma żadnych wad ani problemów. To właśnie dzięki regularnej, konsekwentnej pracy mogliście jakiś czas temu zobaczyć na facebooku TEN FILMIK.


Czasami gdy czytam komentarze pod tego typu filmami (albo ze sztuczkami i innymi takimi) odnoszę wrażenie, że niektórzy po prostu nie wierzą, że ich pies jest w stanie coś takiego zrobić. Przejść spokojnie obok szczekającego psa, wrócić na wołanie albo wykonać jakąś sztuczkę, która wydaje się bardzo skomplikowana. Zastanawiam się, czy oni chociaż próbowali zabrać się za to albo czy szukali innego rozwiązania, jeśli to poprzednie nie zdało egzaminu? Zdarzają się różne psy, sama doskonale o tym wiem. Kiedy jednego dnia Gi utwierdza mnie w przekonaniu, że praca przynosi efekty, następnego Tosia pokazuje, że parówkę to mogę sobie wsadzić i w ogóle ona już przeprasza i dłużej żyć nie będzie. Dlatego bardzo ważne jest, żeby dobrze poznać swojego psa i móc ocenić czego możemy wymagać na danym etapie, żebyśmy potem mogli dobrze ułożyć plan działania.

Plan działania to bardzo fajna rzecz. Najlepiej wypunktować sobie wszystkie etapy, zapisać lub zapamiętać i się na nich skupiać. Moim celem było swobodne przebywanie z Gi obok suki naszego sąsiada tak, żeby pies bez problemu mógł się na mnie skupić. Mogłabym podejść do ogrodzenia i kazać jej robić jakieś elementy posłuszeństwa czy sztuczki, wymagać skupienia na mnie, niekwiczenia itd., ale po co? Żeby się jeszcze bardziej mordować? Rozbiłam to na małe kroczki tak, żeby po pokonaniu każdego z nich móc naprawdę szczerze cieszyć się z postępów. Jeśli plan jest dobry, umiemy go konsekwentnie realizować, to postępy są zawsze, trzeba tylko umieć je dostrzegać i nagradzać.

Rozpoznanie problemu
Na niewłaściwe zachowanie Ginny wpływ miała głównie ekscytacja spacerem oraz niepewność przy dużym psie. Ginny po wyjściu z domu była nabuzowaną, tykającą bombą. Pies, który zachowywał się jak ON na filmie, jeszcze bardziej podsycał ekscytację Gi. Mogłam do niej titać, ciumkać, nic to nie dawało, bo pies był w totalnym amoku. Ominąć problem? Też się nie da, bo to jedyna możliwość wyjścia na nasze tereny spacerowe. W dodatku kawałek po drugiej stronie wyskakują na nas małe kundelki. Gina niemal wychodzi z siebie i staje obok. Mogłyśmy każdego dnia jak najszybciej przechodzić obok nakręconych szczekaczy lub zmierzyć się z demonami! 

Różne metody 
Bywa, że metoda, którą zaproponuje nam jakiś szkoleniowy autorytet nie zadziała. Dlatego samemu warto być kreatywnym i kombinować. Kiedy pies ma z czymś duży problem warto też zwrócić uwagę na to, jak go nagradzamy. U nas nagrodą za radzenie sobie z największymi bolączkami są piszczące zabawki. Jest to absolutny hicior, dlatego zarezerwowałam ten rodzaj zabawek na wyjątkowe okoliczności.  W naprawdę kryzysowej sytuacji idzie odwrócić nimi uwagę Gi. 

Zaczęłyśmy od w miarę spokojnego wychodzenia z domu. Czyli nie wyskakujemy z drzwi z darciem paszczy, żeby wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że właśnie w tym momencie wielmożna Gina wyszła na spacer. Wykorzystałyśmy do tego ćwiczenie samokontroli, pies nie wydostanie się z domu, dopóki nie przejdzie zamiast wybiec... przez drzwi (a potem przez furtkę). Poszło całkiem gładko, ale kiedy znajdowałyśmy się już na ulicy, to suk był w swoim świecie.
Któregoś dnia, kiedy przechodziłyśmy obok szczekaczy, a Gi znów ciągnęła, piszczała i generalnie wykazywała nimi duże zainteresowanie, postanowiłam ją zakneblować. Coś mi się wydaje, że żaden, normalny szkoleniowiec nie poleciłby czegoś takiego ;), ale u nas zadziałało! Największą pomocą okazała się piszcząca świnia. Gina trzymała ją w mordce i niosła tak do domu, była całkowicie skupiona na tym, żeby nie wypuścić jej z pyska i ignorowała tym samym psy. Postanowiłam, że następnym razem też tak spróbujemy. Po kilku dniach, jeszcze zanim wyjęłam zabawkę, Gina już bardzo wyraźnie próbowała zwrócić na siebie moją uwagę, skojarzyła przechodzenie obok szczekaczy z tym, że dostaje świnkę. Im bardziej i dłużej była na mnie skupiona, tym później dostawała świnkę. Z czasem zamieniłam piszczałkę na zwykłą zabawkę, potem na smaczki, by wreszcie wystarczyła jej wesoła nagroda słowna. 

Ginny szarpie się zabawkami niczym ludzie o torebki na promocji w Lidlu, ale nie w sytuacji, która w jakiś sposób ją przytłacza. Jest wtedy zdezorientowana i nawet nie chce brać szarpaka do pyska, ale... trening czyni mistrza! :D


22 komentarze:

  1. Dobry opis, przechodziłam przez ten sam problem, ale zupełnie innymi sposobami. U mnie był jeszcze dodatkowy kłopot, że kiedy ćwiczyłam z suką czasami wychodził właściciel ujadającego ON-ka i pytał czy muszę robić te wygłupy(siad-waruj) akurat pod jego płotem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie sposoby wykorzystywałaś? :D Właściciel ON jaki troskliwy ;). Na nas nie zwracają uwagi, bo suczka z filmiku praktycznie cały czas tak biega, pewnie już się przyzwyczaili.

      Usuń
    2. Gdybym była właścicielem tego ONka to bym chyba zatłukła jakby mi ktoś psa pod płotem wk*rwiał, więc totalnie mu się nie dziwię, że pytał.

      Usuń
    3. Konkretnie chodziło o to, że pies jak biegnie wzdłuż płotu to zadeptuje tuje i szkoda krzaczków nowo posadzonych. Nie powiem żebym tego jakoś mocno nadużywała, bo przecież takie ćwiczenia trwają góra minutę żeby psa psychicznie nie przeciążyć. Wszyscy żyjemy w przestrzeniu publicznej i nie można ograniczać ruchu po drodze publicznej oraz chodniku tylko dlatego, że ma się własnego psa w d****(czyli słynne "ma ogród to się wybiega"). Jeśli chodzi o metody to skarmianie w "bezpiecznej" odległości od psa, potem przy płocie, potem warowania i skarmianie - w sumie standard szkoleniowy. Jedyne co było nietypowe to karmienie przed każdym szkoleniem. Moja suka miała w swoim życiu ciężkie czasy, więc głodna miała totalnego świra na punkcie żarcia. Po nakarmieniu była w stanie jeść i myśleć jednocześnie :-).

      Usuń
    4. No tak, tylko co innego jak ktoś pod płotem po prostu przejdzie a co innego jak stoi, "z psem wydziwia" a pies za płotem drze mordę. Mam jakąś niską tolerancję na utrudnianie innym życia.
      W kwestii tui - ok. W takim układzie kumam, że argument był słaby, bo sądziłam, że chodzi o to, że drażnisz psa po prostu.

      Usuń
    5. Wiesz, miałam tego psa za sąsiada przez płot przez 2,5 roku - on "odpalał koncert" na każdy samochód, każdego psa i większość ludzi. Ale że mieszkam w małym miasteczku to większość ludzi tutaj uważa, że pies musi szczekać i nikogo to specjalnie nie rusza. Zresztą odkąd moja suka nie wydziera się do niego to on też jest nieco spokojniejszy więc korzyść jest obopólna.

      Usuń
  2. Super, że napisałaś taki post😊

    OdpowiedzUsuń
  3. My też mamy podobny problem. Niedaleko nas jest dom gdzie jest piesek. Zachowuje się dokładnie tak samo jak ten z filmiku :D Sunia nie może spokojnie przejść, zaczyna szarpać, szczekać, warczeć itp... Byle jak najszybciej odejść od psa. Najpierw nie zwracałam na to uwagi (może dlatego ,że jest małą, 5 kg suczką, ale gdyby była np.: owczarkiem (?) ). Żadne metody nie działały... Smaczki i zabawki nie dały żadnego efektu... Dopiero niedawno zauważyłam ,że uspokaja się i przestaje zwracać uwagę na psa jeśli jest po drugiej stronie ulicy. No i tak właśnie zaczęłyśmy naukę spokojnego chodzenia koło tego psiaka :D I są postępy!!! Małymi kroczkami idziemy do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto pracować nad takimi problemami z mniejszymi psami. Może nie wyrwą ręki ze stawu, ale takie sytuacje, z którymi nie potrafią sobie radzić nie są dla nich (i dla nas z resztą też) komfortowe. Powodzenia w dalszej pracy! :D

      Usuń
  4. Gratulacje :) Majlo ma podobny problem. Gdy za płotem psy drą na niego japkę, to on wtedy się nakręca, ciągnie, czasem szczeka itp... Ja do tej pory ćwiczę z nim tak, że przed podejściem do płotu ze szczekaczami, wołałam go i gdy zareagował to dostawał smacze, i tak kilka powtórzeń. Później w drodze. Odwracam jego uwagę, albo gdy przejdzie spokojnie obok "czynników stresujących" to również dostaje on wtedy nagrodę. :) Tak samo jak ominie spokojnie obcego człowieka, rower, samochód i inne takie. Spróbuję jeszcze sposobu z zabawką w pysku bo wydaje się skuteczny, zobaczymy jak to pójdzie u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję w podobny sposób na późniejszych etapach trasy spacerowej i to też przynosi duże efekty :). Ciężką artylerię w postaci zabawki musiałam wyjąć przy naszych sąsiadach, bo to taki najgorszy moment dla Gi. Wow, wow, wyjście z domu, wow, wow, tyle najaranych piesków, którym mogłaby wpierdzielić ;). Kiedy kawałek dalej emocje nieco z niej schodzą, można pracować na żarcie. Tak samo zupełnie inaczej zachowuje się, kiedy spuści parę na spacerze, kiedy wracamy do domu, to jest zupełnie inny pies.

      Usuń
  5. Bonus gdy widzi psa zaczyna do niego mocno ciągnąć więc wtedy pomaga mi stanowcze "NIE", pies od razu skupia się na patrzeniu przed siebie. Mamy za to trochę inny problem, mianowicie już od 5 lat zmagamy się z ciągnięciem na spacerach. Kiedyś przez jakąś chwilkę było spokojnie, ale ostatnim czasem pocieszam się, że mogę psa spuścić na łąkach, polach i w lesie (czyli tam gdzie mieszkamy). Stawanie co metr nie daje żadnych rezultatów. Tym razem, po tym poście uświadomiłam sobie, że nie mogę pozwalać psu by raz ciągnął a raz nie.... Teraz sumiennie się do tego przyłożymy.
    Pozdrawiamy
    http://bialykrukk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam ten problem... Już dużo z moimi psami wypracowałam, ale jeszcze długa droga przed nami...
    Zapraszam do przyłączenia się do akcji "Projekt Prezent" Psiolubni zbierają paczuszkę dla bardzo chorej i pokrzywdzonej przez los suni - Lucky.
    Tylko od nas zależy czy Lucky będzie znowu szczęściarą!
    http://psiolubni.blogspot.com/2015/11/projekt-prezent.html

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ginny szarpie się zabawkami niczym ludzie o torebki na promocji w Lidlu" <333

    Okej, zmotywowałaś :D Mamy niedaleko ONka w kojcu więc myślę, że niedługo trochę go podenerwujemy obecnością za ogrodzeniem :P Ale czego się nie robi... Może to coś zmieni? Na chwilę obecną omijamy psy szerokim łukiem :/

    OdpowiedzUsuń
  8. O taak piszczaca zabawka! Mój pies miał potworny lęk przed szczekaniem innych psów, spacery to była tortura, bo nic nie docieralo do ogarnietego panika mózgu... dopóki nie odkryłam, że owszem, dźwięk piszczacej piłki się przedostanie do zwojów mózgowych. :D Nawet jesli na krotka chwile, to wystarczjaco zeby wytracic ja z fazy. Oczywiście, nie była to jedyna metoda, i ogarnięcia problemu zajęło mi ponad rok. Ale teraz funkcjonuje lepiej niż kiedyś sobie to wyobrażałam w największych marzeniach, i nikt kto ja teraz by poznał, nie byłby w stanie powiedzieć, że miała z tym problem. Na pewno jest to mój największy sukces, sztuczki nie sztuczki, radości z tego, że mój pies może cieszyć się ze spacerów bez stresu (nooo i że mi nie ucieknie jak inny pies zaszczeka) nic nie przebije. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Swoja droga. Wy tutaj pracujecie nad spokojem przy przechodzeniu koło dracych japę przypłotowcy, a ja sobie przypominam moja radość jak po raz pierwszy w takiej sytuacji mój pies odpyskował z równym wigorem. ;) Zamiast próbować uciec na drugi koniec ulicy, ewentualnie wejść w stan kompletnego zamknięcia się na wszystkie bodźce zewnętrzne. Oczywiście, teraz staram się już hamować to bojowe odszczekiwanie. ;) Ale wcześniej był to jeden z sygnałów że jest progres. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze to uwierzyć w siebie i swojego psa! My obecnie znaleźliśmy sobie fajne miejsce to nauki zostawania- płot za wybiegiem dla psów :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś nie wierzyłam w to, że moja suka, która rzuca się na każdego mijanego psa za płotem/na smyczy kiedyś przejdzie obok owego psa ze stoickim spokojem, a jednak! Praca czyni mistrza. Praca i chęci.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No właśnie. Ja teraz odkryłam, że mój pies nie jest taki głupi jak mi się wydawało, tylko ja byłam zbyt niecierpliwa i zbyt szybko oczekiwałam efektów. Teraz wyluzowałam, a sucz nieco się ogarnęła i powoli bierzemy się za siebie- na blogu też pojawiło się "nasze małe wyzwanie" ;-) Już nawet widać pierwsze efekty :-)
    Pozdrawiamy, Asia i Bona
    www.piesoswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Mamy dosyć podobny problem! U nas spacer wygląda tak że wychodzimy spokojnie za furtkę (co kiedyś było zupełnie nie do pomyślenia..) gdy za płotem widzimy jakiegoś drącego japę psa to zazwyczaj go mijamy spokojnie, Fado akurat nie ma takich odpałów by się przywitać, poniuchać itp. Początkowo do różnych psów tak podchodził, ale było to raczej spowodowane moim wybuchem różnych emocji na raz czego wynikiem była moja niepewność i rozhulanie psa na spacerze. Wtedy to pies robił co chciał, do tego psa podejdzie, do tego psa, tego kota spróbuje przegonić ciągnąc za sobą mnie. Gdy ta moja pewność siebie na spacerach wzrosła, to spacer wyglądał zupełnie inaczej. Smycz to jednak na prawdę super przewodnik emocji.

    No ale nadal mamy brak skupienia takiego by pies wykonał kilka sztuczek nawet za super kiełbasę, nie ma szans. Fado ma swój świat, musi niuchać. Ciężko jest zwrócić na siebie uwagę. No ale się nie poddajemy, ciągle ćwiczymy ;)
    Pozdrawiamy Wiktoria&Fado | Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
  14. ja mam początek problemu ze szczeniakiem- ona nie znosi biegających, cieszących się do niej psów, najpierw ucieka z piskiem, potem przechodzi do ofensywy.
    Niestety oprócz moich przyjaciół wszyscy właściciele psów mają ubaw jak pies ją goni a ona ucieka drąc się w nieboglosy i za nic nie odwołują psów.

    Jedne co udało mi się wymyślić to unikać podejrzanych psów i znaleźć jak najwięcej znajomych, którzy mają względnie spokojne psy i łagodnie ją socjaliizować. Rozwiąże to problem psów w ogóle bo Suri znalazła już par kumpli, jednak obawiam się, że te piski i ubaw wlaścicieli psów z osiedla obróci się przeciwko nim i ich burkom jak tylko mała dorośnie :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze napisany tekst.
    Sama jeszcze nie dawno nie wierzyłam w Fionę, ale gdy po pierwszej sztuczce, która wydawała się czymś tak odległym jak kosmos zmieniłam zdanie. Okazało się, że to wcale nie jest takie trudne.

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu