14.12.2015

Małe kroczki są fajne

Ponad rok temu wypuściłam tego posta. Jedna ze sztuczek, która służyła tam za przykład to było puszczanie bąbelków. Napisałam akurat o tym, bo Gi wtedy tego nie umiała, a właściwie to ja nie wiedziałam, jak ją tego nauczyć. Dopiero w tym roku Gina ogarnęła, że do wody wypuszcza się nosem powietrze, a nie wypija wszystko z miski czy wylewa wodę łapą. 



Można by pomyśleć, że rok to strasznie długo, tym bardziej, że trick ten nie wydaje się w sumie zbyt skomplikowany. Tylko, że przez ten rok Gi zamiast nauczyć się puszczać bąbelki, poznała masę innych umiejętności. Kiedy w danym momencie nie mam pomysłu, jak nauczyć czegoś psa (czegoś, co nie jest mu niezbędne do życia) nie głowię się nad tym zbyt długo, tylko odkładam to na kiedyś, po czym zabieram się za coś zupełnie innego. 
Kiedyś, kiedyś wyglądało to trochę inaczej. Wymyślałam sobie, że teraz nauczymy się czegoś i faktycznie tak było, ale do czasu. Pojawiły się bardziej złożone rzeczy i pierwsze problemy. Przyzwyczaiłam się do tego, że z Gi pracuje się łatwiej, bo jest normalna, szybko ogarnęła to, czego udało mi się nauczyć Tosię. Kiedy przyszło nam obu zmierzyć się z czymś zupełnie nowym, pojawiła się też pierwsza frustracja. Oczami wyobraźni widziałam, jak Gina wykonuje dane polecenie, ale przez brak odpowiedniego doświadczenia nie wiedziałam, jak sprawić, by nauka przebiegała płynnie. Zamiast skupić się na pojedynczych etapach, chciałam załatwić wszystko za jednym razem (no, nie tak dosłownie, ale liczyłam na szybsze efekty). 
Z czasem doszłam do wniosku, że to nie ma sensu, bo efekty wcale nie przychodzą ani łatwo, ani szybko. Teraz chyba wszędzie mówi się o małych krokach, ale mam wrażenie, że wiele osób nie przywiązuje do tego zbyt dużej wagi. Niby podzieliliśmy sobie coś na kilka etapów, ale zamiast porządnie skupić się właśnie na nich, bujamy w obłokach i widzimy, jak nasz pies łapie dysk, ładnie ląduje i wraca z nim do ręki. O, właśnie znowu z nim zwiał i zamienia pod krzakiem w sitko, a my znowu czujemy się zawiedzeni, bo pies nawet dobrze nie aportuje. Po jakimś czasie w końcu się tego nauczył, ale ile się namordowaliśmy! Cieszymy się dopiero, kiedy osiągnęliśmy główny cel i umyka nam radość ze szkolenia psa w ogóle. 
Bardzo, bardzo cieszę się, kiedy moje psy coś opanują do końca, kiedy już super sobie z czymś radzą, ale odkąd nauczyłam się zwracać większą uwagę na te małe kroczki, to już samo podjęcie nowego tematu z futrem sprawia mi mega fun. Traktuję to bardziej jak zagadki do rozwiązania, niż kolejny problem, a próbowanie nowych metod, szukanie rozwiązań to nabywanie nowych doświadczeń.

24 komentarze:

  1. Ostatnio też myślałam na ten temat. Uświadomiłam sobie, że w pewnym momencie tak skupiłam się na parciu do określonego(oczywiście wygórowanego) celu, że całkiem zapomniałam o cieszeniu się z samej czynności robienia czegoś z psem. Muszę się pilnować, żeby wygórowane ambicje nie spowodowały, że ćwiczę z psem tylko dlatego, żeby osiągnąć wymarzony efekt i pochwalić się nim "ludziom z internetu". To trudniejsze niż się wydaje! No bo jak tu nie zazdrościć ludziom, których psy nauczyły się czegoś bardzo szybko i wykonują to z mega zaangażowaniem, a potem chwalą się wpuszczając do sieci filmiki prezentujące wybrane - te najlepsze - momenty z ćwiczeń z psem...

    Apeluję: cieszmy się z tego, że mamy psa, który chce z nami COŚ robić. Starajmy się, żeby ćwiczenia były dla psa samą przyjemnością i sprawiały mu i nam radość, bo jeśli tak nie jest to... po co to robimy? Jeśli denerwujemy się, kiedy coś nie wychodzi, to jaki w ogóle sens ma nasze ćwiczenie z psem?

    Świetny post. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że co do sztuczkowania to my jesteśmy i w tyle i na samej górze. Raz są wzloty, raz upadki. Mam psiaki w różnym wieku i powiem, że po wysiłku fizycznym jest spoko. No cóż świetny post jak zawsze .Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
  3. My nie uczyłyśmy się sztuczek już całkiem długo... Czas trochę popracować! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A u nas zazwyczaj sesja kończy się z innym skutkiem niż został na początku zamierzony. Robimy głównie kształtowanie, więc w trakcie pies wpadnie na jakiś pomysł, a ja stwierdzę "no fajnie, czemu nie?" i początkowo zaplanowana sztuczka schodzi na dalszy plan.

    Tak samo kiedy Damon był szczeniakiem to nie mógł ogarnąć krzyżowania łap i w trakcie sesji wyszło nam coś innego, więc stwierdziłam, że nie będę go tym męczyć. Pół roku później sobie przypomniałam o tej sztuczce i najwidoczniej był do niej na tyle przygotowany, że załapał po pierwszej sesji.

    Jasne, mam jakieś założone cele, ale one są na zasadzie "kiedyś tam", bez parcia czasowego. Dlatego najbardziej wkurza mnie obecna moda na "filmik na pół roku/rok/półtora/itp." i dążenie do milionpięćsetstodziewięćsetnej sztuczki na 6 msc, bo w tym szale ludzie zapominają o najważniejszym: o wychowaniu i o najzwyklejszym czerpaniu przyjemności z tego co się robi. Dla siebie, nie dla innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u nas też tak czasami jest, że w trakcie rozkminiania jak iść dalej z daną sztuczką, pies zrobi coś na tyle ciekawego, co fajnie byłoby utrwalić albo jakoś dalej ruszyć, to zmieniamy wtedy pierwotną koncepcję :D.

      Mi się wydaje, że właśnie moda na pierdyliard określonych sztuczek w danym wieku już powoli mija. Teraz jest moda na socjal. Bierzesz szczeniaka i na drugi dzień zabierasz go na początki obi, agi, frisbee, na spacer po mieście z psimi kumplami itd. I mam wrażenie, że to właśnie przez to, że mówiło się dużo, żeby szczeniaka nie uczyć tyle sztuczek, bo socjal jest ważniejszy. No jest, ale przeginanie w żadną stronę nie jest raczej dobre. Wcześniej można było się pochwalić super mądrym szczeniaczkiem, który umie tyle sztuczek w tak młodym wieku, a teraz można się pochwalić super zsocjalizowanym szczeniaczkiem, który w tydzień zaliczył każdy lokal w mieście i zajęcia u wszystkich trenerów :D.

      Usuń
  5. O to to! Małe kroczki są fajne, ale... wiele osób o tym zapomina, ja czasami też. Teraz jest o niebo lepiej jeśli chodzi o mnie, bo stwierdziłam, że przecież mój pies nie musi umieć pierdyliarda sztuczek od zaraz, że mamy czas. Małymi kroczkami, o dziwo, najszybciej i najłatwiej osiągniemy perfekcję, chociaż na początku nie jest to widoczne.
    Najlepiej dać sobie na luz, traktować szkolenie psa jak zabawę, robić to dla więzi i dobrej zabawy z psem, a nie po to, żeby się pochwalić, jaki to nasz pies jest genialny i jak szybko się uczy!
    Ja wolę, żeby Figa opanowała jakąś komendę/sztuczkę powoli, ale perfekcyjnie, niż żeby nauczyła się tego szybko ale tak "po łebkach".
    Post bardzo życiowy i dający do myślenia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie przy nauce tymi małymi krokami nie dążę do perfekcji i mamy sporo takich sztuczek, które dopiero z czasem "same" się dopięły na ostatni guzik. Przykładowo kiedyś Gina nie umiała się tak ładnie "wstydzić". Zamiast położyć łapę na pysku i trzymać ją tak jakiś czas, po prostu nią machała. Mimo to wydawałam jej komendę na wstydzenie się nie tylko w czasie sesji, ale tak po prostu i z czasem ona tą łapkę zaczęła bardziej kłaść na pyszczku a teraz może tak wysiedzieć z nią naprawdę długo. Podobnie miałyśmy ostatnio z komendą "rączki" :D. Gina robi wiewióra i przednie łapki nie zwisają jej jak u surykatki, tylko unosi je do góry. Na początku robiła tak tylko na chwilę i dość niedbale, a ostatnio cyknęłam jej taką fotę :D.

      Usuń
  6. Mi zdarzało się denerwować, a raczej zastanawiać nad tym, dlaczego dana sztuczka nie wychodzi nam przez kilka sesji podczas gdy inna była załapana od razu. Teraz mam inne podejście, przede wszystkim bardziej rozumiem swojego psa i to, że nie wszystko musi przychodzić mu od razu chociaż wszyscy dookoła mówią jaki to on jest inteligentny. Tak się składa, że nie wszystko jest takie kolorowe i żaden pies nie będzie geniuszem że wszystkim :D. Sztuczki to dla nas świetna zabawa i tego się trzymam :).

    OdpowiedzUsuń
  7. jakiż refleksyjny ten wpis :) u nas to samo :) Dzielimy wszystkie sztuczki na mniejsze etapy i co ważne - zapisuję je po kolei w formie listy "to do". Ogromnej satysfakcji dostarcza stawianie kolejnych plusów na takiej liście :) a efekt końcowy, to jak wisienka na naszym wielowarstwowym torcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest super sprawa! :D Z resztą ja tak podchodzę nie tylko do sztuczek, ale też do tego co robimy w sporcie czy w życiu codziennym. I w sumie najtrudniej to chyba przychodzi w życiu, bo o ile tragedii nie ma, jak pies szybciej nie załapie sztuczki, tak problemy wychowawcze potrafią dać w kość. Szczególnie, jeśli mogą wiązać się z przykrymi, odczuwalnymi konsekwencjami, ale znowu przy rozwiązywaniu takich zagadek radość jest jeszcze większa niż przy nauce nawet takiego agilitowego slalomu :).

      Usuń
  8. Co jakiś czas mam problem z cieszeniem się z małych Terrorystycznych sukcesów, ale mam wrażenie, że coraz lepiej mi to wychodzi :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi też ostatnio zdarzyły się takie przemyślenia, teraz robię wszystko powoli, dokładnie aby pies zrozumiał, poza tym chcę być bardziej cierpliwa bo czasami nie mam do niego siły. Najgorsze jest jednak, że zostawiam niedokończone sztuczki i uczę Astora kolejnych :p Wszystko leży w moich rękach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często niedokończonym sztuczkom przerwa dobrze robi :).

      Usuń
  10. Bardzo dobrze jest uczyć psa powoli z jednego bardzo ważnego powodu. Niedokładnie nauczona sztuczka po jakimś czasie zaczyna być źródłem frustracji a nie o to chodzi w szkoleniu żeby się denerwować tylko aby dobrze się bawić. Lepiej czasami rozwlec coś w czasie, przynajmniej jest więcej przyjemności z nauki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Temat bardzo u nas na czasie, i faktycznie jest u mnie tak jak mówisz, zawsze chcę, żeby Spike opanował daną sztuczkę w 5 minut, no a tak się niestety nie da. Od wczoraj ogarniamy flip'a i wychodzi całkiem nieźle, ale dziś przesadziłam i trening był bez małych kroczków i nie wychodziło. Dlatego już zawsze będę stosować metodę małych kroczków. Zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja bardzo chciałam nauczyć Benię sztuczki "poproś", ale że jej to kompletnie nie wychodziło to przestałyśmy dalej ćwiczyć i przerzuciłyśmy się na łatwiejsze sztuczki. Po jakimś czasie Benia bardzo chciała dostać przysmak i sama ładnie poprosiła nawet długo wytrzymując w takiej pozycji, czego się totalnie nie spodziewałam :D Od tej pory zaczęłam bardziej wierzyć w możliwości mojego psa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z psami tak zawsze. Zaskakują zawsze w niespodziewanej chwili / dniu. Najlepiej jest zaczynać od łatwych sztuczek to później trudniejsze idą gładziej niż na początku, gdy pies nie potrafił "nic".

      Usuń
  13. Dwa kroki w przód i jeden w tył są lepsze niż stanie w miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wydaje mi się, że większość osób na początku chce wszystko zrobić szybko. Ja miałam podobnie i dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że nie tędy droga. Dziś, kiedy nam coś nie wychodzi, zostawiamy to sobie na później, zpaisując, żeby nie uciekło ;) A praca z tak wrażliwym psem jak mój nauczyła mnie, żeby każdy kroczek do przodu traktować jak sukces i się z niego cieszyć. Bo inaczej stracimy prawdziwą radość z uczenia psa czegokolwiek :)

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie najtrudniejszy jest ten pierwszy mały kroczek, jak już sucz "zaskoczy" to kolejne etapy idą bardzo szybko. Miałam z trzymaniem aportu mordęgę, pies targetował aport, brał do pyska i od razu pluł. Zupełnie nie mogłam nauczyć, że nie chodzi o samo wzięcie do pyska, a o przytrzymanie. Uczyłam według instrukcji znalezionych w internecie. Na zajęciach w psiej szkole trenerka poradziła żeby po podaniu aportu próbować go zabierać i chwalić na najmniejszą oznakę oporu. Podziałało! Potem poszło już szybciutko do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmm... Małe kroczki nie zawsze są potrzebne. Zależy czego chcemy psa nauczyć. Jeżeli jest to takie coś jak puszczanie bombelek to wiadomo że to trochę potrwa,a jeżeli to tylko "daj łapę" można nawet nauczyć to w 1 dzień. Moja suczka Vega nauczyła się stać na dwóch łapach w 3 dni. Byłam zaskoczona że tak szybko załapała. Więc nigdy nie wiadomo... Szczeniaki o wiele łatwiej się uczy niż dorosłe, bo szybciej załapują i to już mają na całe życie. Niestety szczeniaki nie mogą być cały czas szczeniakami :/ Vega ma już rok, a Chilli 4 lata (w styczniu 5). Naprawdę NIGDY nie wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam, że zawsze są potrzebne :).

      Usuń
  17. I jak zawsze nasze psiaki zmuszają nas do coraz większej kreatywności :D To właśnie w nich kocham. Czasami książkowe, sprawdzone metody nie działają i wtedy.. PANIKA!! Co robić??? Skoro metoda profesjonalisty nie działa to CO ZADZIAŁA???!!! A czasem wystarczy spokojnie usiąść i pomyśleć nad problemem pod zupełnie innym kątem ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo mądry tekst. Zgadzam się z jego przesłaniem. Często nie doceniamy tego, że psu coś się uda, bo traktujemy to jak przypadek lub błachostkę, która jest, ale to nic nadzwyczajnego. Sama czasami nie zauważam małych kroczków i się do tego przyznaję, mimo wszystko wydaje mi się, że jest ze mną lepiej niż jezcze parę miesięcy temu.

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu