09.07.2016

Wielkość ma znaczenie - piłki dla psów

Jakiś czas temu przy okazji wpisu o zabawce safestix wspominałam, jaką szkodę mogą zrobić patyki w czasie zabawy w aportowanie. Wydaje mi się, że nie każdy jest świadom, że i źle dobrana piłka może zrobić psu krzywdę.



Gi jako szczeniak miała tak małą mordkę, że mieściły się w niej tylko piankowe piłeczki dla kotów. Kiedy trochę podrosła nie było jeszcze tak dużego wyboru zabawek jak teraz. Jej pierwsze "dorosłe" piłki miały średnicę około 6cm (to były hoko funny 6,3cm i piłki pyszczki z Trixie), nie miała problemów z aportowaniem ich, hoko bez trudu wyławiała z wody, bo łatwo było zatopić w nich zęby (lateksowe Trixie były zbyt śliskie). Znajomi na spacerach nie mogli się nadziwić, jak ona mieści te piłki w swoim małym pyszczku. Niedługo potem na naszym rynku pojawiły się od dawna wypatrywane przeze mnie zabawki Chuckit i razem z nimi pojawił się problem z wyborem rozmiaru. Wtedy jeszcze niewiele osób z nich korzystało, więc informacji szukałam na zagranicznych forach, a to co tam wyczytałam przyprawiało o gęsią skórkę. Trafiłam na niejedną historię o psach, które zadławiły się piłką, bo okazywała się dla nich za mała. Zwykła zabawa w aportowanie przerodziła się w horror psa i właścicieli.


Ginny stara się złapać piłkę za wszelką cenę, w dodatku w czasie powrotu z zabawką często ją memła, dlatego tym bardziej zwracam uwagę na średnicę piłek, jakie jej rzucam. Lepiej żeby były za duże niż za małe, a najlepsze rozwiązanie to tak dobrać piłkę, żeby psu było wygodnie ją zaaportować i jednocześnie żeby nie był w stanie jej połknąć. Sądzę, że w przypadku Ginny chuckitowe Ski (5cm) są idealne.

Dodam jeszcze, że warto zweryfikować, czy informacje o wymiarach podane na stronach sklepów internetowych są zgodne z rzeczywistością tutaj jest zdjęcie dwóch piłek, które miały mieć średnicę 4,5cm (od lewej Planet Dog Raspberry i Rogz Grinz S), a wyraźnie widać, że malina jest dużo mniejsza od piłki grinz. Maliny za nic w świecie nie rzuciłabym tak Ginie do zaaportowania, piłeczka jest zamontowana w szarpaku i myślę, że tam jest o wiele bezpieczniejsza niż puszczona luzem ;).

Oczywiście można założyć, że tak naprawdę wszędzie czyha na nas niebezpieczeństwo (podobno najwięcej wypadków zdarza się w domu), ale wydaje mi się, że jeżeli można zminimalizować ryzyko, to warto to zrobić. Choćby dla świętego spokoju. Zawsze, kiedy widzę inne pieski aportujące za małe piłeczki, to przeszywa mnie dreszczyk grozy.


11 komentarzy:

  1. Znam ten ból... U nas problem z doborem rozmiarów polega na tym, że mam dwa różne psy. Nero 40 kg i Niko prawie 7. Trudno jest mi dobrać rozmiar zabawek tak, aby były dobre dla obu psów. Z kolei kupowanie dwóch takich samych piłeczek o różnych rozmiarach jest trochę bez sensu.
    Stwierdziłam więc, że rozsądnie jest kupować różne zabawki w różnych rozmiarach. Raz dla jednego psa, raz dla drugiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie wyobrażam sobie przyszłość z większym psem :P.

      Usuń
    2. Przygotuj się na to. Wybieranie zabawek to prawdziwa katorga dla zakupoholika :p

      Usuń
  2. I to jest powód, dla którego z JW Pet zawsze zamawiam rozmiar M, chociaż jest on dla nas o te 1,5-2cm za duży. Bałabym się, że całkiem przypadkowo Micza może połknąć taką piłkę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swego czasu miałam rozkminy, czy Ski JW dla Gi są dobre, a co dopiero dla psa z większą paszczą :D.

      Usuń
  3. Najwięcej piłek mamy to te tenisowe :) Innymi Szasta się nie bawi chyba że jej ulubiona gumowa piłka, ale rozmiar w sam raz na jej paszcze :D I do aportu i do memłania :)
    Pozdrawiam,
    goldenowelove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie ma znaczenie, im mniejsza/miękka tym szybciej, można ją załatwić. Więc kupujemy albo duże, albo twarde.

    OdpowiedzUsuń
  5. W moim przypadku pomimo tego ze posiadam trzy różne psy zawsze zamawiam Mki, bo buldog ma pycho na tyle duzy ze Mki są idealne ( i tak woli wielkie piłki do siatkowki itp) a kundelo jesy wiekszy o 20 cm od buldoga ale w jego pysk mieszczą sie Mki i nie grozi mu jej połknięcie więc dzięki bogu moje szczęście zakupocholika jest takie ze moge kupic wszystkie zabawki w tym samym rozmiarze a wszystkim psom beda odpowiadać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wierzę! Masz takiego samego psa jak ja O.O. Byłabym wdzięczna jakbyś wiedziała co to za rasa bo ja stawiam na Affen Spaniela gdy mu sierść urośnie jak u owcy ale nwm. Jeszcze ta sama skóra (w sensie kolor. Przy okazji spk blog i kilka rzeczy wykorzystałam z niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kk, juz spojrzałam jaka rasa. Ale mnie to dziwi bo moja też jest z sierpnia 2010 roku i też jestem z Warszawy........... DZIWNE????? Trochę xd. Jeszcze raz: Super blog C:

      Usuń
    2. Ginny na pewno nie jest spokrewniona z Twoją suczką, znam jej rodzeństwo ;).

      Dzięki za miłe słowa odnośnie bloga :).

      Usuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu