Jak pozbyć się zadziorów z dysków dla psa?

piątek, 5 sierpnia 2016

Od zawsze traktowałam frisbee jako formę zabawy, nie miałam wielkich planów co do przygotowywania się do startów na wysokim poziomie, dlatego rodzaj dysku nie miał dla mnie bardzo dużego znaczenia. Miał być bezpieczny, wytrzymały, musiał w miarę dobrze latać i byłoby miło jakby nie miał przy tym dużej średnicy. Zatrzymajmy się przy kwestii wytrzymałości. 
Uważałam, że w naszym wypadku lepiej sprawdzi się zakup kilku bardzo wytrzymałych dysków o nieco gorszych właściwościach lotnych niż regularne wymienianie kompletu, który będzie lepiej latać. Patrząc na dokonania niektórych zwierzaków Gi nie niszczyła dysków aż tak bardzo jak mi się wydawało, ale robiła to w takim stopniu, że używało się ich potem naprawdę niemiło (głównie w trakcie zabawy w przeciąganie, kiedy miota Ginką na wszystkie strony i urywa rączki), a przecież nie o to chodzi. Zadziory da się jednak usunąć w całkiem prosty sposób, który pewnie większość z Was zna, ale ja zmodyfikowałam go ciut na swoje potrzeby.



Do usunięcia zadziorów wykorzystałam:
● Świeczkę
● Pilnik do paznokci

Cienkie opiłki plastiku wygładziłam za pomocą pilnika, bardziej znany sposób polega na użyciu papieru ściernego, ale nie miałam takowego pod ręką. Szklany pilnik naprawdę nieźle się spisał. Grubsze i twardsze zadziory trzymałam nad zapaloną świeczką (podpalanie dysków bezpośrednio ogniem z zapalniczki w moim wykonaniu pewnie nie skończyłoby się szczęśliwie) i kiedy plastik zaczynał się topić wygładzałam je i formowałam pilnikiem.

Moje spostrzeżenia odnośnie formowania dysku na ciepło:
● Trzeba uważać, żeby plastik nie miał styczności z płomieniem, bo można za bardzo przypalić dysk w efekcie czego powstają czarne ślady, które potem trudno usunąć (można próbować specyfikami do czyszczenia przypalonych garnków itp.). Frisbee wystarczy trzymać blisko źródła ciepła.
● Trzeba ostrożnie formować wystające zadziory (powoli wygładzać, wklepywać), żeby nie stworzyć na ich miejscu rzeźby Dawida. Plastik bardzo szybko zaczyna się topić, im rzadszy tym łatwiej o niezaplanowane twory.
● Warto uważać na swoje paluszki, bo dysk wcale tak od razu nie stygnie.

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się aż tak fajnego efektu, dysk stał się gładki jak pupa niemowlaka, ale gdybym miała tak robić z kompletem dekli to chyba bym osiwiała (może to kwestia braku wprawy w takich naprawach ;)).





15 komentarzy:

  1. Wow ake różnica o.O My co prawda w frisbee się za bardzo nie bawimy ale w przyszłości na pewno mi się ten post przyda :D
    Ps. Wczoraj wchodzę na bloggera i myśle, przeczytałabym sobie coś na twoim blogu a tu proszę, jak na zamówienie haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem bardzo zaskoczona efektem :D. Myślę, że to całkiem spoko sposób w przypadku, kiedy takie zadziory pojawiają się od czasu do czasu, ale przy regularnej zabawie w aport i przeciąganie naprawa takich dysków jest dość... zajmująca ;).
      To nie może być przypadek!

      Usuń
  2. Super pomysł! Musimy spróbować, bo nasz pierwszy dysk z Latających psów jest w stanie tragicznym ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny sposób, przyda się na przyszłość, bo Czika nie lubi frisbiaczów :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł ale dbać w ten sposób o kilkanaście dekli może być ciężko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jeszcze w jakich sytuacjach pies najbardziej niszczy dyski. Jeżeli robi to nawet przy samym aporcie to faktycznie, ale jeżeli obrywa im się najbardziej przy szarpaniu, to można pomyśleć o jednym bardziej wytrzymałym dysku tylko do szarpania w nagrodę. U nas te kilka lat temu taki sposób nie sprawdziłby się, bo Gi była bardzo wybredna i potrafiła faworyzować dyski nawet ze względu na kolor. Poza tym zadziory robiły się po każdej zabawie, nawet sam aport kończył się serią zadziorów, więc zainwestowałam po prostu w super wytrzymałe dyski, z którymi nic się nie dzieje :).

      Usuń
  5. Świetny sposób!
    My z fri raczej przygody nie przezyjemy,nie mniej jednak bardzo przydatny post !:)
    swiatmoichzwierzakow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, dobry pomysł, muszę spróbować, mój dysk wygląda nie najlepiej

    OdpowiedzUsuń
  7. Naszemu nic nie pomoże. Może tylko wysypisko śmieci.
    zbialymlebkiemprzezzycie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli dysk jest tak bardzo zniszczony, że może zrobić krzywdę psu, to faktycznie lepiej po prostu go wyrzucić :).
      Swoją drogą kiedyś, kiedyś była jakaś akcja z oddawaniem dysków do recyklingu, za udział miało się profity.

      Usuń
  8. Kiedys tez tak sobie naprawiam frisbee, ale zaczelo mnie to denerwowac, bo zajmowalo sporo czasu ;) a teraz Kati mniej niszczy na szczescie :D ale efekt Twojej naprawy i tak mnie pozytywnie zaskoczyl :) niezle :D

    OdpowiedzUsuń
  9. My się w frisbee nie bawimy, no niestety ani ala' jamnik ani ala' szczur latać niezbyt mogą ;) Widziałam Twój post w grupie maniaków i przyznam szczerze, że Gi chyba szanuje Twoje pieniądze porównując Wasze dyski a dyski innych.

    Pozdrawiamy, Biały Krukk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jak na to patrzeć, te super wytrzymałe dyski, na których nie widać praktycznie żadnych śladów użytkowania są niestety bardzo drogie. Kiedy jeszcze myślałam o zawodach (zrezygnowałam z tego ze względu na problemy zdrowotne Gi) komplet takich dysków kosztowałby mnie 600zł, a koszt kompletu zwykłych to 100-200zł, więc różnica dość spora. Ja jednak wolę wydać raz, a porządnie niż co sezon wymieniać frizbiacze, bo wtedy cenowo wychodzi tak samo albo i drożej. Inna sprawa, że te zmasakrowane dyski, które ludzie pokazywali w komentarzach były regularnie używane przez ich pieski. Gi bawiła się naszymi tyle co nic (to były jej pierwsze dyski w życiu), bo nie przepadała za szarpaniem się typowo plastikowymi deklami, a aport dysku miał dla niej sens wyłącznie jeśli po nim w nagrodę było szarpanie :).

      Usuń
  10. To ja mam w takim razie bardzooo dziwnego psa! Z Tajgą dość sporo bawimy sie frisbee, no i to nie jest 10 rzutów raz w tygodniu, tylko więcej. Najczęściej używamy zwykłych fastbacków lub flexów za ok 13 zł za szt - dyski, które mają rok i więcej praktycznie nie mają śladów użytkowania (patrząc na zdjęcia innych po 1-3 treningach). To pewnie dlatego, że Tajga nie lubi i nie umie się szarpać plastikiem, do tego służy nam szmatka lub szarpak w 2 ręce. Za to musze powiedzieć, że dwa razy droższe dyski hero ( Hero Xtra 235 Distance i Hero Xtra 235 Freestyle) są bardzo nietrwałe i ślady zostaja juz po pierwszym rzucie, dlatego raczej więcej ich nie kupię

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny pomysł ale u nas raczej się nie sprawdzi :/ Nelczyk postanowił że będzie bardzo pewnie łapał w wyniku czego ranty są nienaruszone a przy chwycie każdorazowo przebija dysk na wylot. W połączeniu z dużą siłą ostatni dekiel został rozdzielony na: rant i 'środkowy talerz'XD rozerwał się jak kawałek kartonu :/. Moje frisbee może służyć jako odcedzak do makaronu XD

    OdpowiedzUsuń