Latające Psy Warszawa 2016

wtorek, 6 września 2016

Już nie Dog Chow Disc Cup, ale atmosfera wciąż ta sama! Jedyne co się zmieniło to rozgrywane konkurencje, które super było móc zobaczyć na żywo. Pogoda była wspaniała, choć zakończenie weekendu identyczne jak w zeszłym roku, pod koniec niedzielnych rozgrywek zaczęło padać, na szczęście my byliśmy już w drodze do domu. 



Tym razem pierwszy raz na zawody zabrałam własny namiot, w którym udało się ulokować dwie klatki (małą z Ginką i dużą z Timem), 3 plecaki (w porywach do 5) i jednego człowieka. Poza tym, że trzeba było tachać go kawałek drogi, to okazał się naprawdę genialnym rozwiązaniem. Nie jest duży, ale mieści to, co najważniejsze (przymiarki do większej klatki nie były takie przypadkowe), posiadanie własnego namiotu to ogromny komfort, jeśli ktoś się nad tym zastanawia, to gorąco polecam. 
W oba dni byliśmy na miejscu z samego rana, w sobotę wróciliśmy dopiero wieczorem, a w niedzielę trochę wcześniej i o dziwo drugiego dnia działo się więcej. Niedzielę zaczęliśmy od spotkania z okropnym typem, który w ogóle nie reagował na "proszę zabrać psa" przez co w dalszej kolejności doszło do bardzo niemiłej wymiany zdań... ale potem los był już dla nas naprawdę bardzo łaskawy!

Zabawa z obcą osobą i przy kręcącym się obok piesku? Żaden problem! 

 
Cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak błyskawicznie uczy się Gi. Nie ufa ona zbytnio innym psom, dlatego podchodzi do nich z dystansem, jeżeli coś jej się nie podoba, od razu dosadnie o tym informuje. Jeśli bawi się z innymi futrzakami, to tylko w gonienie, nawalanki są zarezerwowane jedynie dla Tosi, po której wie czego może się spodziewać. W związku z tym kiedy ma mieć kontakt cielesny z obcym psem, zachowuje się zwykle tak, jakby jej towarzysz był trędowaty, ale wygląda na to, że zaczyna się to zmieniać. Pierwsze próby ustawienia Gi z innym psem w taki sposób jak poniżej były na tyle trudne, że nie dało się zostawić ich w takiej pozycji do foty, a następnego dnia Ginny zrobiła to bez większych oporów. 

fot. A.Bronikowska

Kolejnym powodem, przez który tego dnia pękałam z dumy było to, że Gi zaczęła skakać do wody! Może jeszcze nie tak spektakularnie jak robiły to psy startujące w dog divingu, ale pierwsze koty za płoty. Właściwie to nie pierwsze, bo Gi kiedyś przez przypadek w tym samym miejscu wskoczyła do stawu, ale potem już tego nie powtarzała, a teraz robiła to naprawdę świadomie! Będziecie mogli zobaczyć to na filmie niżej.


Od pewnego czasu planuję zrobić relację z zawodów w formie filmu i po każdych zawodach wracam z pojedynczymi ujęciami, z których nic nie da się skleić. Trudno jest mi się skupić na filmie, kiedy wybywam z domu głównie po zdjęcia (jeśli chcecie zobaczyć więcej fot latających psów, wpadajcie tutaj). Tym razem zbieranie materiału też szło mi opornie, ale coś tam skleiłam, więc na sam koniec zostawiam Was z filmem i jak zwykle z niecierpliwością czekam na kolejne Latające Psy w Warszawie.




16 komentarzy:

  1. Fajnie było znów Was zobaczyć :D
    Świetny filmik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie również i fajnie było poznać w końcu Speedy :).
      Dzięki!

      Usuń
  2. Raz widziałam cię przy basenie, drugi raz byłaś z grupką to nie podchodziłam, a potem jak na złość nie mogłam ciebie zlokalizować :P. A tak marzyły mi się fotki Ginki, ale może innym razem. Filmik idealnie oddaje atmosferę panującą na LP, musisz częściej je tworzyć zdecydowanie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no, trzeba było podejść! :D Na pewno będzie jeszcze niejedna okazja :).
      Dzięki, takie komentarze zdecydowanie motywują mnie do częstszego wyjmowania kamery! :D

      Usuń
  3. Filmik mówi wszystko, była świetna zabawa !

    OdpowiedzUsuń
  4. Żaluję że ja nie mam możliwości jeżdżenia na takie imprezy i integrowania się z psim towarzystwem. Musi tam być wspaniała atmosfera. Ale może kiedyś, gdy już kupię swojego drugiego wymarzonego psa (nareszcie trafiłam na idealną dla mnie rasę na kolanka i do sportu) to za kilka lat się tam zobaczymy :)
    BTW mam pytanie, dlaczego latające psy mają owijki? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie do zobaczenia! Ale samemu też warto tam zajrzeć, oglądanie psich zmagań na żywo to jest to! :D
      A co do owijek, to mogą mieć różne zastosowania - fajnie wyglądają, zabezpieczają opuszki przed zdzieraniem i mogą robić za usztywnienie.

      Usuń
    2. owijki są tutaj głównie elementem ozdobnym do rundy efektu, która jest oceniana bardziej pod względem wizualnym niż technicznym, razem z bandamą, dyskami i ubiorem człowieka tworzą swego rodzaju barwy wojenne :)

      i od razu jeszcze raz Natalia bardzo dziękuję za śliczne zdjęcie, nasza najlepsza pamiątka i nagroda pocieszenia - w dodatku jeszcze na Waszym blogu :D

      Usuń
  5. Gina w wodzie z piłeczką ma minę jak matka, która po raz 50 podaje dziecku wyrzucona z łóżeczka zabawkę. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Niestety na zdjęciach w wodzie rzadko wygląda na zadowoloną :D.

      Usuń
  6. Super filmik i foty :D Też bym chciała w Parku południowym taką czystą wodę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh... Może w przyszłym roku uda mi się pojechać i poznać Ciebie i Gi. Świetne zdjęcia, filmik też spoko-wiem teraz jak jest na Latających Psach (w 2012 się wybierałam, ale skończyło się tylko na wycieczce do Warszawy :/)
    Pozdrawiamy, Zosia&Marley :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po takich zawodach zawsze najbardziej lubię oglądać fotorelacje :D Fotki z frisbee epickie!
    Mam nadzieję, że w przyszłym roku przyjedziemy (już w tym robiliśmy przymiarki, ale nie wyszło) i poczujemy to na własnej skórze :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny filmik i super zdjęcia. Żałuje tylko że zawsze mam daleko :( w tym roku jednak ironią było to że z Wawy wyjeżdżałam niecały dzień przed latającymi psami, tak blisko a tak daleko, nie fajne uczucie...

    OdpowiedzUsuń