09.09.2016

Sztuczki to ZŁO

Często, kiedy niewiele wiemy na dany temat lub nie jesteśmy świadomi pewnych spraw zamiast zgłębić wiedzę, naśladujemy tylko innych ludzi. Co więcej często zdarza nam się popadać przy tym w skrajności. 


Robimy coś, bo inni tak robią i wydaje nam się, że skoro ileś osób działa w dany sposób, to będzie to w porządku również dla nas i dla naszego psa. Wrzućmy na ruszt moje ukochane sztuczki :). 

Kiedyś czymś normalnym było, że pracowało się ze szczeniakiem nad prostymi sztuczkami. Praca to w sumie złe określenie, to miała być zabawa. Forma spędzania wolnego czasu, budowania więzi, rozwijanie psiego móżdżka. Co jest złego w sesji sztuczkowej, która zajmie zaledwie kilka powtórzeń? Problem polegał na tym, że niektórzy robili tych powtórzeń trochę więcej, a szczenięta poznawały umiejętności, na które jeszcze nie do końca były gotowe.
Nagle okazało się, że sztuczki to zabieranie futrzakowi dzieciństwa i w ogóle pozbywanie go możliwości bycia psem. Ludzie przestali cieszyć się z nauki sztuczek, bo nie wiadomo czy zaraz nie wyskoczyłby ktoś zza rogu krzycząc, że krzywdzą swojego szczeniaka. Co więcej wiele osób wręcz szczyci się tym, że nie uczy swojego szczeniaka sztuczek i będzie z tym czekać do momentu, aż przyjdzie odpowiedni czas (albo w ogóle nie będą uczyć, bo sztuczki są dla frajerów). Wyczuwam nawet, że nastał jakiś nowy trend "ha, mój szczeniak ma X miesięcy i nie zna ani jednej sztuczki, ale jesteśmy super!". Za to bardzo chętnie i regularnie zabierają swoje maleństwo w zatłoczone, głośne miejsca, robią przeróżne podstawy pod docelowy sport, ale broń Boże te okropne sztuczki! :D 
Jeżeli ktoś nie chce w ogóle uczyć sztuczek to ma do tego święte prawo, ale jeżeli ktoś ma na to ochotę, to naprawdę nie ma nic szkodliwego w tym, że szczenię nauczy się adekwatnych do swojego wieku/sprawności tricków. Nauka sztuczek serio wcale nie musi wykluczać się z prawidłową socjalizacją (jak kilka powtórzeń dziennie może kolidować z długotrwałym procesem socjalizacji?), z luźnymi spacerkami itd. Tylko żeby tak było trzeba przestać iść jak ta owca za resztą stada i zacząć myśleć samodzielnie o tym, co jest dobre dla naszego psa. To nie sztuczki są złe, tylko brak rozsądku i umiaru.




24 komentarze:

  1. To to jeszcze nic, gorzej, kiedy ktoś nagle zacznie się żalić, że "Mój pies ma x miesięcy i zna tylko kilkanaście-kilkadziesiąt sztuczek. Bordery w jego wieku potrafią dwa razy więcej!" To jest dopiero szczyt wszystkiego ;) (tak, wracamy do punktu wyjścia - wszystkie psy porównujemy do nadpsów-borderów :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie teraz bordery nie potrafią już wielu sztuczek w wieku szczenięcym, bo uczenie szczeniaka sztuczek jest teraz passe.
      Tak jak mówiłam, popadanie w żadną ze skrajności nie jest dobre.

      Usuń
  2. Różne dziwne mody przechodzą przez psiarstwo. Izolacja/socjalizacja ze wszystkim (i wbrew wszystkiemu), pracocholizm/pracofobia, barf szmaty!, bordery dla nadludzi/maliny dla nadludi... Ostatnio na jednej grupie dziewczyna zapytała o fajne hodowle psów pracujących, to dostała po łbie tekstami "dlaczego nie chcesz rasy pracującej" i "czy aby nadajesz się dla takiego psa".

    I bardzo bardzo, brzydko, jak w trakcie mody na coś ośmielasz się mieć własne zdanie. A fe. Tak się nie robi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na modę nie popadania ze skrajności w skrajność :D.
      Mnie z kolei rozbroiła dyskusja pod pytaniem "gdzie można znaleźć szczeniaka w danym kolorze". Dziewczyna dostała zjebkę, że patrzy tylko na kolor. Nie tak dawno przed tym pytaniem była dyskusja o wybieraniu na kolor i bardzo dużo osób stwierdziło, że w zasadzie nie ma w tym nic złego xD.

      Taka ze mnie buntowniczka, pfff.

      Usuń
  3. Może żyję w innym psim świecie, ale osobiście mam zupełnie odwrotne odczucia. :p
    Wydaje mi się, że psiarze prześcigają się coraz bardziej w uczeniu swoich zwierzaków nowych rzeczy. Teraz zwykła sztuczka "podaj łapę," czy "koło" jest passe.
    Jeśli Twój pies nie chodzi dwa razy w tygodniu na agilitki, trzy razy w tygodniu na frisbee i obi, nie potrafi vaultów, chodzenia na przednich łapach, to jest głupi a Ty jesteś leniwy.
    Może to tylko moje odczucia, ale wydaje mi się, że psi światek ostatnio zwariował na usilnym udowadnianiu innym "mój pies umie więcej."
    Do czego to doprowadzi? Na pewno do niczego dobrego. Przecież żadna skrajność nie jest dobra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że uprawianie jakiegoś sportu na poziomie startowania w zawodach daje ci +100 do zajebistości to już temat na oddzielny wpis :D.

      Usuń
    2. Tylko +100? No to się nie opłaca... Od jakiegoś czasu dłubię z N dog dancing, ale myślałam że ten sport daje przynajmniej +1000 do zajebistości. :(
      Jeśli trenowanie sportu daje jakąś marną stówkę, to ja się poważnie muszę zastanowić, czy chcemy to dalej robić.

      Toż to mnie zdołowałaś w to sobotnie popołudnie. :D

      Usuń
  4. Ej no... Ja nie lubię sztuczek Nuczi też nie lubi i zna tylko te najprostsze XD.
    Ale coś tam zna! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie wkręcasz się chyba w obecny trend chwalenia się tym, jaka jesteś super, bo nie uczysz sztuczek, prawda? :D Jest właśnie jeszcze taki rodzaj ludzi, którzy nigdy nie planowali uczyć sztuczek i cieszą się, że ich pies żadnej nie zna xD. To tak jakbym chwaliła się, że mój szczeniak jeszcze nie skacze hopek nie planując nawet uprawiania z nim agility. Gdzie tu sens? :D

      Jak najbardziej rozumiem, że można nie lubić sztuczek! Dzięki temu, że każdy z nas jest inny i ma różne preferencje mamy tyyle psich sportów <3.

      Usuń
  5. Jestem w stanie zrozumieć osoby, które nie uczą swojego szczeniaka sztuczek, bo np. wolą poświęcać czas na podstawy do danego sportu, a potem już sam sport, ale samej mody na demonizację takiego sposobu spędzania z psem czasu nie rozumiem. Aktualnie mam plany sportowe, ale czekam na rtg, a do tego czasu głównie z Figą sztuczkujemy. Uważam, że to serio fajnie rozwija psi móżdżek, relację człowiek-pies, jest fajnym urozmaiceniem np spaceru. Oczywiście nie można też przesadzać i tłuc sztuczki w niesamowitych ilościach niedopasowanych do wieku i psychiki psa, ale to samo można powiedzieć o treningach obi/agi/frisbee/wstaw jakikolwiek sport czy sposób aktywności. Wszystko trzeba robić z głową i umiarem, a nie ślepo podążać za aktualnie panującymi trendami. Bo jeśli ktoś lubi sztuczki, to czemu miałby ich nie uczyć?



    http://turboflyteam.wixsite.com/turboflyteam

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie Zu jeszcze płynęła z prądem sztuczkowym i umie naprawdę sporo różnych tricków. Natomiast Raven świadomie nie jest uczona sztuczek, zna kilka, a dlaczegóż, a "poniewóż" ;) po pierwsze ona i tak jest nadreaktywna, więc przy rozkształtowaniu/rozklikaniu psa trzymanie pozycji to byłby koszmar, a po drugie to pies frustrat, więc spędziłyśmy w cholerę czasu na ćwiczeniu opanowania emocji i nie chciałabym tego skasztanić frustrującym dla psa kształtowaniem. Tak, wiem, można naprowadzać, ale jakoś mi to nie idzie w sztuczkowaniu, natomiast naprowadzanie w elementach obedience jak najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Świadomie" to słowo kluczowe :D. Też nie uczę już Tosi sztuczek, bo na pewnym etapie przestało to być fajne dla nas obu.
      Jest natomiast sporo osób, które bez sensu powielają, że nie powinno się uczyć sztuczek i jak na filmiku pies robi sztuczki to na pewno napiernicza je non stop przez całą dobę. A jak szczeniak (szczególnie w rękach kogoś bardziej kojarzonego) na filmiku robi podstawy pod jakiś sport to ludzie tylko się tym zachwycają. Nauka sztuczek i elementów jakiegoś sportu niczym się nie różni chyba, że my działamy inaczej.

      Usuń
  7. Trochę nie widzę sensu (albo jestem ślepa) chwalenia się że mój pies nie potrafi żadnej sztuczki. Z Azą za sztuczkami nie przepadamy , ale za Flyball'em jak najbardziej! (Ps. Wiem , nie jestem pro bo nie chodzę na agilitki 2x w tygodniu :P Jestem innym człowiekiem xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sens jest taki, że zamiast sztuczek szczenię ma dzieciństwo i socjal, bo przecież nie da się tego połączyć :D. To śmieszna sytuacja dość, bo jakiś czas temu jakby ludzie zobaczyli taki komunikat, doszliby do wniosku, że nic z psem nie robisz i wzięłaś go, bo tak. Jak te czasy się zmieniają :D.

      Usuń
  8. Na prawdę nie rozumiem takich mód. Jak ktoś nie chce ćwiczyć to niech nie ćwiczy jak ktoś chce to niech ćwiczy, tylko niech nie przeciąża szczenięcego umysłu czy 4 miesięczny szczeniak na prawdę musi umieć 50 sztuczek? nie do końca ale znajomość kilku na pewno mu nie zaszkodzi. Nie rozumiem dlaczego ludzie ulegają takim modom, w psześcigiwaniu się żeby być lepszym, żeby mieć więcej fejmu, dlaczego zamiast pracować nad zdrową relacją z własnym psem wolą mieć więcej lajków na fejsbuku?
    Sztuczki uczę na wyczucie, a z pomocy korzystam w wyjątkowych przypadkach (np. daj łapę, dopiero twój lekko zmodyfikowany sposób mi pomógł); jestem zdania że zanim sięgniemy po czyjś sposób powinniśmy spróbować swoimi siłami w końcu to my znamy naszego psa najlepiej, a przynajmniej powinniśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze popadanie w skrajności jest złe ;) wazne aby dobrać intensywność treningów/sztuczkowania do psa, jego wieku i możliwości.
    Ja się jeszcze nie spotkałam z totalnym odcięciem od sztuczek, raczej internety są wciąz zalewane filmikami z comiesiecznymi aktualizacjami szczeniaczkowych umiejętności ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tam uważam, że sesja z sztuczkami wymusza u psa myślenie i go na pewien czas męczy.. Może tylko Fado był początkowo taki oporny, no ale chyba zostało mu to do dziś. Nie lubi wykonywać wszystkich pierdołowatych sztuczek, których się nauczył. Mamy kilka podstawowych i tylko te powtarzamy. Ostatnio nauczyliśmy się robić papa, co wygląda u niego komicznie, ale i słodko. Nie widzę sensu robić z psem czegoś czego on albo ja ni lubi. Spełniamy się w zupełnie innych kategoriach. Nam jest z tym dobrze, co nie oznacza, że nie chciałabym by mój pies potrafił coś więcej.. :) Po prostu kieruję się zdrowym rozsądkiem. Cóż mam Labradora, z którym nie chodzę na żadne seminaria, ćwiczenia 3x w tygodniu to brak nam zajebistości. Ale czuję się z tym bardzo dobrze :D
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  11. O, czy to o mnie? :D Pamiętam, że kiedyś gdzieś w komentarzach u siebie na blogu napisałam, że nie uczę Gambita sztuczek (miał wtedy ok. pół roku) i wywołało to pewne zdziwienie w narodzie. Przy czym zasadniczo nie chodzi ani o to, że sztuczek nie lubię, ani o to, że uważam, że są szkodliwe. Bo tak się składa, że sztuczki w zasadzie lubię, a szkodliwe jest może być po prostu wszystko, jak się przesadzi. Mnie na sztuczki najzwyczajniej w świecie brakło czasu pomiędzy z jednej strony życiowym ogarnianiem psa ("Nie, Gambitku, naprawdę szklane butelki porozbijane na chodniku nie są do jedzenia.") a robieniem podstaw pod obi... W efekcie mam psa, który umie wyłącznie kilka sztuczek, które są mi potrzebne do sportu i albo służą do rozkręcenia na rozgrzewce albo do pokazywania psu pewnych koncepcji ogarniania swojego ciała (jak wiewiór, który przydaje się w zmianach pozycji). Nawet mi czasem tych sztuczek szkoda, bo to taka sympatyczna aktywność, ale trochę nie mam ich gdzie wcisnąć, jak jeszcze dostaje prikaz, żeby robić codziennie 2 ray dziennie po krótkiej sesji detali. :P

    Anyway, jak ktoś już wcześniej zaznaczył, przez psi świat przetaczają się różne mody - raz sport jest zły, innym razem dobry, raz startowanie z młodym psem jest spoko, później dowiadujemy się, że jest szkodliwe. To samo dotyczy sztuczek, odchudzania (czy tam, bycia fit) i pewnie będzie dotyczyć miliona innych rzeczy. Osobiście, wychodzę z założenia, że na mody po prostu najlepiej nie zwracać uwagi i zamiast interesować się tym, co akurat jest trendy, trzeba po prostu robić swoje - w możliwie rozsądny, bezpieczny sposób, obserwując swojego psa i słuchając, co ma nam do powiedzenia. Za jakiś czas życie (albo zawody, jeżeli już o startowaniu mowa) zweryfikują przecież, kto miał rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to przede wszystkim o osobach, które twierdzą, że nauka sztuczek przeszkadza w socjalizacji i sztuczki w ogóle są szkodliwe dla szczeniąt. Uczę ich swojego psa od szczeniaka i nie potrafię zrozumieć, dlaczego są one tak demonizowane przez niektórych :D.
      A ludzie od obi chyba ogólnie raczej unikają sztuczek? Obiło mi się gdzieś o uszy, że ponoć w tym sporcie pies, który lubi kombinować (co jest fajne w sztuczkach) niezbyt dobrze się sprawdzi, bo nauka ładnego wykonywania ćwiczeń może być przez to utrudniona. Prawda to? Liznęłam z Gi jakieś elementy obi, ale JESZCZE! nie dałam ich nikomu do oceny, więc nie umiem się do tego jeszcze :D ustosunkować.

      Co do mody na przeróżne rzeczy to ja uważam, że fajnie się temu przyjrzeć, ale zanim się wprowadzi w życie to warto zastanowić się czy to będzie mieć jakąś korzyść dla nas i dla naszego psa, poza tym, że będziemy "modni" xD. Przykłady różnych trendów można mnożyć, np. ćwiczenia na sprzęcie do fitnessu. Dużo ludzi wzięło się za to, bo to naprawdę super sprawa, nie ma skakania, hamowania, a mięśnie pracują. Dla małych szczeniaków niekoniecznie jest to dobre, a na filmach często widzę małe papitki na poduszkach sensorycznych. Mało kto zwraca na to uwagę, ale podejrzewam, że niedługo przyjdzie fala "nie rób tego ze szczeniakiem!". Tak samo niedawno było o tym, żeby nie rzucać piłek itd., więc ludzie nie rzucają, ale na zabawę z innym psem, która powoduje tak naprawdę ten sam rodzaj ryzyka już pozwalają... :P

      Usuń
    2. Z tym oferowaniem w obi to rzeczywiście trochę tak jest, ale wydaje mi się, że można też przesadzic w drugą stronę. Na pewno nie chcemy, żeby pies obikujący nagle w trakcie ćwiczenia stwierdzał, że w sumie to mu się już nudzi i on w takim razie zaoferuje nakręcające kółeczka wokół własnej osi. Z drugiej strony (ja mam tak z Gambitem) oferowanie pewnych znanych zachowań jest bardzo porządne - np. Gambit, kiedy nie wie co robić oferuje zajęcie pozycji przy nodze. :)

      Ja unikam sztuczek, które mogłyby pomylić się psu z jakimś ćwiczeniem; nie nauczę raczej slalomu między nogami, ale ósemka, która jest stacjonarna (nie ma szans jej pomieszać z chodzeniem przy nodze) to jego ulubiony trick. Wydaje mi się, że tak naprawde najważniejsze jest po prostu rozsądne podejście do tematu i obserwowanie psa. :)

      PS. Jakbyś miała ochotę trochę przyobidjęsić to zapraszam kiedy na OGR-a (http://piesdokwadratu.pl/2016/01/08/ogr-w-natarciu/)

      Usuń
  12. Ach, muszę jeszcze dodać, że trochę dziwi mnie pojawiające się w komenatrzach wykpiwanie "chodzenia na agility" czy "biegania na seminaria 3 x w tygodniu". Trochę nie rozumiem, co w tym złego - wiadomo, że jeżeli ktoś jest wkręcony w dany sport i myśli o startach w zawodach to poświęca danej aktywności czas i stara uczyć się od lepszych od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie do końca rozumiem o co chodzi i wydaje mi się, że z autorką komentarza mamy na myśli coś zupełnie innego :D.

      Usuń
  13. A ja mam bordera i sztuczkuję (To jak to wychodzi to inna sprawa). I nawet na seminarium jadę, za miesiąc, choć to jeszcze papiś. Czy będę wyklęta ;-)? A tak na serio, psa wzięłam, by mieć towarzysza i spędzać z nim fajnie czas - jak jest ochota, mamy spacer i socjalizację. Jak jest leń to bawimy się w sztuczki. I to od początku. Jak widzę, że coś jest za trudne, albo zaczynamy się źle bawić, zmieniamy zajęcie. Liczy się, że robimy coś razem, a co to będzie zależy od naszej woli i ochoty. Zdroworozsądkowo. Mam psa, który część sztuczek uwielbia i wykonanie ich jest dla niego nagrodą. Gdyby trafił mi sie pies oporny i dla żadnego z nas nie byłoby to frajdą, nie zmuszałabym do niczego. Każdy trend trzeba przepuścić przez miechy chłopskiego rozumu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tia... Najlepiej to albo nie robić z psem nic i chodzić tylko na spacerki (wtedy jest się tym gorszym właścicielem), albo "pracować sportowo" i na zawody - wtedy jest się tym idealnym. Ja od zawsze uważam, że sztuczki w przypadku np. pobudliwych psów są świetnym sposobem na nawiązanie z psem kontaktu i nici porozumienia, a w wielu przypadkach pozwalają też ćwiczyć skupienie, koncentrację czy po prostu świetnie się razem bawić. W pewnym okresie nic tak nie przywracało u nas psiego móżdżku jak seria komend sztuczkowych w obojętnie jakich okolicznościach - pies znów był wpatrzony. A już uważanie, że niektórzy uczą tylko sztuczek kosztem podstawowych komend to jest dla mnie kosmos ;) Wystarczy, że obie strony chcą i podchodzą do sprawy rozsądnie.

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu