Był sobie kot

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Psi kawałek internetu zszedł na koty, ale tylko na chwilę! ;)


Kilka miesięcy temu codziennie budziło nas głośne jojczenie pod oknem. Ktoś lub coś (kocia mama?) zostawiło nam niespodziankę w postaci małej, czarnej kulki nieszczęścia (sami zobaczcie). Był to mały, zdziczały i bardzo głodny kotek. Każda próba schwytania go kończyła się fiaskiem, do czasu aż postanowiliśmy zasadzić na niego pułapkę. Na tarasie ustawialiśmy pojemniczek z psią konserwą i stopniowo umieszczaliśmy go coraz bliżej drzwi, aż w końcu doszło do tego, że kot przekroczył próg domu. Początkowo trzymaliśmy go w psim kennelu, żeby na spokojnie oswajał się z ludźmi. Według lokalnych władz był to błąd, bo podobno kilkutygodniowe kocię jest w stanie poradzić sobie samo na wolności (pewnie do czasu aż znajdzie się w psich zębach albo pod kołami auta). Żadna fundacja ze stolicy też go nie chciała, więc stwierdziliśmy, że jeżeli nikt go nie weźmie, to zostanie z nami, choć po naszym ostatnim kocie obiecaliśmy sobie, że nigdy więcej nie zamieszka u nas taki zwierzak, bo nie mamy dla niego odpowiednich warunków.


Zaopatrzyliśmy się w karmę dla kociąt i zaczęliśmy oswajać Kitka (na początku dostał takie "imię robocze" ;)) z psami, bo do ludzi bardzo szybko się przekonał. Tosia już wcześniej mieszkała z kotem, więc co do niej nie miałam żadnych obaw, za to zupełnie inaczej było z Gi, która od zawsze lubiła ganiać te zwierzaki w naszym ogrodzie. Była niesamowicie zainteresowana nowym przybyszem, ale okazało się, że absolutnie nie ma wobec niego złych zamiarów i z trudem (początkowo), ale potrafi się przy nim kontrolować. 
Sielanka nie trwała długo, bo Kitek stał się bardzo pewny siebie, zaczął terroryzować psy i nie wyglądało to na zwykłą zabawę. Zaczepiał nawet Tosię, która w ogóle nie zwracała na niego uwagi, ale w końcu zaczęła go unikać, bo próby przepędzenia warczeniem tylko bardziej go nakręcały. To jeszcze bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że kot powinien znaleźć dom, w którym będzie czuć się bezpiecznie. Na szczęście nie musieliśmy wcale długo i daleko szukać, bo Kitek, obecnie Sprytek został w rodzinie. Ma się bardzo dobrze i sprawia mnóstwo radości swoim nowym opiekunom, którzy są w nim wręcz zakochani. Podobno polubił się nawet z psami, no i bardzo mnie cieszy, że nawet nie zastanawiali się, jak zaproponowałam im usunięcie mu jajek. Znalezienie domu temu małemu dzikusowi, to była chyba najfajniejsza rzecz, jaką zrobiłam w tym roku.
I wiecie co? Nie chciałabym tego powtarzać. To duży stres dla wszystkich łącznie z kotem i odpowiedzialność, szczególnie przytłaczająca, kiedy nie ma się warunków dla takiego zwierzaka, a nie wiadomo przecież, czy ktoś zechce go od nas przygarnąć. W ogóle nie popieram wypuszczania kotów na zewnątrz, bo to właśnie przez to znajduję w swoim ogrodzie kocie nieszczęścia. Uważam jednak, że jeżeli ktoś naprawdę musi wypuszczać kota lub za nic nie jest w stanie go upilnować, to niech chociaż go wykastruje. Taki zabieg to minimum, trzeba brać pod uwagę, że nie uchroni to kota przed atakiem psa, przejechaniem przez auto, bójką z innym kotem, nie uchroni to też zwierząt, na które koty polują, np. zagrożone gatunki ptaków czy grządek z warzywami przed zasikaniem. Zapewne wielu miłośników kotów nie wejdzie na psi blog, żeby to przeczytać, ale wiem, że wielu psiarzy ma też pod swoją opieką kota. I naprawdę nie trzeba uważać siebie za wielbiciela tych zwierząt, żeby być za nie zwyczajnie odpowiedzialnym. Skoro nie wypuszczamy bez opieki naszego psa, pilnujemy, żeby nie hałasował, żeby nie brudził w miejscach publicznych, to róbmy to samo i z kotem lub po prostu nie decydujmy się na zwierzę, którym nie jesteśmy w stanie należycie się zająć. 


18 komentarzy:

  1. Ale ona ma piękne oczy! Cudo <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobną miałam sytuację, tylko do nas przyszły 3 koty, matka i dwa małe...
    A Sprytkowi (chyba dobrze napisałam XD) życzę fajnego życia i dużo jedzenia! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny ten kociak, ale wygląda trochę jak taki mały, zadziorny diabełek. Fajnie, że znalazłaś mu dobry dom. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kotek jest śliczny :) Zgadzam się z Tobą... Jeżeli dla psa musimy mieć odpowiednie warunki, to dla kota tak samo. W te wakacje moi sąsiedzi zza płotu wzięli sobie małego kotka, był przeuroczy, ciągle się chciał przytulać, jednak oni nie traktowali go dobrze - nie miał nawet wody, raz mało co a by wpadł do naszej konewki (wchodził na nasze podwórko, dodam fakt że strasznie irytował tym Nele hehe), ja mu zawsze wystawiałam miseczkę z wodą bo strasznie mi go było szkoda. Wychodził sobie z podwórka (bo trzymali go albo tam albo w kotłowni...) i zwiedzał okolicę, do każdego przechodnia podchodził i miauczał żeby go głaskać haha :P Jednak pewnego dnia zawędrował za daleko. Ktoś go wziął do siebie i dodał ogłoszenie na portalu naszego miasta, jednak właściciele się po niego nie zgłosili, chyba nawet go nie szukali, szczerze? To bardzo dobrze ;) Mieli oni dwójkę dzieci (ostatnio urodziło się trzecie), młodszy nie wie jak traktować zwierzęta, tak mocno przytulał tego kota że później zawsze jak chciał go pogłaskać to miauczał i uciekał. Jednak to wina rodziców, bo nie nauczyli go jak powinno się obchodzić ze zwierzętami... ale ta ich starsza córka wie, że tak się nie powinno robić - chociaż tyle :P Mają oni też psa na łańcuchu, strasznie mi go szkoda, całe dnie i noce siedzi przy budzie (zbitej z paru desek...) i metrowym łańcuchu, strasznie rzadko wychodzi na "spacer", tacy ludzie nie powinni mieć zwierząt jeśli nie mają czasu czy wiedzy ani warunków do nich... Przepraszam za rozpisanie się, ale musiałam to gdzieś z siebie wydusić :P A ten "mój" kot również znalazł nowy dom, tam mu na pewno jest lepiej.
    Pozdrawiam!
    smallshaggy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super że historia zakońzyła się 'happy endem ' :). Nieźle kociak wymężniał!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny! Zawsze miałam słabość do czarnych kotów :D
    Pozdrawiamy
    http://aura-i-kompania-na-4-lapach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo lubie czarne koty. Jednego miałam całego czarnego kota i był cudowny ale umarł ze starości :( teraz mam biało czarnego i jest cudowny <3 Cieszę sie ze historia sie zakończyła szczęśliwie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobrze zrobiłaś! Najważniejsze jest dobro zwierząt- jednych i drugich. Dałaś kociakowi ogromną szansę już poprzez dokarmianie i oswajanie. O znalezieniu domu już nie wspomnę (<3).

    W tym roku przygarnęłam z ulicy 8 zwierzaków. Jedne były pod moim dachem krócej, inne dłużej. Z każdym jednak musiałam się pod koniec rozstać. Mam spory dom, więc biorąc każde pod opiekę wiedziałam, że mam warunki- oddzielny pokój, klatkę, zwierzęta nie mające większych problemów z innymi, oszczędności na ewentualne leczenie i potrzebne rzeczy.
    Momentami nie dawałam rady (przez kilka miesięcy miałam pod dachem 7 kotów i upierdliwego psa- łatwo nie było...teraz dla odmiany strasznie mi się w domu nudzi). Jestem jednak usatysfakcjonowana. Zrobiłam dobrą rzecz. Tęsknię za każdym zwierzakiem, chociaż wiem, że teraz jest im bardzo dobrze. To było fantastyczne doświadczenie (o ile tak to można nazwać). Zarówno ja, jak i Lucky czegoś się nauczyliśmy. Chcę zostać w bliższej lub dalszej przyszłości domem tymczasowym. Wiem jak dużą szanse daje się w ten sposób zwierzętom z ulicy.

    Pozdrawiamy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszyscy razem z Kitkiem mieliśmy dużo szczęścia. On, że trafił na nas, a my, że tak szybko znaleźliśmy mu kochającą rodzinę, której opiekowanie się nim sprawia mnóstwo radości. A co z innymi kotami? U nas jest prawdziwa plaga tych zwierząt, nie ma dnia, żeby w naszym ogrodzie nie było jakiegoś kota, Kitek nie jest pierwszym maluchem, który przewinął się przez nasze ręce. Za pierwszym razem ktoś prawdopodobnie podrzucił nam oswojonego kota, bo sam lgnął do ludzi, zajął się nim okoliczny kącik adopcyjny, ale już tego czarnego dzikusa nie wzięli, bo "dziki"...

      Najgorsze jest to, że tak naprawdę nie mając warunków u siebie w domu nie da się pomóc takiemu zwierzakowi. Nikt go nie chciał przyjąć, można ewentualnie szukać domu tymczasowego, ale to też nie takie proste jak się okazało. Byliśmy w o tyle dobrej sytuacji, że mogliśmy wziąć to na klatę i po prostu zatrzymać kota. Moja znajoma miała bardzo podobną sytuację do naszej, ale niestety gonił ją czas. Udało jej się znaleźć DT dla znalezionego, młodego kociaka, za który musiała jeszcze płacić, ale zwierzak nie przeżył do czasu załatwienia wszystkich formalności. Jeśli ktoś nie może zatrzymać zwierzęcia nawet na kilka dni w domu, to nie ma nawet co z nim zrobić, bo nikt go nie weźmie, nie pozostaje w takiej sytuacji nic innego, jak następnym razem przejść obok nieszczęścia obojętnie, bo przecież nie wyrzucisz z powrotem na ulicę, jak nikt go od ciebie nie przyjmie. A to wszystko przez bezmyślnych ludzi, którzy "dla dobra" kota wypuszczają go na zewnątrz i pozwalają, żeby się rozmnażał.

      Usuń
  9. Z nami w domu też mieszka kot, jednak był on wcześńiej niż Furia :) więc niestety nie bardzo się dogadują...
    Zapraszam do obejrzenia i zaobserwowania mojego bloga: mojamalina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie ma za bardzo znaczenia kto był wcześniej tylko jakie są te konkretne zwierzaki. Kiedyś mieliśmy kota, też taki dzikus trochę, nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Doszła Tosia, spokojna, uległa, nie interesowała się nim, więc kot ogarnął, że nie musi jej straszyć i w końcu polubili się. Podejrzewam, że jakby miał do czynienia z wariatką Giną to wyglądałoby to zupełnie inaczej :D.

      Usuń
  10. Jaki piękny <3 Super, że daliście mu dom i potem znaleźliście mu nowy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jaki sierściuch :o Ja szczególnie uwielbiam koty, ponieważ kiedyś jak miałam depresję to tylko koty ze mną siedziały i mnie "pocieszały". Rudej nigdy nie zapomnę. Osobiście już bardziej sobie wyobrażam kilka miesięcy bez psa, niż bez kota. Cieszę się, że znaleźliście dla kociaka dobry dom :) Większość osób, które znam olało by go.
    Ekipa Team L.U.C.K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, nie da się olać kota, który codziennie tak głośno miauczy za oknem, że nie możesz spać :D.

      Pisząc o Kitku nie miałam na celu chwalić się jaka jestem wspaniałomyślna, bo się nim zajęłam. Chciałam raczej pokazać, że takie Kitki nie biorą się znikąd, to nie są dzieci wiewiórki z lasu czy małe warchlaczki, tylko młode naszych, domowych kotów. To, że kot jest wychodzący nie oznacza, że jest dziki i można mieć w dupie co się z nim dzieje. Kastracja wychodzących kotów to według mnie bezwzględne minimum, a najlepiej w ogóle nie pozwalać kotu na bieganie samopas. Wtedy nikt nie musiałby szukać domu dla Kitków.

      Usuń
  12. Śliczny kot,ma takie magiczne i przykuwające uwagę spojrzenie <3 Ja przyznam jestem wielką kociarą i swego czasu były u nas 3 koty-teraz dwa.Jeden również do nas sam przyszedł(to prawda nikt nie podrzucił,żadna kocia mama) :p ale przyszła do nas w samo Boże narodzenie :D
    Pozdrawiam,
    ironniesamowitypies.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń