Jak przetrwać Sylwestra?

czwartek, 22 grudnia 2016

Dla większości ludzi Sylwester to czas zabawy i postanowień na następne 12 miesięcy. Za to dla wielu zwierząt to najgorszy okres w ciągu roku ze względu na przerażające huki petard, które słychać co najmniej miesiąc przed kluczową imprezą i długo po niej. Jak przetrwać ten trudny czas? 


SPACERY
Starajmy się wybierać spokojniejsze miejsca oddalone od domostw. Z moich obserwacji wynika, że ludzie puszczają petardy i fajerwerki raczej na swoich posesjach niż na odludziu, dlatego w naszym wypadku im dalej w dzicz tym lepiej.
Jeżeli nasz pies po usłyszeniu huku jest na tyle przerażony, że nie reaguje na nasze wołanie lepiej nie spuszczajmy go ze smyczy. Gdy chcemy dać mu trochę więcej swobody możemy zastanowić się nad zakupem kilkumetrowej linki/taśmy. Jeśli mamy obawy, że nasz zwierzak mógłby zerwać się w popłochu ze smyczy, to obowiązkowo powinien mieć adresówkę (nie wyobrażam sobie wyjść z psem na jakikolwiek spacer, jeśli nie ma przypiętego identyfikatora), dobrze też, jeśli jest zachipowany, a dodatkowym rozwiązaniem, choć już najbardziej kosztownym z tych wszystkich jest GPS, który można przypiąć do obroży/szelek i w razie ucieczki szybko dojść do miejsca, w którym znajduje się pies.
Kiedy zwiększa się częstotliwość strzałów w okolicy warto przemyśleć też kwestię długości spacerów, dla psa są one wtedy wątpliwą przyjemnością. W tym czasie można zapewnić mu więcej rozrywek w domu.

SZKOLENIE
Warto zastanowić się czy naszego psa nie da się jakoś oswoić z hukiem petard. Może nie jest to lęk, którego nie da się okiełznać? Sądzę, że jeżeli sami nie wiemy do końca jak się za to zabrać, to najlepiej udać się z tym do specjalisty. Chcąc pomóc zwierzęciu, kiedy sami nie mamy odpowiedniej wiedzy, możemy narobić więcej szkody niż pożytku.
Trzeba też dodać, że reakcja na strzał może pojawić się u psa w każdym wieku. Ginny na samym początku w ogóle nie reagowała na tego typu hałasy, więc zachowywałam się wtedy zupełnie normalnie. Niestety po którymś Sylwestrze, w trakcie kolejnych o godzinie 0:00, kiedy to słychać najgłośniej fajerwerki, zaczęła na nie szczekać. Bardziej przypomina to chęć zamordowania czegoś, co wydaje takie dźwięki niż typowy lęk, ale nie zgadzam się na takie zachowanie. Wykorzystuję każdą możliwą okazję, by móc nagrodzić ją za nieszczekanie, kiedy strzelają, ale zanim doszłyśmy do tego etapu podstawą było odwrócenie jej uwagi od hałasów.



GODZINA 0:00
Towarzystwo - jeżeli pies bardzo się boi, to nie zostawiajmy go samego nawet na czas oglądania widowiska na niebie. Nasz pierwszy Sylwester z Tosią, kiedy nie wiedzieliśmy o tym, że aż tak będzie ona to przeżywać skończył się na “dwójce” znalezionej na kanapie. Pies załatwił się w domu ze strachu, czego wcześniej (np. podczas burzy) nigdy nie robił, od tamtego czasu zawsze ktoś z nią jest.
Jak zachowywać się przy psie, który się boi? Na pewno nie w sposób nerwowy. Jedni natomiast radzą, żeby zachowywać się normalnie, jakby nic się nie działo i nie "pocieszać psa", drudzy wręcz przeciwnie. Moim zdaniem trzeba obserwować naszego burka i sprawdzać na co najlepiej reaguje. Tosi nie można zalewać emocjami, obecność obok zapewnia jej właściwe  wsparcie.
Miejsce - dobrze ulokować psa w takim miejscu w domu, gdzie jak najmniej słychać dźwięki z zewnątrz (wiele osób poleca łazienkę). Można też dodatkowo zasłonić okna, żeby zwierzak nie widział co rusz migających świateł.  Tosia najlepiej czuje się w swojej kennel klatce. Kiedy jest puszczona luzem biega nerwowo dookoła kanapy z wywieszonym językiem i dyszy, w klatce ma ograniczoną przestrzeń i łatwiej się w niej uspakaja, kiedy jest już po wszystkim.

Jak odwrócić uwagę psa od hałasów?
Jedzenie - jeśli nasz pies jest łakomczuchem to jego ulubione przysmaki można ukryć w różnych zakątkach pomieszczenia, w jakichś szmatkach, zabawce na inteligencję czy zwykłym kongu (tutaj dodatkowo można je zamrozić). Można też dać futrzakowi wielkiego, mięsnego gnata do obgryzania. Jeżeli pies bardzo ceni sobie jedzenie, to taka forma zajęcia powinna odwrócić jego uwagę na jakiś czas.
Zabawa i nauka - tę formę zdecydowanie preferujemy razem z Ginny. Zabawa i wspólne zajęcia są dla niej najważniejsze, nic wtedy się nie liczy. Sylwester to doskonała okazja do nauki nowej sztuczki i doskonalenia starych. Fajerwerki to teraz niezły rozpraszacz i utrudnienie, więc psi móżdżek musi wysilić się jeszcze mocniej. Obecnie jesteśmy na etapie ćwiczenia  samokontroli, nie  odwracam już usilnie uwagi od strzałów, ale daję psu szansę na to, żeby sam podjął decyzję i dążę do tego, żeby podjął tę dobrą stopniowo wydłużając ćwiczenie.
Inny pies  - Tosia z kolei bardzo boi się nagłych i głośnych dźwięków. Kiedy danego dnia trafi jej się lepszy nastrój, to zabawa z Ginny na jakiś czas odwraca jej uwagę od sytuacji, która wywołuje w niej lęk. Drugi, pewniejszy siebie pies może pomóc lękliwemu zapomnieć na chwilę o tym, że dzieje się coś strasznego.
Inne dźwięki - możemy spróbować zagłuszyć fajerwerki np. głośną muzyką.

Co jeżeli pies naprawdę bardzo się boi i nic nie pomaga?
Odludzie - możemy rozejrzeć się za lokalem przyjaznym psom, który znajduje się z dala od innych zabudowań i wiemy, że nie będzie organizować hucznego Sylwestra.  Od jakiegoś czasu niektóre psie ośrodki szkoleniowe, które umiejscowione są właśnie na uboczu organizują Sylwestra przyjaznego czworonogom, czyli bez fajerwerków. Często impreza połączona jest z jakimś seminarium/obozem, więc nie dość, że nasz pies spokojnie spędzi ten czas to jeszcze zyskamy nową wiedzę i doświadczenie w zakresie jakiejś dyscypliny sportowej.
Leki uspokajające - mogą być konieczne w bardzo ciężkich przypadkach fobii dźwiękowej, podawane wyłącznie po konsultacji z lekarzem weterynarii. Jeżeli nasz pies odczuwa potworny strach, nic mu nie pomaga, a my nie jesteśmy w stanie nigdzie wyjechać, to trzeba poprosić o pomoc lekarza weterynarii.
Naturalne środki zmniejszające odczuwanie lęku - suplementy dla zwierząt lub inne podobne produkty, np. Relaxery. Na początku grudnia otrzymałam od firmy ScanVet propozycję przetestowania Relaxer Kęsy, którego zadaniem jest pomagać psom takim, jak Tosia. Pomyślałam, że to dobra okazja, żeby sprawdzić jak taki preparat spisze się u nas.


Relaxer Kęsy można zastosować nie tylko w przypadku psów lękliwych, ale również w różnych, pojedynczych sytuacjach stresowych, u psów nadpobudliwych i z innymi problemami behawioralnymi. Relaxer zawiera naturalne składniki ograniczające odczuwanie lęku m.in. L-tryptofan, L-teaninę i specjalne biopeptydy.  Szczegółowe informacje na temat składu, dawkowania etc. znajdziecie tutaj.

Producent informuje, że w przypadku pojedynczych zdarzeń, kiedy spodziewamy się stresującej sytuacji wystarczy podać Relaxer na 1-2h wcześniej, natomiast jeśli nasz pies odczuwa naprawdę silny stres to warto zacząć podawać preparat na kilka dni wcześniej. Warto jednak zaznaczyć, że Relaxer to suplement diety, a nie złoty środek, który zadziała niczym magiczne zaklęcie na każdego zwierzaka. Każdy pies reaguje inaczej i nawet silniejsza substancja może nie przynieść oczekiwanych rezultatów, za to inna już tak.


W związku z tym, że pierwszy raz podaję psu taki produkt postanowiłam na wszelki wypadek pogadać o tym z naszym weterynarzem. Ustaliliśmy, że w przypadku Tosi optymalnie będzie podawać pełną dawkę (u nas 1 "kęs" dziennie) na dwa tygodnie przed Sylwestrem.


Moje pierwsze wrażenie po zobaczeniu opakowania - wow, ogromne! To samo z zawartością, dla małego psa to zdecydowanie nie są kawałki na jeden kęs, ale z łatwością można podzielić je na mniejsze części, nawet palcami.


Wiecie, że Tosia to koneser i nie wszystko dostąpi zaszczytu znalezienia się w jej mordce, Relaxerowi się to udało i jeszcze dostał owacje na stojąco, dosłownie! Tosia kiedy prosi o więcej pyszności, staje na tylnych łapach, a przednimi macha w górze jakby klaskała ;). To duży plus, trudno jest mi sobie wyobrazić podawanie preparatu uspokajającego wpychając go psu za każdym razem do gardła, więc cieszę się, że producent pomyślał o tym, by był on dla zwierząt smaczny.


Po tygodniu mogę zaobserwować, że Tosia mniej przejmuje się sytuacjami, które nie są dla niej komfortowe lub źle jej się kojarzą, np. obcinanie pazurów (kiedyś weterynarz zbyt daleko obciął jej pazur i od tamtego czasu bardzo nie lubi tego zabiegu). Nie liczę na to, że Relaxer sprawi, że sylwestrowa noc będzie dla niej zupełnie obojętna, ale myślę, że będzie ją przeżywać w na pewno mniejszym stopniu niż zwykle.

A jak Wasze psy znoszą Sylwestra i jak radzicie sobie z nimi w tym czasie? Macie jakieś sprawdzone sposoby? :)


5 komentarzy:

  1. W tamtym roku Lucky został zamknięty w miejscu gdzie cały czas panuje jakiś hałas do którego przywykł, a te miejsce było oddalone od domu na jakieś 5 metrów, ja do niego nie zaglądałam, ale ojciec mówił, że potem jak do niego zajrzał to pies spał. W tym roku jednak Lucky pokaz fajerwerków spędzi jednak w domu w naszej łazience i do tego ze mną.
    Bardzo podoba mi się jak zaznaczyłaś niektóre oczywistości w swoim poście :)
    Pozdrawiam :D
    Miri i Lucky
    http://teamluck-luckyblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. My jak narazie nie mamy żadnego problemu z Sylwestrem. Akurat się składa że Daisy ma w ten dzień urodziny, wiec gdyby się bała ten dzień byłby dla niej okropny. W sylwka zawsze wychodzimy o pół nocy na spacer i wspólnie oglądamy petardy. Oby to się nie zmieniło.
    Pozdrawiam
    daisy-crazyworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bobik ogólnie boi się hałasu - nie ważne czy to odkurzacz, fajerwerki czy głośna muzyka.W tym roku chyba będę musiała iść d weterynarza właśnie po jakieś tabletki antystresowe czy coś. Zawsze w sylwestra staram odwrócić jego uwagę (siedzi w łazience, bo tam jest najciszej i wyjada jedzenie z kongocośka), ale niestety zajmuje to mu maksymalnie godzinę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie suka (owczarek) na wszelki petardy reaguje agresją, po prostu rzuca się do źródła huku. Kundel natomiast jest bardzo dzielny, można powiedzieć że ma w dupie petardy :) My nie mamy większych problemów, ale trzymamy za wszystkich kciuki i łapy :")

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze - Daisy wcale nie boi się huków. Może to dla tego że w hodowli w której była właściciel tej hodowli miał też (hodowane razem z yorkami) owczarki niemieckie, większość tych papisiów trafiała do policji jako psy policyjne i ten pan przyzwyczajał psiaki onków do huków, wystrzałów... I chcąc nie chcąc yorkeły też tego słuchać musiały :) Więc u nas na szczęście z tym problemów nie ma :P

    OdpowiedzUsuń