Psy i ludzie w internecie

niedziela, 4 grudnia 2016

Ostatnio w "psim świecie" zawrzało! Nie jestem pewna, czy "ostatnio" to dobre określenie, bo właściwie co rusz pojawia się jakiś ciekawy temat do dyskusji ;). Tym razem padło na gwiazdy psiego internetu, a początek ma swoje miejsce tutaj.  


Chciałabym jakoś zdefiniować to pojęcie i w pierwszej chwili pomyślałam sobie o psach, ale one bez ludzi byłyby po prostu zwykłymi zwierzętami. To ludzie sprawiają, że jakiś zwierzak przez grupę innych osób wydaje się na tyle wyjątkowy by chcieć śledzić jego losy. Ich opiekunowie mniej lub bardziej świadomie kreują je w jakiś sposób, tak samo jak samych siebie i to jest całkowicie NORMALNE. Kreujemy siebie na każdym kroku, czy na rozmowie o pracę będziemy zachowywać się tak samo jak na ostro zakrapianej alkoholem imprezie? Czy do nauczyciela będziemy zwracać się tak samo jak do koleżanki? To może chociaż wejdźmy do sklepu i weźmy coś sobie, tak po prostu, przecież w domu zapewne tak byśmy zrobili? NIE?! Czy to oznacza, że oszukujemy wszystkich wokół? Mam wrażenie, że wiele osób myli pojęcie kreowania się z oszustwem. To, że kojarzymy psa z fajnych sztuczek nie wyklucza przecież, że może mieć on jakieś problemy behawioralne, nie oznacza to też, że ktoś ucząc sztuczek równolegle nie rozwiązuje problemów z zachowaniem psa. 

To co pokazujemy w internecie to zawsze będą wybrane elementy naszego życia. I bardzo dobrze, bo uważam, że obcy ludzie powinni mieć ograniczony wgląd do naszej prywatności. Nie można sobie ubzdurać, że jeżeli ktoś pokazuje na filmiku, że jego pies właśnie cudownie wrócił na zawołanie, to było tak już jak wyszedł z macicy suki. Weźmy inny przykład, sranie! Rzadko na fanpejdżach widuję zdjęcia, na których psy oddają swoje potrzeby fizjologiczne, czy to znaczy, że w ogóle tego nie robią? Mam nadzieję, że nikt z Was nie odpowie na to pytanie twierdząco. Skoro pokazywanie psa robiącego kupę jest niefajne i z tego względu wolimy oszczędzić sobie wyjmowania aparatu w takich momentach, to dlaczego mamy pokazywać gorsze strony psa? Bo ludzie tak chcą? Jeżeli ktoś ma na to ochotę, jego wybór. Ale nie można zakładać, że jeśli ktoś tego nie robi, to z pewnością wszystkich chce oszukać i wmówić im, że jego pies jest bezproblemowy. Do wszystkiego należy podchodzić z dystansem, nie wszystko brać za prawdę objawioną i cieszyć się ładnymi i miłymi treściami w sieci, żółci i jadu jest już wystarczająco dużo na świecie. 
Tutaj zdradziłam Wam sekret skąd się biorą idealne psy. W ogóle pomyślałam sobie, że ten wpis tutaj to dobra okazja do swego rodzaju podsumowania kwestii ginowych problemów, o których gdzieś tu pokrótce wspominałam. W tym roku postaram się jeszcze coś takiego wrzucić :). 


Oj, ale miało być o ludziach, a jak zwykle zeszło na psy, więc wróćmy do ludzi. Jak to jest z tym "psim światkiem"? 

Kiedy byłam młodsza i rodzice podłączyli mi internet ogromnie cieszyłam się, że w końcu będę mogła poznać ludzi tak samo zakręconych jak ja. Ani w mojej rodzinie, ani wśród najbliższych znajomych nie było nikogo z kim na luzie mogłam pogadać o psach. Tematyczne fora internetowe wydawały się miejscem sielanki, radości i brokatu. Jak nietrudno się domyślić wrażenie to długo nie trwało, z czasem zaczęło się nawet pogłębiać. Nie twierdzę, że "psi świat" jest zły. Po prostu okazało się, że psiarze są tacy sami jak inni ludzie (wow!). Na początku oczywiście czułam się rozczarowana, ale zrozumiałam w końcu, że tak jest i należy się z tym faktem pogodzić. Mimo łączącej nas pasji nadal jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas jest inny, ma różne wady i zalety. Zamiast skupiać się na osobach, których wad nie jesteśmy w stanie zaakceptować, otaczajmy się tymi, których zalety wprowadzają coś pozytywnego do naszego życia, wtedy pewnie rzadziej będziemy narzekać na "zły psi światek". 

Praktycznie w ogóle nie udzielam się w dyskusjach na fejsie, ale często podczytuję je sobie do kawki i obserwuję. Psia społeczność kojarzy mi się z życiem klasy w szkole. Zawsze znalazł się jakiś lider, kółko wzajemnej adoracji, zwyczajne osobniki i kozły ofiarne, pewnie można byłoby wyróżnić jeszcze jakieś typy. Czy to nie wydaje się znajome? Czy w szkole tak nie było? Według mnie to w jaką rolę wejdziemy zależy od nas samych, tego co o sobie myślimy. Jeżeli czujemy się gorsi, to jak mamy przekonać innych, że wcale tak nie jest? Może czas popracować nad własną samooceną? To działa też w drugą stronę, jeśli mamy o sobie zbyt wysokie mniemanie to pewnie część osób się na to nabierze, a pozostali będą tylko tarzać się po podłodze ze śmiechu, bo takie zachowania zazwyczaj są dość zabawne. 
To nie jest "wina" lidera, że nim jest, to inni ludzie tak go postrzegają i za nim z jakichś powodów idą. Nie ma "gwiazdy" bez publiczności. Nikt nikomu nie każe lajkować, komentować itd. treści wrzucanych przez kogoś uznawanego za  popularnego, co więcej nikt nie każe nam robić tego samego co ta osoba. To nasza decyzja czy zostawimy jej lajka, czy zechcemy być tacy sami i zaczniemy robić dokładnie to samo... Nie dziwmy się tylko, że chcąc zyskać popularność udając kogoś, kim się nie jest, jakoś to jednak nie wychodzi. Swoją drogą nie rozumiem za bardzo dążenia do popularności samej w sobie, tym bardziej kosztem żywej istoty jaką niewątpliwie jest pies. W momencie, kiedy robimy wszystko pod dyktando innych, tylko po to, żeby im się przypodobać, zaczynamy tracić frajdę z tego, co wcześniej nam ją przynosiło. Nie jesteśmy już sobą, tylko zlepkiem oczekiwań innych ludzi. Lepiej odłożyć takie pomysły daleko na bok i robić po prostu to, co naprawdę kochamy, co wychodzi prosto od nas, co sprawia nam i psu radość. Dzielmy się tym, a na pewno znajdzie się grono osób, które zainspiruje to do działania lub po prostu umili im wolny czas, traktujmy to jednak jako fajny efekt uboczny, a nie cel sam w sobie.  



16 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe jest jak sie zachowuje kółko adoracji kiedy ktoś spoza kółka skrytykuje lidera. Pokazuje to taki atak wściekłych psów zupełnie nieadekwatny do intencji jaką miał krytykujący. Nie ważne czy krytyka była merytoryczna czy nie, następuje ostry, zmasowany atak. Jeśli ktoś świadomie założył i prowadzi stronę w sieci (blog, fanpejdż) musi być świadomy tego, że może zostać skrytykowany i jeśli ta krytyka jest na poziomie to moim zdaniem nie ma się o co pienić. W takiej sytuacji najczęściej wychodzi na jaw klasa albo jej brak niektórych ludzi. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że kółko adoracji prawie zawsze uważa, że powodem skrytykowania lidera musi (!) być zazdrość jakby zapominając, że lider jest tylko człowiekiem i również popełnia błędy, nie jest osobą idealną.
    Reasumując. Moim zdaniem najzdrowiej jest mieć swoje prywatne życie, które niekoniecznie musi być w 100% skupione na psach. Coś poza kynologią sprawia, że ma się większy dystans do tego co się dzieje. Ja już jestem za stara aby brać udział w shitstormach. Jeśli biorę to najczęściej świadomie dla zabawy ;) Facebook i blogi to nie jest koniec wszechświata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w przypadku ludzi jeszcze jakoś to rozumiem, wiele osób zwyczajnie ma potrzebę mieć jakiegoś ee... przewodnika, z którego biorą przykład itd. Czują się przez to w jakiś sposób związani z nim i mają potrzebę bronić go, kiedy ktoś powie coś złego. Najbardziej jednak bawi mnie, kiedy ludzie życie oddaliby za dobre imię psa xD. Nie dziwią mnie jednak takie konkretne reakcje na krytykę, bo według mnie wiele osób nie potrafi skrytykować czegoś w taki sposób, żeby nie urazić kogoś, a faktycznie wpłynąć na niego pozytywnie.

      Wydaje mi się, że niektórzy traktują to co się dzieje w sieci za jakaś równoległą rzeczywistość, a przecież tak nie jest, to co jest w sieci to właśnie kawałek naszej rzeczywistości. Na pewno łatwiej jest złapać zdrowy dystans, kiedy poza burkami mamy też inne zajęcia ;).

      Usuń
    2. A dobre imię psa. Cóż najzabawniejsze jest to, że ten pies ma głęboko pod ogonem co mówi o nim fejsbuk. Pies woli pobawić sie piłeczką. Taka prawda. No chyba, że psia gwiazda ma służyć jedynie do budowania rozdmuchanego ego jego właściciela. To wtedy obrona jego dobrego imienia to poważna sprawa.

      PS ja już jestem na to za stara. Wiesz praca sprowadza na ziemię ;)

      Usuń
  2. Wow ! Nie patrzyłam na ten "problem" z takiej perspektywy ... Dużo racji , chociaż wciąż nie mogę rozgryźć popularności niektórych psów , bo przecież istnieje milion innych a tylko niektóre wzbudzają sensacje i tu tkwi zagadka . Dzięki za możliwość zobaczenia tej sparawy twoim okiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo wiele czynników ma na to wpływ. Analogicznie jest z popularnymi ludźmi. Często sympatycy jednej osoby dziwią się, że osoba, za którą raczej nie przepadają też ma swoich sympatyków. Ludzie są różni, mają różne upodobania i odzwierciedla się to właśnie w taki sposób.

      Usuń
  3. W dużym stopniu podzielam Twoje zdanie. Jestem z osób, które kompletnie się nie udzielają, co najwyżej podczytują różnego rodzaju dyskusje. Określenie "internetowy psi światek" (przynajmniej w wypowiedziach) zaczyna coraz częściej zawężać się do grona bardzo młodych ludzi, którzy z jakiegoś powodu pragną zrobić ze swojego psa gwiazdę; zaczynam mieć swoje zdanie na ten temat. Po prostu bawi mnie dziecinada, jaka za tym stoi. Przestaję już rozumieć, jak można nakręcać się filmikami i zdjęciami do tego stopnia, że zapomina się, że nie mamy pod opieką mechanicznej zabawki. Może to kwestia samooceny, może chęć zabłyśnięcia, może niedojrzałość. Powoli dochodzę do wniosku, że jedynym rozwiązaniem jest ograniczenie niektórym dostępu do internetu. Ja zwyczajnie staram się omijać szerokim łukiem dyskusje osób w pewnym przedziale wiekowym, bo często nie mają dla mnie żadnej wartości (może dla innych mają, nie zaprzeczam).
    Kreowanie wizerunku w internecie to, jak mówisz, rzecz całkiem normalna - w życiu, na co dzień, robimy to samo. Ale jest różnica między kreowaniem (w sensie mówieniem tylko o dobrych aspektach), a kłamaniem - a są jednostki, które bez skrępowania przeczą faktom. I tylko do tego można się faktycznie przeczepić. Chociaż osobiście... nie żyję czyimś życiem i nieszczególnie mnie to dotyka. Natomiast pretensje do "liderów" zazwyczaj są całkowicie bezpodstawne i wysuwane przez ludzi nieumiejących właściwie oceniać sytuacji (na przykład nie dostrzegają, że ich pies nie jest już zwinnym młodziakiem), przez co obwiniają później tych, którzy wcześniej im imponowali.
    Szkoda na to wszystko nerwów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wydaje mi się, że najczęściej największy ból odczuwają młode osoby, które mają potrzebę przynależności do jakiejś grupy, zaistnienia itd. Choć to nie zawsze jest kwestia wieku, po prostu taki typ. Albo ktoś zawczasu ogarnie, że nie tędy droga, albo mocno się przejedzie.
      Jasne, łganie w żadnym wydaniu nie jest w porządku, ale jeśli dana osoba ogranicza się do kłamstw na własny temat i nie ma ze mną żadnego związku to mi to lata :D. Chociaż jeśli mam świadomość, że ktoś mataczy i widzę, jak inni ludzie ślepo za tą osobą podążają to jest mi ich zwyczajnie żal.

      Usuń
  4. O tak, zgadzam się z Tobą zupełnie! Porównanie psiego świata do klasy jest bardzo trafne, faktycznie tak jest. Ja w przysłowionych "gównoburzach" się nie udzielam, myślę, że nie warto - ale je czytam, hehe :P
    Masz rację z tym, że jeżeli ktoś np uczy psa sztuczek to nie oznacza, że nie ma z nim problemów behawioralnych. Jednak ja tego nie ukrywam i jeśli ktoś czyta mojego bloga czy stronę to wie, że Nela nie jest idealna, ma sporo problemów ale walczymy z nimi.
    Dokładnie tak jest - niektórzy żyją pod dyktando innych i wtedy tracą satysfakcję z pracy z psem, nie czerpią już z tego takiej przyjemności. Pies nie zrobi nowej sztuczki którą miałam się pochwalić na filmiku? O niee, trzeba go opieprzyć i ignorować do końca dnia bo nie będę miała czym zaszpanować przed czytelnikami :/. Daawno temu miałam taki moment, że chciałam się jak najwyżej wybić, ale po jakimś czasie dałam sobie spokój i stwierdziłam, że nie warto, bo po co w sumie? Wystarczy mi to co jest obecnie. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna ciekawa dyskusja się wywiązała. :) Chyba każdy psiarz miał kiedyś pewne, wygórowane ambicje, ale z czasem albo one opadły, albo udało się je spełnić. :p
    P.s Jak to robisz, że Twoje psy są tak wpatrzone w obiektyw. Machasz do nich czymś fajnym, mówisz słowa an które reagują, czy po prostu nauczyłaś je komendy np. "patrz?" Jestem bardzo ciekawa, bo ostatnio odkryłam metodę robienia psom zdjęć na fotografa i pozowacza. Niestety, ja pozowaczem nie dysponuję, więc zostaje mi tylko robienie z siebie idiotki przed światem. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie jest do końca kwestia ogólnie ambicji. Nie każdy marzy o tym, żeby szalał za nim tłum nastolatek i nie oznacza to przecież, że nie jest ambitny, tylko ma inny cel. Dążenie do określonych celów jest spoko, tylko czy te cele zawsze są tego warte? Każdy musi sobie sam to dobrze przemyśleć.

      Mam kilka swoich tricków. W przypadku Tosi opcje są tylko dwie. Kiedy ma dobry nastrój nie odrywa wzroku od jedzenia, a kiedy zaczyna łapać schizę ratuję się udawaniem, że kogoś wołam, ale raczej tego unikam. Jak bardzo nie chce, to nie męczę jej aparatem. W przypadku Gi to jest po prostu parcie na szkło, nieważne czy to aparat, telefon czy kamera, zawsze jak widzi, że wyjmuję sprzęt to cieszy się i czeka na zadania. Mam większy problem, żeby uchwycić ją kiedy patrzy sobie gdzieś na bok, niż kiedy gapi się prosto w obiektyw :D. W tym celu chcę ją właśnie nauczyć patrzenia się w konkretnym kierunku, żeby ułatwić sobie zadanie (to o czym piszesz, komenda "patrz" to bardzo fajny pomysł!), tylko wiecznie nie mogę się do tego zabrać. Może uda mi się w tym roku xD.

      Usuń
    2. To ja właśnie mam problem z patrzeniem psa w obiektyw. Gdy przykładam aparat do twarzy, to wydaje się im chyba, że nie muszą już na mnie zwracać uwagi, bo patrzą się wszędzie, tylko nie tu, gdzie trzeba. Gdy odsłaniam choć kawałek twarzy, to już sytuacja się zmienia i gapią się gdzie trzeba. :p

      Usuń
  6. Muszę przyznać, że sam wpis, od którego wszystko się zaczęło odebrałam jako... nieco żenujący? Sam fakt, że ktoś się przyznaje do błędu jest w moim odczuciu godny pochwały, ale "chciałam się wybić, odkryłam, ze to głupie, psi światek jest zły" jest nieco konfundującym procesem wnioskowania.
    Prawda jest taka, że są pewne rzeczy w psiarstwie, które doprowadzają mnie do szału, ale te same rzeczy są też w koniarstwie, a pewnie i w jeździe na nartach - tak jak wspomniałaś, to po prostu ludzkie, a nie przynależne jednej grupie społecznej.
    Od pewnych rzeczy się odcięłam (stąd też nieprowokowana nie wdaję się w dyskusje "nie kupuj, bo przyczyniasz się do bezdomności", "uśpiłeś chorego psa, dziecko też byś uśpił, bo chore?"), pewne uważam za warte śledzenia, ot, normalka chyba. Czasem nawet wdam się w gównoburzę, choć zwykle wcale nie mam takiej intencji, ale cóż prostszego, niż kliknąć rezygnację ze śledzenia postu? Cudowna opcja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie miałam z różnych względów psa przez 7 dłuugich lat. Po czasie zdecydowałam, że w końcu mam pieniądze, czas i warunki dla wymarzonego bordera. I to jeszcze marzenie z czasów, kiedy najbliższa mi hodowla była jakieś 350 km od mojego miasta, a bordery były czarno białe i z długim kłakiem. Merle? Zapomnij. Potem kupiłam psa i ze zdziwieniem stwierdziłam ile fajnych rzeczy teraz można dla niego kupić i ile ludzi bardzo uważnie podchodzi do wychowania psa (te 7-9 lat temu o behawioryzmie i seminariach nie było tak głośno). A po jeszcze kilku tygodniach ze zgrozą zauważyłam ile osób wyszukuje problemy, uważa, że jest tylko jedna święta metoda obchodzenia się z psem, ile (sorry za to określenie) dzieciaków pokroju gimbazy wypowiada swe światłe opinie, nie zważając na merytorykę ani ortografię (błagam was - pamiętajcie, że według j. polskiego piszemy nieważne, naprawdę, etc.). Ile osób wypisywało takie rzeczy w internecie, że mam ochotę odłączyć im kabel i poradzić, by czas na spiski, doszukiwania afer i problemów, poświęcili psu. Lub chociażby wyjściu na dwór i przewietrzeniu się. Czasami mam wrażenie, że nie można powiedzieć też, że mój pies nie ma problemów behawioralnych - bo przecież ze wszystkim non stop trzeba pracować i wyprowadzać psa z kłopotu. W tajemnicy powiem, że mój pies jest normalny :-D za bardzo cieszy się do obcych, zdradziłby mnie za piłkę, ma okropne pierdy, łysy łokieć i nie umie nadal chodzić do tyłu. Ale jest normalny i nie muszę z tym jechać 500 km na seminarium. I nie spędzam też 3 dni szukając karmy o idealnych proporcjach, a czasem dam mu pożuć boczek lub wylizać palec z bitej śmietany. Najgorsza psia matka? Ale jaka zadowolona :-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dystans..właśnie, to kluczowe słowo. Ja wolę trzymać się z dala od centrum psiego światka i zwyczajnie robić swoje :). A przyznam że sama obserwacja tego co się dzieje w internecie jest niezwykle ciekawa, niestety jedynie jeśli chodzi o krótką rozrywkę przy przeglądaniu fb ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. My cały czas walczymy z Manusiowym męczybólstwem (gdy piszę ten post gapi się na mnie i popiskuje), ale nie zmienia to faktu, że jest jednym z najlepiej wychowanych psów jakie znam. A to powoduje, że chcę się nim chwalić na fejsie, blogu i insta :-D. I nie jest to żadne kreowanie się a czysto prowda ;-) PS. Na naszym blogu pojawiło się zdjęcie Manusia robiącego kupę, także nie udajemy, że z naszego ptaszki wynoszą.

    OdpowiedzUsuń