19.12.2016

Rola psa w życiu człowieka

Ogólnie przyjęło się mówić, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, członek rodziny. Często mam wrażenie, że wiele osób mówi tak o swoich psach, bo tak wypada, a niekoniecznie dlatego, że faktycznie tak traktują swoje zwierzęta. Z tego rodzą się między nami, psiarzami, różne podziały. Okazuje się, że nie dla każdego z nas pies pełni w życiu taką samą rolę, a my nie potrafimy zaakceptować tego, że ktoś traktuje psa inaczej, inaczej jest dla nas równe z gorzej. 


Przykład karmienia psów jest moim ulubionym, bo żywienie to podstawa bytowania. Umówmy się, suche chrupki to nie jest normalne pożywienie dla psa (czy pies w naturalnych warunkach wybrałby chrupki zamiast świeżego mięsa?). Najlepsza dieta to taka możliwie najbardziej naturalna, więc fajnie byłoby jakby każdy z nas karmił barfem. Skoro pies jest członkiem rodziny, to dlaczego nie wysilimy się, by karmić go w porządny sposób? Jeżeli przygotowujemy każdy, oddzielny posiłek dla dziecka, to z psem, czworonożnym członkiem rodziny powinniśmy chyba robić podobnie? 
Są karmy lepszej i gorszej jakości, za słabe przyjęło się uznawać te z dużą ilością zbóż. Tymczasem kojarzę zawodników psich sportów, którzy regularnie jeżdżą na seminaria i zawody po całym kraju i nie tylko, a swoje psy karmią chrupkami najwyżej ze średniej półki. Można się domyślać, że jest to kwestia finansów, ktoś woli odłożyć na dokształcanie się w danej dziedzinie i nieco oszczędzić na karmie. Co psu po super chrupkach, skoro przez to ma mieć mniej frajdy z uprawianego sportu? A może powinniśmy być fair wobec naszego psa (w końcu to nasz kumpel, no jak rodzina!) i skoro nie stać nas na uprawianie z nim aktywności i równocześnie dobrą dietę, to może powinniśmy zmienić pracę na lepiej płatną lub w ogóle nie brać zwierzaka?  

Kiedyś, chyba w ankiecie ktoś zadał pytanie "kiedy pies powinien odejść na emeryturę?". Nawet napisałam taki post, ale go nie opublikowałam, sama miałam wątpliwości co do mojego podsumowania tematu. Poruszyłam tam jednak kwestię tego, jak ludzie są zmienni w osądzaniu zdrowia swoich zwierząt. Mamy psa, któremu coś zaczyna dolegać, ale żeby był szczęśliwy trenujemy z nim dalej (przecież on to kocha!). Nagle pojawia się nowy pies do sportu, a ten podupadający na zdrowiu ni stąd ni zowąd zostaje wyłączony z aktywności. Często zastanawiam się w takich sytuacjach, jak długo jeszcze trenowałby ten pierwszy pies, gdyby nie pojawił się nowy. I czy na pewno byłoby to podyktowane szczęściem psa, czy raczej naszym, bo nie mielibyśmy innego materiału do szkolenia. 
Jesteśmy przy szkoleniu, super! Szkolenie bardzo ułatwia życie z psem, ale po co uczyć go chodzenia na przednich łapach? To już zakrawa o cyrk, a to miejsce nie kojarzy się najlepiej. W ogóle taka pozycja nie jest przecież naturalna dla zwierzęcia, więc może lepiej nie uczyć go tego typu rzeczy? Flipy, chodzenie cały czas z głową w górze w sumie też trochę mijają się z naturą, tak samo jak grzanie tyłka pod kocem, na kanapie. A kiedy trzymamy zwierzę na zewnątrz, w kojcu to też jest źle. Garaż też nie jest mile widziany, ale zaraz, pies pasterski może spać w stodole, bo to pies pasterski? Czyli pies czasami nie musi być jak członek rodziny? No bo kto by spał w stodole...
Czy oddalibyśmy członka rodziny, np. kilkuletnie dziecko, gdyby zaczęło sprawiać poważne problemy wychowawcze i zagrażać swojemu rodzeństwu? To dlaczego oddajemy psa w kwiecie wieku, kiedy rodzi nam się potomek, a czworonóg go nie akceptuje? Może lepiej oddać do adopcji dziecko, skoro pojawiło się jako drugie, po psie?
A co jak już przyjdzie czas na naszego psa i umrze? Czy musimy chodzić ubrani na czarno, czy musimy go cały czas opłakiwać? Jak długo musi trwać żałoba? Kiedy możemy kupić kolejnego psa, żeby nikt czasem nie osądził, że biorąc kolejnego zbyt wcześnie pokazujemy, że poprzedniego mieliśmy w dupie? W ogóle to może lepiej adoptujmy, bo czy rodzinę i przyjaciół się kupuje? 

Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Jest całe mnóstwo sytuacji, w których z różnych względów psy traktujemy w różny sposób, ale czy oznacza to, że mają one źle i dzieje im się krzywda? Psa nawet nie trzeba kochać, najważniejsze jest to, by dobrze się nim opiekować. Dobra opieka to traktowanie zwierzęcia z empatią, przyzwoite jedzenie, weterynarz i aktywność przystosowana do konkretnego przypadku. Świat nie jest albo czarny, albo biały, nie wszystko da się zaszufladkować.
Czasami mam wrażenie, że zapominamy, że pies to zwierzę i mimowolnie zaczynamy traktować go jak człowieka. Nie jestem pewna czy stawianie psa na równi ze swoim rodzeństwem czy dziadkami jest słuszne, ale narzucanie tego innym z pewnością nie jest w porządku. Wypominamy innym, że traktują psa jak psa, nie jak członka rodziny, przyjaciela, siebie stawiamy za wzór do czasu, aż jakaś nagła zmiana w naszym życiu nie postawi nas pod ścianą. Oczywiście można twierdzić, że tak kochamy nasze psy, że jesteśmy gotowi wylądować z nimi pod mostem. Pytanie na ile jest to mądra miłość i czy życie nie zweryfikuje, czy aby na pewno podejmiemy taką decyzję, za jaką w czasie sielanki i spokoju stoimy murem. Warto też od czasu do czasu spojrzeć w lustro i zastanowić się czy na pewno nasz pies ma z nami taki raj, jak nam się wydaje. Może jest naszym przyjacielem czy członkiem rodziny tylko wtedy, kiedy jest to dla nas wygodne? 

3 komentarze:

  1. Bardzo mądrze opisane.
    Przecież skoro pies to członek rodziny (oczywiście w przesadnym tego słowa znaczeniu), to czemu nie siedzi na krześle przy stole i nie je z talerza jak reszta rodziny?
    Albo, odwrotna sytuacja co do sportów - okazuje się, że pies ma dysplazję. I nagle wieelkie żale, lamenty, bo przecież nie może biegać agility czy wyskakiwać ponad naszą głowę we frisbee, a przecież sport jest najważniejszy! Co tam badania, troska o stawy - jak nie będzie ćwiczyć to będzie niczym i nie będzie "fejmem". A pies niesportowy to nie pies. Oczywiście dysplazja nie jest powodem do radości, ale to nie koniec świata. Pies żyje, jest z nami i z czasem wszystko jest okej.

    http://z-zycia-owczarka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami przez pryzmat własnych ambicji nie widzimy co dzieje się z naszym psem- mówię tutaj również o sobie. Pewnie możesz moją sunie porównać ze swoją Tosią, ja widzę w ich zachowaniu podobieństwo ;) Owszem, super pracowało mi się z psem- niby była zadowolona, ale czegoś mi brakowało, tego błysku w oczach. Z czasem przyszło liceum i treningi poszły w odstawkę- może powiecie, że to dziwne ale zauważyłam radość w oczach mojego psa, kiedy bez stresu raz na dwa tygodnie podczas dłuższego zwykłego spaceru obiegnie drzewo czy wykona kilka sztuczek. Zaczęłyśmy cieszyć się każdym wspólnym spędzaniem czasu- zawsze mała mordka leży na łóżku i czeka aż zacznę się uczyć, by jedną ręką ją pomiziać! Genialne jest to, że nauczyłam się postrzegać suńkę jako kumpelkę, a nie maszynę do pracy, i tego wszystkim życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post. Traktuje swojego psa jak członka rodziny jak dziecko... psie dziecko nie traktuje go jak człowieka i nie mam zamiaru, urodził się psem i nim umrze, nic tego nie zmieni. Nie rozumiem tego jak ktoś mówi że pies jest członkiem rodziny ale kiedy porówna się go do dziecka jest wielkie halo bo jak to tak psa do człowieka porównać to niepoważne, no ale dlaczego jakim prawem człowiek ma większe prawo do posiadania domu i rodziny, bądźmy szczerzy człowiek również jest zwierzęciem a to że tak posuneliśmy się w ewolucji i jesteśmy "homo sapiens" będzie naszą zgubą.

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu