Welcome to the dark side

wtorek, 28 lutego 2017

W nawiązaniu do tego wpisu, czas spełnić obietnicę. Muszę zburzyć waszą idealną rzeczywistość, Gi tak samo jak wszystkie inne psy robi kupę i miała lub nadal ma różne problemy.


Pisząc ten tekst czuję się trochę tak, jakbym się z czegoś spowiadała lub przerywała zmowę milczenia. Wydaje mi się, że to uczucie towarzyszy mi przez to o czym pisałam wcześniej, czyli tę tęczową otoczkę, którą wszyscy bardzo dokładnie widzą, a wszelkie wzmianki o gorszych sytuacjach jakoś im umykają. Potem twierdzą, że wszystkich oszukujesz i na pewno coś ukrywasz. To trochę jak z wchodzeniem do sklepu, w którym są bardzo namolni ochroniarze. Wiesz, że niczego nie chcesz ukraść, a mimo to przez to, że tak ciągle za Tobą chodzą i podejrzliwie Ci się przyglądają czujesz się jak złodziej (mam tak w Sephorze).


Internet ma to do siebie, że dużo rzeczy nam umyka. Widzimy to, co jest tu i teraz, reszta dawno zjechała na dół strony. Część zapamiętamy, część odejdzie w zapomnienie. Rzadko wracamy do bardzo starych treści. Na moim blogu obecnie jest prawie 600 wpisów i nielicznym chce się wszystkie przeglądać. A nie raz wspominałam tam o różnych problemach, z jakimi się borykałyśmy. Może małe podsumowanie?

Długa nauka czystości 
Nie pamiętam ile dokładnie zajęło Ginie ogarnięcie kuwety, ale wiem, że trwało to dość długo. Szczerze mówiąc tego obawiałam się najbardziej biorąc szczeniaka. Nie mieszkałam sama i musiałam liczyć się też z innymi domownikami, którzy nie byli zbyt przychylni, kiedy na swojej drodze napotykali miny pozostawione przez malucha. Klatka totalnie się w tej kwestii nie sprawdziła, prawdopodobnie dlatego, że była za duża na psa niewiele większego niż świnka morska.
Teraz: Ginny nie ma najmniejszego problemu z zachowaniem czystości w domu. Co więcej wyraźnie sygnalizuje swoje potrzeby i robi kupę na komendę. Ta druga umiejętność była szczególnie przydatna na zawodach, a właściwie przed nimi. 

Długa nauka klatkowania
Kiedy udało nam się okiełznać kennel w domu, przyszła kolej na treningi i zawody. Co z tego, że przez kilka miesięcy ćwiczyłyśmy klatkę w domu, trening i zawody to zupełnie inna sytuacja i wszystko trzeba robić od nowa, proste? No chyba nie. Wszystkim więdły uszy, a podłogą klatki koniecznie musiał być jej sufit albo okno. 
Teraz: Przez incydent na zeszłorocznych zawodach trochę nam się zepsuła klatka w takich okolicznościach (w domu to nadal najlepsza miejscówka, szczególnie do składowania skarbów ze śmietnika), ale już wrześniowe Latające Psy dobrze wróżą na kolejne tego typu imprezy (pewnie swoje zasługi ma tu nasz własny namiot), więc sądzę, że to było chwilowe załamanie. Ginny często sama z siebie wchodzi do klatki na zawodach, np. kiedy jest zmęczona i zwykle po prostu w niej śpi. 

Długa nauka aportu
Oj bardzo długa i trudna. Poświęciłam na to oddzielny wpis jakiś czas temu. Ładny aport był dla mnie bardzo istotny, bo to podstawa wielu psich sportów i w ogóle jakiejś sensownej zabawy z psem.
Teraz: Gi przynosi wszystko, jest mistrzem aportu :).



Niechęć w stosunku do dzieci 
Gi niestety dorastała wraz z moim młodszym bratem, a ja będąc nastolatką nie zawsze mogłam stać na straży ich wspólnych kontaktów. Zaowocowało to niechęcią do dzieci, rzecz jasna z moim bratem na czele. Zdarzało jej się reagować agresywnie, kiedy np. chciał usiąść na zajętej przez nią kanapie. W stosunku do obcych dzieci objawiało się to w taki sposób, że Gi szczekała w autobusie słysząc dziecięcy głos albo potrafiła pobiec za grupą śmiejących się dzieciaków. 
Teraz: Gi i mój brat to najlepsi kumple. Obce dzieciaki też nie są już takie złe i od biedy można się z nimi nawet pobawić, ale wszystko pod kontrolą. 

Niechęć/lęk w stosunku do gości 
Nie mam zielonego pojęcia skąd się to wzięło, bo pojawiło się nagle i nic wcześniej nie wskazywało na to, że Ginny będzie zachowywać się tak w stosunku do obcych w naszym domu. Kiedy Gi biega swobodnie po mieszkaniu i przyjadą goście zawsze kończy się to wyskoczeniem do nich z japą, głośnym oszczekiwaniem, a czasami próbą szczypania. Wszelkie próby rozwiązania tego problemu spełzły na niczym, więc postanowiłam po prostu izolować ją na czas wizyt gości. A i z tym nie było zbyt kolorowo, bo mimo, że Gi lubiła już swoją klatkę, to i tak darła w niej japę słysząc obce głosy przez ścianę. 
Teraz: Ginny potrafi wyluzować się w innym pomieszczeniu i nie zwraca już uwagi na obce dźwięki. To chyba jeden z naszych największych sukcesów :).

Lęk przed starszymi osobami 
Bywają sytuacje, w których Ginny omija staruszków szerokim łukiem. Nie ma znaczenia czy starsza osoba siedzi na ławce, czy idzie w dość charakterystyczny dla wiekowych ludzi sposób. Problem ten też pojawił się nieoczekiwanie i trudno stwierdzić co właściwie jest jego przyczyną.
Teraz: Napisałam wyżej, że takie sytuacje bywają, bo nadal Gi zdarza się zareagować w podobny sposób na starszych ludzi. 

Lęk przed obcymi, którzy do mnie mówią
Obcy generalnie nie istnieją, ale jak zaczną odzywać się do ukochanej pańci to z pewnością oznacza, że chcą nas obie unicestwić, coś z tym trzeba zrobić! Hmmm... może by tak ich obszczekać? Tak, to zdecydowanie to! 
I jest to kolejny problem, który pojawił się znikąd, co więcej obserwuję to dopiero od paru lat, odkąd Gi już dawno była dorosła i teoretycznie miała już w miarę równo pod sufitem. 
Teraz: Cały czas z tym walczymy, ale widzę już ogromną poprawę. Przede wszystkim, jeśli mam okazję z kimś porozmawiać to jak najbardziej staram się to wykorzystać, w międzyczasie Gi jak siedzi cicho to dodatkowo zatykam ją smaczkami i serio coraz łatwiej jej się powstrzymywać w nagłych sytuacjach. 

Agresja w stosunku do innych psów będąc na smyczy 
Tutaj problem zawitał do nas jak Gi nie miała jeszcze skończonego roku. Któregoś razu umówiłyśmy się ze starą znajomą na wspólny spacer z psami, które już się znały i Gi postanowiła wystartować z paszczą do swojej psiej koleżanki. Podejrzewam, że maczały w tym palce hormony, bo Ginny była wtedy w okresie dojrzewania. Potem reagowała tak za każdym razem i na wszystkie psy. Wprowadziłam totalny zakaz witania się na smyczy i nagradzałam ją za skupienie na mnie. 
Teraz: Nadal nie pozwalam Gi na witanie się z psami, kiedy jest na smyczy, ale nie mamy problemu z dojściem do kogoś z innym psem i swobodnym przejściem do spaceru obok siebie (wcześniej początek spaceru odbywałyśmy idąc za naszymi towarzyszami).

Ekscytacja innymi psami na spacerach 
Spacer chodnikiem przy płocie, za którym szczekał pies to była masakra. Ginie parował mózg, ciągnęła na smyczy, piszczała, ja dostawałam nerwicy.
Teraz: Różnica w jej zachowaniu jest przeogromna, a spacery to w końcu przyjemność. 

Nietolerowanie szczeniaków
Szczeniaki to jedyny "rodzaj psów" na jaki Gi reagowała negatywnie sama z siebie. Sądzę, że to była kwestia subtelnych sygnałów. Problem ten wyszedł w podobnym czasie co ten ze smyczą, ale w przypadku smyczy wystarczyło ją odpiąć, żeby Gina przestała sapać się do drugiego psa, a ze szczylami już się tak nie działo. Nie chciałam wykorzystywać cudzych szczeniąt do pracy nad tym problemem, więc unikałam sytuacji, w jakich Gi mogłaby mieć kontakt z maluchami. 
Teraz: Odkąd Ginny poznała w zeszłym roku bardzo fajnego szczeniaka, który pięknie reagował na jej sygnały okazało się, że to raczej nie wiek jej kompanów stanowił problem, a po prostu ich zachowanie. Chyba największym zaskoczeniem było dla mnie to, jak Gina BAWIŁA SIĘ ze szczeniakiem.

Dziczenie w mieście
Choć nie wiem, czy to dobre określenie, bo czasami dziki wydają mi się w tej kwestii bardziej ogarnięte niż Gina. Kiedy długo nie wbijamy do miasta Ginny zachowuje się początkowo jakby wyszła z buszu, z czasem zaczyna sobie przypominać, że w sumie to nie jest nic strasznego i nawet jest super.
Teraz: Jak wyżej, jest to uzależnione od tego jak regularnie pojawiamy się w Warszawie. Im więcej wizyt w krótszych odstępach czasu tym normalniejszy pieseł. Po dłuższych przerwach zawsze jestem uzbrojona w najbardziej śmierdzące smakołyki i najlepsze zabawki, zawsze zaliczamy też wizytę w jakimś parku, żeby na nowo budować pozytywne skojarzenia. Zwykle nie trzeba długo czekać na efekty :).


Ginny jest wrażliwym psem
To co opisałam wyżej, to według mnie grubsze problemy, z jakimi miałyśmy do czynienia. Na naszej wspólnej drodze nadal są różne górki i dołki, ale sądzę, że to normalne biorąc pod uwagę mentalność mojego psa. Nie uważam jej za wybitnie trudną jednostkę, a siebie za wielkiego szkoleniowca. Nie uważam też, żeby opisane wyżej problemy były moimi porażkami szkoleniowymi lub błahostkami, bo bywały cięższe chwile, kiedy miałam ochotę pozbyć się tego szarego darmozjada. Gdybym wcześniej miała świadomość, że mój szczeniak jednak nie jest betonem, a na początku nic nie wskazywało na to, że będzie lękliwa, z pewnością zwróciłabym dużo większą uwagę na jej reakcje. Jestem pewna, że jej problemy częściowo wynikają z luk w socjalizacji lub sposobie, w jakim ona przebiegała, kiedy Ginny była młodziutka. Jednocześnie uważam, że wielu problemów nie byłoby, gdyby Gi była bardziej stabilna i odporna na środowisko, bo naprawdę nie sądzę, żeby normalny pies w określonych sytuacjach reagował w taki sposób mimo, że wcześniej nie przejawiał takich zachowań.

Dzięki temu, że zaczęło się tak dużo mówić o tym, jak powinna wyglądać poprawnie przeprowadzana socjalizacja, czego powinno się unikać, jak reagować w trudnych sytuacjach, ale przede wszystkim dzięki Ginie wiem teraz tyle, że jestem pewna, że moje życie z kolejnym psem będzie wyglądać zupełnie inaczej, lepiej. Choć i teraz uważam, że nie mam na co narzekać, bo Ginny jest naprawdę wspaniała, a ja będąc już w pełni świadoma jej słabych stron skuteczniej potrafię jej pomagać. Każdy dzień z nią to kolejna lekcja na przyszłość i level wyżej do bycia lepszym przewodnikiem. 

16 komentarzy:

  1. Brawo za odwagę i dzięki za ten wpis. My też mamy swoje za uszami, ale pracujemy nad tym. I choć czasem czuję się jak najgorsza właścicielka ever, gdy Manuś znów ciągnie mnie po schodach, chociaż umie ładnie chodzić na smyczy, to te momenty też są ważne, bo są wyzwaniem, by ciągle się rozwijać i stawać się lepszym :-) . pozdrawiamy wraz z Manusiem. BTW jaki masz obiektyw do portretów, bo są boskie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, chociaż ja nie czuję ani lęku, ani wstydu, jeśli chodzi o tego typu wpisy, więc nie wykazałam się odwagą :D. Dla mnie to naturalne, że psy miewają problemy i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Każdy może mieć gorsze momenty, najważniejsze to działać :).

      Do tych zdjęć użyłam sigmy 35 1.4, ale nie jest to typowo portretowe szkło.

      Usuń
  2. Fajny wpis :)
    Nie rozumiem osób, które boją się mówić o problemach swoich psów. Blog jest takim miejscem, które moim zdaniem jest do tego stworzone.
    Lubię czytać szczere posty, które nie są idealizowane, ani podkoloryzowane. Fajna sprawa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem blog to miejsce, w którym powinno dzielić się tym co się chce. Jeśli ktoś nie ma ochoty rozwodzić się na jakieś tematy to jego wybór, nikt nie zmusza do czytania takich osób. Poza tym są psy, które nie sprawiają większych problemów, serio takie istnieją ;).

      Jeśli komuś dobrze żyje się ze swoim psem, nic mu nie przeszkadza, więc pisze tylko o pozytywnych kwestiach to idealizuje i koloryzuje? Nie wszystko jest tylko czarne albo tylko białe :D.

      Usuń
  3. Bardzo dobry wpis, szczerze - w życiu nie pomyślałabym, że miałyście tego typu problemy, faktycznie wszystko wydawało się takie kolorowe. :P Wielki plus dla Ciebie że mówisz właśnie też o tych "ciemnych stronach" swojego psa, bo niektórzy to ukrywają, a później gdy spotkamy taki team na jakimś psim evencie tooo niespodzianka :P (w sensie zachowanie psa). My również mamy problemy z niechęcią w stosunku do gości, dzieci (oraz facetów) - nie mam pojęcia dlaczego, mam ją u siebie od szczeniaka i od małego była przyzwyczajana do ludzi, ale no trudno, pomału staramy się to zwalczać. Wiem coś o męczeniu aportu, Nela często ucieka z zabawką i chce żeby ją gonić (brat się z nią tak bawi, mimo moich próśb żeby tego nie robił), ciągle nad tym dłubiemy ale wychodzi to jak wychodzi. Czystości również uczyła się dłuuugo, oraz to dziczenie w mieście... Nasze psy mają sporo wspólnego, haha ;)
    Pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Miałyśmy" to słowo klucz :). Ginny w tym roku kończy 7 lat, większość spraw, o których tu wspomniałam dawno temu odeszła w niepamięć, więc nie było nawet sensu o nich wspominać. Natomiast jak wcześniej pisałam, nie widzę nic strasznego w mówieniu o słabszych stronach i zawsze, kiedy ktoś był ciekaw, otwarcie o nich opowiadałam :D.

      Hmm... wydaje mi się, że chyba niewiele osób z taką perfidną premedytacją ukrywa problemy swoich zwierzaków. Gdyby tak było, to właśnie unikałyby pojawiania się na dużych imprezach, na których ktoś może zwrócić uwagę na złe zachowanie. Poza tym jak kiedyś pisałam coś, co dla Ciebie stanowi problem, dla kogoś innego może wcale nim nie być. Możesz wytknąć komuś, że nie pisze w necie o problemie ciągnięcia na smyczy, a tej osobie ciągnięcie na smyczy może w ogóle nie przeszkadzać, więc po co w takiej sytuacji miałaby o tym mówić i nad tym pracować? Żeby obcy ludzie nie posądzili jej o oszukiwanie i ukrywanie problemów? :D Wydaje mi się, że za często skupiamy się na innych, zamiast na sobie :).

      Usuń
  4. Super, że o tym piszesz! Ludzie często ukrywaja problemy swojego psa, a potem okazuje się, że nie tylko ja z Tajga mam z tym lub z tamtym problem. Ja si e do czegos przyznam i nagle kilka innych osób mówi/pisze, że też ich pies ma takie czy inne fiksacje, leki, napady złości itp itd. U nas jeszcze bardzo długaaa droga do przepracowania wszytskiego, a po drodze cos jeszcze zawsze wyskoczy. Z Tajgą nie mam czasu na nudę

    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, serio uważasz, że ludzie specjalnie ukrywają problemy swoich psów? xD Nie zawsze będąc świadomym swoich wad mamy potrzebę o nich opowiadać. To trochę tak jak wymagać od otyłej osoby, żeby ciągle opowiadała o tym, że jest gruba i to jest złe. A chyba można być otyłym, jeśli ma się na to ochotę lub odchudzać się bez spowiadania się z tego w sieci, jednocześnie zamieszczając wesołe treści?

      Uważam, że to bardzo fajne, kiedy ludzie dzielą się swoimi doświadczeniami, bo właśnie często schodzą się wtedy inne osoby, które mają podobne problemy i tworzy się swego rodzaju grupa wsparcia. Łatwiej jest pracować z psem mając świadomość, że ktoś miał podobny problem i udało mu się go rozwiązać. Nie wymagałabym jednak od nikogo, żeby koniecznie opowiadał o wszystkich swoich przejściach, skoro nie ma takiej ochoty, to jest to sprawa tej osoby.

      Usuń
  5. Bardzo szczery wpis. Lubię czytać takie wpisy. Gdy patrzyłam na wasz team myślałam, że jesteście idealne! Ale nie stety nikt nie jest idealny. Brawo za odwagę!

    Pozdrawiamy!
    Fantastyczny-psi-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem odważna, podsumowałam to o czym pisałam w ciągu ostatnich kilku lat. To nie są jakieś tajemnice poliszynela, które postanowiłam oficjalnie ujawnić xD. Nie mam problemu z tym, że mój pies szczeka i przez kilka miesięcy robił mi na dywan, bo to pies, a nie zaprogramowany robot. Zdarza się.
      Ja uważam, że nasz team jest idealny, lepiej nie mogłyśmy się dobrać :P.

      Usuń
  6. W każdym psio ludzkim teamie zdarzają się większe lub mniejsze problemy. Najważniejsze to umieć znaleźć na nie jakieś rozwiązanie. Ja z Nelą też długo przerabiałam naukę czystości. Ba, do tej pory mała nie sygnalizuje swoich potrzeb (lub ja nie jestem w stanie tych sygnałów zauważyć).Ratuje nas tylko to, że wychodzimy zawsze o tych samych porach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że małe burki chyba mają z tym większy problem. Ginny nie sygnalizuje jakoś mega wyraźnie, nie drapie drzwi, nie szczeka pod drzwiami, ale zachowuje się w bardzo charakterystyczny sposób. Od razu jak zaczyna męczyć ludzi, to już wszyscy wiedzą, że jest pilna sprawa do załatwienia.

      Usuń
  7. Dziękuję Ci bardzo mocno za ten post♥ Z całego serduszka♥
    Mój pies zachowuje się podobnie do psów, jak Ginny, ale właśnie pokazałaś mi, że może jeszcze coś z niego być :D
    Dziękuję raz jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie zawsze irytowało jak ktoś się zapytał o problemy psa danego właściciela, który wręcz posiadał zajebistego psa, a został bez odpowiedzi, albo zadający pytanie był zbywany. Jeśli można opowiadać o zaletach swojego psa na prawo i lewo to można tak samo robić z wadami. Nie każdy może się ze mną w tej kwestii zgodzić, ale takie jest właśnie moje zdanie. No i chyba nie ma psów idealnych :D
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  9. A my z ludźmi nie mamy większych problemów, ale chyba że to facet :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Dark Side - czy tylko mnie się to kojarzy z Gwiezdnymi Wojnami?
    Jak na razie to się bardzo cieszę, iż moja Venus nie ma problemy z innymi członkami rodziny - gdy jednak przychodzą do odczytania gazu to ile ta moja Venus szczeka i wrzeszczy... Natomiast przewracam oczami, gdy takie malutkie dzieci przybiegają do Venus podczas spaceru i mówią "Ojej, ale fajny piesek!" i zaczynają się głaskania. Naprawdę nigdy na oczy nie widziały żadnego psa? :)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie, miłego dnia ♥ Wpadniesz do mnie? :)
    Rose&Venus

    OdpowiedzUsuń