Pierwszy pokaz psich sztuczek

niedziela, 26 marca 2017

Jest wtorek 21 marca. Dostaję propozycję zajęcia się pokazami psich sztuczek na oficjalnym otwarciu Maxi Zoo na warszawskim Bemowie, które ma odbyć się za 4 dni. Stwierdzam, że to super okazja, żeby zdobyć nowe doświadczenie! :) 

W tym wpisie będą zdjęcia robione kromką chleba.

Sztuczki to dla Ginny chleb powszedni, ale nie ma co porównywać rodzinnych pokazów czy zeszłorocznego spotkania sztuczkowego (tutaj) do pracy w ciasnym pomieszczeniu (jak bardzo będziecie mieć okazję zobaczyć na filmie niżej), wypełnionym po brzegi obcymi ludźmi i szczekającymi psami. Wiedziałam, że to nie będzie proste zadanie dla Gi i dla mnie również, bo wszelkie wystąpienia publiczne to dla mnie zawsze duże wyzwanie, ale mimo to postanowiłam, że obie się z tym zmierzymy. 

Na miejscu byłyśmy od samego rana, żeby nie wrzucać Gi od razu w tłum ludzi i żeby stopniowo mogła sobie wszystko ogarnąć. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem, bo choć zdarzały się momenty zwątpienia, to głównie spowodowane nerwowymi sytuacjami z innymi psami, które szczekały lub wchodziły między sobą w bardzo intensywne interakcje. Świetnym odizolowaniem od tego wszystkiego była klatka. Nawet jak musiałam na chwilę wyjść z namiotu i zostawić Ginę zamkniętą w kenneliku, to bardzo grzecznie i cicho sobie tam siedziała (mam na to świadków! :)). To ogromny sukces zważywszy na warunki i niemiły epizod w zeszłym roku na zawodach, po którym Gi trochę zraziła się do siedzenia w klatce. Osoby ze stoisk obok były zdziwione, że Ginny cały czas jest tam zamknięta, bo zachowuje się tak, jakby psa tam w ogóle nie było. Ah... duma mnie rozpierała! :D Wokół nas było też sporo dzieci, które nie ukrywały swojego zainteresowania Ginką. Wspominałam już, że nie przepada ona za małymi ludźmi, ale chyba zaczyna się do nich coraz bardziej przekonywać, bo wczoraj nie robili na niej większego wrażenia, a nawet byli całkiem spoko, bo dawali smaczki. 


Przejdźmy w końcu do samych pokazów! Łącznie czekały nas dwa pokazy, pierwszy, który zobaczycie na filmiku był zaplanowany na 13:30. Moim zdaniem poszedł nam dość średnio, bo Ginny nagle zorientowała się, że wszyscy patrzą i są skupieni na niej, w dodatku rozszczekały się psy i trochę to wszystko przytłoczyło mojego szaraczka. Postanowiłam, że w takim razie zrobimy sobie ten pokaz totalnie na luzie, z dużą ilością nagródek i bez pilnowania, żeby wszystko było równo co do centymetra. Użycie klatki jako rekwizytu chyba też jej trochę pomogło. Ginka ogromnie się starała, zrobiła wszystko o co ją poprosiłam i była najwspanialsza na świecie. Po obejrzeniu filmu widzę, że nie wyglądało to aż tak strasznie, jak widziałam to ze swojej perspektywy, ale zrobiłam to dopiero w domu. Drugi pokaz miał być 2h później i nie liczyłam raczej na to, że będzie lepiej. Trochę już tam siedziałyśmy, Ginny była zmęczona i uznałam, że pewnie nie będzie sensu nagrywać i to był błąd! Bardzo żałuję, bo drugi występ to było niebo a ziemia! :) Oczywiście nadal nie był to taki stan wyluzowania, jaki widzę każdego dnia, ale świetnie rokuje na przyszłość. Chyba właśnie to najbardziej lubię w pracy z psami, że nigdy nie można narzekać na nudę, zawsze jest coś, co można bardziej dopracować. 

Teraz chyba muszę kupić jej tę zabawkę. 

Uprzedzam, że na filmie nie ma nic nowego poza okolicznościami przyrody ;). Nie są to też wszystkie dotychczasowe sztuczki, jakie zna Gi. Trochę ograniczała nas moja kontuzja (wskakiwanie na stopy czy turlanie na moich plecach z pewnością zrobiłyby duże wrażenie) i mała ilość miejsca na rekwizyty. Do tego starałam się też wybrać te sztuczki, które Ginny lubi najbardziej i chyba trafiłam w dziesiątkę, bo choć chwilami widać po niej stres, to cały czas merda swoim ogonkiem. Takie momenty uświadamiają mi, że zawsze mogę na nią liczyć i za to ogromnie ją kocham :). 



10 komentarzy:

  1. Woow, świetnie Wam poszło! Gratulujemy udanego występu :D Tym bardziej zważając na to, że odbywały się w faktycznie ciasnym, hałaśliwym pomieszczeniu. Ginny jest świetna, brawo jeszcze raz!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale świetnie! :D Jesteście genialne <3 oo i Vaderek z Leszkiem w tle :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Poradziłyście sobie naprawdę świetnie, Ginki ogonek merda jak szalony i to jest chyba najważniejsze :D.
    Ps: Pierwsze zdjęcie genialne, prawie spadłam ze śmiechu z łóżka :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Szkoda, że do Wawy mamy 5 godzin drogi to byśmy przyjechali i was podziwiali. Szczerze mówiąc nie umiałabym pracować z psami w takich warunkach. Bobik by jeszcze jakoś wytrzymał, ale ja nie lubię jak ktoś patrzy się na to co robię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w czasie zawodów czy innych okoliczności, w których ktoś patrzy sobie na to, co robię z psem w ogóle o tym nie myślę. Skupiam się tylko na psie :D. Chociaż na samym początku przygody z zawodami nie było łatwo przestać myśleć, że obserwuje nas tłum ludzi ;).

      Usuń
  5. Ginny to taka mała torpedka - cudne jest to jak bardzo się angażuje i stara. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, cóż za zaangażowanie! Cały czas merda ogonem. :) Widać, że praca z Tobą sprawia jej autentyczną przyjemność. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój pies skończył w styczniu 9 lat i od wakacji próbuję uczyć go sztuczek, a przy okazji Maks potrzebuje stracić brzuszek, który funduje mu prababcia. Poświęcam mu sporo czasu, ale jednak nie wszystkiego chce się uczyć, więc staram się udoskonalać kilka sztuczek, które przyswoił.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszczę Ci, że masz taki zapał do pracy z Ginny. Widać, że jesteście dla siebie stworzone.

    OdpowiedzUsuń