18.06.2017

Trendy w prowadzeniu psów

Odnoszę wrażenie, że psiarze bardzo łatwo podłapują pewne trendy i często robią to niezbyt świadomie, nierzadko popadając przy tym w skrajności i słabo generalizując. A może inaczej, ich świadomość ogranicza się do tego, że ktoś tak zrobił, więc oni też będą tak postępować. A po co dokładnie i czy ich psu to jest w ogóle potrzebne to już taki tam szczegół.


Rzućmy na ruszt frisbee! Teraz raczej odradza się rzucanie szczeniakom rollerów (dysk toczący się po ziemi), bo maluchy często pędzą po nie na pełnym przyspieszeniu, potykają się o własne łapy, a na końcu hamują niczym driftujące autka. Kiedyś to był bardzo popularny sposób zabawy ze szczeniakami, przed którymi stała kariera gwiazd dogfrisbee. Teraz uważa się, że to raczej nie jest zbyt miłe dla ich rozwijających się organizmów i większość psiarzy zdaje sobie z tego sprawę. Nie mają przy tym problemu, żeby rzucić takiemu szczeniakowi piłeczkę hen, hen daleko. No bo przecież to piłka, a nie frisbee, więc w czym problem? 
Tradycyjne wychowanie, karcenie, kolczatki zamieniły się na skrajnie pozytywne metody, titanie, ignorowanie złych zachowań i klikerek. Nie było ważne z jakim psem mamy do czynienia, najważniejsze, żeby stosować się ściśle do zasad metody, na którą aktualnie panowała moda. Teraz kliker jest już passé i wiele osób wręcz chwali się, że z niego nie korzysta. 
Tak samo słabe jest już uczenie szczeniaka sztuczek (z resztą w przypadku dorosłych psów to też  trochę siara i może sugerować, że mamy zwierzę tylko do chwalenia się nim na YouTube). Wiecie, skoro kiedyś szczeniak był uczony wielu sztuczek i o zgrozo, ktoś ośmielił się pokazać je na filmiku, to teraz już tak nie można, bo ktoś może pomyśleć, że nasz piesek nic poza tym nie robi. Teraz najlepiej, kiedy szczeniak socjalizuje się i przygotowuje do docelowego sportu, bo wiecie uczenie sztuczek i uczenie podstaw pod jakiś sport to dwie różne rzeczy. Sztuczki to musi być męczarnia, ale ćwiczenie ciasnych skrętów, równe chodzenie przy nodze to już sama przyjemność. Pewnie nasz szczeniak nie może doczekać się kiedy wystartuje z nami w zawodach i zajmie pierwsze miejsce. 

Kiedyś bardzo modne było uczenie psów wysyłania się na torze agility. Tory były tak ustawiane, że człowiek nie musiał jakoś specjalnie nabiegać się z psem, bo wystarczyło, że odpowiednio wskazywał mu kolejne przeszkody, a ten niczym sterowany pilotem pokonywał je we właściwy sposób. Było to bardzo efektowne i mało wymagające dla przewodnika, niestety jeśli jakiś pies był do nas mocno przyklejony to byliśmy trochę w czarnej dziurze. Teraz jest zupełnie inaczej, agility w końcu wygląda jak sport polegający na współpracy człowieka i psa, bo w większości przypadków  ustawienia torów trzeba być przed psem, co siłą rzeczy sprawia, że trzeba zapierniczać razem z nim. Mega mi się to podoba i możliwe, że jakby ten trend wszedł wcześniej to inaczej potoczyłaby się "kariera sportowa" Tosi. 
Warto też wspomnieć o popularnym wyciszaniu psa, nauce odpoczywania, to akurat bardzo fajny trend i chyba trudno coś tu spartolić (chyba, że dojdzie do gaszenia i tak niezbyt pobudliwych psów). Kiedyś było wręcz odwrotnie, im bardziej nakręcony pies tym lepiej. Nawet jeśli szczeniak był przekręcony do tego stopnia, że biegał po suficie, to podkręcało się korbkę jeszcze bardziej. Pies miał być nie do zajechania. Właściciele swoich psów-robocików byli wręcz dumni, że ich burki są zawsze gotowe do pracy, ale "odpoczywają" dopiero jak im się każe (leżenie i wyraźne wyczekiwanie kontynuacji zajęcia ma niewiele wspólnego z odpoczynkiem). Dla kogoś, kto dopiero raczkował w psich sportach robiło to naprawdę duże wrażenie i budziło jakiś respekt. Do dziś pamiętam, jak niektórzy twierdzili, że border collie potrzebuje kilka godzin zajęć dziennie. Wtedy to była rasa dla wybrańców z nadnaturalnymi zdolnościami ogarniania czasu i nawet przez moment nie pomyślałam, że kiedykolwiek będę w ogóle rozważać takiego futrzaka. 

Jakiś czas temu był też ogromny bum na psi fitness. Wydawać by się mogło, że to świetna sprawa, szczególnie zimą, kiedy zwykle nasze aktywności są ograniczone. Sprzęt nie jest drogi, nie zajmuje aż tyle miejsca, więc wielu osobom bardzo się to spodobało, ćwiczyły nawet szczeniaczki dopiero co zabrane z hodowli. Kiedy usłyszałam o przypadku psa, który w trakcie ćwiczeń zerwał więzadło zmieniłam zdanie, jakoby psi fitness był całkiem bezpieczny. Choć większość wykonywanych czynności wygląda dość niepozornie, to nie jest to aktywność dla wszystkich psów i warto to wcześniej z kimś skonsultować. 



No dobrze, tych przykładów nie ma aż tak wiele, ale wydaje mi się, że wszystkie dobrze nakreślają to, co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Zobaczcie, jak szybko zmienia się podejście do różnych spraw związanych z psami! Te wszystkie trendy przychodzą do nas, a potem przemijają, a wielu z nas (w tym też i mi się zdarzyło) bez głębszego zastanowienia powtarza za innymi krok po kroku różne czynności, co w różny sposób odbija się na naszych zwierzętach. Wydaje nam się, że skoro ktoś tak robi to na pewno ma na celu dobro swojego futrzaka, bo pewnie tak właśnie jest, ale to co dobre dla jednego psa, nie musi być dobre dla drugiego. Świat nie jest tylko czarny albo tylko biały i popadanie ze skrajności w skrajność często nie ma w ogóle sensu. Zanim zaczniemy coś robić z naszym psem albo wręcz przeciwnie, zanim podejmiemy decyzję o tym, że absolutnie czegoś robić nie będziemy, zastanówmy się czy faktycznie nasz czworonóg tego wymaga. Pamiętajmy też, że nazywając te same rzeczy w inny sposób nie sprawimy, że będą one lepsze lub gorsze, dla psa to wciąż będzie to samo. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu