Komplet i bandamka od Witty&White

niedziela, 19 lutego 2017

Jestem fanką linowych smyczy i bardzo podobają mi się złote okucia w psich akcesoriach, dlatego bardzo ucieszyłam się z okazji testowania produktów od Witty&White. Pora powiedzieć o nich więcej :).


Trafiła do nas obroża personalizowana Double, smycz personalizowana w trzech kolorach oraz czarno-biała bandamka. Każdy przedmiot był oddzielnie zapakowany w materiałowy woreczek, spód i górna warstwa pudełka były wyłożone grubą warstwą folii bąbelkowej ukrytej pod czarnym papierem, nawet karton na zewnątrz był ozdobiony ładnym sznureczkiem. Wszystko dopracowane w każdym calu i mimo, że to przecież takie detale, mogłoby się wydawać niezbyt znaczące to robią naprawdę miłe wrażenie.


Wybór kolorów obroży i smyczy był dla mnie oczywisty. Schody zaczęły się przy rozmiarach, bo to nasze pierwsze akcesoria wykonane z liny bawełnianej i nie do końca wiedziałam na co się zdecydować, ale z pomocą pospieszyła Pani Agata, która idealnie nam ze wszystkim doradziła.



SMYCZ 
Nasza smycz jest wykonana z liny bawełnianej o średnicy 10mm, jej łączna długość miała wynosić 160cm, ale okazało się, że jest trochę krótsza, co akurat mnie ucieszyło. Gdyby było inaczej Witty&White zaproponowaliby wymianę smyczy na nową i wysyłkę na ich koszt, ale w naszym wypadku nie jest to konieczne :). Trochę obawiałam się, że lina o grubości 10mm będzie zbyt masywna, ale w ogóle nie odnoszę wrażenia, żeby topornie  wyglądała przy psie.
Wyposażona jest w nieduży, mosiężny karabińczyk, który na zdjęciach sprawia wrażenie dość delikatnego, ale to tylko pozory, bo na żywo jest zupełnie inaczej. Nie mam obaw, żeby przypiąć go do obroży, w którą ubrany jest pies.


Przy rączce na kółeczku wisi złota zawieszka z logo Witty&White. Całkiem fajny pomysł na "metkę", poza tym moim zdaniem stanowi ciekawy akcent dodatkowo ożywiający smycz. Kółeczko za to sprawdza się jako mocowanie do karabińczyka, kiedy przewieszam sobie smycz przez ramię.
Jak wcześniej wspomniałam wybór kolorów był z góry przesądzony, nie sądziłam jednak, że na żywo będą prezentować się razem tak pięknie! Zgodnie z moją prośbą od strony karabińczyka znajduje się fiolet, intensywny róż oraz mięta. Pomyślałam, że dzięki takiej kolejności (ciemniejsze kolory bliżej psa) smycz powinna dłużej zachować ładny, nieskalany błotem wygląd. Prawda jest taka, że smycz to u nas bardziej ludzki niż psi gadżet. Służy mi jedynie do przeprowadzenia psa z miejsca na miejsce, bo dalej najczęściej moje futrzaki poruszają się bez uwięzi (wyjątek to wypady na miasto). Smycz albo przewieszam przez ramię, albo chowam w kieszeni/saszetce. Nie ma więc ona szczególnie wielu okazji do pobrudzenia się, bo zawsze dbam o to, żeby była w miarę czysta (nie lubię mieć brudnej smyczy na kurtce czy zwiniętej w ręku). Tym razem zwracałam na to szczególną uwagę, bo bawełna nie należy raczej do super czyszczących się materiałów, a tu dodatkowo producent poleca pranie ręczne.


Smycz lekko się rozciąga co sprawia, że w pewnym stopniu amortyzuje szarpnięcia, dla mnie to plus. Jest całkiem wygodna, żeby to sprawdzić specjalnie zdjęłam rękawiczki na kilka spacerów. Doceńcie moje poświęcenie.
W porównaniu z taśmowymi smyczami o podobnej długości zajmuje sporo miejsca, ale jest tak ładna, że grzechem byłoby ją chować :D.



OBROŻA
Jak już wiecie jestem fanką obroży półzaciskowych, najlepiej sprawdzają się u moich psów. Z dotychczasowej oferty Witty&White najbardziej pasowała nam jednak obroża Double, ze względu na szerokość. Została wykonana z liny bawełnianej o średnicy 8mm,  co w sumie daje obrożę o szerokości 16mm, dla Gi to takie minimum. Przy tego typu obroży trzeba zwrócić szczególną uwagę na to, żeby dobrać właściwy rozmiar, bo nie ma  możliwości regulacji, my trafiłyśmy chyba idealnie :).


Wybrałam mocowanie za pomocą karabińczyka, takiego samego jak w smyczy. Okazało się, że to całkiem wygodne rozwiązanie. Obawiałam się, że karabińczyk będzie jakoś wbijać się w szyję, ale nic takiego się nie dzieje. Kółko, do którego zapinamy karabińczyk jest naprawdę solidne i stanowi chyba jedyne, sensowne miejsce, gdzie można zamocować adresówkę, ale nie jest to łatwe zadanie.  Miałam problem z zamocowaniem tam adresówki na małym kółeczku, natomiast z większym nie wyglądało to najlepiej. Myślę, że fajnie by było, jakby w obrożach pojawiło się jakieś ciekawe rozwiązanie na przymocowanie idenfytikatora.
Dużym plusem jest dyskretna metka wokół jednej z linek, podoba mi się to, że nie rzuca się w oczy. 

Poza tym obroża pięknie prezentuje się na psiej szyi i wydaje się naprawdę wygodna, nigdzie nie uwiera psa. Szybko się ją zakłada i zdejmuje, nie zmienia swojego położenia w czasie ruchu. 





BANDAMKA
Podobały mi się bandamki na psach z dłuższą sierścią. Na tych bardziej łysawych często kojarzyły mi się ze śliniakiem, dlatego muszę przyznać, że byłam trochę sceptycznie nastawiona do tego produktu. Stwierdziłam jednak, że szkoda z góry go przekreślać, bo może jednak będzie fajnie wyglądać. Jak dobrze, że jest z nami!


Nasza bandamka jest w rozmiarze S czyli na obwód szyi od 28 do 38cm, ginowa szyja w najszerszym miejscu ma około 29cm w obwodzie i wydaje mi się, że chyba ciut zaszalałam z tym rozmiarem. Zależało mi jednak na tym, żeby mieć więcej luźnego materiału, a jego nadmiar bez problemu można odpowiednio złożyć, to taka ciekawostka przyrodnicza dla Was.


Dla równowagi wybrałam coś w bardziej stonowanych kolorach, padło na czarno-białą flanelę. Bandamka wykonana jest z bardzo dobrej jakości bawełny. Materiał jest ciepły i miły w dotyku, nie gniecie się jakoś szczególnie. Posiada ładne wykończenie. Podobnie jak smycz i obroża ma niezbyt przykuwającą wzrok metkę, a jeżeli ktoś wyjątkowo nie lubi być "żywą reklamą", to może odwrócić bandamkę na drugą stronę. Zwracam na to uwagę, bo niektórzy producenci zamieszczają ogromne metki, które często zajmują bardzo dużą powierzchnię, widać to szczególnie na akcesoriach dla małych psów. Tutaj wszystko jest jak należy :). 
Chustkę składamy  na pół i zawiązujemy psu wokół szyi, a następnie podziwiamy. Produkt ten został stworzony głównie po to, żeby wyglądać, ale myślę, że na pewno w jakimś stopniu chroni psią szyję przed warunkami atmosferycznymi. W ogóle takie apaszki wyjątkowo ocieplają wizerunek psa. Wiem, że są osoby, które mają groźnie wyglądające psy i chciałyby to zmienić, sądzę, że bandamka mogłaby w tym pomóc :). 
Na co dzień raczej nie będę korzystać z takiego gadżetu, ale myślę, że wykorzystam go w nie jednej sesji zdjęciowej, w związku z tym już chodzą mi po głowie kolejne bandamki w różnych wzorach i kolorach (mogę sobie pozwolić, w końcu to już nie będą psie akcesoria tylko rekwizyty foto! ;)). 



CENA
Zacznijmy od bandamki, która kosztuje około 30zł. Wydaje mi się, że to całkiem spoko cena, jak za produkt takiej jakości i bez większych oporów byłabym w stanie zapłacić tyle za kolejną. 

Smycz i obroża kosztowały razem około 200zł i zdaję sobie sprawę, że pewnie niejedna osoba czytająca tę recenzję złapie się za głowę. Smycz i obroża ze sznurków za tyle kasy? A dlaczego nie? Często zapominamy, że w koszt samego produktu wchodzą nie tylko materiały (nierzadko  importowane), ale też produkcja (to ręczna robota, a nie azjatycka taśma produkcyjna) i cała ta pozostała otoczka, bez której marka by nie istniała. Według mnie cena jest w porządku, choć na myśl o kolejnej smyczy mój portfel pewnie zapłacze, ale wiem, że w zamian otrzymam coś przefantastycznego. 



PODSUMOWUJĄC
Akcesoria linowe Witty&White są po prostu bajeczne. Spacer w najgorszą szarugę robi się zdecydowanie przyjemniejszy od patrzenia na dyndającą w ręku smycz, niczym z krainy jednorożców. Jestem oczarowana do takiego stopnia, że najchętniej wydrukowałabym ginowe zdjęcie w tym komplecie w dużym formacie i powiesiła w widocznym miejscu, żeby nawet kręcąc się po domu móc na nie spoglądać i się zachwycać :D. Dzięki bandamce polubiłam bandamki i mam już w głowie kilka pomysłów, jak ciekawie wykorzystać je na zdjęciach :).  
Według mnie nie są to akcesoria do wszystkiego, a na pewno nie dla psów kochających kąpiele błotne czy tarzanie się w czymś dużo gorszym niż błoto ;). Czy to źle? Jako maniak psich akcesoriów mam rzeczy na misje specjalne, jak i na spokojniejsze spacery bez dodatkowych atrakcji. Ostatnio ze względu na kontuzję, tych drugich wypadów było zdecydowanie więcej. O wiele weselej dreptało mi się na moich bolinóżkach trzymając w ręku to tęczowe cudeńko, niż dzierżąc zwyczajną, taśmową smycz, która pewnie przetrwałaby wyprawę w Himalaje i pływanie w bagnach, ale na cóż mi ona, kiedy kuśtykam sobie po chodniku? 



16 komentarzy:

  1. Ja należę do grona tych osób, które zwracają uwagę na detale. I przyznam, że już sama paczka robi super wrażenie. Miło jest otwierać takie woreczki, a jeszcze milej zakładać psiakowi taką ładna obroże. Cena wysoka, ale za jakość niestety zawsze trzeba płacić więcej.

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas na konkurs
    bialymaltan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny ten komplet!
    Czym robione zdjęcia? Są poprostucudowne!
    Pozdrawiamy Julia & Jumper

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Zdjęcia robione canonem 6d + 85mm f/1.8 i sigmą 35mm f/1.4.

      Usuń
  3. Strasznie pasuje do Ginki, cudnie wygląda! No i te zdjęcia... wow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :D Też sądzę, że ten zestaw super wygląda na Gi, choć trzeba przyznać, że jest niewiele kolorów, które do niej nie pasują.

      Usuń
  4. Ogólnie to nie podobają mi się komplety z lin, ale ten jest cudny. Gdyby nie ta cena, to może i byśmy się skusili. Za to bandamka super! :D
    Pozdrawiamy M&B

    OdpowiedzUsuń
  5. Cena zaporowa niestety dla przeciętnego ucznia czy studenta :p Mimo to cały ten zestaw się prezentuje na prawdę świetnie. U was się świetnie sprawdził jak widać na ostatnim zdjęciu do spacerowego outfitu.
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna wzdycham do tych obroży i smyczy, ale na nasze warunki pogodowe takie cuda się nie nadają. :p
    Pytanie takie mam. Zdjęcia, które masz razem z Giną robisz z pilota, czy masz prywatnego fotografa? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że jeszcze będzie sucho i słonecznie, wtedy chyba każdy bez obaw może ubrać psa w taki zestawik :).
      Zwykle używam pilota, ale tutaj ze względu na wiele niesprzyjających okoliczności musiałam wykorzystać człowieka :D.

      Usuń
  7. Piękny komplet,ale nie jestem przekonana do karabińczyka,jest mało przekonujący i wygląda na nie pewny w dalszym użytkowaniu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzeczywiście cena zniechęca do zakupu, ale z drugiej strony chciałabym codziennie chodzić na spacery z psami, które biegają w tęczowych obrożach. Ostatnio mam fioła na punkcie plecionych obroży i smyczy, dlatego chyba jednak się skuszę na taki zestaw dla Bobika :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zestaw kolorystycznie i wizualnie jest genialny! Natomiast, niestety drzewko z pieniążkami jeszcze nie wyrosło (psst to chyba wina tych mrozów!) i nie mamy czym zasponsorować sobie takiej przyjemności :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale piękny komplet, no i bandamka! ;) I jakie zdjęcia cudowne! <3 O Ginny nie wspomnę, jest prześliczna. <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Akcesoria są śliczne, ale chyba tak jak mówisz - dla fana psich akcesoriów w ogóle, niekoniecznie dla zwykłego śmiertelnika. Dla mnie na przykład cena jest zaporowa, a składa się na to nie tylko prosta ilość złotówek, ale też sposób funkcjonowania moich psów - same ich zabawy a'la starcie tytanów, czy namiętność do tarzania (na szczęście nie w kupie), uśmierciłyby te cacka w ciągu tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi strasznie nie leży w tego typu akcesoriach ten oplot ze sznurka. Taka ładna linka, takie śliczne kolorki, tak kolorowo i ładnie, a tu bach... kawałek dratwy! Zresztą widzę te oploty ze sznurka/dratwy w wielu akcesoriach handmade i albo nikt nie wpadł na lepsze wykończenie albo to moje osobiste skrzywienie. No chyba, że na żywo to jakoś lepiej wygląda.

    OdpowiedzUsuń