25.05.2019

Gorzka wata cukrowa - Lumos skończyła 6 miesięcy

Lu jest na świecie już całe pół roku, niesamowite jak szybko mija czas, kiedy wychowuje się szczeniaka. Jeszcze niedawno była małą, puchatą kulką, a lada moment stanie się dorosłą pannicą. Dziś chciałabym podsumować 4 miesiące naszej znajomości.  


Od czego by tu właściwie zacząć? Chciałabym dobrze nakreślić Wam moją perspektywę, bo jestem świadoma jak często wpisy tego typu są odbierane. Nie mam zamiaru wymądrzać się tu, czy żalić, a jedynie podzielić swoimi przemyśleniami i dotychczasowym, dość krótkim przyzncie, doświadczeniem.

Kiedy decydowałam się na bordera, dochodziły do mnie różne, sprzeczne informacje. Oczywiście miałam za sobą dużo rozmów na temat rasy oraz wiele własnych obserwcji, ale to nawet nie ociera się o wrażenia z życia z takim psem na co dzień. No właśnie, z psem? A może to jednak coś innego? Jedni podkreślają, że border collie to pies jak każdy inny, a drudzy dostrzegają tam jeszcze jakiś pierwiastek, który odróżnia tę rasę od pozostałych. Jak w takim razie traktować to zwierzę? Chyba nikt nie będzie w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo psy tej rasy potrafią bardzo różnić się od siebie. Pozostaje nam korzystanie z własnych zasobów wiedzy i doświadczenia oraz pomoc ludzi, którym trafił się podobny przypadek (może to być hodowca, trener, ale też po prostu psi znajomy z dłuższym stażem posiadania BC).
Dokonałam takiego, a nie innego wyboru przede wszystkim dlatego, że czułam, że taki pies będzie ze mną najlepiej współgrać. Bardzo pasowała mi ich szeroko pojęta mentalność, sposób bycia. Lubię psy z ułamkiem szaleństwa, zawsze powtarzałam, że wolę wyciszać oszołoma, niż rozkręcać ciepłą kluskę. Wiedziałam też jakie mogą być konsekwencje takich cech, szczególnie u szczeniaka, który jak to szczeniak niekoniecznie będzie potrafił sam się kontrolować, przynajmniej nie od razu. Miałam świadomość, że mogą spotkać mnie różne trudności, że może nie popełnię tych samych błędów co z Gi, ale pewnie będą inne. Starałam się podejść do Lu bardzo rozsądnie, bez zbędnego zadęcia, wielkich planów i ambicji, ale też nie przesadnie za luźno, żeby się nie rozbestwiła. 


Początek naszej przygody to pasmo wzlotów i upadków. W zasadzie między nami było więcej zgrzytów niż wspólnego biegania po tęczy. Bywało, że miałam wrażenie, że mój pies po prostu mnie nie lubi i niekiedy zwyczajnie chciało mi się ryczeć (mi, dorosłej babie). Moje wyobrażenia zderzyły się z rzeczywistością, która okazała się szczeniakiem takim, jak większość szczeniaków, tylko razy sto. Wrażenie to z pewnością potęgowała wielkość Lu, która w mojej ocenie na tamten czas była spora (przypomnę, że nigdy nie miałam psa, który ważył więcej niż 8kg, a Lucyna dość szybko do tej wagi dobiła). Zastanawiałam się czasami, jak to jest, że moje szczenię jest jak dzika bestia, a inni mają od razu takie miłe misie pysie. Mogłam tylko gdybać, ale zamiast tego działanie uznałam za sensowniejsze. W końcu właśnie po to wzięłam tego małego nicponia, aby z nim działać, poznawać, uczyć się o psach jeszcze więcej, niezależnie od tego z czym przyjdzie mi się zmierzyć. 

Myślę, że powiedzieć o Lumos, że jest wulkanem energii, to zdecydowanie za mało. Do tego jest niesamowicie inteligentna, bardzo spostrzegawcza, dynamiczna, nie czeka za długo z podejmowaniem decyzji i robi wszystko na 100%, a czasem nawet więcej. Bywa niepewna w niektórych sytuacjach, ale dosyć szybko się z nimi otrzaskuje. Czasem jest niezależna, dlatego mocno skupiam się na przyklejeniu jej do mnie. Jasno pokazuje, kiedy coś jej się nie podoba, nie można jej do czegoś zmusić, więc kiedy czegoś nie chce, a musi, to trzeba tak wykombinować, żeby myślała, że jednak chce. Czasami żartuję, że to mieszanka terriera z maliniakiem, a nie uroczy border collie, jakie udało mi się przez ostatnie lata poznać. Wymaga bardzo konkretnego podejścia, nie można być przy niej niepewnym tego co się robi, bo ona wchodzi do ludzkiej głowy i wie co zrobię zanim ja w ogóle o tym pomyślę, a potem to wykorzysta. Jednocześnie "życiowo" wciąż jest bardzo hmm... dziecinna, niedojrzała. Powoduje to, że praca z nią jest czymś wspaniałym (choć z różnych, już znanych mi przyczyn aport zabawowy to sinusoida i ciągle go szlifujemy), ale życie na co dzień wymaga ode mnie wielu pokładów cierpliwości, kreatywności, niezłego refleksu i przede wszystkim zrozumienia.
Tego ostatniego zabrakło mi na starcie. Niby rozumiałam, niby wiedziałam, ale najwyraźniej za mało, przez to często nie mogłam dogadać się z moim psem. Mimowolnie porównywałam ją z innymi szczeniakami, co było niesamowicie głupie, ponieważ często okazywało się, że obce maluchy może i były wspaniałe w oczach swoich właścicieli, ale ja nie mogłabym powiedzieć o tych zwierzętach tego samego. Nie każdy jest obiektywny, nie każdy też ma takie same oczekiwania wobec psa, stąd pewnie często wynika odmienny obraz danego zwierzaka jakiego widzą różni ludzie. Postanowiłam solidniej pilnować swoich myśli, by przestały uciekać do porównań, a bardziej skupiły się na analizie mojego własnego burka, który jest jedyny i wyjątkowy w swoim rodzaju. Zawsze, kiedy coś nie szło lub wystąpił regres, zastanawiałam się co takiego spowodowało taką sytuację i planowałam co zrobić inaczej następnym razem, żeby to naprawić. Bardzo pomocne były dla mnie rozmowy z różnymi osobami, to dodatkowo ułatwiało mi spojrzenie z dystansem na moją relację z Lu oraz znalezienie małych, uszkodzonych trybików, które należało wymienić aby machina działała poprawnie.
Oczywiście nie oznacza to, że teraz to już tylko sielanka i wata cukrowa. Przed Lucyną burza hormonów, pierwsza cieczka, więc na pewno jeszcze nie raz da mi popalić, ale wiecie co? Wszystkie psy tak mają, bordery też, dlatego nie rozumiem dlaczego w pewnym sensie im się tego zabrania i oczekuje, że od samego początku będą idealne. Co to właściwie oznacza, idealny pies? Idealny dla kogo? Z tego co ostatnio obserwuję, wstyd lub może nawet strach jest przyznać, że nasz pies może mieć jakieś niedociągnięcia, bo zaraz tworzy się wokół tego szum, jakby to było coś nienormalnego. Tymczasem każda istota potrzebuje czasu, by z poczwarki zamienić się w pięknego motyla. Jedni wolą niebieskie motyle, drudzy preferują żółte, czy któreś są lepsze lub gorsze?


Wśród psiarzy krąży slogan "nie mamy takiego psa, jakiego chcemy tylko takiego, jakiego potrzebujemy". I może to już oklepane stwierdzenie, ale jest tak prawdziwe, że aż nie do wiary! Lumos nie jest dla mnie łatwym psem, pokazała mi jak niewiele jeszcze wiem, ale każdy, nawet najmniejszy sukces daje mi przeogromną satysfakcję i radość. Szczerze cieszę się trasą, jaką razem pokonujemy, czasem potknę się o jakiś kamień, często jest pod górkę, ale dla takich widoków, jakie mijamy po drodze naprawdę warto! Tym słodko-gorzkim akcentem chcę zakończyć moje podsumowanie 4 miesięcy życia ze... szczeniakiem :). 

3 komentarze:

  1. Pamiętam jeszcze jak to u nas wyglądało...
    Pierwszy tydzień... Czemu ten szczeniak ciągle śpi?
    Następne pół roku... Czemu ten szczeniak w ogóle nie śpi???
    8-10 miesięcy... W sumie fajny ten pies.
    Potem tak do roku... Burza hormonów, stawianie się, "nie jesteś moją mamą"... Powrót frustracji.
    Dopiero teraz zaczynam czuć jakbyśmy byli jedni organizmem. A i to nie zawsze.
    Trzymam kciuki za Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego szczeniaki są fajne tylko u innych :D.

      Usuń
  2. I jak tu nie kochać niezapominajek. Przewdzięczne kwiaty! Modelka również :P

    OdpowiedzUsuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu