05.05.2019

Dry Bed w formie szarpaka dla psa

Kiedy kompletowałam wyprawkę dla szczeniaka okazało się, że nie ma (lub po prostu nie znalazłam) drybeda, który odpowiadałby wymiarom zamówionej przeze mnie klatki. Na szczęście posłanie to ma tę zaletę, że bez problemu można je przycinać, dlatego zdecydowałam się na zakup większego fragmentu, który następnie dopasowałam do kennela.


Zostało mi sporo resztek posłania, więc pomyślałam, że szkoda je wyrzucać i fajnie byłoby jeszcze jakoś je wykorzystać. Postanowiłam, że stworzę z tego szarpaki dla psów. Ktoś już wpadł na ten pomysł, ale wcześniej nie byłam co do niego pewna, dlatego stwierdziłam, że to będzie dobra okazja, żeby przekonać się jak takie rozwiązanie się sprawdza.

Ciekawostka przyrodnicza: posłanie typu dry bed, vet bed świetnie sprawdza się przy szczeniakach, starszych lub chorych psach, które mają problem z trzymaniem moczu. Ciecz spływa na spód legowiska, a wierzch pozostaje suchy, dzięki czemu zwierzak może przebywać na nim zachowując jako taki komfort, dopóki nie zrobimy porządku. Jest też ono miękkie i puszyste, trochę jak sztuszne futro/baranek, dlatego ma dużą szansę na bycie dobrym materiałem na szarpak dla psa. 

Zobacz też: szarpak z mopem | szarpak z piłką

Do zrobienia szarpaków wykorzystałam:
✔ resztki z drybeda 100x75cm do klatki 90x56cm
✔ taśmę rurową o szerokości 2,5cm
✔ linki/ściągacze bagażowe
✔ polar na podszycie rączki
✔ mocną nić do szycia
✔ igły oraz maszynę do szycia (można szyć ręcznie, można na maszynie albo połączyć jedno z drugim tak jak ja to zrobiłam)
✔ nóż termiczny (można użyć zapalniczki)
✔ długie szpilki krawieckie (można się bez nich obyć, ale są bardzo pomocne)
✔ ostre nożyczki
✔ naparstek (mogą przydać się również płaskoszczypce)
✔ centymetr krawiecki


KROK 1
Na początku zajęłam się uszyciem rączki. Koniec taśmy wyrównałam nożem termicznym, aby wszystko ładnie się skleiło i w przyszłości nie strzępiło. Następnie odmierzyłam odpowiedni fragment polaru i równo go złożyłam, dla ułatwienia aby mi się to nie rozleciało, zrobiłam fastrygę. Następnie przyłożyłam polar do taśmy zachowując przy tym zapas na późniejsze zszycie dwóch warstw taśm, tam pojawiła się kolejna fastryga, dzięki temu szyjąc wszystko na maszynie moim jedynym zmartwieniem jest równe prowadzenie ściegu. Niestety bez tego to dla mnie jakaś wyższa szkoła magii i czarodziejstwa. 
Na koniec złączyłam wspomniany wcześniej zapas i tak powstała rączka.


KROK 2
W następnej kolejności przez drugi koniec taśmy przeciągnęłam fragment linki bagażowej, która posłużyła za amortyzator. Moja maszyna do szycia nie jest w stanie tego ogarnąć, dlatego amortyzatory szyję ręcznie. Bardzo przydaje się do tego naparstek i płaskoszczypce, w przeciwnym wypadku palce dość mocno cierpią od przepychania i wyciągania igły przez warstwę taśmy i gumy. 
Najpierw przyszyłam jeden koniec linki, potem naciągnęłam taśmę, wtedy drugi koniec linki załapałam szpilką krawiecką, żeby amortyzator nie rozpadł się. Jak zrobiłam na niej kilka przeszyć, wyjęłam szpilkę i dokończyłam swoje dzieło szyjąc, szyjąc i szyjąc. Kiedy amortyzator był gotowy, mogłam już zakleić koniec taśmy za pomocą noża termicznego. 


KROK 3
Na samym końcu zajęłam się drybedem. Chciałam jak najlepiej wykorzystać pozostałe resztki, co wymagało sporych zdolności logistycznych, ponieważ tych do równego ucinania nożyczkami kompletnie nie mam. Skrawki były bardzo krzywe, więc najpierw trzeba było dobrze wszystko wymierzyć i starannie podzielić. Wyszły mi z tego materiały na 3 małe szarpaki i jeden średni (gotowe można podziwiać na pierwszym zdjęciu tego wpisu).

Pojedynczy fragment zwijałam w rulon i zszywałam od wewnątrz tworząc tym samym rękaw. Potem wywijałam go "futerkiem" na wierzch. Następnie końcówę rękawu zawijałam do środka i przyszywałam do ścianek, starałam się pokazać to na 2 i 3 zdjęciu poniżej. Moim celem było ładne wykończenie detalu, aby nie była widoczna guma ze środka. 
Później przez rękaw od tej wykończonej strony przeciągnęłam pozostawiony fragment taśmy. Końcówkę taśmy złożyłam na pół i zostawiłam kawałek na zewnątrz, bo to fajnie wygląda. Potem zszyłam taśmę i drybed na końcach, po bokach i przez środek i tu cenna uwaga, tu płaskoszczypce przydają się chyba jeszcze bardziej, gdyż drybed jest zdradliwy i wcale nie tak łatwo wypatrzeć, w którym miejscu wyszła igła. Za to można przekonać się o tym boleśnie na własnej skórze. 


KONIEC
Zdradzę Wam, że robienie tego typu rzeczy sprawia mi naprawdę dużą satysfakcję, ale szczególnie cieszy mnie, kiedy mogę wykorzystać do nich coś, co po prostu już mam w domu (jak to stare, naturalne futro). Tutaj były to resztki psiego legowiska, teraz służą obu sukom za świetną zabawkę :).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu