29.11.2013

Nowy zwierzak!

Nowy zwierzak, trochę nieśmiały, więc chowa głowę w trawie ;). Czyli kolejna zabawka z promocji, kupowana z myślą o wakacjach i chyba ostatnia zakupiona w tym roku. Tak, właśnie tak, postanowiłam nic więcej nie kupować (ciekawe jak długo w tym wytrwam...) i przez chwilę miałam dylemat co ze świętami! W końcu zwierzaki są członkami rodziny i fajnie by było też dać im w tym dniu coś specjalnego. I będzie coś specjalnego oraz wyjątkowego, już nie mogę się doczekać, ale o tym bliżej świąt :D. 

Kaczy kuperek (Chuckit Duck Diver) i smaczki (Proline). Wstępnie przetestowane, wynik pozytywny :).

29.11.2013

28.11.2013

Czy możesz to potrzymać?

Gdyby Gina umiała mówić to teraz z chęcią na każde takie pytanie odpowiedziałaby: TAK! Tymczasem na komendę "trzymaj" bez wahania po prostu łapie w pyszczek to, co jej podam i trzyma dopóki nie usłyszy magicznego "daj".


Jak nauczyć psa trzymać różne przedmioty w pyszczku?
Przyda nam się dużo smaczków, kliker również mile widziany ;).
Wzięłam do ręki ołówek i czekałam na reakcję psa. Pierwszą, jaką zaoferował był target nosem, więc klik/smakołyk (dla jasności najpierw klik potem smakołyk, nie albo/albo). Potem podgryzanie ołówka klik  i dużo nagródek (jackpot) i radości, nasz pies (prawie ;)) trzymał ołówek!
Kiedy pies załapał już, że chodzi o trzymanie ołówka to największym problemem było pokazanie mu, że ma to robić dłużej niż ten ułamek sekundy. Ważne było aby na początku cały czas trzymać przedmiot w ręku, jeśli pies przestanie go trzymać, to nie upadnie na podłogę, tylko nadal będzie w naszych rękach. Kluczowym elementem było wprowadzenie komendy "daj", pies kojarzy, że dopiero po "daj" dostanie nagrodę, a nie wtedy, kiedy sam stwierdzi, że czas już wypluć przedmiot (w tym momencie odłożyłam kliker na półkę). Za każdym razem starałam się powiedzieć "daj" zanim pies sam zdecyduje o wypluciu ołówka. Podawałam przedmiot, po chwili "daj", zabierałam przedmiot i nagroda. Stopniowo "chwila" wydłużała się i nie musiałam już trzymać ołówka w ręku, bo pies czekał na "daj".
To był odpowiedni moment, żeby zacząć utrudniać psu zadanie, więc po "trzymaj" dotykałam palcem ołówek, "daj" i super nagroda. Potem dotykałam ołówek z różnych stron, machałam smaczkami przy pyszczku, próbowałam zabrać ołówek bez "daj". Zmieniałam pozycję, odchodziłam na kilka kroków, potem na większe odległości, mogłam już zrobić zdjęcie ;). Ołówek zamieniałam na inne przedmioty o różnej wadze, z różnych materiałów.
Mniej, więcej tak nauczyłam Ginę trzymać różne rzeczy :).




28.11.2013

17.11.2013

Wracamy do gry

Mimo, że rana na plecach nie była w rzeczywistości tak kłopotliwa jak ta po kastracji, to wolałam, żeby Gina sama dawkowała sobie ruch i jego rodzaj. W związku z tym nie bawiłyśmy się ani frisbee, ani nie wyciągałam przeszkód, ale w końcu przerwa dobiegła końca. Wczoraj ostatnia wizyta w lecznicy (mam nadzieję, że na kolejną wybierzemy się dopiero przy okazji szczepienia), szwy zdjęte, można szaleć na całego!

Trochę starszych fotek, których tu jeszcze nie było ;)




17.11.2013

14.11.2013

Przed i po

W końcu zmotywowałam się do ogarnięcia ginowej fryzury na zimę. Zostało jeszcze trochę poprawek, ale na razie chcę się nacieszyć równiutkim futerkiem (pomijając dziury po wenflonie i ranie po zabiegu). Boję się pomyśleć co będzie, jak Gi bardziej zarośnie i trzeba będzie nadać jej kształt psa... Latem wystarczy wziąć maszynkę i po ok. 2h suczi wygląda tak, jak lubię najbardziej, a teraz pewnie będę gimnastykować się z nożyczkami, jak ja to "uwielbiam" ;).

Ginka po lewej dwa dni temu i po prawej dzisiaj.

14.11.2013

13.11.2013

Wiadomość sprzed chwili

Właśnie dzwonili do nas z kliniki z wynikami badania histopatologicznego. Okazało się, że guzek to nie nowotwór (za to cysta epidermoidalna, usunięta w całości)! Niesamowicie się cieszę! :D

Gina cały czas miała wyśmienity nastrój i chyba tylko to pozwalało mi nie myśleć aż tyle o tych wynikach (kiedy zaczynałam to robić miałam w głowie same czarne scenariusze). Wczoraj pozwoliłam jej trochę bardziej poszaleć za piłką. A już w sobotę pozbywamy się szwów :).


13.11.2013

10.11.2013

Kiedyś musi być...

ten pierwszy raz, kiedy kierowca ZTM czepia się, że Twój mały, słodki, pozszywany pieseczek nie ma kagańca.
Tak się złożyło, że dzisiaj na wizytę kontrolną musiałyśmy jechać autobusem. Znam zasady przewozu zwierzaków, ale mimo to byłam dość zaskoczona, bo odkąd jeżdżę ze swoimi psami (tj. kilka lat) komunikacją miejską jeszcze nigdy nie zwrócono nam uwagi na brak kagańca (zdarzyło się to w PKS, ale to trochę inna sytuacja). Kierowca był wyjątkowo gburowaty (nie chodzi nawet o fakt zwrócenia uwagi na kaganiec, ale to nie temat na psiego bloga ;)), powiedział, że pies ma być albo na kolanach, albo w namordniku, więc żeby mieć pewność, że nas nie wyrzuci założyłam Gince nasz materiałowy kaganiec. Gi grzecznie w nim siedziała... do czasu ;). Postanowiła się go pozbyć, kiedy miałyśmy wysiadać na przystanku i właśnie zbliżałyśmy się do drzwi. 
W lecznicy dowiedziałyśmy się, że z raną jest wszystko ok, zaopatrzyłyśmy się w smaczki, dostałyśmy próbki karmy (wszystko z Fish4Dogs, jak ktoś szuka śmierdzących rybą smaków to polecam :)) i wyruszyłyśmy w drogę powrotną. 

10.11.2013

8.11.2013

Prawie po staremu

Dziękuję za tyle miłych słów pod ostatnim postem!
Ginka ma się bardzo dobrze, pani weterynarz mówiła, że mniej, więcej tego dnia powinna zacząć swędzieć ją rana, ale albo nie swędzi, albo Gi nie zwraca na to uwagi. Z tego powodu większość dnia może chodzić bez kołnierza, zakładam  go tylko na noc i wtedy, kiedy przez dłuższy czas nikt nie może jej przypilnować. Wczoraj dziewczyny chciały bawić się w nawalanki, ale niestety muszą zaczekać jeszcze tydzień, bo nie chcę, żeby Gi rozwaliła sobie szwy.
Dzisiaj przyszła paczka z długo oczekiwaną przeze mnie zabawką. Miała być u nas już w wakacje, czekałam, czekałam, ale zamówienie nie wypaliło. W końcu zdobyłam ją w Toys4Dogs, a mowa o kolejnym "kongu", tym razem wobblerze :). Na filmiku pierwsze starcie Gin z nową zabawką, drugie podejście wyglądało zdecydowanie energiczniej, na co liczyłam :D. Tosi nowy sprzęt też się spodobał, ale obchodzi się z nim ostrożniej. W pudełku znalazły się też piłeczki ultra (o których czytałam dużo pozytywnych opinii i koniecznie chciałam sprawdzić, czy faktycznie są takie super ;)) i aport do wody chuckit (przyda się na przyszły sezon). 

wobbler, chuckit
pilka chuckitaport do wody chuckit

8.11.2013

6.11.2013

Niewiadoma


Zaczęło się już jakiś czas temu i dość niewinnie, bo od małego guzka na grzbiecie, który zaraz po wymacaniu wydawał się być kleszczem. Po odgarnięciu futerka okazało się, że nim nie był, ot taka krostka. Myślałam, że to może po pływaniu w brudnej (?) wodzie, więc wykąpałam porządnie w szamponie i... nic. Czekałam jeszcze jakiś czas, bo założyłam, że może skoro tak znikąd się pojawiło, to samo zniknie. Nie znikało, więc udałam się do weterynarza, który obejrzał krostkę, pomacał i zdiagnozował zapalenie mieszka włosowego. Zalecił dalsze obserwacje, a kiedy krostka zmięknie to się ją wyciśnie. Krostka ani jakoś nie rosła, ani nie miękła.
Ciekawa tego z czym dokładniej mamy do czynienia zapytałam wujka Google jak się postępuje z zapaleniem mieszka, a Google mówi, że używa się antybiotyków, jakiś smarowideł, przecież nic takiego nie dostałyśmy. Poza tym nie da się tego zdiagnozować ani leczyć "na oko". Zapaliła mi się nad głową żarówka i stwierdziłam, że warto, żeby obejrzał to ktoś inny. 
Ok. 9:00 byłyśmy w klinice, nikogo nie było, więc od razu zostałyśmy przyjęte do gabinetu. Pani obejrzała krostkę i stwierdziła, że zapalenie mieszka włosowego raczej tak nie wygląda i zapewne jest to kaszak/jakiś guz. Zaproponowała zabieg, w trakcie którego mogłoby się okazać, że to kaszak, czyli nic szczególnie groźnego lub coś innego, co dobrze byłoby przebadać w laboratorium (przy okazji zaproponowała usuwanie kamienia nazębnego). Niedługo potem Gina usnęła mi na kolanach. Zabieg poszedł pomyślnie, ale nadal nie wiadomo co to jest, wyniki pod koniec listopada. Dopóki nic nie wiadomo mam się nie martwić, ale nie jest to takie łatwe :(. 

Na szczęście psy nie zdają sobie sprawy z takich rzeczy, Gi zaraz po wybudzeniu zachowywała się jak gdyby nigdy nic, dzielnie znosiła gmeranie przy łapce i obecność innych czworonogów. Nawet kołnierz bardzo jej nie przeszkadza, choć pewnie wolałaby go nie mieć.


6.11.2013

1.11.2013

Sztuczki na dwa psy

http://farm3.staticflickr.com/2880/10590490454_bac9c9bf15_o.jpg

Jeden pies wykonujący sztuczki jest ekstra, ale dwa i to jednocześnie to już naprawdę coś!
Kiedy w planach pojawił się drugi pies wiedziałam, że też będzie uczony sztuczek. Mam wrażenie, że Gina jest do tego stworzona, z każdym nowym trickiem kolejne przychodzą jej coraz łatwiej i szybciej. Niektórym trzeba było poświęcić nieco więcej czasu, trochę pomyśleć jaką metodę zastosować, bo znane nie zdawały egzaminu, ale w końcu wychodziło. Z Tosią jest zupełnie inaczej, znam ją dłużej niż Ginę, a mimo to nadal w wielu kwestiach nie potrafię jej rozgryźć, dotyczy to nie tylko aspektów życia codziennego, ale również nauki nowych umiejętności. Są jednak tricki, które obie suczki potrafią wykonać, więc sklejenie filmu, na którym robią to jednocześnie wydawało się proste jak bułka z masłem. Nic bardziej mylnego!

Postanowiłam, że z tego co wyglądało w miarę sensownie powstanie zapowiedź, w przeciwnym razie filmik nosiłby tytuł "Chaos", bo inaczej nie dało się określić tego, co działo się przed kamerą. Natomiast dłuższą produkcję zamierzam kręcić kroczek, po kroczku tak, żeby było wszystko dopracowane, nie mam pojęcia kiedy ujrzy ona światło dzienne, ale mam nadzieję, że jeszcze w tym roku ;).


1.11.2013

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu