11.02.2019

Miesiąc z Lumos - o socjalizacji

Dziś mija miesiąc odkąd Lumos jest u mnie, tym samym kończy też 12 tydzień swojego życia oraz zamyka się jej okno socjalizacyjne, więc myślę, że to dobry czas na podsumowanie tego co się u nas ostatnio działo. 



SOCJALIZACJA
To głównie pod tym hasłem upłynął nam ostatni miesiąc. Czym ona jest, jak długo trwa i o co w tym chodzi? 
Socjalizacja to proces polegający na przystosowaniu psa do środowiska, w którym przyjdzie mu z nami żyć. Encyklopedia PWN mówi nam też, że:

socjalizacja [łac. socialis ‘społeczny’], proces przejmowania przez jednostkę wiedzy, kompetencji komunik., umiejętności psychospoł., a także systemu wartości i norm, wynikający z oddziaływania środowiska społ.;


Według przyjętych norm (w sieci można znaleźć różne informacje na ten temat) najlepszy czas na zaznajamianie szczeniaka ze światem trwa do 12 tygodnia życia, nazywa się to oknem socjalizacyjnym. W tym okresie szczenięta są zwykle ciekawskie i z góry pozytywnie nastawione do nowych rzeczy, dlatego łatwo wykorzystać to w socjalizacji, bo "wystarczy" wzmacniać pożądane zachowania. Inne źródła podają, że jest odwrotnie i to właśnie w 9 tygodniu życia szczenięta zaczynają podchodzić do wszystkiego z dystansem, dlatego szczególnie trzeba zadbać by nie nabyły w tym czasie lęków, ponieważ później może być nam trudniej uporać się z nimi.

Istnieje też program zwany "złotą dwunastką socjalizacji". Powstał on po to aby pomóc właścicielom szczeniąt przejść właściwie przez ten newralgiczny okres ich życia. Pokrótce polega on na tym, że zaznajamiamy malucha z 12 zagadnieniami w 12 różnych kategoriach, np. 12 różnych ludzi (dzieci, starsi, osoby poruszające się o kulach etc.), 12 różnych powierzchni (piasek, kamienie, mokra trawa etc.), 12 różnych sytuacji itd. Biorąc pod uwagę, że mamy na to wszystko zaledwie 4 tygodnie, bo zwykle bierzemy szczeniaka w 8 tygodniu jego życia, to jest tego całkiem sporo.


SOCJALIZACJA W PRAKTYCE
Teorię już znamy, więc czas na praktykę. Bardzo wiele osób ledwie odbierze szczenię z hodowli i już na drugi dzień podbija z nim miasto, imprezy pełne ludzi i hałasów, w końcu zależy im, żeby pies miał jak najwięcej doznań i w przyszłości niczego się nie bał. Problem polega na tym, że sama ekspozycja na dany bodziec to nie socjalizacja. Co więcej, jeśli przesadzimy z ilością bodźców na raz, możemy osiągnąć odwrotny efekt od zamierzonego i w takiej sytuacji pies również może stać się lękliwy, nerwowy itp.
Przede wszystkim musimy bacznie obserwować naszego malucha i wyciągać właściwe wnioski. Nie zmuszać go do przebywania w miejscach, które w danej chwili powodują jego wyraźny dyskomfort czy strach.  Ważne, żeby zastanowić się na czym nam zależy w przyszłości. Jeśli często podróżujemy komunikacją miejską, to warto przyzwyczaić do niej psa, jeśli będziemy startować w zawodach, dobrze zaznajomić szczeniaka z podobnymi warunkami, ale przede wszystkim musimy skupić się na psie, którego mamy tu i teraz. Może być on zupełnie różny od innych pobratymców i nie wpasowywać się w z góry przyjęte przez kogoś normy. Każdy organizm rozwija się w swoim tempie, dlatego powinniśmy to uszanować i dopasować ilość i intensywność bodźców, z którymi oswajamy naszego malucha.  Chodzi o to, żeby świat kojarzył mu się pozytywnie, żeby szczeniak niczego się nie bał i czuł się komfortowo w sytuacjach, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć. Co mi po zabraniu psa do centrum Warszawy, gdzie z pewnością zobaczy więcej niż 12 różnych osób, jeżeli mam świadomość, że zgiełk wielkiego miasta zupełnie przytłoczy malucha i nie będzie on w stanie wrócić do domu z miłymi skojarzeniami?



Hałasy, pojazdy, ludzie i kwarantanna 
Tak właśnie jest z Lumos. Pierwszego dnia po przyjeździe do domu wszystko bardzo ją interesowało, od razu zakochała się w każdym z domowników, nawet w Ginny. Z radością zwiedzała każdy kąt w domu i ogrodzie. Początkowo ograniczałam ją głównie do tych miejsc, żebyśmy miały czas na zapoznanie się, ale też dlatego, że była tylko po pierwszym szczepieniu i miała ogromną potrzebę wsadzania wszystkiego do paszczy. Przez to bałam się zabierać ją poza działkę, ponieważ w okolicy jest sporo psów i nie chciałam, żeby młoda się czymś zaraziła. Z Ginny w ogóle nie przestrzegałam kwarantanny, ale 8 lat temu chyba tylko ja wychodziłam na spacery z psami, teraz to się zmieniło i postanowiłam być na wszelki wypadek ostrożniejsza. Brałam też pod uwagę doniesienia sprzed kilku miesięcy o licznych zachorowaniach na parwowirozę w naszym kraju, dlatego uznałam, że lepiej dmuchać na zimne i postawić szczeniaka na własne łapy po drugim szczepieniu.

Niedługo potem okazało się, że Lumos niezbyt dobrze reaguje na nowe sytuacje. Podchodzi do nich z dużą rezerwą lub po prostu boi się. Szczególnie nie lubi bardzo dużych hałasów (ale też nie wszystkich). Już wtedy postanowiłam, że nie będę szaleć i do wszystkiego dojdziemy stopniowo, co z czasem okazało się świetną decyzją. Najpierw ze względu na jej zdrowie nosiłam ją poza domem na rękach. Prędko wyszło, że szybko jadące auta, szczególnie pod przystankową budką, gdzie dźwięki bardziej się kumulują, doprowadzają ją do strachu. Pierwszego dnia nie chciała nawet zjeść smakołyka, dlatego poszłam z tamtego miejsca i obserwowałam razem z nią jadące samochody z pewnej odległości, w której ona czuła się bezpiecznie. W miłym dla niej miejscu chętnie wcinała jedzenie i przekonywała się, że samochody nic jej nie zrobią. Z czasem zmniejszałam dystans aż doszłam do etapu, w którym przystanek stał się obojętny, a jak się tam nudzi to w ramach rozrywki można poszarpać się szarpakiem. I tu UWAGA, bo skarmiając psa w niewłaściwy sposób możemy przekierować niechcący jego uwagę na auta, ale w przeciwną stronę niż byśmy chcieli. 
Goście pojawiający się w domu byli dla niej obojętni, za to obcy na zewnątrz zaczęli wywoływać w niej lęk, dlatego starałam się kontrolować sytuacje, w jakich się pojawiają i uczyłam szczeniaka jak może sobie z tym radzić. Pokazywałam też, że obcy nie są tacy straszni i nadal nad tym pracuję, co nie jest takie proste, bo granica między niechęcią, a miłością do nowych ludzi jest u Lumos bardzo cienka.
Nie dałoby się osiągnąć takiego efektu, gdybym od razu zabrała takiego szczeniaka do centrum stolicy Polski, w której aż kipi od ilości różnych bodźców, hałasów, poruszających się obiektów i ludzi. Lumos nie jechała tramwajem ani metrem, ale co z tego? Wiem, że gdybym ją tam zabrała, to i tak by się bała, niczego by nie zyskała, a straciłybyśmy czas na możliwość wolniejszego, ale solidniejszego poznawania świata. To nic, że zamknęło się okno socjalizacyjne. Cały czas można budować pozytywne skojarzenia, pokazywać, że wszystko co dzieje się na zewnątrz jest normalne i zawsze można liczyć na wsparcie swojego człowieka.
Dzięki stopniowaniu różnych atrakcji, Lumos z dnia na dzień staje się coraz śmielsza. Na auta, nawet te większe jak tiry czy ciężarówki prawie w ogóle nie reaguje, sprawniej idzie jej mijanie ludzi, szczekających psów. Bawi się w różnych miejscach, ale za to musimy jeszcze popracować nad wyciszaniem poza klatką.

Oczywiście to o czym pisałam wcześniej nie oznacza, że trzymałam szczeniaka w ciemnej piwnicy żeby czasem czegoś się nie wystraszył. Moja okolica jest bardzo fajna na taki stopniowy socjal, bo im dalej w jedną lub drugą stronę, tym ilość bodźców się zwiększa, dzięki czemu można tym bardzo sprawnie żonglować. Im pewniejsza siebie była Lumos, tym dalsze zakątki naszej okolicy zwiedzałyśmy. Wcześniej sporo jeździłyśmy samochodem, ale przez jakiś czas najwięcej będziemy poruszać się komunikacją miejską, dlatego robiłyśmy krótkie i dłuższe przejażdżki autobusem. Byłyśmy przed często uczęszczanymi sklepami, przychodnią, na poczcie, w lecznicy weterynaryjnej (nie tylko przy okazji szczepienia), w domu znajomych, w kawiarni, w stajni z końmi, w centrum handlowym (wchodziłyśmy do sklepów takich jak Leroy Merlin, Jula, Decathlon, OBI - do nich można wejść z psem, ale wcześniej warto zapytać). Ostatnio wylądowałyśmy na dużej pętli autobusowej pod wiatą zaraz obok lotniska i to już było trochę za dużo. Było to pierwsze podejście do Warszawy, niestety ten punkt trudniej rozłożyć na czynniki pierwsze, bo nie da się dojechać do miasta omijając to miejsce, ale damy sobie radę. W międzyczasie spacerowałyśmy na łąkach pod lasem. Całkiem tego sporo jak na wieś pod Warszawą, ale wciąż zaznaczam, że nie ilość się liczy, a jakość. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby Lumos dobrze przetrwała ten ważny dla niej czas i nadal będę pracować nad tym, żeby była fajnym psem :). 

Poza tym ostatni miesiąc upłynął nam też na budowaniu relacji w inny sposób oraz na poprawie stosunków między szczeniakiem a Ginny, ale to tematy na oddzielne wpisy. Poniżej wrzucam krótki film z Lumos. Nagrywając te wszystkie materiały bardziej skupiałam się na samym szczeniaku niż na ciekawych ujęciach (mocno pilnuję cały czas, żeby papik nie żarł śmieci i innych syfów), dlatego jeśli umrzecie z nudów, to mi wybaczcie. Przyznaję, że jest tam dużo klipów z szarpaniem, ale no ja się jaram jak ona się szarpie i podoba mi się, że interesuje się zabawką w różnych sytuacjach, również tych trudniejszych dla niej.


3 komentarze:

  1. To jak to w końcu jest z tym wychodzeniem przed ostatnim szczepieniem? Juz nie wiem :-(
    Kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość weterynarzy powie Ci, że najlepiej w ogóle nie wychodzić ze szczeniakiem z domu do ostatniego szczepienia. Często krzywo patrzą nawet na wieść, że wyprowadzasz malucha do ogródka, a co dopiero, żeby zabierać go już na spacery :D. Ich podejście nie jest bezpodstawne, bo szczeniak naprawdę może poważnie zachorować, ale nawet trzymając go tylko w domu nie jesteśmy w stanie zapewnić mu 100% bezpieczeństwa. Aby tak było musiałby siedzieć w jakiejś izolatce, a my przed każdym wejściem do niego powinniśmy starannie się wyczyścić i przebrać... Zarazki możemy przecież wnieść na swoich butach, może je wnieść nasz dorosły pies, z którym wychodzimy itd. Trzeba być ostrożnym, ale jak do wszystkiego trzeba podejść do tematu kwarantanny z rozsądkiem. Szczególnie trzeba uważać zaraz po szczepieniu z uwagi na obniżoną odporność. Przed zakończeniem wszystkich szczepień zdecydowanie trzeba unikać brudnych trawników, spotkań z obcymi, nieznanymi psami.

      Lumos jest już po wszystkich szczenięcych szczepieniach, została nam już tylko wścieklizna. W czasie "kwarantanny" udało mi się ją zabrać w wiele różnych miejsc, w tym spacerowałyśmy tam, gdzie chodzi mniej psów i wszystko przebiegło bardzo dobrze, Lu jest póki co zdrowa i ma coraz lepiej poukładane w głowie :D.

      Usuń
    2. Jadę za 2 tygodnie po szczeniaka i już mi się mózg lansuje od nadmiaru informacji :c

      Usuń

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu