07.04.2019

Czy szczeniak powinien znać psie sztuczki?

Psie sztuczki i szczenięta to temat, który od jakiegoś czasu powoduje wrzenie wśród dyskutujących o tym osób. Kiedy wrzuciłam do sieci pierwszy, dłuższy film z Lumos kilku psiarzy zwróciło mi uwagę na to, że bardzo fajnie prowadzę szczeniaka, między innymi dlatego, że nie zna zbyt wielu sztuczek. Komplementy odnośnie wychowania i szkolenia malucha były dla mnie oczywiście bardzo miłe, a z drugiej strony trochę niezrozumiałe. W końcu jak można ocenić czyjąś pracę na podstawie 2-minutowego filmu?


Kiedyś internet zalewany był przez filmy ze szczeniakami, które potrafiły bardzo wiele trików i nie zawsze było to dla nich dobre. Sztuczki często nie były dopasowane do ich możliwości fizycznych i psychicznych. Inni sugerowali też, że skoro maluch zna aż tyle sztuczek, to jego właściciel pewnie zaniedbał dużo ważniejsze kwestie jak choćby socjalizacja. To spowodowało, że powstał front antysztuczkowy i jeśli jakiś film z maluchem przedstawia same triki to jego autor może spodziewać się fali negatywnych ocen, od osób, które najwyraźniej nie wiedzą, że to co publikujemy w sieci jest zaledwie krótkim fragmentem naszego życia. 

Po co uczyć szczeniaka sztuczek? 
Uwielbiam taką formę spędzania czasu z psem, tak samo zresztą jak sporty kynologiczne. Jedno i drugie potrafi świetnie wpłynąć na relację psa z przewodnikiem, zarówno sztuczki jak i sporty stanowią też dobre zajęcie dla psiej głowy. Sztuczki mają jednak tę przewagę, że są dla wszystkich, jest ich niezliczona ilość, więc każdy może dobrać odpowiednie dla swojego psa zależnie od jego wieku i stanu zdrowia.

Uważam, że nauka trików fajnie rozwija malucha, uczy słuchania poleceń i zwracania większej uwagi na przewodnika. Wpływa również pozytywnie na zdolności motoryczne szczenięcia, np. poprzez naukę świadomości ciała. Dobrze poprowadzone kształtowanie podbudowuje pewność siebie psa, uczy go kreatywności i samodzielnego myślenia. Sztuczki bywają pomocne w trudniejszych sytuacjach, psy często łatwiej odprężają się po wykonaniu swojego ulubionego triku i dane okoliczności wydają im się wtedy mniej straszne. Jednak aby to wszystko dobrze zadziałało, triki powinny być odpowiednio dopasowane do konkretnego zwierzęcia. To, że dane szczenię wykonuje określoną sztuczkę nie oznacza, że inny malec w tym samym wieku też powinien ją umieć. W związku z tym bardzo ważna jest obserwacja i racjonalne spojrzenie na swoje futro, a jeśli mamy z tym problem, to nie powinniśmy wstydzić się prosić o poradę. Większe psy rozwijają się wolniej (mam na myśli głównie rozwój fizyczny, ale psychiczny również), a Lumos to mój pierwszy pies takich gabarytów i kiedy nie jestem pewna, czy mogę ją już czegoś nauczyć, szukam na ten temat informacji lub po prostu pytam osób, którym ufam.

Co, jak i dlaczego potrafi Lumos? 
Od odbioru Lu z hodowli nauczyłam ją częściowo poprzez wyłapywanie zachowań, naprowadzanie, a częściowo przez kształtowanie za pomocą klikera rzeczy takich jak:
  • reagowanie na imię (a co za tym idzie przywołanie i odwołanie), 
  • siadanie, 
  • leżenie, 
  • obroty w prawo i w lewo, 
  • targetowanie nosem dłoni i wskazanych przedmiotów,
  • targetowanie przednią prawą i przednią lewą łapą, 
  • trzymanie różnych przedmiotów w pysku,
  • obieganie mnie, 
  • cofanie,
  • kładzenie głowy na czymś/na ziemi,
  • slalom między nogami,
  • wchodzenie na polecenie do klatki. 
Zaczęłyśmy też wchodzenie czterema łapami lub dwiema przednimi na płaskie, stabilne przedmioty oraz cały czas szlifujemy zostawanie na miejscu. Rzeczy wymagające konkretniejszych ruchów, jak przykładowo obroty czy cofanie powtarzam z nią rzadko i nie oczekuję od niej aby robiła je teraz szybko. Sztuczki same w sobie nie są dla mnie celem, dlatego też nie zależy mi na tym aby wyglądały w jakiś sposób, te mniej istotne w dużej mierze są niedopracowane (zwracam jedynie uwagę na to, żeby było bezpiecznie), bardziej cenię korzyści jakie przychodzą z samej nauki.

Lu uczy się w błyskawicznym tempie, sprawia jej to mnóstwo radości i przychodzi z niezwykłą łatwością. Ginny też bardzo szybko łapała nowe rzeczy, ale prędkość przyswajania nowości przez Lu to jakiś kosmos, w zasadzie nie stanowi dla mnie pod tym względem wyzwania. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że bacznie ją obserwuję i nie wymagam od niej czegoś, czego nie jest teraz w stanie zrobić, bo nie chcę jej zniechęcić lub niechcący doprowadzić do jakiegoś przeciążenia. Dzięki mojemu doświadczeniu z poprzednimi futrami wiem też jak poprowadzić sesję treningową aby nie była zbyt długa, nie powodowała frustracji i zawsze kończyła się sukcesem psa. Zwykle jedna, krótka sesja wystarcza aby Lumos nauczyła się nowego zachowania, dlatego nie ma najmniejszej potrzeby ćwiczenia z nią po kilka razy dziennie. W związku z tym sztuczki w ogóle nie kolidują ze spacerami (zresztą triki można powtarzać w trakcie spaceru jako jego urozmaicenie i ćwiczenie pracy w rozproszeniach), a co za tym idzie socjalizacją, czy nauką bardziej życiowych rzeczy jak na przykład spokojne siedzenie podczas czesania, obcinania pazurów czy kąpieli pod prysznicem. To samo tyczy się nauki spokojnego mijania szczekających psów, niepodejmowania syfów z ziemi lub wypluwania ich na komendę, jeśli już uda jej się coś dorwać.

Sztuczki bardzo pozytywnie wpłynęły na moją relację z Lumos. Początkowo Lu nie zwracała na mnie aż takiej uwagi, była mocno zaaferowana środowiskiem, nie szukała wsparcia w mojej osobie i wydawała się dość niezależna, mnie traktowała najwyżej jak podajnik jedzenia. Kiedy zaczęłam wymagać od niej określonych zachowań, nagle okazało się, że mój pies widzi MNIE, a nie tylko rękę z żarciem. Dzięki temu dużo łatwiej się z nią żyje, jest do mnie bardziej "przyklejona" i zaczyna zależeć jej na moim zadowoleniu, co działa też w drugą stronę, bo kiedy coś naprawdę mi się nie podoba (jak np. napastowanie biednej Ginki), to Lu dostrzega powagę sytuacji i sprawniej się ogarnia. Oczywiście na poprawę naszej więzi wpływa też masa innych czynników, ale jestem przekonana, że triki mają w tym bardzo duży udział. 


Na koniec chcę podkreślić, że zawsze, kiedy uogólniamy zamiast skupić się na potrzebach i możliwościach danego psa, możemy zrobić mu krzywdę. Nie ma znaczenia czy będziemy ćwiczyć z nim samokontrolę, uczyć nowej sztuczki, biegania w tunelu czy chodzenia przy nodze, w każdym z tych przypadków wymagamy od zwierzaka wykonania zadania i nie ma dla niego znaczenia czy nazwiemy je sztuczką czy fundamentem jakiegoś sportu. To my stworzyliśmy ten podział aby móc jaśniej określać to, co robimy, jednak pies tak tego nie postrzega.
Dodam również, że jeżeli już zabieramy się za ocenianie czyjejś pracy z psem, warto wcześniej zweryfikować własne metody szkoleniowe. Jeżeli podejrzewamy kogoś o nakładanie na psa zbyt dużej presji, wymaganie od niego zbyt trudnych/wielu rzeczy, doprowadzanie go do frustracji, może sami tak robiliśmy lub robimy? Pamiętajmy, by nie mierzyć wszystkich swoją miarą. Dobrze też mieć świadomość, że każdy z nas czerpie wzorce od różnych osób, a te osoby to nadal tylko ludzie, którzy nie zawsze mają rację. Miejmy otwarte głowy, nie idźmy ślepo za trendami i szanujmy odmienne zdanie innych.
Czy szczeniak powinien znać psie sztuczki? Może je znać, ale nie musi. To decyzja każdego z nas co będziemy robić z naszym psem i jak, ale powinniśmy dołożyć wszelkich starań, żeby mu nie zaszkodzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Projekt i wykonanie: Marta Swakowska © Psi Kawałek Internetu